Jan Paweł II Pamięć i tożsamość. Rozmowy na przełomie tysiącleci. Kraków:
Wydawnictwo Znak, 2005. 176 s. ISBN 83-240-0526-9.
To miała być recenzja zupełnie innej książki. Jednak w obliczu śmierci Ojca Świętego Jana Pawła II, a w tych dniach to piszę, kiedy cały świat ogarnął duch Jego, nie sposób oderwać się od myśli o Papieżu. Choć na zawsze w nas pozostanie o Nim Pamięć i Jego Tożsamość.
„Pamięć i tożsamość. Rozmowy na przełomie tysiącleci” to rozmowy Jana Pawła II z ks. Józefem Tischnerem i prof. Krzysztofem Michalskim, przeprowadzone latem 1993 r. w papieskiej rezydencji Castel Gandolfo pod Rzymem. Nie jest to jednak dosłowny ich zapis. Przez lata pracował nad książką zespół redaktorów pod wodzą ks. Pawła Ptasznika, dyplomaty watykańskiego. Sam papież, rzecz jasna, również na bieżąco nanosił poprawki, by ostatecznie oddać w nasze ręce zbiór raczej – monologów, choć każdy poprzedzony naprowadzającym pytaniem.
176-stronicowa książka składa się z sześciu części: o złu, wolności, ojczyźnie, Europie, demokracji; w każdej po kilka wykładów. „Rozmowy” zamyka relacja i refleksja papieża, a także jego sekretarza ks. prałata Stanisława Dziwisza, na temat zamachu 13 maja 1981 roku.
Miara wyznaczona złu – pierwsza część książki to w dużej mierze próba teodycei, czyli uzasadnienia zła w świecie stworzonym przez Boga. Dlaczego dobry i wszechmogący Bóg dopuścił do takich okrucieństw, jak nazizm i komunizm. Jaki jest tego sens? I czym w istocie jest zło? Papież nie oddziela dobra od zła, zła od dobra. Idąc za św. Augustynem, mówi – „zło jest zawsze brakiem jakiegoś dobra (…), jest niedostatkiem” (…) „Zło może zaistnieć tylko w relacji do dobra”. Mówi również, że zło – paradoksalnie – przyczynia się do istnienia dobra i cytuje fragment „Fausta”, w którym diabeł rzecze: „jestem częścią tej siły, która pragnie zła, a czyni dobro”, a potem przypomina jeszcze Pawłowe „zło dobrem zwyciężaj” (Rz 12, 21).
Sięga również Jan Paweł II do Księgo Rodzaju, do grzechu pierworodnego, kiedy to wąż kusi pierwszych ludzi: „Tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło” (Rdz 3,5) i pośrednio wiąże to z Cogito ergo sum, które przyniosło przewrót w myśleniu filozoficznym.
Przed Kartezjuszem, jak mówi papież, cogito (myślę) było przyporządkowane do esse (być), które było czymś pierwotnym. Wszystko interpretowano przez pryzmat istnienia (esse), a Bóg jako samoistne Istnienie (Ens subistens) stanowił nieodzowne oparcie dla każdego. Cogito, ergo sum zrywa z tą tradycją myśli; „filozofia staje się nauką czystego myślenia: wszystko to, co jest bytem (esse) – zarówno świat stworzony, jak i Stwórca – pozostaje w polu cogito jako treść ludzkiej świadomości. Filozofia zajmuje się bytami o tyle, o ile są treścią świadomości, a nie o tyle, o ile istnieją poza nią”. Co jednak z tego oświeceniowego przewrotu wynika? Papież mówi, że pozostała po nim „idea Boga” stała się tematem do dowolnego kształtowania przez ludzką myśl. Człowiek został sam jako ten, który sam stanowi o tym, co jest dobre, a co złe, jako ten, który winien istnieć i działać – nawet gdyby Boga nie było. Odrzucono Boga jako Stwórcę, a przez to jako źródło stanowienia o tym, co dobre, a co złe (przykład nacisków Parlamentu Europejskiego, by związki homoseksualne uznać za inną postać rodziny z prawem do adopcji) – w tym, po prostu, Jan Paweł II upatruje źródła zła. Zło jednak zostanie przezwyciężone poprzez odkupienie.
Kiedy żyjemy w świecie, w którym sami decydujemy o sobie, żyjemy w świecie, w którym systemy totalitarne upadły, jesteśmy wolni – jak być wolnym odpowiedzialnie? Jak mądrze z wolności korzystać? – to temat drugiej części papieskiej książki, Wolność i odpowiedzialność. Na pytanie, czym jest wolność, Jan Paweł II odpowiada za Arystotelesem – jest zadaną człowiekowi kategorią etyczną. Człowiek winien realizować swoją wolność w prawdzie. Wolność jest dobrem tylko wtedy, kiedy jest urzeczywistniana przez prawdę o dobru. W przeciwnym wypadku – kiedy źle pojęta wolność uzależnia prawdę od siebie, to implikuje taki czy inny system totalitarny. Ten z kolei – wolność niszczy.
W Nauce z najnowszej historii Jan Paweł II wspomina rozmowę, którą odbył podczas studiów w Rzymie z kolegą z kolegium, Belgiem. Ten młody ksiądz rzekł do Wojtyły: „Pan Bóg dopuścił, że doświadczenie tego zła, jakim jest komunizm, spadło na was… A dlaczego tak dopuścił?”. Po czym sam odpowiedział: „Nam na Zachodzie zostało to oszczędzone, być może dlatego, że my na Zachodzie Europy byśmy nie wytrzymali podobnej próby, a wy wytrzymacie”. Co takiego różni nas od obywateli Zachodu, w czym tkwi nasza siła? Ano w Bogu. Papież zwraca uwagę na postępującą sekularyzację narodów zachodnich. Rozwody, wolna miłość, antykoncepcja, aborcja, eutanazja – czy to nie jest również inna postać totalitaryzmu, ukryta pod pozorami demokracji, pyta papież. I dodaje, że już jako Ojciec Święty usłyszał z ust wybitnego polityka europejskiego: „Jeżeli komunizm sowiecki pójdzie na Zachód, my nie będziemy w stanie się obronić… Nie ma siły, która by nas zmobilizowała do takiej obrony…”.
Myśląc ojczyzna… papież sięga do etymologii tego słowa, czyli do „ojca”. Ojczyzna – mówi – to poniekąd to samo co ojcowizna, a więc to, co odziedziczyliśmy po ojcach. Myśląc „naród”, cofamy się do pojęcia „rodu”, a także „rodzenia”. „Termin ‘naród’ oznacza tę społeczność, która znajduje swoją ojczyznę w określonym miejscu świata i która wyróżnia się wśród innych własną kulturą” – tłumaczy Ojciec Święty. Jak w tym kontekście rozumieć patriotyzm? Odpowiedź leży w Dekalogu, w czwartym przykazaniu, które każe nam czcić rodziców swoich; skoro ojczyzna od ojca pochodzi, a naród z rodzenia. To dziedzictwo duchowe, którym ojczyzna nas obdarza, dociera do nas poprzez ojca i matkę przecież. Patriotyzm to umiłowanie tego, co ojczyste.
Papież analizując pojęcie „ojczyzny” nawiązuje do Ewangelii. Chrystus jako Syn, który przychodzi od Ojca, przynosi ludzkości niezwykłe dziedzictwo. Chrystus mówi: „Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat; znowu opuszczam świat i idę do Ojca” (J 16, 28). Jest to jednak nieco inne rozumienie ojczyzny – ojczyzny wszystkich ojczyzn, „ojczyzny wiecznej”.
Ale, wracając do tej w ściślejszym znaczeniu, Myśląc Europa…, papież, jak zwykle w tej książce, sięga do źródeł. Mówi o św. Pawle i Piotrze, o Cyrylu i Metodym, czyli o ewangelizacji Europy, która w istocie zapoczątkowała tworzenie się cywilizacji narodów i ich kultury. Ale Jan Paweł II nie może pominąć również dziedzictwa świata klasycznego – Aten i Rzymu, które niewątpliwie wpłynęło na kształt Kościoła. Ten Kościół ze światem łacińskim na Zachodzie i bizantyjskim na Wschodzie winien oddychać „dwoma płucami”. Kościół jak duchowy organizm potrzebuje tych dwóch tradycji, ażeby pełniej mógł czerpać z tradycji Objawienia.
Jak wiadomo, stało się inaczej. W 1054, w tak bogatym duchowo średniowieczu, dochodzi do schizmy wschodniej. Pęka organizm; dwa organy się rozchodzą. Kolejny podział, tym razem na Zachodzie, to wystąpienie Marcina Lutra, które dało początek reformacji. Wtedy to Wyspy Brytyjskie zrywają ze Stolicą Piotrową. Później przychodzi smutny okres wojen religijnych… Podkreśla jednak papież, że mimo tych rozłamów, pozostawała wiara w Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego jako wspólny mianownik chrześcijan. Ale już na przełomie XVII i XVIII stulecia mianownik ten zostaje odrzucony – mamy oto oświecenie. „Prawdziwy ‘kulturowy dramat’, trwający do dziś, tkwi w tym – według papieża – że te oświeceniowe idee przeciwstawia się chrześcijaństwu, podczas gdy są one w tradycji chrześcijańskiej głęboko zakorzenione”.
Jaki ma być wobec tego Kościół? Na czym ma polegać Misja Kościoła? Kościół ma być – tak jak Chrystus i Jego apostołowie – niestrudzony. Pokorny i mężny. Przede wszystkim nie może zaprzestać głoszenia Ewangelii. Sprzeciwia się Jan Paweł II hasłu: „Chrystus – tak, Kościół – nie!”. Kościół jest bowiem „Ciałem mistycznym Chrystusa”, „jest warunkiem Chrystusowej obecności i działania w świecie”. Oczywiście – mówi papież – Kościół jako instytucja potrzebuje wciąż oczyszczenia i odnowy.
Powrót do Europy? to tytuł jednego z wywodów, ale papieżowi najwyraźniej to sformułowanie się nie podoba. Trudno bowiem mówić o – „powrocie”. Wszak my, Polacy, współtworzyliśmy Europę. A współtworzenie to zaczęło się już od chrztu Polski. Potem był Zjazd Gnieźnieński w 1000 r.; bitwa pod Legnicą (1241 r.), kiedy to Polska zatrzymała najazd Mongołów na Europę…; w końcu – heroiczna walka z nazistami w 1939 r. czy rozwój „Solidarności”, który doprowadził do upadku komunizmu nie tylko w Polsce, ale i w sąsiednich krajach europejskich. Nie można też pominąć ogromnego wkładu w sferze kultury: Uniwersytet Jagielloński, Mikołaj Kopernik… Mówi Jan Paweł II: „Kiedy wieczorem 16 października 1978 r. stanąłem po raz pierwszy na balkonie Bazyliki św. Piotra, aby pozdrowić rzymian i pielgrzymów (…) powiedziałem, że przychodzę z „dalekiego kraju” (…) miałem na myśli istniejącą jeszcze w tamtym momencie „żelazną kurtynę”. Papież, który przychodził spoza „żelaznej kurtyny”, w prawdziwym sensie tego słowa przychodził z daleka, chociaż w rzeczywistości przychodził z samego centrum Europy. Przecież geograficznie centrum Europy znajduje się właśnie na terenie Polski”.
Dzisiaj, nie tylko w Polsce i nie tylko w Europie – na całym globie panuje papacentryzm. Oczy, serca i myśli całego świata są skierowane na Jana Pawła II. Niemal wszystko, co stało się w Watykanie za Jego pontyfikatu, stało się po raz pierwszy. Po raz pierwszy też papież wydawał książki. W tej ostatniej pisze: „Nie ma zła, z którego nie mógłby Bóg wyprowadzić większego dobra”. Jakie dobro może wyprowadzić Bóg ze śmierci papieża?
W ostatniej rozmowie „Pamięci i tożsamości” poruszana jest kwestia zamachu. Stanisław Dziwisz mówi: „Może trzeba było tej krwi na placu św. Piotra (…) owocem tej krwi było zjednoczenie całego Kościoła w wielkiej modlitwie”. Sam Ojciec Święty miał o tym powiedzieć: „Jestem wdzięczny Chrystusowi Panu i Duchowi Świętemu, który poprzez to wydarzenie (…) natchnął tyle serc do wspólnej modlitwy”.
Papież umarł. Zjednoczenie jest. Ludzi każdej narodowości, każdego wyznania, każdej rasy i każdego poglądu łączy, jeśli nie modlitwa, to wspólna myśl. I to jest dobre.
Książka Jana Pawła II kończy się tak: „Każde ludzkie cierpienie, każdy ból, każda słabość kryje w sobie obietnicę wyzwolenia, obietnicę radości (…) całe cierpienie jest w świecie również po to, żeby wyzwolić w nas miłość (…). W miłości, która ma swoje źródło w Sercu Chrystusa, jest nadzieja na przyszłość świata. Chrystus jest Odkupicielem świata: „a w jego ranach jest nasze uzdrowienie” (Iz 53, 5).
A w Jego ranach jest nasze uzdrowienie.
Anna Jawor
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu roztocze.net. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz