Ojciec Święty - Pielgrzym do ludzkich serc
Niektórzy
uważają, że Papież nie powinien tak dużo podróżować. Powinien siedzieć w Rzymie,
tak jak dawniej - mawiał Jan Paweł II. Przypominał jednak, że gdy już spotkał
się w jakimś kraju z wiernymi ci przekonywali, że jest im potrzebny: Nie możesz
być naszym Pasterzem, jeżeli nie będziesz nas znał. - I to utwierdza mnie w
przekonaniu, że przyszła pora na to, ażeby biskupi rzymscy - Papieże - stali się
nie tylko następcami Piotra, ale także naśladowcami św. Pawła, który - wiadomo -
spokojnie nie usiedział, stale był w drodze.
16 października 1978 r., o godz. 18.18 nad Kaplicą Sykstyńską uniósł się biały dym. Dla ok. 300 tys. wiernych, zgromadzonych na placu przed Bazyliką Świętego Piotra był to znak wyboru Papieża, następcy Jana Pawła I, którego pontyfikat trwał zaledwie 33 dni. Wyboru, w siódmym głosowaniu, dokonało 111 kardynałów. Nigdy jeszcze nie głosowało tak wielu dostojników Kościoła. O godz. 18.44 kardynał Pericle Felici oznajmia: Annuntio vobis gaudium magnum - habemus Papam (Zwiastuję Wam radość wielką - mamy Papieża). Po słowach, w których Felici poinformował, że kardynał Karol Wojtyła, nowy Biskup Rzymu przybrał imię Jan Paweł II, zapanowała konsternacja. Spodziewano się, że następcą Świętego Piotra zostanie Włoch, tak przecież było od 1522 roku. Jednak brzmienie nazwiska „Wojtyła” w żaden sposób na Włocha nie wskazywało. Gdy w tłumie odezwały się głosy, że Papieżem został Polak (E il Polacco!) zdziwienie wcale nie było mniejsze.
Nie lękajcie się!
“Godzina 19.20. Na balkonach bocznych
bazyliki pojawiają się biskupi i kardynałowie. Wreszcie w lodżii centralnej,
prowadzony w procesji, poprzedzony krzyżem, ukazuje się nowy Papież. Witają go
oklaski. (...) Jan Paweł II stoi oparty o balustradę lodżii, wpatrzony w morze
ludzkie, jakie przepełnia plac. Czy pobłogosławi zebranych i odejdzie bez słowa,
jak jego poprzednik? Czy on w ogóle umie po włosku. Czy potrafi coś powiedzieć?”
- opisuje odczucia wiernych ks. Mieczysław Maliński, przyjaciel Papieża.
Kiedy Ojciec Święty pozdrowił tłum słowami: “Niech będzie
pochwalony Jezus Chrystus” (oczywiście po włosku), w wiernych wstąpiła nadzieja.
Rozległy się oklaski. Jeszcze większa radość zapanowała, gdy Papież rozpoczął
przemówienie w języku włoskim. “I oto najczcigodniejsi kardynałowie powołali
nowego biskupa Rzymu. Wezwali go z kraju dalekiego, dalekiego, ale tak zawsze
bliskiego we wspólnocie i tradycji chrześcijańskiej. Bałem się przyjąć ten
wybór, ale zrobiłem to w duchu pokory (...) i w całkowitym zaufaniu do Jego
Matki Najświętszej, Madonny. (...) Nie wiem, czy będę umiał dobrze wypowiedzieć
się w waszym - kontynuował Papież i po chwili dodał - w naszym włoskim języku.
Gdybym się pomylił, poprawcie mnie”.
Wśród wiernych zapanowała euforia. “Poprawimy” - wykrzykiwali. Papież Polak podbił Rzym.
Już następnego dnia, czyli 17 października Ojciec Święty
pojechał z Watykanu do kliniki Gemelli, gdzie przebywał jego przyjaciel ks.
biskup Andrzej Deskur. Wydarzenie bez precedensu. Dotychczasowi Papieże nie
okazywali tak spontanicznie swoich uczuć. Z kolei 20 października, podczas
audiencji z przedstawicielami ambasad, Jan Paweł II zszedł z tronu, aby z nimi
osobiście rozmawiać. I to w ich ojczystych językach (po włosku, francusku,
hiszpańsku, angielsku, rosyjsku, niemiecku i rzecz jasna po polsku). Dzień
później Ojciec Święty przyjął podczas audiencji 1 500 dziennikarzy. I znowu
wszystkich zaskoczył. Witał się z nimi, swobodnie rozmawiał. Znowu inaczej niż
dotychczasowi dostojnicy Kościoła katolickiego.
“Gdy kończy się wędrująca konferencja prasowa, Ojciec Święty odwraca się (do dziennikarzy - przyp. red.) i mówi: - „Aha, zapomniałem wam jeszcze udzielić błogosławieństwa”.
To nie koniec niespodzianek. 22 października przed Bazyliką Świętego Piotra odbyła się msza święta inauguracyjna. Kardynałowie podchodzili do papieskiego tronu, klękali, aby ucałować pierścień Ojca Świętego. Przyszła kolej na Prymasa Polski kardynała Stefana Wyszyńskiego. Maliński wspomina, że gdy prymas pocałował pierścień Papieża, Ojciec Święty pochylił się nad Wyszyńskim i pocałował go w rękę”. Sensacja. - “Plac zamiera, potem wybucha oklaskami”.
Natomiast podczas kazania Ojciec Święty odstąpił od wcześniej wyznaczonego scenariusza i zwrócił się do wiernych z apelem: „Otwórzcie granice państw, systemów ekonomicznych i politycznych, szerokie dziedziny kultury, cywilizacji, rozwoju! Nie lękajcie się! Chrystus wie, co nosi w swoim wnętrzu człowiek. On jeden wie”.
Moc truchleje
Zachowanie i wypowiedzi Papieża niejednokrotnie były przywoływane w relacjach z jego spotkań z wiernymi. Wyznaczyły bowiem nowy model kapłaństwa, ale przede wszystkim pontyfikatu.
Kilka
miesięcy po wyborze Papieża zachodnioeuropejskie gazety ogłosiły Jana Pawła II
człowiekiem roku (zrobił tak np. niemiecki “Die Welt”). Według Niemców Ojciec
Święty zerwał z przestarzałym ceremoniałem, “stał się symbolem wyczuwalnego w
świecie odrodzenia religijnego. (...) zyskał sobie taką popularność zwłaszcza
dlatego, że przeciętny człowiek może się z nim identyfikować (...), ucieleśnia
prawo jednostki ludzkiej (...), by mieć własną, niepowtarzalną indywidualność” -
uzasadniał „Die Welt”.
Mniej entuzjastycznie na
wieść o tym, że Polak został Papieżem, zareagowali przedstawiciele władz
Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. 16 października 1978 roku do siedziby Komitetu
Centralnego w Warszawie przyjeżdżali na naradę sekretarze Polskiej Zjednoczonej
Partii Robotniczej. Jak pisze Andrzej Nowak („Karol Wojtyła - Jan Paweł II.
Kronika życia i pontyfikatu”): sekretarz KC, Stefan Olszowski miał oznajmić
towarzyszom co następuje: „Ten Wojtyła da nam teraz do wiwatu”. Tymczasem na
wieść o werdykcie konklawe w kościołach całej Polski odbywały się nabożeństwa
dziękczynne. Przypominano wiersz Juliusza Słowackiego: “Pośród niesnasek pan Bóg
uderza/ W ogromny dzwon/ Dla słowiańskiego oto Papieża/ Otworzył tron (...)/ On
rozda miłość, jak dziś mocarze/ Rozdają broń/ Sakramentalną moc on pokaże/ Świat
wziąwszy w dłoń”.
Jan Paweł II jeszcze niejednokrotnie miał zadziwić wiernych. Marc-Eric Gervais, autor książki “Jan Paweł II. Człowiek i historia XX wieku” zwraca uwagę na to, że łatwość zjednywania sobie ludzi, a więc cecha właściwa Ojcu Świętemu, ma związek z jego młodzieńczymi zainteresowaniami teatrem (w Krakowie Karol Wojtyła był aktorem amatorskiego Teatru Żywego Słowa, a później był związany z Teatrem Rapsodycznym). Na pewno Papież znał wagę słów, ale najważniejsze było to, co miał do powiedzenia. I w jakim celu to mówił.
Po maturze - kremówki
W rozmowach z Vittorio Messorim (stały się później podstawą książki „Przekroczyć próg nadziei”) Ojciec Święty odpowiadając na pytania dotyczące jego pontyfikatu często odnosił się do swojego dzieciństwa, wspominał lata szkolne, czas okupacji, studia w Krakowie, pracę z młodzieżą akademicką Uniwersytetu Jagiellońskiego i Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. I tam, na co zwracał uwagę, należy szukać źródeł prezentowanych przez niego poglądów.
Karol Józef Wojtyła urodził się w Królewskim Wolnym Mieście
Wadowice. Przyszedł na świat 18 maja 1920 roku, jako drugie dziecko Karola i
Emilii z Kaczorowskich. Ojciec Emili: pochodził z Michalowa na Zamojszczyźnie.
Jak wspominał Jan Paweł II, jego mama marzyła o tym, aby mieć dwóch synów. Chciała, aby jeden został lekarzem, a drugi księdzem. „(...) mój brat Edmund był lekarzem, a ja mimo wszystko zostałem księdzem” (autobiografia).
Po Karolu Wojtyłom urodziła się córka. Zmarła jednak tuż po porodzie.
Dom, w którym mieszkali należał do Chaima Bałamutha. Z okien mieszkania widać było zegar słoneczny na kościelnym murze. Widniał na nim też napis: “Czas ucieka, wieczność czeka”. Gdy Karol miał niespełna 9 lat, zmarła jego matka, a starszy brat Karola - Edmund w 1932 roku na szkarlatynę.
Tak więc, gdy Karol miał 12
lat został tylko z ojcem, zawodowym wojskowym (w Wadowicach stacjonował 12 Pułk
Piechoty Ziemi Wadowickiej). Ojciec Karola był porucznikiem, pracował w
administracji.
Jan Paweł II wspominał, że nieraz, gdy budził się w nocy, widział ojca klęczącego i modlącego się. „Nigdy nie mówiliśmy o powołaniu kapłańskim, ale ten przykład mojego ojca był jakimś pierwszym domowym seminarium”. Wtedy nie czuł powołania. Gdy był uczniem gimnazjum im. Marcina Wadowity bardziej interesował go sport (piłka nożna, był bramkarzem), a później literatura (szczególnie twórczość Cypriana Kamila Norwida).
To w wadowickiej szkole poznał Jerzego
Klugera, z rodziny żydowskiej (ta przyjaźń przetrwała do końca). Zresztą aż 25
proc. szkolnych kolegów Wojtyły to byli Żydzi. Stąd też jak po latach przypomni
Jan Paweł II, bierze się jego zrozumienie dla Żydów oraz niechęć do
antysemityzmu. W Wadowicach zainteresował się sztuką teatralną, choćby poprzez
uczestnictwo (jako aktor) w spektaklach Teatru Żywego Słowa, a w Krakowie Teatru
Rapsodycznego.
Gdy parafię w Wadowicach wizytował
książę Adam Stefan Sapieha, arcybiskup metropolita krakowski, to właśnie
Karolowi Wojtyle przypadł zaszczyt powitania go. Arcybiskup miał zapytać ks.
proboszcza Edwarda Zachera, gdzie po gimnazjum Wojtyła zamierza się kształcić.
Ks. Zacher oznajmił, że młodzieniec chce studiować polonistykę, na co
metropolita odpowiedział z żalem: „Szkoda, że nie teologię”.
Po zdanym egzaminie dojrzałości (1938), były kremówki
(„Żeśmy to wszystko przeżyli, te kremówki po maturze”) i decyzja o podjęciu
studiów na filologii polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.
Zamieszkał z ojcem w tym mieście, w domu przy ul. Tynieckiej, należącym do
krewnych ze strony matki. W 1939 r. wybuchła II wojna światowa, zajęcia na
uczelni trwały do 6 listopada. Tego dnia Niemcy wywieźli większość wykładowców
do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen.
Wojtyła
podjął pracę w kamieniołomie, później zatrudnił się w fabryce Solvay (produkcja
sody). Łapanki, aresztowania, śmierć ojca (1941), to wszystko sprawiło, że Karol
Wojtyła jeszcze bardziej zwrócił się myślami do Boga. Przeżycia czasów okupacji
kierowały uwagę ku sprawom ostatecznym, przeznaczeniu.
Doświadczenie pracy fizycznej, przyjaźń z robotnikami będą
stale obecne w życiu Jana Pawła II. “Karolu, wy to byście poszli na księdza.
Dobrze byście śpiewali, bo macie ładny głos, i byłoby wam dobrze” - miał
powiedzieć Wojtyle jeden z pracowników kamieniołomu Franciszek Łabuś. Oczywiście
nie to zdecydowało o wyborze dalszej drogi, ale Jan Paweł II często i z
sentymentem opowiadał o tej rozmowie. Podobnie jak o życzliwości robotników z
fabryki Solvay, którzy znając plany Wojtyły (chciał się uczyć) wyręczali go w
pracy (“a pan niech sobie poczyta”).
Jesienią 1942 r. Wojtyła wstąpił do krakowskiego Seminarium Duchownego, podjął studia teologiczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Rzecz jasna seminarium, jak również uczelnia działały w konspiracji. Po zajęciach Wojtyła pracował w fabryce Solvay.
Ojciec Pio: - Ty
będziesz Papieżem
W czasie okupacji w kręgu
zainteresowań młodego kleryka pojawia się postać Brata Alberta Chmielowskiego i
Franciszka z Asyżu. Ich postawy stają się dla Wojtyły niemal wzorcowe. Tak jak
oni chce pomagać najuboższym. Jak Chmielowski zrezygnował z malarstwa, tak
Wojtyła porzucił literaturę (choć niejednokrotnie do niej wracał; napisał utwór
pt. „Brat naszego Boga”, inspirowany życiem Chmielowskiego). Jak św. Franciszek,
dzielił się tym wszystkim co miał z potrzebującymi. Dawał im ubrania, pieniądze,
później już jako wykładowca swoje pobory przekazywał na rzecz studentów.
1 listopada 1946 r. Wojtyła przyjął święcenia kapłańskie,
niebagatelny wpływ na jego życie miał arcybiskup Sapieha. To metropolita
krakowski wysłał młodego księdza do Rzymu na studia w Angelicum, czyli papieskim
Uniwersytecie Świętego Tomasza z Akwinu (1946-1948). We Włoszech Wojtyła napisał
doktorat (podobnie jak praca magisterska dotyczył nauki św. Jana od Krzyża). W
Italii spotkał ojca Pio. Ten miał przepowiedzieć, że Wojtyła zostanie Papieżem.
Po powrocie do kraju ks. Karol zostaje przez abp. Sapiehę skierowany do parafii
w Niegowici (ponoć dlatego, aby mógł poznać, co znaczy praca u podstaw, a przy
okazji nabrał nieco ciała, bo z Włoch wrócił bardzo wychudzony). Po ok. roku
dostał przydział pracy w parafii św. Floriana w Krakowie. Tam też wikarym był
ks. Marian Jaworski, którego Wojtyła już jako Jan Paweł II uczynił arcybiskupem
lwowskim.
Obowiązki duszpasterskie ks. Wojtyła
łączył z pracą naukową. Był wykładowcą w Wydziale Teologii UJ i Wydziale
Filozofii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Zajmował się etyką, pozostawał
pod wpływem personalizmu, ale też fenomenologii (jedną z rozpraw naukowych
poświęcił poglądom Maxa Shelera). Intensywnie pracował z młodzieżą akademicką.
Służyły temu także wyjazdy ze studentami, ale i pracownikami naukowymi w Tatry i
na Mazury. Atmosferę stosunków ze studentami najlepiej oddaje fakt, że ci
zwracali się do niego “wujku”. Zawsze znajdował dla nich czas, często pomagał
finansowo. W 1958 r. Karol Wojtyła został mianowany biskupem, w 1963 -
arcybiskupem krakowskim, a w 1967 r. - kardynałem. Brał udział w pracach Soboru
Watykańskiego II, był przewodniczącym Komisji Episkopatu Polski ds. Nauki
Katolickiej, a także Rady Naukowej Episkopatu Polski.
Zawsze podkreślał swój szczególny związek z Wadowicami, Krakowem i oczywiście górami (“byłem góralskim biskupem, góralskim kardynałem, a na końcu zostałem góralskim papieżem”).
“Do Warszawy przyjechoł, bo musioł, do Krakowa przyjechoł, bo musioł, a do nos przyjechoł, bo fcioł” - odwdzięczali się Ojcu Świętemu gazdowie.
Przykazanie miłości
W czasie wizytacji jednej z parafii biskupa Wojtyłę witał
mały chłopiec. Biskup poprosił, aby mówił nieco głośniej, ponieważ go nie
słyszał. Malec wykrzyknął: - Jak nie słyszysz, to się nachyl. Wojtyła
powiedział: Jeden z najmłodszych przedstawicieli waszej wspólnoty parafialnej
przypomniał mi, że mam się nachylić, aby usłyszeć to, co chcecie mi powiedzieć.
Otóż ja moim posługiwaniem pasterskim właśnie pochylam się nad Wami”. Anegdota
pochodzi z książki “Kwiatki Jana Pawła II” (wybór i opracowanie - Janusz
Poniewierski) i dobrze charakteryzuje postawę Jana Pawła II, bardziej
proboszcza, niż dostojnika kościoła, bardziej pielgrzyma, który przybywa, bo
jest zatroskany losem wiernych niż przedstawiciela instytucji - Kościoła.
Nieprzypadkowo jego pierwsza encyklika nosi tytuł “Redemptor hominis”
(Odkupiciel człowieka). Ojciec Święty nie krył się też za tradycyjną fasadą
zwrotu “my”, ale używał formy “ja”. Jan Paweł II napisał: “Osoba jest takim
bytem, że właściwym do niej odniesieniem jest miłość (...). Przykazanie miłości
domaga się afirmacji osoby dla niej samej. Człowiek najpełniej afirmuje siebie,
dając siebie. To jest równocześnie pełna prawda o człowieku, której Chrystus
nauczył nas swoim życiem”.
Również w kontekście tej wypowiedzi należy rozumieć stwierdzenie Ojca Świętego, w którym mówi on o Żydach, jako “starszych braciach w wierze”.
Jan Paweł II był papieżem, który nigdy nie zrezygnował z “marzenia o jedności ludzkiej rodziny”, zawsze dążył do tego, aby chrześcijanie zyskali pełną tożsamość, a o taką trudno, gdy nie ma jedności w Kościele. Podobnie jak nie ma “sprawiedliwości bez przebaczenia”. Temu ostatniemu dał wyraz, gdy przebaczył zamachowcowi Ali Agcy. O jedność ludzkiej rodziny i tożsamość chrześcijan zabiegał podczas swoich pielgrzymek. To dlatego był pierwszym Papieżem, który przekroczył próg synagogi i nawiązał autentyczny dialog ze “starszymi braćmi w wierze”. Stąd brały się jego pielgrzymki np. do państw muzułmańskich. Czasami zarzucano mu, że zbyt często opuszcza Watykan, bywało, że z tego powodu z niego żartowano. “Czym różni się papież od Ducha Świętego? I odpowiedź: Duch Święty jest wszędzie, a papież już tam był”. Gdyby jednak nie poczucie misji, niespotykanej do tej pory na taką skalę wśród papieży, pontyfikat Jana Pawła II przeszedłby bez echa. Niczym szczególnym by się nie różnił od wcześniejszych.
Ducha nie
gaście
Tymczasem Jan Paweł II choć głosił poglądy niewygodne dla przedstawicieli władz czy społeczności (wystarczy wspomnieć pielgrzymkę na Kubę, do Irlandii, USA, Niemiec, również do Polski) zawsze znajdował posłuch.
Był pierwszym Papieżem, który
po 450 latach pojechał do Wielkiej Brytanii, w Turcji szukał porozumienia z
Kościołem wschodnim (dopiero w 1965 roku zdjęta została ekskomunika, jaką w 1054
r. rzuciły na siebie dwa Kościoły).
Gdy na początku
pontyfikatu odwiedził Stany Zjednoczone przypominał o zgubnym modelu życia
nastawionego tylko na konsumpcję, przypomniał o prześladowaniach społeczności
murzyńskiej (był w Harlemie), karcił za zbrojenia. A mimo to jak kiedyś Rzym,
tak teraz podbił Amerykę. Oto tytuły w gazetach relacjonujących spotkania
wiernych z Ojcem Świętym: „Time” – „John Paul, Superstar”, „Newsweek” – „John
Paul’s Triumph”, „Daily News” – „We loved him”. Z kolei „The New York Times”
napisał: „Tuli dzieci, choć nie potrzebuje zdobywać głosów w wyborach”.
Niemcy robili co mogli, aby zniechęcić Papieża do wizyty w
ich kraju. Na okładce tygodnika “Der Spiegel” była taka ilustracja: Ojciec
Święty na miotle leci do Niemiec, kraju w którym mieszka Luter ze swoją żoną.
Gazeta powoływała się na statystyki, z których wynikało, że nawet katolicy nie
są zainteresowani spotkaniem z Janem Pawłem II. “Wszyscy zgrzeszyliśmy (to o
reformacji i reakcji na ten ruch religijny Kościoła katolickiego - przyp. red.).
Nie możemy się zatrzymywać na stwierdzeniu, że jesteśmy podzieleni i tak już
będzie na zawsze” - powiedział Jan Paweł II. I stał się cud. Na spotkania z
Ojcem Świętym przychodziły tłumy, w telewizji były kilkugodzinne relacje. Niemcy
bali się, że Papież - Polak przypomni o II wojnie światowej, o zbrodniach. Temat
ten jednak się nie pojawił, bo Ojciec Święty przyjechał po to, aby łączyć, a nie
dzielić.
Podczas spotkań z wiernymi zawsze starał
się dawać nadzieję (“Ducha nie gaście”). Tak było choćby podczas pierwszej
pielgrzymki do Polski, gdy mówił: “Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch
Twój! I odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!”. Był rok 1979, te słowa wywołały
euforię, nieswojo poczuli się przedstawiciele ludowej władzy. Zupełnie musieli
stracić rezon, kiedy Papież zaproponował młodzieży odśpiewanie piosenki
“Czerwony pas, za pasem broń”. Zaraz jednak dodał: „Muszę pocieszyć wszystkich
stróżów porządku, że jesteśmy jeszcze na etapie przygotowawczym”. Ojciec Święty
zawsze miał bardzo dobry kontakt z młodzieżą (“jesteście moją nadzieją”).
W 1983 r., a więc już po odwołaniu stanu wojennego, Ojciec Święty ponownie odwiedził ojczyznę. Podkreślał wartość wolności, która jest tym cenniejsza, im trudniej ją wywalczyć. Ponownie dodawał rodakom otuchy. “Czuwam” - zapewniał. I tak było ilekroć przyjeżdżał do Polski. Co będzie teraz?
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu roztocze.net. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz