Czy szkołę można zamknąć, zanim oficjalnie zapadnie decyzja? Rodzice z Udrycz twierdzą, że tak właśnie stało się w gminie Stary Zamość. Ich zdaniem przez ostatnie dwa lata działalność Szkoły Filialnej była celowo ograniczana, by wykazać „brak dzieci” i przygotować grunt pod jej likwidację. Tymczasem dziś okazuje się, że uchwała intencyjna została podjęta bez konsultacji, bez wyliczeń finansowych i – jak twierdzą mieszkańcy – przy wcześniej przesądzonej decyzji.
Szkoła Podstawowa w Udryczach to nie jest kolejna mała wiejska placówka. Jej historia sięga 1920 roku. Przez dekady funkcjonowała w zabytkowym zespole dworskim i była centrum życia lokalnej społeczności.
Gdy utrzymanie zabytkowego obiektu stało się kosztowne, mieszkańcom zaproponowano rozwiązanie: sprzedaż dworku prywatnemu inwestorowi i budowę nowej, nowoczesnej szkoły. Obietnica była jednoznaczna – placówka blisko domów, na lata.
W 2011 roku nowy budynek rzeczywiście powstał. Kameralna szkoła zaprojektowana na trzy klasy i oddział przedszkolny miała służyć kolejnym pokoleniom. Dziś – zaledwie kilkanaście lat później – ta sama szkoła ma zostać wygaszona decyzją władz gminy Stary Zamość.
15 stycznia 2026 roku Rada Gminy Stary Zamość przyjęła uchwałę intencyjną o zamiarze likwidacji Szkoły Filialnej w Udryczach, podlegającej SP w Wierzbie.
Oficjalne uzasadnienie brzmi znajomo: spadek liczby uczniów i demografia.
Problem w tym, że w uchwale nie przedstawiono żadnych wyliczeń finansowych, nie wskazano realnych oszczędności ani alternatyw.
– Zabrakło konkretów. Nie pokazano kosztów, nie porównano wariantów, nie zapytano rodziców. To decyzja podjęta nad naszymi głowami – mówią rodzice uczniów.
Według relacji rodziców, proces likwidacji rozpoczął się na długo przed uchwałą.
Już dwa lata temu osoby chcące zapisać dzieci do szkoły w Udryczach miały słyszeć w sekretariacie, że „szkoła i tak będzie zamknięta”, dlatego rekrutacja nie jest prowadzona. Innych informowano, że chętnych jest zbyt mało, by utworzyć klasę.
W ten sposób kolejne roczniki znikały z ewidencji, zanim ktokolwiek mógł zweryfikować realną liczbę dzieci w okolicy.
– Powiedziano nam wprost, że nie ma sensu zapisywać dziecka, bo szkoła i tak idzie do likwidacji. Dziś słyszymy, że dzieci nie ma. Ale jak miały być, skoro nie pozwalano ich zapisać? – mówi jedna z matek.
Równolegle szkołę zaczęto wygaszać organizacyjnie. Ograniczono godziny funkcjonowania placówki – dzieci mogą przebywać w niej tylko do godziny 14:00, a w praktyce często krócej. Propozycje prowadzenia zajęć świetlicowych, nawet w formule społecznej, zostały odrzucone.
Dla pracujących rodziców był to jasny sygnał: ta szkoła przestaje być dostępna.
– Zostaliśmy postawieni pod ścianą. Jeśli oboje rodzice pracują, taka szkoła przestaje być realnym wyborem. A potem mówi się, że dzieci jest za mało – relacjonują rodzice.
Szczególne emocje budzą relacje dzieci i rodziców, według których jeszcze przed podjęciem uchwały wójt gminy Waldemar Raczyński miał oprowadzać po budynku szkoły nieznaną osobę, rozmawiając o możliwości jego wynajęcia. Wszystko miało odbywać się w czasie zajęć i przy obecnych dzieciach.
Jeśli te informacje się potwierdzą, rodzi się zasadnicze pytanie: czy decyzja o likwidacji szkoły zapadła znacznie wcześniej – poza oficjalnym procesem i bez udziału mieszkańców?
Tymczasem Udrycze nie są miejscowością wymierającą. W najbliższej okolicy mieszka około 48 dzieci, które potencjalnie mogłyby uczęszczać do tej szkoły. Wieś znajduje się zaledwie 7 kilometrów od Zamościa i w ostatnich latach dynamicznie się rozbudowuje.
Wielu nowych mieszkańców wybrało Udrycze właśnie ze względu na kameralną, bliską szkołę.
Dziś w placówce uczy się 9 dzieci w wieku szkolnym oraz 12 przedszkolaków, w tym dzieci z nadwrażliwością sensoryczną i diagnozowane w kierunku spektrum autyzmu. Rodzice obawiają się, że przeniesienie ich do większych, przeludnionych szkół znacząco pogorszy ich funkcjonowanie.
– To nie są liczby w tabeli. To są konkretne dzieci, które w dużej szkole po prostu sobie nie poradzą – podkreślają rodzice.
Likwidacja szkoły oznacza dla Udrycz utratę ostatniego budynku użyteczności publicznej, spadek wartości działek budowlanych oraz ryzyko zahamowania rozwoju miejscowości.
Rodzice protestują, zbierają podpisy i zapowiadają dalsze działania. Interwencję poselską w sprawie zapowiedział poseł Witold Tumanowicz.
– Nie walczymy tylko o szkołę. Walczymy o przyszłość naszej miejscowości i elementarne poczucie uczciwości – mówią mieszkańcy.
Jedno jest pewne: ta sprawa dopiero się zaczyna. A im dłużej pozostaje bez jasnych odpowiedzi, tym więcej rodzi pytań, których rodzice nie zamierzają zostawić bez odpowiedzi.
0 0
Mnie zastanawia w całej tej AFERZE jeden wątek. Czy Pan wójt kompletnie ma w poważaniu standardy ochrony małoletnich? Przecież przyprowadzenie sobie jakiegoś obcego mężczyzny do szkoły, to ewidentne naruszenie standardów ochrony małoletnich i ustawy kamilkowej. Co Pan wójt pod kamieniem mieszka?
Poza tym, to widać, że ktoś tu chciał przytulić ciepłą sumkę w związku ze swoimi działaniami - jak tak można.
Że ludzie wstydu nie mają. Panie wójcie - WSTYD, ludzie to Panu będą latami pamiętać. Że nie wspomnę o Pani dyrektor, która jest wg przepisów odpowiedzialna za rekrutację. Normalny człowiek by się ze wstydu pod ziemię zapadł. Teraz się pewnie będą tłumaczyć i wybielać, że to nie tak było…
Normalnie SZOK
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu roztocze.net. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz