Prokuratura Okręgowa postawiła
zarzuty trzem opisywanym przez nas policjantom. Zdaniem PO, pomogli uciec z
konwoju przestępcy, w zamian za łapówkę. Tydzień temu Sąd Rejonowy w
Zamościu aresztował tymczasowo funkcjonariuszy.
Chodzi o opisywaną przez nas w poprzednim numerze oraz w numerze 35 „Kroniki” sprawę sprzed trzech lat. W sierpniu 2000 roku trzech funkcjonariuszy wydziału kryminalnego Komendy Miejskiej Policji w Zamościu służbowym, nie oznakowanym fiatem bravo udało się do zamojskiego Zakładu Karnego, po tymczasowo aresztowanego 26-letniego Roberta S., członka gangu złodziei samochodów. Pod pozorem wykonywania czynności operacyjnych, doprowadzili do wydania go przez administrację Zakładu Karnego, a następnie przewieźli w okolice Józefowa - rodzinne strony Robert S. Tam miał im rzekomo wskazać dziuple, w których trzymano skradzione samochody. Jak wykazało prokuratorskie śledztwo, w Oseredku policjanci zdjęli mu z rąk kajdanki i pozwolili uciec. Ucieczkę zakamuflowali fingując tuż po godz. 15.00 kolizję drogową. Oficjalne komunikaty w tej sprawie mówiły, że właśnie podczas tej kolizji Robert S. uciekł konwojentom, wykorzystując powstałe zamieszanie. Policjanci ukarani zostali jedynie karami dyscyplinarnymi (naganami). Kary uległy zatarciu. I o sprawie by zapomniano, gdyby nie sam Robert S., którego ujęto rok temu w Rzeszowie.
- Śledztwo wykazało, że w
sierpniu 2000 roku w Zwierzyńcu, w zamian za bezprawne uwolnienie aresztowanego
Roberta S., przyjęli od ustalonych osób korzyść majątkową w postaci samochodu
osobowego marki Skoda Octavia, wartości 40 tys. zł – mówi prokurator Romuald
Sitarz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Zamościu.
W ubiegły poniedziałek, policjanci S., Ch. i M., zostali
zatrzymani przez specjalną grupę z KWP w Lublinie. W środę po południu Sąd
Rejonowy w Zamościu aresztował tymczasowo funkcjonariuszy na trzy miesiące.
Uzasadnił to grożącą im surową karą oraz wysoką społeczną szkodliwością czynów.
Ch., jeden z aresztowanych policjantów, złożył
raport o zwolnienie go ze służby. Komendant Gerard Waszkiewicz podpisał jego
rezygnację. Dwóch pozostałych stróżów prawa, w tym nadkomisarza S., Komendant
Miejski Policji zawiesił w pracy do czasu prawomocnego zakończenia procesu.
Przez ten czas będą pobierać 50 procent dotychczasowego uposażenia.
W rozesłanym do mediów oświadczeniu, prokurator Romuald Sitarz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zamościu podkreśla, że prokuratura od jesieni 2002 roku (wówczas zatrzymano Roberta S.) prowadziła „zintensyfikowane czynności operacyjne i procesowe”. Informuje, że postanowienie o przedstawieniu zarzutów funkcjonariuszom wydano jeszcze 23 września. Dlaczego przez blisko tydzień zwlekano z zatrzymaniem funkcjonariuszy?
-
Czekano na najbardziej odpowiedni moment - mówi prokurator Sitarz.
Prokuratura Okręgowa nie chce na razie ujawnić kim są osoby, które przekazały łapówkę policjantom.
- Jest na to
jeszcze za wcześnie. Wszystko we właściwej porze – mówi prokurator Stanisław
Cieszkowski, szef Prokuratury Okręgowej w Zamościu.
Nadkomisarz Janusz Wójtowicz, rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji w Lublinie przekonuje, że komendant Waszkiewicz na bieżąco współpracował z prokuraturą, wiedział o możliwości przedstawienia zarzutów policjantom, ale nic nie mógł mówić. Tym tłumaczy nerwowość komendanta z ostatnich kilkunastu dni.
- Chodziło o to, aby uśpić czujność podejrzanych. Ten szum medialny, jaki powstał ostatnio, mógł przeszkodzić – uzasadnia Janusz Wójtowicz. - Na pewno to niedobrze świadczy o policjantach. To zdarza się jednak w każdej jednostce. Na pewno sprawa będzie przedmiotem analizy ze strony Komendanta Wojewódzkiego.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu roztocze.net. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz