65-letni pilot gaśniczego Dromadera zginął podczas akcji gaszenia rozległego pożaru Puszczy Solskiej. Jak wynika ze wstępnego raportu Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, maszyna po wykonaniu nalotu nad linią ognia nagle przeszła w gwałtowne nurkowanie. Chwilę później samolot ścinał wierzchołki drzew i z ogromną siłą uderzył w ziemię. Pilot nie miał żadnych szans na przeżycie.
Do akcji ratowniczej samolot PZL M18B Dromader o znakach SP-ZUT został zadysponowany 5 maja 2026 roku. Maszyna wystartowała z lotniska Warszawa-Babice i skierowała się w okolice Biłgoraja. Jak czytamy w raporcie PKBWL, po dotarciu na miejsce pilot nie odnalazł wskazanego pożaru.
„O godzinie 20:20 samolot doleciał do wskazanego miejsca pożaru, jednak pilot nie potwierdził występowania ognia w tym rejonie”.
Dopiero po uzyskaniu nowych wskazówek od innego pilota udało się zlokalizować ogień około 15 kilometrów na wschód od Biłgoraja.
Po odnalezieniu pożaru pilot rozpoczął rozpoznanie terenu. Przez radio poinformował służby o swoich zamiarach.
„Zgłosił do FIS (Służbą Informacji Powietrznej przyp. red), że robi rozpoznanie wzdłuż linii ognia, następnie zrobi nalot i wyjdzie na prostą”.
Niestety chwilę później wydarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał.
Według ustaleń Komisji:
„Pilot po wykonaniu kręgu w rejonie pożaru faktycznie zrobił nalot, który zakończył się gwałtownym nurkowaniem”.
Dramatyczne chwile rozegrały się o godzinie 20:40. Maszyna lecąca na niewielkiej wysokości zaczęła gwałtownie tracić wysokość.
„Samolot ścinając wierzchołki drzew o godzinie 20:40 zderzył się z ziemią”.
Po uderzeniu doszło do całkowitego zniszczenia statku powietrznego i pożaru paliwa wyciekającego z rozerwanych zbiorników. Na miejscu pracowali strażacy walczący z ogniem w lesie. To właśnie oni jako pierwsi zabezpieczyli miejsce katastrofy i ugasili płonące szczątki maszyny.
Ofiarą katastrofy był 65-letni pilot posiadający licencję pilota liniowego ATPL(A). Miał aktualne uprawnienia i ważne orzeczenie lotniczo-lekarskie. Rozbity Dromader został wyprodukowany w WSK PZL-Mielec. Maszyna miała za sobą ponad 3443 godziny nalotu, co świadczy o jej intensywnej eksploatacji.
Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych prowadzi szczegółowe badania przyczyn tragedii. Śledczy wykonali oględziny miejsca katastrofy, zabezpieczyli dokumentację samolotu i pilota oraz zdemontowali urządzenia mogące zawierać informacje o przebiegu lotu.
Jak podano w raporcie:
„Zabezpieczono tablet i telefon komórkowy znajdujący się na pokładzie”.
To właśnie analiza tych urządzeń oraz zgromadzonej dokumentacji ma pomóc odpowiedzieć na pytanie, dlaczego doświadczony pilot podczas akcji gaśniczej nagle utracił panowanie nad samolotem. Ostateczne wnioski zostaną przedstawione po zakończeniu prac Komisji.
::news{"type":"see-also","item":"372095"}
::addons{"type":"facebook-encouragement"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu roztocze.net. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz