Nie wszystko miało się wydarzyć tej nocy.
Prognozy mówiły jedno, niebo zdecydowało inaczej.
To, co przyszło po 22, zostanie w pamięci na długo.
Jeśli kiedykolwiek widziałeś zorzę — wiesz, że reszta to szczegóły.
Pierwsze sygnały były niepozorne, jakby niebo tylko się rozgrzewało.
Delikatna poświata nad horyzontem, chwila zawahania, cisza.
Jeszcze bez emocji, jeszcze bez pewności.
Prognoza mówiła jasno: około czwartej nad ranem.
Dlatego gdy zorza pojawiła się tak wcześnie, złapała wszystkich z zaskoczenia.
Nie było czasu na przygotowania — tylko szybka decyzja.
A potem przyszła eksplozja koloru.
Zieleń w zenicie, intensywna, niemal nierealna.
Niebo wyglądało, jakby ktoś je podpalił od środka.
Horyzont dosłownie płonął.
Światło rozlewało się szeroko, bez pośpiechu, ale z mocą.
Było jasno — jak przy pełni, tylko bardziej.
To nie była zwykła zorza, to był spektakl.
Ruch, struktura, zmiany w sekundach — czysta dynamika.
Czegoś takiego wcześniej nie doświadczyłem.
Kto był w terenie i to widział, wie dokładnie, o czym mowa.
Tego nie da się w pełni oddać na zdjęciach.
To się czuje, nie tylko ogląda.
Jeszcze trochę takich nocy i plany wyjazdu do Norwegii zaczną tracić sens.
Jeśli natura serwuje takie widowiska tutaj, bez zapowiedzi,
to pozostaje tylko jedno — być gotowym i patrzeć w niebo.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz