R E K L A M A

Z I P

Flesz | KrasnystawDaniel Czubara5 października 2016

Suszył konopie na strychu

Fot. KWP w Lublinie

R E K L A M A    B O A R D

R E K L A M A    B O X  I
R E K L A M A    B O X  II

Policjanci zatrzymali 30-letniego mieszkańca gminy Krasnystaw. Podczas przeszukania posesji mężczyzny ujawnili i zabezpieczyli krzaki konopi indyjskich, ścięte rośliny, które suszyły się na poddaszu oraz marihuanę.

Wczoraj krasnostawscy kryminalni realizując informacje własne ustalili, że 30-letni mieszkaniec gminy Krasnystaw w swoim miejscu zamieszkania posiada marihuanę i uprawia konopie. Podczas przeszukania posesji mężczyzny funkcjonariusze ujawnili i zabezpieczyli dwa krzaki konopi indyjskich innych niż włókniste, które rosły w foliowym namiocie. W zajmowanym przez siebie pokoju 30-latek posiadał ponad 20 gramów marihuany. Ponadto na strychu domu mundurowi ujawnili i zabezpieczyli ponad 20 suszących się roślin konopi.

Mężczyzna został osadzony w policyjnym areszcie. Jeszcze dziś usłyszy zarzuty uprawy konopi indyjskich innych niż włókniste oraz posiadania środków odurzających. Za posiadanie i uprawę konopi indyjskich innych niż włókniste 30-latek odpowie teraz przed sądem.a

Autor: Daniel Czubara
Ty już wiesz. Teraz podziel się tym na Facebooku ze znajomymi.
Jak cenna jest ta informacja dla Ciebie? Powiedz nam o tym - kliknij na gwiazdki.
Liczba ocen: 1 . Dziękujemy! Postaramy się być jeszcze lepsi.

Tagi, hashtagi i słowa klucze: , , ,
R E K L A M A    B A N N E R   I
Komentarze publikowane poniżej, są elementem bezpłatnej usługi świadczonej na rzecz użytkowników serwisu. Redakcja roztocze.net nie ponosi odpowiedzialności za treść i stylistykę komentarzy. Naruszenia prawa należy zgłaszać na adres redakcji dostępny na stronie KONTAKT
KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
  • "dgdsrg" dnia 5 października 2016 o godzinie 10:58:33 napisał:
    to pewnie jakiś KODowiec ew. zwolennik ONRu.
    0
    0
  • R E K L A M A
  • "Joker" dnia 5 października 2016 o godzinie 12:10:21 napisał:
    Zapewne zazdrosny sąsiad podpierdzielił.
    0
    0
  • "z_boku" dnia 5 października 2016 o godzinie 15:26:50 napisał:
    Żeby mi nie zarzucani braku konsekwencji to proszę: Doktor Andrzej Zwoliński był człowiekiem doświadczonym. Miał 52 lata, nosił okulary. Dokładnie to dwie pary okularów, zakładanych na zmianę. Jego ulubione „lenonki” w które wpasowane były denka od jakichś bardzo starych butelek, co jakiś czas zastępowane były „urbankami”. Żeby było jasne to okulary były mu potrzebne jedynie w celach zawodowych, do badania reakcji pacjentów na zmiany zachodzące w najbliższym otoczeniu. Nosił przy sobie małą walizeczkę w której znajdowały się kolejno: gruby brulion, linijka i piórnik zawierający przybory do pisania, kilka ołówków i kredek oraz temperówkę nazywaną przez większość z jego podopiecznych „strugaczką”. Brulion służył do tego aby w nim zapisywać wszelkie reakcje pacjentów na zmiany jakich z lubością dokonywał w ich otoczeniu, przybory do pisania służyły do tego aby przy ich pomocy zapisywać w brulionie owe wspomniane już dwukrotnie wcześniej reakcje. Linijka, ołówki i kredki służyły do rysowania tabelek, diagramów oraz mniej lub bardziej skomplikowanych wykresów, temperówka zwana „strugaczką” służyła do ich ostrzenia. Ostrzenia ołówków i kredek ma się rozumieć! Kto normalny chciałby przy jej użyciu ostrzyć linijkę? Oczywiście, że nikt przy zdrowych zmysłach by tego nie zrobił, ba nawet by o tym nie pomyślał! Doktor Zwoliński był oczywiście normalny, nawet bardzo normalny. Bycie normalnym może stać się dla człowieka męczące i zwyczajnie nudne. Takie ono i było dla doktora, ale do czasu... Doktor Andrzej jak go nazywali współpracownicy miał swoją tajemnicę. Walizeczka oprócz wspomnianych powyżej przedmiotów zawierała jeszcze coś, ściśle tajną, zamykaną na skomplikowany zamek szyfrowy, płaską szkatułkę. Skąd w posiadaniu doktora wzięła się owa tajemnicza szkatułka wiedziały oficjalnie tylko dwie osoby. Jedną z nich był oczywiście sam doktor Andrzej, ale nazwisko drugiej było jeszcze bardziej tajne niż owa supertajna szkatułka. Osobą tą był pewien tajemniczy pacjent, którego przez ostatnie kilkanaście lat Zwoliński miał okazję gościć w swoim oddziale. Profesor doktor habilitowany Zygmunt Hromolny, dyrektor słynnej kliniki w Tworkach był dobrym kolegą Zwolińskiego. Studiowali razem, a nawet mieszkali w jednym pokoju w akademiku. Byli kumplami na dobre i na złe. Wspólnie robili wszystko... No prawie wszystko. Wspólnie mieszkali, uczyli się, chodzili na zajęcia, robili zakupy, gotowali, prali, nosili na zmianę te same ubrania, palili dla oszczędności po jednym wspólnym papierosie i oczywiście, też dla oszczędności kupowali sobie po takiej samej butelce, tego samego wina owocowego „Okęcie”. Drogi ich rozdzieliły się po studiach. Hromolny mając w rodzinie kogoś, kto znał kogoś dostał się do pracy w podstołecznej klinice, Zwoliński załapał się do pracy w malowniczo wśród wzgórz Roztocza położonej miejscowości, której nazwa nikomu nic nie mówiła. Hromolny chciał pomóc koledze przenieść się z tego „zadupia” jak je nazywał, w bardziej cywilizowane rejony, ale że trwało to kilka lat Zwoliński zdążył zapuścić korzenie, podziękował przyjacielowi za troskę i stwierdził, że jednak nie chce mu się już nigdzie ruszać. Obaj uśmieli się do łez kiedy Hromolny stwierdził, że skoro chce tu zostać to musi być wariatem i to się dobrze składa bo miejsce w którym pracuje to nic innego a właśnie Dom Wariatów. Spotykali się często, odwiedzali się w czasie świąt czy rodzinnych uroczystości i właśnie podczas jednej z takich okazji Hromolny złożył mu pewną propozycję. -Wiesz Andrzejku – mówił lekko już znieczulony przez alkohol – mam takiego pacjenta. Co ja będę owijać w bawełnę, znasz się na tym tak dobrze jak ja. Wariat, czub jakich mało, ale poseł i minister. My tam w Tworkach robimy co możemy, ale to twarda sztuka. Zachowuje się na oko normalnie tylko trzeba cały czas uważać, jak go najdzie to w kaftan, skórzanymi pasami do łóżka przypiąć, knebel w usta i zastrzyków z bromu nie żałować! Nic innego nie skutkuje, facet starej daty. Mam pewną teorię, wydaje mi się, że na jego stan może mieć wpływ otoczenie w jakim przebywa. Gdyby tak spędził tu u ciebie dwa – trzy tygodnie, tak z pięć czy sześć razy w roku to może pomiędzy tymi pobytami, mógłby funkcjonować w miarę normalnie? Doktor Andrzej się zgodził, zaś teoria Hromolnego się sprawdziła. „Minister” jak go nazywano stał się częstym bywalcem oddziału którym kierował Zwoliński, z czasem nawet się zaprzyjaźnili. Pacjent od początku był tajemniczy i taki pozostał do dzisiaj. Nigdy nikt nie widział jego twarzy, nosił podobnie jak bohater powieści Alexandra Dumasa maskę. Była ona jednak wykonana nie z żelaza czy stali, a ze starego, wysłużonego globusa. Dokładnie z takiego z jakim każdy zetknął się na lekcjach geografii. Globus noszony był „do góry nogami”, w miejscu gdzie znajdowała się niegdyś Rosja wycięta była duża okrągła dziura przez którą tajemniczy pacjent wkładał do środka głowę. Gdzieś pomiędzy Australią a Indiami została wypiłowana szczelina umożliwiająca obserwację otoczenia. Pacjent jak już wspomniałem bywał u Zwolińskiego często, aż kilkanaście miesięcy temu przestał się pojawiać. Jakieś 9 miesięcy wstecz przyszło polecenie, żeby uprzątnąć izolatkę w której zawsze zamieszkiwał i do której nikomu nie wolno było wchodzić. Wszystkie rzeczy znajdujące się w izolatce miały być spakowane do płóciennego worka i przekazane pilotowi specjalnie po nie wysłanego helikoptera i tak się stało. Potężny MI-24 obwieszony wszystkimi możliwymi rodzajami uzbrojenia wylądował na szpitalnym podwórzu, wysiadł z niego drugi pilot, eskortowany przez sześciu uzbrojonych po zęby żołnierzy „Gromu”. Pani Krysia która sprzątała izolatkę przekazała mu worek, pilot i żołnierze zasalutowali, po czym tyralierą ruszyli w kierunku swojego statku i odlecieli w kierunku stolicy. Znowu zapanował spokój, ale tylko na miesiąc. Do doktora Zwolińskiego ze specjalną misją przybyła kompania „Rosomaków”. Przyjechali nocą, a ryk ich silników obudził całą okolicę. Dowódca kompanii wręczył mu płaską szkatułkę i zrolowaną gazetę, po czym kompania odjechała. Doktor otworzył szkatułkę w domu i zdziwił się bardzo, w środku znajdowały się Krzyż Złoty Orderu Virtuti Militarii IV klasy, Krzyż Walecznych i brązowy Medal za Zasługi Dla Obronności Kraju. Przy każdym odznaczeniu znajdowała się legitymacja potwierdzająca jego nadanie! Gazetą okazał się być specjalny, ściśle tajny i wydrukowany tylko w jednym egzemplarzu numer „Naszego Dziennika”. Cała gazeta wypełniona była artykułami, zdjęciami i tekstami pochwalnymi które to pokazywały w najlepszy z możliwych sposobów pracę i zasługi doktora Andrzeja Zwolińskiego. Właśnie ten wiele doświadczony, zasłużony i znany w najwyższych kręgach psychiatra siedział na krześle z okularami podniesionymi na czoło. Jego mądre oczy skierowane były w kierunku jedynego, znajdującego się w izolatce łóżka. Doktor Andrzej Zwoliński obserwował wybudzanie nowego pacjenta ze śpiączki farmakologicznej. Na małym stoliku stała filiżanka czarnej kawy, obok zaś leżały: gruby brulion, przybory do pisania, linijka, temperówka oraz napełniona bezbarwnym płynem strzykawka o pojemności 20 ml. Użyte nazwiska i imiona są fikcyjne, zaś jakiekolwiek podobieństwo do osób i zdarzeń jest przypadkowe i niezamierzone.
    0
    0
  • "TORRES20400" dnia 5 października 2016 o godzinie 15:33:36 napisał:
    @"z_boku"; Gdybyś zechciał, na nagłówku zamieszczać "numer odcinka". Któryś mi się chyba zgubił ;-) A zbieram sobie.
    0
    0
  • "z_boku" dnia 5 października 2016 o godzinie 15:45:53 napisał:
    @"TORRES20400" Jeżeli chcesz to mogę "mailnąć" istniejącą całość w pdf.
    0
    0
  • "stary" dnia 7 października 2016 o godzinie 19:43:26 napisał:
    Ot przyczepili się. Normalna dostawa z pod Sochaczewa.
    0
    0


UWAGA!! Komentarze zawierajace więcej niż 1 link(adres strony) są blokowane automatycznie przez system antyspamowy. Publikacja ich wymaga interwencji administratora. Aby opublikować więcej niż jeden link zalecamy publikację ich w kolejnych komentarzach.

Zapoznałem się z regulaminem usługi dostępnym na stronie(www.roztocze.net/regulamin-kometarze/) i akceptuję jego postanowienia.

Anty-spam:

observer 11 minut temu
ciastoch i demokracja ????? Smoleń powi...
Thomas
nowa ordynacja@ jeżeli faktycznie opozy...
nowa ordynacja
Jak nowa ordynacja wejdzie w życie, to ...
.
Słyszeliście, że Emanuel Macron zaczy...
.
Ogromny brak szacunku dla protestującyc...
magnar
Tak pół żartem, pół serio wszystko ...
chyba żartujes...
Każdemu wolno dziś sądzić co chce na...
Kosh
Nie ma czegoś takiego jak "wolność". ...
pl
Lul. Kiedyś przechodziłem obok podobne...
ciekawy
Tak mnie zainteresowało - pod sądem pr...
Horn
Akurat na zakupach koło sądu byłem. N...
zamościak
To już mogli sobie grilla uruchomić, n...
obserwer 2
Nie wychylaj się zbyt nisko bo czółko...
.
Co to znaczy, jesteśmy w trakcie przetw...
Komentarze publikowane powyżej, są elementem bezpłatnej usługi świadczonej na rzecz użytkowników serwisu. Redakcja roztocze.net nie ponosi odpowiedzialności za treść i stylistykę komentarzy. Naruszenia prawa należy zgłaszać na adres redakcji dostępny na stronie KONTAKT
R E K L A M A B A N N E R III
Copyright © 2017 Fundacja im. Bernardo Morando. Wszelkie Prawa Zastrzeżone
ARCHIWUM lata 2000-2010 ROCZNIKI 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017