Zamknij
REKLAMA

Wywiad z absolwentką Zespołu Pieśni i Tańca "Zamojszczyzna"

11:58, 26.05.2021 | Monika Kowalik
Skomentuj źródło: zamojszczyzna.com.pl
REKLAMA

Zespół Pieśni i Tańca "Zamojszczyzna" funkcjonuje nieprzerwanie od 35 lat, chowając pod swoimi skrzydłami szeregi niesamowicie utalentowanych ludzi. Wśród nich Joanna Ciuraszkiewicz, 22-lenia absolwentka Zespołu opowiada o Zespole oraz swoich przeżyciach. 

Monika Kowalik: Jakimi dokładnie tańcami się zajmujecie? Czy są one zawsze związane z Zamościem i Lubelszczyzną?

Joanna Ciuraszkiewicz: W repertuarze zespołu Zamojszczyzna tańce są z całej Polski, z każdego regionu po jednym. Jeśli chodzi o Lubelszczyznę, to w repertuarze są tańce lubelskie, zamojskie, biłgorajskie i chełmskie.

MK: Ile czasu poświęcacie na próby?

JC: Przygotowania wyglądają w taki sposób, że mamy próby po kilka godzin. Zazwyczaj po dwie lub dwie i pół godziny tańców oraz godzinę śpiewu. Do koncertu trwają dużo dłużej, nawet do czterech godzin.

MK: W jakich wydarzeniach bierzecie udział jako grupa taneczna?

JC: Wydarzenia w jakich braliśmy udział jest mnóstwo. Przede wszystkim Eurofolk, organizowany w Zamościu, w którym oprócz nas, biorą udział zespoły z całego świata. My również jeździmy po całym świecie i reprezentujemy Zamojszczyznę, poprzez np. wymiany międzynarodowe. Jeśli chodzi o inne wydarzenia, to nasz zespół reprezentują pary na ogólnopolskich turniejach tanecznych, które są organizowane od kilkunastu lat w wielu miastach w Polsce. Są to stricte turnieje towarzyskie jak na tańcach towarzyskich. Na takich turniejach każda para przypada do danej klasy tanecznej. Zaczyna się od najłatwiejszej, a w ramach swoich osiągnieć i punktów, które się zdobywa, przechodzi się do co raz wyższej.

MK: Wspomniałaś o Eurofolku, na który przyjeżdżają zespoły z całego świata. Pewnie  staracie się zawiązywać z nimi jakieś relacje. Radzicie sobie z blokadą językową? Jak wygląda taka integracja?

JC: Mocno się integrujemy. Pokazujemy jak wygląda polska kultura, a oni nam jak wygląda zagraniczna. Na wspólnych imprezach obcokrajowcy uczą nas swoich tańców narodowych, a my ich naszych polskich. I to wszystko w formie integracji. Jest bardzo zabawnie. Często imprezy z obcokrajowcami były alkoholowe, i jak wiadomo w takich przypadkach bariery językowe szybko zanikają. Szczególnie zaprzyjaźniliśmy się ze Słowacją. Nadal utrzymujemy z nimi kontakt, mimo że minęło już 5 lat. Nawzajem uczyliśmy się swoich języków. Ja również nauczyłam się mówić trochę po słowacku. Nasze języki są dosyć podobne. Przyjaźń z festiwalu, a jednak trwa do dzisiaj.

MK: Z jakich osób składa się Zamojszczyzna? W jaki sposób można do niej dołączyć?

JC: Zespół Zamojszczyzna składa się osób począwszy od siedmioletnich dzieci do dorosłych, którzy często są ich rodzicami. Jest około osiem grup. Pierwsza jest najstarsza, druga reprezentatywna, trzecia młodzieżowa. Z kolei czwarta, piąta, szósta itd. to są już grupy dziecięce i one zależą od wieku i czasu bycia w zespole. Żeby być w takim zespole najczęściej przechodzi się casting, gdzie badają słuch muzyczny i koordynację ruchu. Często dzieci przechodzą takie castingi, aby zobaczyć czy dana osoba po prostu będzie się nadawała.

MK: Rozumiem, że grupa reprezentatywna to ta, która reprezentuje Zamojszczyznę na różnych wyjazdach, eventach. Co trzeba zrobić, aby do niej przynależeć?

JC: Jeżeli chodzi o grupę reprezentatywną, to nie jest grupa, do której ściśle trzeba się dostać. W grupach idzie się z wiekiem. Od początku przynależy się do jednej grupy i już tak idzie się z całą grupą. I jak już jesteśmy w odpowiednim wieku, np. w okresie szkoły średniej to najczęściej staje się grupą reprezentatywną. Wtedy już można wyjeżdżać, bo jest się trochę starszym. Aczkolwiek na wyjazdy jeździ nie tylko grupa reprezentatywna, ale także grupa dorosłych, i troszkę młodsza. Reprezentatywna, bo reprezentuje zespół na przeglądach zespołowych.

MK: A ty jak długo już tańczysz?

JC: Swoją przygodę z tańcem rozpoczęłam, gdy miałam 8 lat, czyli obecnie tańczę już 14 lat. Zaczęłam od Zamojszczyzny i teraz jako studentka przeszłam do zespołu studenckiego Politechniki Warszawskiej. Każdy idąc na studia wybiera sobie jakiś zespół do którego przechodzi.

MK: Jaki jest twój ulubiony taniec? Jest jakiś, za którym nie przepadasz? Opowiedz o kilku.

JC: Mój ulubiony to kujawiak, bo to taniec o miłości, taniec zakochanych ludzi, dlatego wiąże się z dużymi emocjami. W nim najtrudniejsze jest ukazanie właśnie tych emocji. Tu chodzi o wzrok, o kroki, o całą towarzyszącą mu emocjonalność. Jest on wolny, a kroki nie są najtrudniejsze. Nie ma tańca, którego nie lubię. Z każdego regionu każdy jest inny. Trudno wybrać najlepszy, ale na pewno nie ma najgorszego. Fajny jest jeszcze oberek. Jest to najbardziej żywiołowy taniec, który charakteryzuje się skocznością, szybką muzyką, obrotnością, ma dużo trudnych, akrobatycznych figur. Mogę jeszcze wymienić mazura, który w różnych regionach polski tańczony jest trochę inaczej. Niektórzy tańczą go bardziej skocznie, niektórzy bardziej w miejscu. Naprawdę różnie. To również jest jeden z szybszych tańców. To takie trzy wybrane o których mogę opowiedzieć.

MK: Twoim zdaniem jakie figury i tańce są najtrudniejsze?

JC: Na początku każda figura jest skomplikowana, bo to nie są typowe tańce, które spotyka się na imprezach lub widzi się w telewizji. Myślę, że każde podnoszenie i obroty mogą być trochę kłopotliwe. Na przykład, teraz w zespole tańczymy hucuły, czyli tańce z Ukrainy. To jest inna kultura, więc muzyka i dopasowanie sprawia troszeczkę więcej trudności.

MK: Co czułaś, gdy wychodziłaś na scenę?

JC: Taniec jest moją pasją. Jak się zacznie i się to robi to się po prostu już tym żyje. Co czułam, gdy wychodziłam na scenę? Hm, myślę że, na pewno ogromną satysfakcję. Był to moment, gdy zapominałam o wszystkim. Mogłam się skupić na tym co jest, i na tym, aby zaprezentować się jak najlepiej. Wydaje mi się, że zawsze wychodziłam przygotowana, więc nie myślałam o tym, jakie kroki są po kolei lub jak wygląda układ, bo to zazwyczaj już miałam w nogach. Bardziej skupiałam się na emocjach, widowni – czy jej się podoba. Kiedy słyszało się brawa to była największa ekscytacja i satysfakcja. Tego najbardziej mi brakuje, bo przez obecne czasy tych koncertów nie ma, prób też nie. One bardzo mnie podbudowywały, jeżeli chodzi o życie, o sam taniec. We wszystkim mnie to podbudowywało. Teraz czuję, że brakuje mi w życiu czegoś istotnego.

MK: Co dawał ci taniec? Jak myślisz, co najważniejszego wyniosłaś z pobytu w Zespole Zamojszczyzna?

JC: Najwspanialsze w tańcu jest to, że można wyładować swoje emocje, zapomnieć o tym co się dzieje na co dzień, o tym kto ma jakie problemy. Tu się o tym zapomina, bo trzeba się skupić na innych rzeczach. W tańcu cudowna jest aktywność fizyczna. Myślę, że każdy kto ćwiczy jakikolwiek sport, jest szczęśliwszy. A co jest najważniejsze? Ciężko stwierdzić, ale wydaje mi  się, że będą to przyjaźnie, które są zawierane najczęściej na całe życie. Z ludźmi z zespołu zawsze łatwiej się dogadać, nawet z tymi z innych zespołów. Mamy tu swoją taką małą grupę etniczną. Przyjaźnie, które zawarłam tutaj jako dziecko sprawiły, że przeżywaliśmy wszystkie wolne chwile na występach czy wyjazdach razem. Zawsze spotykaliśmy się w lecie czy na wyjazdach, na takim obozie, gdzie bardzo dużo ćwiczyliśmy. Przeżywaliśmy razem wyjazdy zagraniczne. To nas bardzo mocno umocniło przez te wszystkie lata. Jesteśmy trochę jak rodzina, więc myślę ze warto o tym wspomnieć. Niestety, zawsze coś się kończy. Jesteśmy już starsi, musimy wyjechać z Zamościa, opuścić Zamojszczyznę. Wchodzimy na inny etap życia, ale z tańcem nie kończymy, bo idziemy do innych zespołów, gdzie też spotykamy się z ludźmi z innych miejscowości i też są zawieramy kolejne przyjaźnie.

MK: Jaki był twój najbardziej niezapomniany występ?

JC: Ciężko stwierdzić, jaki był mój najlepszy, niezapomniany występ, ale myślę że jednym z nich mógłby być ten w Chinach. Ludzie z Chin byli bardzo zafascynowani naszą kulturą. Było widać ich ogromny uśmiech kiedy wychodziliśmy, byli zafascynowani, to przyniosło radość każdemu z naszego zespołu. Każdy z nas starał się jak najbardziej umie, widzieliśmy radość widowni.

MK: Możesz opowiedzieć o nim coś więcej? Gdzie byliście? Jak wyglądało zderzenie z obcą kulturą w obcym państwie?

JC: W Chinach byliśmy w Chang Zou. Mieliśmy coś a la festiwal, chociaż właściwie to był festiwal. Były też inne zespoły z zagranicy. Mieliśmy stricte swoją trasę koncertową po Chang Zou i miejscowościach obok. Niestety, w Chinach jest ciężko z podróżowaniem. Panuje tam ścisły komunizm, który bardzo odczuliśmy. Mieliśmy nad sobą dyktatora, który z zegarkiem w ręku wyznaczał nam czas, za który byliśmy rozliczani. Dodatkowo, nie mogliśmy korzystać z Facebooka, który w  Chinach jest zablokowany. A propos najlepszego wyjazdu myślę, że jeszcze warto wspomnieć o Japonii. Tam z kolei byliśmy w wielu miastach i różnych miejscach. Podróżowaliśmy z ambasadorem Polski w Japonii. Prowadziliśmy wtedy warsztaty taneczne. Uczyliśmy Japończyków tańczyć naszych tańców. W Japonii są grupy taneczne, które interesują się Polską, polską kulturą, a w tym i polski tańcem. Było to dla nas mega wydarzenie i dający dużo radości fakt, że w tak odległym kraju kogoś to interesuje.  

MK: Czy w obecnych, pandemicznych czasach macie możliwość rozwoju? Zajęcia wciąż się odbywają?

JC: Zespół Zamojszczyzny ma łatwiej bo jest przy domu kultury i jakieś tam próby, małe zajęcia się odbywały (oczywiście nie podczas lockdownu i okresie gdzie tego typu spotkania były zakazane) niestety teraz w moim obecnym zespole jest ciężej bo przy uczelni gdzie jest ona zamknięta dlatego kiedy uczelnia jest zamknięta my jesteśmy uzależnieni od decyzji rektora dlatego tych zajęć nie mamy, jest to bardzo słabe.

MK: Orientujesz się czy będą organizowane jakieś występy w ramach, których Zespół Zamojszczyzna mógłby wrócić na scenę?

JC: Myślę, że może Eurofolk, aczkolwiek nie jestem pewna, jak w tym roku będzie to wyglądać i czy na pewno się odbędzie. W tym roku obchodzimy zaległy jubileusz. Nasz zespół ma już 35 lat. Jest to duże wydarzenie i razem ze wszystkimi absolwentami spotykamy się i znowu wszyscy wystąpimy na scenie Zamojszczyzny. Każdy się gdzieś rozjechał, a jednak na to wydarzenie wszyscy razem się spotkamy i znowu zatańczymy w jednym teamie.

MK: Mam nadzieję, że pandemia i związane z nią obostrzenia nie popsują wam planów. Dziękuję, za rozmowę i życzę zarówno tobie jak i reszcie zespołu dalszych sukcesów. 

(Monika Kowalik)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (1)

szkodaszkoda

0 0

dlaczego absolwentka? :( juz nie zobaczymy jak Asia tańczy i spiewa? 08:10, 27.05.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
0%