Półtora roku temu gmina sprzedała pałacyk w Udryczach (gm. Stary Zamość) - siedzibę szkoły podstawowej. Wójt dał słowo, że wybuduje nową. – Teraz samorząd robi wszystko, by szkoły we wsi nie było. Czujemy się oszukani – żalą się mieszkańcy
Wieś bez szkoły to trup. Nawet zebrania nie będzie gdzie zrobić. A wszystko zmierza w tym kierunku. Kiedyś była tu świetlica, nawet muzeum. Została biblioteka. I ten budynek chcą rozebrać, bo ledwie się kupy trzyma – rozprawiają panie robiące zakupy w miejscowym sklepie.
- Władza kompletnie o nas nie dba. Mamy dziurawe drogi i jeszcze szkołę chcą nam odebrać. Nie poddamy się tak łatwo. Skoro wójt dał obietnicę, że wybuduje wiosce nową, niech jej dotrzyma. Inaczej nie zgodzilibyśmy się na sprzedaż pałacu – dorzucają mieszkanki wsi.
Po pałacu została obietnica
XVIII-wieczny pałac, który niegdyś należał do rodziny Zawadzkich, od blisko 70 lat służy jako miejsce nauki dla dzieci z pobliskich wiosek. Oprócz zabytkowej nieruchomości, w skład 7-hektarowego zespołu pałacowo-parkowego wchodzi kaplica, oficyna i domek ogrodnika. Po I wojnie światowej właściciele rozparcelowali majątek pomiędzy włościan, a zabudowania oddali na szkołę. Wtedy też przerobiono jego wnętrze.
Miejscowy samorząd - administrator obiektów, z czasem zaczął mieć coraz więcej problemów z ich utrzymaniem. Zbyt wysokie koszty remontu, wymagające nadzoru konserwatorskiego, skłoniły włodarzy do sprzedaży majątku.
- Pierwsze zebranie w tej sprawie odbyło się jesienią 2005 roku. Był wójt, radni. Przyszli mieszkańcy wsi. Wtedy po raz pierwszy dostaliśmy przyrzecznie, że pieniądze uzyskane ze sprzedaży tej posiadłości zostaną przeznaczone na budowę nowej szkoły. Wieś się zgodziła – wspomina Stanisław Czeczko.
W maju 2006 roku Rada Gminy w Starym Zamościu zdecydowała, by zespół pałacowo-parkowy poszedł pod młotek. Zorganizowany wkrótce przez gminę przetarg wygrały dwie panie: Krystyna Stańczyk z Warszawy i Eliza Kopeć z Holandii. Posiadłość kupiły za 428 tys. zł. W akcie notarialnym, podpisanym w lipcu 2007 roku znalazł się zapis, że przez kolejne trzy lata w pałacu będzie mieściła się podstawówka.
Na wieść o transakcji miejscowi nawet się ucieszyli i to podwójnie, bo mieli nadzieję, że ktoś zrobi porządek z podupadłym zabytkiem, wyremontuje go, zadba o rosnące w parku drzewa, a dzieciaki będą miały lepsze warunki do nauki, wygodniejsze i lepiej wyposażone sale lekcyjne. Tak myśleli. Do czasu...
Komitet ocalenia szkoły
Kiedy w lipcu ubiegłego roku na jednym z wiejskich zebrań wójt Waldemar Raczyński oświadczył, iż szkołę wybuduje pod warunkiem, że zdobędzie dotacje zewnętrzne, zaprotestowali. Dwa miesiące później miejscowi zawiązali Społeczny Komitet Budowy Szkoły w Udryczach. Dziś żartują i mówią, że powinni go nazwać Społecznym Komitetem Ocalenia Szkoły. Jego członkowie to mieszkańcy kilku wiosek: Udrycz Woli, Udrycz Końca i Kolonii Udrycze. Chodzili od domu do domu i zbierali podpisy osób, które są za inwestycją. Uzbierali 500.
- W ubiegłym roku, w uchwale budżetowej znalazły się pieniądze na opracowanie dokumentacji technicznej i projektu nowej szkoły. Nie wykorzystano ani złotówki. Nie tknięto palcem, by rozpocząć tę inwestycję. Wręcz zaczęto się z niej wycofywać – twierdzi Czeczko.
We wrześniu ub.r. na sesji, wśród radnych pojawiły się głosy, by dać sobie spokój z budową szkoły w Udryczach. Po burzliwej debacie zdecydowali jednak ująć inwestycję w planie na 2008 r. ,warunkując jej realizację zdobyciem środków pozabudżetowych. Rajcowie zarezerwowali na ten cel 424 tys. zł.
- Jaka instytucja da pieniądze na szkołę, tym bardziej na trzy-, a nie jak wcześniej planowano, sześcioklasową? Dotacja jest mało prawdopodobna, bo przecież podstawówka składająca się z tak małej liczby oddziałów, nie ma szans istnienia – dodaje przewodniczący.
- Nam już nie powinno na tej szkole zależeć. Jesteśmy starzy. Dzieci małych nie mamy. Kiedy jednak pomyślę o maluchach, które trzeba będzie wiele kilometrów wozić, żal mi się ich robi – mówi Irena Czeczko.
Małych dzieci nie ma też Andrzej Krzyszczuk, sołtys Udrycz Woli. Uważa jednak, że szkoła we wsi być powinna.
- Zresztą, taka była umowa – kwituje.
Jolanta Wodyk, przewodnicząca Rady Rodziców przy SP w Udryczach, zarazem członek komitetu uważa, że ostatnie posunięcia samorządowców to pierwszy krok do zamknięcia szkoły.
- Martwimy się. Władze składają tylko obietnice, a nic się nie robi, by szkołę pozostawić. Przeniesienie naszych dzieci do Starego Zamościa to perspektywa najgorsza z możliwych. U nas gospodarstwa są porozrzucane. Dojazd fatalny – opowiada. – Niż demograficzny mamy już za sobą. Ludzie kupują działki, budują się. Samorządowcy powinni to wziąć pod uwagę.
Dzieci trochę za mało
Waldemar Raczyński, wójt Starego Zamościa nie zapomniał o deklaracjach złożonych mieszkańcom Udrycz.
- Zdania nie zmieniłem, ale uchwały podejmują radni. Nie ja – dowodzi. – Budowa szkoły to koszt ok. 1,2 mln zł. Obecnie przygotowujemy wniosek o dofinansowanie tego zadania w ramach regionalnego programu operacyjnego. Złożymy go zaraz po ogłoszeniu naboru.
Dlaczego wójt nie chce budować 6-klasowej podstawówki?
- Dzieci jest trochę za mało. Dlatego zostało przy trzech oddziałach – argumentuje.
Za dwa lata dzieciaki będą musiały opuścić mury pałacu w Udryczach. Obecnie w miejscowej SP wiedzę zdobywa 49 uczniów. Placówka zatrudnia 10 nauczycieli. Zimą do pracy przychodzi czterech palaczy. Na zmiany. Robią co mogą, by „wygonić” z pomieszczeń ziąb, który wdziera się przez leciwe, zmurszałe futryny. Mieszkańcy wsi zapewniają, że o szkołę będą walczyć. Do upadłego.
- Jak trzeba będzie, to i do prokuratora pójdziemy. Powiadomimy o złamaniu społecznej umowy – przekonują.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu roztocze.net. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz