Była środa, noc, mróz szczypał w twarz, a na zaśnieżonym polu leżał — bezbronny, zziębnięty pies, który nie miał już siły wstać. Każda minuta mogła decydować o jego życiu. Na szczęście ktoś zadzwonił po pomoc.
Po godzinie 20.00 policjanci z Wydziału Prewencji tomaszowskiej komendy ruszyli na interwencję, która szybko okazała się dramatyczną walką z czasem. Na miejscu zobaczyli czworonoga leżącego na śniegu — osłabionego, przemarzniętego i z poważnym urazem tylnej łapy.
Nie było chwili do stracenia. Mundurowi wzięli psa na ręce, okryli go i przez zaspy przenieśli do radiowozu, dając mu szansę na przeżycie.
– Pies był wyraźnie osłabiony, bardzo zziębnięty i nie był w stanie samodzielnie się poruszać. Wiedzieliśmy, że musimy działać natychmiast – relacjonuje mł. asp. Aneta Brzykcy.
Po udzieleniu pierwszej pomocy funkcjonariusze rozpoczęli poszukiwania właściciela. Trop zaprowadził ich do mediów społecznościowych. Wśród ogłoszeń o zaginionych zwierzętach natrafili na wpis zdesperowanej właścicielki, która błagała o pomoc w odnalezieniu swojego psa.
– Gdy potwierdziło się, że pies, którego odnaleźliśmy, jest tym poszukiwanym, nie kryliśmy ulgi. Wiedzieliśmy, że za chwilę wróci do domu – dodaje mł. asp. Aneta Brzykcy.
Kilka chwil później doszło do wzruszającego spotkania. Zaginiony pies wrócił do właścicielki, a dramat na mroźnym polu zakończył się szczęśliwie.
To historia, która pokazuje jedno: czasem wystarczy ludzka wrażliwość i szybka reakcja, by uratować czyjeś życie — nawet to na czterech łapach.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu roztocze.net. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz