„Starodruk”, z wyglądu opasła księga w gustownej oprawie, jaki przekazał prezydent Zamościa Marcin Zamoyski, był najbardziej intrygującym prezentem wręczonym podczas jubileuszowej uroczystości z okazji 80-lecia Muzeum Zamojskiego.
Dyrektor Muzeum Andrzej Urbański zdradził w końcu, co to za lektura. Otóż w książce była butelka „Dimple”, szkockiej whisky. Trunek ma 15 lat!
Muzeum świętowało w ub. sobotę (25 listopada). Z tej okazji ks. biskup Wacław Depo, ordynariusz diecezji zamojsko-lubaczowskiej odprawił nabożeństwo w Kościele Rektoralnym pw. św. Katarzyny. Dalsza część uroczystości odbyła się już w siedzibie jubilata, czyli w ormiańskiej kamienicy „Pod Aniołem” przy ul. Ormiańskiej.
Były życzenia od zaprzyjaźnionych muzeów w Tomaszowie, Hrubieszowie, Biłgoraju, ale też instytucji spoza Zamojszczyzny (m.in. od Muzeum w Kozłówce, Lublinie). Do Zamościa przybył prof. Jan Gurba, mistrz obecnego dyrektora Muzeum Zamojskiego Andrzeja Urbańskiego. Nie zawiódł wieloletni towarzysz wypraw archeologicznych, prof. Andrzej Kokowski. Okolicznościowy list gratulacyjny przysłał wojewoda Wojciech Żukowski. Życzenia składał senator RP, Jerzy Chróścikowski.
Trochę historii
Jubileusz stał się okazją do spotkania wszystkich przyjaciół muzeum. Niestety, nie mogła przybyć Maria Lorentz, która była dyrektorem przez 30 lat. Ciepło wspominano jej pracę, jak też tych, którzy zakładali zamojską instytucję. Pomysł pojawił się w 1925 roku. O potrzebie utworzenia placówki, która będzie gromadziła zbiory (tylko związane z historią regionu) mówił wtedy Zygmunt Klukowski, lekarz ze Szczebrzeszyna, społecznik, regionalista. W 1926 r. Sejmik Zamojski przekazał muzealnikom-zapaleńcom siedzibę - były kościół franciszkanów. Kilka lat później, w roku 1933 muzeum zostało zlikwidowane (instytucja nie działała tak prężnie jak się spodziewano). Trzy lata później z odsieczą przyszedł zamojski oddział Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego, z którego inicjatywy założono Muzeum Krajoznawcze. Miasto przekazało nowej instytucji trzy pomieszczenia w Ratuszu. W roku 1941 okupacyjne władze niemieckie decydują oddać na potrzeby muzeum kamienicę przy Rynku Wielkim. Zbiorami opiekował się urzędnik Ratusza, Władysław Kabat. Później Niemcy pozbawiają go tej funkcji, jednak to zasługą Kabata jest, że większość eksponatów ocalała. Po wyzwoleniu, 2 maja 1945 r. zostaje powołane Miejskie Muzeum Ziemi Zamojskiej.
W roku 1960 dyrektorem muzeum została Maria Lorentz, absolwentka wydziału historii sztuki Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Początkowo w muzeum pracowały same panie. Oprócz dyrektor Lorentz były to: Franciszka Czubara, Romualda Prus-Kowalicka, Janina Mazurek, Jadwiga Aping. W roku 1975 placówka została Muzeum Okręgowym. Podlegały mu muzea w Biłgoraju, Hrubieszowie i Tomaszowie Lubelskim. Ten stan trwał do reformy administracyjnej (1998). Od tego czasu jest tylko instytucją miejską.
Zasób zbiorów był stale rozbudowywany. Obecnie rozrósł się do ok. 33 tys. eksponatów. Są wśród nich m.in.: obraz Józefa Brandta “Zaporożcy”, trzy portrety (miedzioryty) Jana Zamoyskiego z pracowni Jeana Moreau, akwarele Leona Wyczółkowskiego, dzieła Jacquesa Bourginiona. Szczyci się też muzeum posiadaniem „Aktu lokacyjnego miasta Zamościa” (dokument pochodzi z roku 1580), buławy Akademii Zamojskiej. W zamojskim muzeum jest też unikatowa komoda (certosina) z XVI w., inkrustowana masą perłową, kością słoniową, srebrem. Mebel został wykonany w zakonie kartuzów we Włoszech. To tylko niewielki fragment z listy wszystkich eksponatów. Na początek i zachętę, aby odwiedzić muzeum i przekonać się, co można jeszcze zobaczyć, musi wystarczyć.
Zamościana i nie tylko
Nie ma chyba muzeum, w którym fundusz na zakupy eksponatów byłby wystarczający. Podobnie rzecz ma się i z zamojską instytucją. Jeszcze w czasach PRL dzieła sztuki kupowano w państwowych firmach, takich jak “Desa”, “Veritas”. Dzisiaj ich miejsce zajęły giełdy kolekcjonerskie, domy aukcyjne, ale też coraz częściej muzealnicy zaglądają do Internetu (szczególnie do portalu Allegro). Szczęśliwie jednak stale można liczyć na dobre serce osób prywatnych, które przekazują muzeum dzieła sztuki, stare dokumenty, zdjęcia. I nie robią tego tylko bynajmniej mieszkańcy Zamojszczyzny, ale też ci, którzy wyjechali stąd kilka, czy nawet kilkadziesiąt lat temu. Bywa, że muzaelników wspomagają nie rodowici zamościanie, ale osoby z różnych powodów darzące miasto i region szczególnym sentymentem. Nie sposób wymienić wszystkich darczyńców, ale o kilku przypadkach dyrektor Urbański chętnie opowie.
Muzeum od lat wspiera bankowiec z Warszawy, Andrzej Platta. – On ma sentyment do Zamościa. Jego żona pochodzi ze Zwierzyńca. Andrzej Platta sam jest kolekcjonerem, a kiedy znajdzie gdzieś rzecz interesującą, która ma związek z Zamościem, kupuje ją i przekazuje nam – wy-jaśnia dyrektor Urbański.
W ten prosty sposób muzeum weszło ostatnio w posiadanie np. sygnetu Konstantego Zamoyskiego (żył w latach 1844-1923), jaki ordynat dostał od pracowników Ordynacji. Sygnet jest prezentowany na wystawie zorganizowanej z okazji jubileuszu 80-lecia.
Natomiast obecny zastępca dyrektora Muzeum Zamojskiego nigdy chyba nie zapomni wyprawy (żukiem) do Paryża. Pojechał tam po dar od pochodzącej z Zamościa artystki, Zofii Kulaszyńskiej-Couret, uczennicy znanej artystki Olgi Boznańskiej.
Zofia Kulaszyńska-Couret mieszkała w Zamościu, w roku 1938 wyjechała do Francji. Podczas pobytu w Zamościu, odwiedziła muzeum. Ze zdumieniem zobaczyła, że są tutaj obrazy jej autorstwa. Kulaszyńska-Couret była znajomą Marii Lorentz. Zaproponowała, że zrobi zamojskiemu muzeum prezent, czyli przekaże namalowane przez siebie obrazy (portrety, sceny rodzajowe). Szczerze powiedziawszy, w deklaracje starszej pani nikt za bardzo nie wierzył, ale wkrótce z Francji dotarło do Zamościa zaproszenie po odbiór dzieł. Na wyprawę udali się autem marki Żuk Piotr Kondraciuk z kierowcą, Zbigniewem Marmejem. Zofia Kulaszyńska-Couret przebywała wtedy w szpitalu, ale aby przekazać obrazy, z niego uciekła.
Dzięki Fundacji Książąt Czartoryskich, której prezesem jest Adam Zamoyski, zbiory muzeum wzbogaciły się o oryginalne sztance do wybijania pieniędzy oraz monety. Zamość bił własną monetę w czasie oblężenia miasta przez wojska carskie w roku 1813. Wszystko to ocaliła wbrew zaleceniom władz rosyjskich księżna Izabella Czartoryska. W kolekcji numizmatycznej, nad którą czuwa niezmordowany Jacek Feduszka, są rzecz jasna i starsze monety, również pamiętające czasy rzymskie.
Muzeum wzbogaciło się też za sprawą zapisu testamentowego pochodzącej z Zamościa dr Ludwiki Różyczki (zmarła w Warszawie). Przekazała ona obrazy Sebastiana Ludwika Norblina, Maksymiliana Gierymskiego, Józefa Mehoffera, Olgi Boznańskiej.
Rzecz jasna ogromną część zbiorów stanowią dzieła, jakie po wojnie zostały przejęte przez muzeum z majątku Zamoyskich.
Są to m.in. portrety Aleksandra Zamoyskiego (autorem dzieła jest Franciszek Lampi), Stanisława Kostki Zamoyskiego (autor Kazimierz Wojniakowski), Jana Jakuba Zamoyskiego i synów Władysława Zamoyskiego (Juliusz Kossak).
Niebagatelną kolekcję obrazów oddał muzeum w depozyt obecny prezydent Marcin Zamoyski. Wśród nich jest np. akwarela Franciszka Brudera przedstawiająca panoramę Zamościa z roku 1821.
Z Germanami do Europy
Nie do przecenienia w zbiorach muzeum zamojskiego są eksponaty pochodzące z prac archeologicznych. Na tym polu nieocenione zasługi oddali: Andrzej Urbański, Jerzy Kuśnierz. Zamojszczyzna okazała się prawdziwym zagłębiem (w zasadzie można potraktować to dosłownie) skarbów sprzed setek, czy nawet tysięcy lat. Prace archeologiczne były prowadzone m.in. w Czermnie, Tyszowcach, Guciowie, Gródku, Masłomęczu, Szczebrzeszynie, Mokrem. Najbardzoiej jednak spektakularnych okryć dokonano nad Bugiem (Masłomęcz, Gródek), gdzie natrafiono na osady i groby ludów germańskich (Gotów i Wandali). Wykopaliskom na tym terenie niejako patronowała Katedra Archeologii UMCS w Lublinie, nad całością prac czuwał prof. Andrzej Kokowski. Lubelska uczelnia współpracowała z Kulturzentrum Weserrenaissanceschloss Bevern. Zrodził się pomysł, aby zamojskie muzeum zorganizowało wystawę poświęconą Gotom. Tyle tylko, że miała ona uwzględniać odkrycia archeologiczne na terenie całego kraju. Należało więc wypożyczyć eksponaty z innych placówek muzealnych w kraju, ale też z petersburskiego Ermitażu. Tam bowiem znajdowały się złote i srebrne ozdoby, jakie znaleziono w czasie przebudowy zamojskiej twierdzy w XIX w. Tak w roku 1995 w niemieckim Bevern została zaprezentowana wystawa “Skarby Wschodnich Gotów”.
Na tym przygoda zamojskich muzealników z ludami germańskimi się nie skończyła. Wystarczy powiedzieć, że w roku 2003 muzeum zajęło pierwsze miejsce w konkursie ministra kultury na Wydarzenie Muzealne Roku, w kategorii wystaw archeologicznych. Sybilla, czyli nagroda ministra została przyznana zamojskim muzealnikom za zorganizowanie wystawy: „Wandalowie - książęta, elity, wojownicy, rzemieślnicy”.
Wizytówka miasta
Muzeum współpracuje z podobnymi instytucjami w kraju i zagranicą. Ostatnio bardzo intensywnie z Wołyńskim Muzeum Krajoznawczym w Łucku. Choćby przy tej ostatniej okazji pozyskuje środki z funduszy unijnych. Są one przeznaczane m.in. na publikację wydawnictw, zawierających teksty wykładów.
Dla muzealników najważniejsze są wystawy. Do tej pory zorganizowano ich 600. Jednak równie ważne są lekcje żywej historii. Zarówno te w szkołach, ale nie tylko. Widowiska plenerowe okazały się bardzo dobrym sposobem na popularyzowanie historii (mniej i bardziej odległej), ale też na promocję muzeum oraz Zamościa i regionu. Wystarczy wymienić choćby przedsięwzięcia, przypominające o takich wydarzeniach jak szturm twierdzy Zamość przez Kozaków Bohdana Chmielnickiego, czy oblężenie przez Szwedów. W obu przypadkach trudno sobie wyobrazić, aby zdarzenia owe były możliwe bez udziału pracowników muzeum.
Tylko w ubiegłym roku muzeum zamojskie odwiedziło 50 tys. osób.
- W tym roku wynik będzie lepszy – zapewnia dyrektor Andrzej Urbański. – Już w październiku mieliśmy 50 tys. gości.
I to chyba najlepszy argument za tym, że muzeum jest potrzebne miastu.
więcej o Muzeum
......................................................
Najważniejsze wystawy
1985 - „Zamość - wczoraj, dziś, jutro”, w bibliotece im. Stanisława Staszica na Zamku Królewskim w Warszawie.
1992 - „Zamość - miasto Renesansu”; zorganizowana z okazji wpisania Zamościa na listę Miast Światowego Dziedzictwa Kultury, zaprezentowana w siedzibie UNESCO w Paryżu.
1995 - „Skarby wschodnich Gotów”, prezentowana w kilkunastu miastach Polski oraz w Bevern w Dolnej Saksonii, w Niemczech.
2003 – „Wandalowie - książęta, elity, wojownicy, rzemieślnicy” (w Polsce i w niemieckim Bevern).
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu roztocze.net. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz