Tegoroczna zima dała się nam we znaki. Jej skutki odczuwa teraz wielu mieszkańców Zamojszczyzny. Namulenia, podtopienia, zalania...
Miejska Państwowa Straż Pożarna w Zamościu oraz współpracujące z nią Ochotnicze Straże Pożarne od poniedziałku do czwartku interweniowały 81 razy przy wypompowywaniu wody z ulic i posesji.
- W Zamościu najgorzej było na ul. Śląskiej i Krasnobrodzkiej oraz na placu szkolnym przy ul. Kalinowej - wymienia Jacek Sobczyński, rzecznik prasowy KM PSP. - Ale we wszystkich gminach coś się działo - zaznacza.
Strażacy nie nadążali
Woda spływająca z pól zalała kilka posesji w Kolonii Sitaniec.
- Wszystko przez to, że najpierw pojawiły się przymrozki, a dopiero później zaczął padać śnieg. Teraz ziemia jest zamarznięta i woda nie ma gdzie wsiąkać – narzeka Władysław Kiszcz.
Woda zalała niemalże całą jego posesję, z wyjątkiem domu, który usytuowany był nieco wyżej. Pan Władysław razem z sąsiadem czekali niecierpliwie, aż do ich zabudowań dojdą strażacy z pomocą.
- Przysłali tylko jedną ekipę straży. Na wypompowanie wody z jednego gospodarstwa trzeba kilku godzin. Zanim dojdą do nas, to woda zaleje mieszkanie - martwił się Kazimierz Kiszczak.
Tymczasem około półtora kilometra dalej z żywiołem walczyli strażacy z OSP w Białowoli.

Czarny Potok w Sitańcu
Przez wodę i błoto
W środę rano trudno było przejechać przez Sąsiadkę (gm. Sułów). Na około dwudziestometrowym odcinku drogi zalegała warstwa mułu, który spłynął z pobliskiego grodziska. Kłopoty z przejazdem mieli nawet kierowcy autobusów.
- Zablokowało mnie na tym mule. Dopiero, jak ruszyłem z drugiego biegu, udało mi się przejechać - opowiada jeden z kierowców.
Woda stojąca na jezdni nieco dalej spowodowała, że ruch odbywał się tam tylko jedną stroną ulicy.
W Bożym Darze (gm. Sitno) producentom warzyw woda zalała szklarnię o powierzchni 270 m kw.
- Pomidory, sałata, rzodkiewka, ogórki. Wszystko pod wodą. W tę plantację zainwestowaliśmy w tym roku ok. 5 tys. zł. Jak zgorzel złapie to wszystko przepadnie – martwi się Teresa Kucharska.
Ta plantacja to główne źródło utrzymania dziesięcioosobowej rodziny.
Domownicy próbowali ocalić, co się da. Czuwali w nocy, wypompowywali wodę. Do akcji włączyły się OSP z Sitna oraz OSP z Jarosławca. W poniedziałek w nocy udało się osuszyć teren, ale we wtorek rano znów w szklarni było pełno wody.
Sąsiedzi nie pozwolili
Wszystko przez to, że spływająca z pól woda nie miała ujścia. Rowy były zamulone, a przepływy pod przejazdami zapchane.
- Dzwoniłam do Zarządu Dróg Powiatowych, powiedzieli, że to nie ich sprawa tylko gminy. W Urzędzie Gminy odesłali mnie do sołtysa wsi.
Strażacy zaczęli przepompowywać wodę do rowu po drugiej stronie drogi i na sad sąsiadów. Nie trwało to długo, bo sąsiedzi zabronili. Prace zostały przerwane.
- Co roku jest taki sam problem i woda przepompowywana jest na naszą działkę. Wczoraj doszła aż pod budynki gospodarcze. Nam obniża się przez to teren – denerwowała się Lucyna Marcola.
Strażacy twierdzą, że przepompowywanie wody na teren sąsiada było jedynym w tym momencie, rozsądnym wyjściem.
- Mamy zbyt słabe pompy, aby tę wodę odprowadzać dalej. Marcolom ta woda nie zagrażała, bo ich budynek stoi wysoko. Gdybyśmy wodę pokierowali na teren obok szklarni, to zalalibyśmy sąsiedni budynek mieszkalny - wyjaśniał Antoni Winnik, dowódca sekcji JRG KS OSP w Sitnie.
- Na odpływ tej wody jest przecież wyznaczone miejsce. Trzeba tylko odblokować przepusty. Ale dopóki będziemy się zgadzać, aby ta woda spływała na nasz teren, nikt się nie zajmie udrażnianiem rowów - oponowała Marcola.
Podobnych sąsiedzkich konfliktów wywołanych przez wiosenne roztopy było znacznie więcej.
- Sąsiad mnie podtapia - skarżyła się jedna z mieszkanek Guciowa. - Na polu wykopał rowek, aby odprowadzić nim wodę ze swojej posesji. Teraz wszystko spływa na moje podwórze - mówiła zrozpaczona.
Inny sposób na zabezpieczenie się przed zimowymi roztopami znalazł mieszkaniec Komarowa Kolonii. Swoje gospodarstwo ogrodził murowanym płotem, a spływającą z pól wodę skierował na podwórze sąsiada. Poszkodowany mężczyzna za naszym pośrednictwem szukał pomocy w Urzędzie Gminy. Władze były w rozterce.
- Na terenie gminy zostało podtopionych ponad 20 gospodarstw. Jeżeli zatrzymamy wodę u jednych, to popłynie ona na inne posesje - tłumaczył Stanisław Siek, wicewójt gminy Komarów.
Huczwa wylała
W ubiegłym tygodniu Powiatowa Państwowa Straż Pożarna w Tomaszowie wypompowywała wodę i udrażniała rowy 39 razy. Najgorzej było w gminach: Lubycza Królewska, Łaszczów, Telatyn i Tyszowce.
Podnosząca się w Huczwie woda podtopiła 11 gospodarstw oraz 500 hektarów łąk w gminie Tyszowce. Od wtorku strażacy z okolicznych OSP zabezpieczali teren. Z jednego z zagrożonych zalaniem gospodarstw ewakuowali zwierzęta. Woda podnosiła się o 1 cm w ciągu godziny. Najgorzej było w czwartek. Poziom wody w Huczwie wynosił 42,2 cm ponad bezpieczny stan.
Najmniej problemów z roztopami mieli mieszkańcy powiatu biłgorajskiego. Tamtejszą PPSP wzywano tylko 11 razy.
- Na razie nie było tragicznie. Żadnych dużych powodzi. Jednak może być gorzej, kiedy śnieg stopnieje w lasach - obawia się Krzysztof Michoński, rzecznik prasowy PPSP w Biłgoraju.
Topniejący śnieg, spływająca z pól woda oraz deszcze sprawiły, że w ubiegłym tygodniu poziom wody w Huczwie i na Bugu znacząco się podniósł. Bug pozostał jednak w swoim korycie, z brzegów wystąpiła Huczwa. W wielu miejscach w powiecie hrubieszowskim wystąpiły lokalne podtopienia. Tylko w ciągu dwóch dni (28 i 29 marca) hrubieszowscy strażacy interweniowali blisko 100 razy. Razem z druhami z miejscowych OSP wypompowywali wodę z zalanych posesji i ratowali dobytek mieszkańców. Najwięcej wezwań odnotowano w Hrubieszowie i gminie Hrubieszów oraz w gminie Werbkowice.
Żywioł tuż-tuż
24 marca w punkcie pomiarowym w Strzyżowie na Bugu było 384 cm wody. Pięć dni później 616 cm (16 cm ponad stan ostrzegawczy), 30 marca po południu pomiary wskazały 685 cm wody. Stan alarmowy (750 cm) na Bugu nie został jednak przekroczony. Groźniejsza okazała się Huczwa.
W nocy z 29 na 30 marca poziom Huczwy w Hrubieszowie podniósł się o ponad 50 cm, do ponad 3 metrów.
Największe niebezpieczeństwo zagrażało domom położonym nad brzegiem rzeki.
- Pies ujadał całą noc, a wody wciąż przybywało w naszym ogrodzie – opowiada Danuta Skrobańska.
Huczwa zatrzymała się pół metra od domu Skrobańskich przy ul. Wodnej w Hrubieszowie. Gdyby poziom wody podniósł się jeszcze bardziej, Skrobańskich trzeba by było ewakuować. W podobnej sytuacji znalazło się kilka rodzin z ul. Wodnej i Prostej w Hrubieszowie.
- Dla nich przygotowaliśmy kilkanaście miejsc noclegowych oraz posiłki – mówi Andrzej Kiryczuk vel Pawluk, szef Miejskiego Zespołu Reagowania przy Urzędzie Miasta Hrubieszowa.
30 marca po południu poziom Huczwy, na szczęście się ustabilizował.
Ameryka pod wodą
Huczwa zalała setki hektarów pól, łąk, pastwisk oraz nieużytków rolnych. Pod wodą znalazły się ogródki działkowe na obrzeżach i w śródmieściu Hrubieszowa. Ulica Działkowa (tzw. „Huczwostrada”), która łączy ul. Zamojską ze Sławęcinem, przez kilka dni była nieprzejezdna. Z tego samego powodu, z ruchu wyłączono także część ul. Wesołej.
Jeszcze gorzej było w powiecie. 30 marca w gminie Trzeszczany nieprzejezdnych było ponad 10 km dróg, w gminie Dołhobyczów – 6,5 km, a w gminie Mircze - ul. Polna i Górka – Zabłocie. Pod wodą znalazły się także drogi w Ameryce.
Na razie nikt nie szacuje strat, wszyscy czekają aż woda opadnie. Ludzie z niepokojem obserwują prognozę pogody.
- Na szczęście, nie potwierdziły się zapowiedzi o fali deszczów, jaka pod koniec ubiegłego tygodnia miała przejść także przez powiat hrubieszowski – mówi Anna Wójcik z Werbkowic.
Zaklinanie deszczu
Z nietrafionych prognoz cieszą się także strażacy. Ubiegły tydzień był dla nich wyjątkowo pracowity.
28 marca strażacy z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej przez kilka godzin walczyli z krą, która płynęła Huczwą i zagrażała przełamaniem kładki łączącej ul. Ceglaną z Osiedlem Jagiellońskim. W Obrowcu (gm. Hrubieszów) woda podmyła potężne drzewa rosnące na stromej skarpie. W każdej chwili mogły one runąć na pobliskie domy u podnóża tej skarpy. Strażacy ścięli te, które zagrażały pobliskim gospodarstwom.
- Do wypompowywania wody z podtopionych posesji byliśmy wzywani po kilka razy dziennie. Przy tak wielu wezwaniach sami nie dalibyśmy rady. Słowa uznania należą się lokalnym drużynom OSP – mówi Piotr Sendecki, rzecznik prasowy komendanta PSP w Hrubieszowie.
Strażacy apelują, aby wzywać ich jedynie w uzasadnionych przypadkach. Niektóre interwencje trwały po 20-30 godzin.
Wodę z posesji przy ul. Ogrodowej w Hrubieszowie wypompowywano prawie 36 godzin.
- Wiele razy wzywano nas z błahych powodów. I tak mamy pełne ręce roboty, dlatego apelujemy do mieszkańców, aby powiadamiali nas jedynie w wypadkach poważnego zagrożenia – tłumaczy Piotr Sendecki.
Gdyby przyszły kolejne deszcze, strażacy mieliby jeszcze dużo więcej pracy.
- A ze sprzętem też nie jest najlepiej – martwi się Danuta Adamczak z Powiatowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego przy Starostwie Powiatowym w Hrubieszowie. - Strażacy ochotnicy często skarżyli się, że pracujące przez wiele godzin pompy psuły się. To w większości zdezelowany sprzęt i wymaga ciągłych napraw lub wymiany.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu roztocze.net. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz