Region - Gospodarka i polityka - Kultura i rozrywka - �ycie spo�eczne - Sport - Edukacja - Komunikaty ROL
 Szukaj:
Google   
  strona g��wna/newsroom  
 O artykule
Autor: Kronika Tygodnia - Robert Horbaczewski
Data: 21.05.2013, 2:01
Zmiany: 21.05.2013, 2:01
Czytane: 3539x
Komentarzy: 3 [sprawdďż˝]
test
   Region
Archiwum: 1886   Archiwum>>
Co siďż˝ dzieje na Forum?
Zapisz siďż˝!
Elektroniczy biuletyn ROL
co tydzieďż˝ w twojej poczcie email.
Czas hieny w Wożuczynie  

W Wożuczynie wrze. Mieszkańcy rozpoznali się w książce „Czas hieny” autorstwa Adama Kulika. Obraziła się blisko setka osób. O godność mieszkańców upomina się Kazimierz Organista, wójt Rachań. Sam Kulik uważa, że mieszkańcy mają problem ze zrozumieniem, czym jest literatura

Adam Wiesław Kulik pochodzi z Wożuczyna, jest dziennikarzem lubelskiego ośrodka TVP, autorem ponad 300 filmów dokumentalnych, biograficznych i edukacyjnych, „Ambasadorem Kultury Zamościa”. Pisarz dwa lata temu wydał książkę – „Czas hieny”. To zbiór prawie 60 opowiadań poświęconych pograniczu. Publikacja nominowana była do nagrody „Zamojska Książka Roku”. Zebrała pozytywne recenzje w prasie ogólnopolskiej. Recenzenci piszą, że Kulik się nie patyczkuje, pisze o pijakach, o rozgrabianiu narodowego majątku, o wymarłych wsiach, pustawych miasteczkach. Używa mocnych słów, nie unika erotyki. Przytacza mnóstwo anegdot i historii zwykłych ludzi. W tych opowieściach pojawiają się nazwy miejscowości, np. Siemnice, Czartowczyk, Zamość, Tomaszów Lubelski, Rachanie, Werechanie. Autentyzmu opowieści dodają zdjęcia, m.in. Feliksa Łukowskiego z Siemnic.

Choć w książce nie pada nazwa Wożyczyn, to właśnie mieszkańcy tej wsi mają do Kulika pretensje. Obecni i byli obywatele Wożuczyna rozpoznali w kilku opowiadaniach historie swoich rodzin. W książce nie padają wożuczyńskie nazwiska, pojawiają się za to pseudonimy i przezwiska. Prawdziwe. Jest Dyrdzioszka („co kuśtyka co niedzielę do kościoła i kradnie buraczynie u Stacha”; buraczynie to liście buraków – przyp. red.), Bateryja (służył w artylerii i we wsi kradł kartofle), Marucha (wsławił się tym, że odzwyczaił konia jeść tak, że koń padł), Franio Słota (jak wypił, to się po wsi włóczył), Bławatek (w stanie wojennym był w ZOMO i lał ludzi pałą), Żysko (poszedł do szkoły oficerskiej i popełnił samobójstwo, bo nie mógł w niej wytrzymać). Jest też o dziadach rachańskich, którzy żebrali pod kościołem.
Adam Kulik mówi, że opowieści zbierał z całego pogranicza, które kilkakrotnie zjeździł rowerem: od Worka Bieszczadzkiego po Sejny. Opowieść np. o kobiecie, która miała 10 dzieci i uciekła od męża usłyszał pod Hajnówką. Ona uciekła do tartaku, on zaś napisał, że do cegielni, bo taka była w okolicy Wożuczyna. Pseudonimy zaczerpnął z pracy magisterskiej, którą swego czasu udostępnił mu Marian Brzezicki, miejscowy regionalista i emerytowany nauczyciel. W pracy, autorstwa Leszka Trusa, było około 300 pseudonimów mieszkańców Wożuczyna i okolic.
– Cholernie te pseudonimy mi się podobały, nawet nie kojarzę osób, które się za nimi kryją, pewnie większość z tych ludzie już nie żyje – mówi Adam Kulik.

Na promocji nikt nie krytykował
Książka „Czas hieny” ukazała się 2011 roku. W ubiegłym roku Stowarzyszenie Miłośników Wożuczyna i Okolic zorganizowało spotkanie autorskie Kulika połączone z prezentacją jego twórczości. Dawna plebania, gdzie mieści się siedziba Stowarzyszenia, pękała w szwach. Złego słowa o autorze nie powiedział nikt. Niektórzy wyszli z książką pod pachą. Im bardziej się w niej zaczytywali, tym większą czuli złość.
– A nawet nienawiść. Za tymi pseudonimami kryją się konkretni ludzie, sytuacje, ludzkie dramaty. Jakim prawem on tak pisał? – denerwuje się Maria Smoląg, rodem z Wożuczyna, szefowa zespołu „Pojednanie” w Majdanie Krynickim. W książce Kulik opisał historię, która wydarzyła się w jej rodzinie. Kiedy Maria Smoląg przeczytała książkę, przeżyła szok. Zadzwoniła do innych mieszkańców Wożuczyna, także byli zbulwersowani. Postanowili coś zrobić. Napisali do Kulika list otwarty, w którym zarzucają mu, że wybrał tylko te historie, które mu pasowały do opisania miejscowości jako zapyziałej wsi. Mają żal, bo po lekturze książki Kulika można odnieść wrażenie, że w Wożuczynie najważniejsi byli: ladacznica, złodziej i pijak.
– „Ludzie są różni, jak w każdym środowisku, nie tylko w Wożuczynie, ale rzetelność twórcy, w tym reportażysty, dyktuje ukazać przedstawiany świat w różnych aspektach: dobrych i złych. Umieszcza Pan dzieje utworu w konkretnej przestrzeni i przywołuje ludzi, podając ich nazwiska, w ten sposób są oni nie tylko bohaterami Pańskiej książki, ale przede wszystkim mieszkańcami Wożuczyna, którzy tu żyli, pracowali i pozostają w pamięci swych dzieci i wnuków (…). Sądzimy, pamiętając Pańskie kontakty z Wożuczynem, że siedział pan zbyt wysoko na telewizyjnym stołku, by zajrzeć do chłopskiego domu i zrozumieć naszą duszę” – napisały Maria Kwasiuk i Maria Smoląg.

Obie dodają, że rozumieją, co to jest „robota literacka”, „dzieło skończenie literackie” i ta świadomość nakazuje im stwierdzić, że Kulik głęboko zranił mieszkańców Wożuczyna, tym „dużym walorem autentyzmu”. Pod listem podpisało się 91 mieszkańców.


Wójt się zawiódł
W obronie mieszkańców stanął także wójt Rachań Kazimierz Organista, który sięgnął po książkę, bo zaciekawił go tytuł. Mówi, że zna mieszkańców Wożuczyna i nie zasługują na taką ocenę. On także napisał do Kulika list.
– (…) Opis zachowania się mieszkańców Wożuczyna w wymienionej książce wzbudził u mnie duży niesmak, a nawet oburzenie. Mieszkańcy Wożuczyna zasługują nie na taką ocenę: plotek i pomówień. Pańscy „podpowiadacze” zapomnieli o sobie, zapomnieli, że też kiedyś popełnili może i większe lub mniejsze błędy (...) – pisze wójt Kazimierz Organista.

Wójt przypomina, że od blisko 100 lat w Wożuczynie działa OSP, KGW, LZS, chór parafialny, Stowarzyszenie Miłośników Wożuczyna i Okolic. A w tych organizacjach są ludzie zaangażowani i prawi.
– „Natomiast Pańska książka jest jak niby to zemsta deklasująca swój matecznik, w którym to Pan się urodził i wychował. Można by wiele jeszcze wskazać niewłaściwości w Pańskiej książce” – napisał wójt Organista.
Kazimierza Organisty osobiście nic w książce nie dotknęło, ale jako wójt musi być z ludźmi. I dlatego apeluje do autora, aby spotkał się z mieszkańcami.
– To takie pisanie książki na zasadzie używania plotek, pomówień. Tak się zachowuje hiena, która poluje na bardzo tanie mięso. Hiena zawsze poluje nocą, a jej ofiarą stają się zawsze najsłabsze zwierzęta – mówi wójt Kazimierz Organista.

Będzie wrzask i rozliczanie
Kulik z zaproszenia raczej nie skorzysta. Nie widzi sensu.
– To będzie wrzask i rozliczanie, jak znam środowisko wiejskie – powiada.
Uważa, że ci, którzy protestują, nie mają chyba pojęcia, czym jest literatura, fabuła, fikcja literacka, czas literacki. O całym zamieszaniu mówi „uderz w stół, a nożyce się odezwą”.
– To, że się powtarzają konkretne sytuacje, że ktoś pije denaturat i siedzi pod sklepem, nie znaczy, że to dzieje się tylko w Wożuczynie. Tak jest w każdej wsi na pograniczu. Wszędzie można usłyszeć podobne historie. Nie portretowałem Wożuczyna, bo nie pisałem jego monografii. Głównym bohaterem książki jest skundlony czas, w którym żyjemy – przekonuje Kulik.
Barbara Typek, prezes Stowarzyszenia Miłośników Wożuczyna i Okolic uważa, że kontrowersje wokół książki wyjdą miejscowości na dobre.
– Znowu jest głośno o Wożuczynie, a o to Stowarzyszeniu przecież chodzi – wyjaśnia Barbara Typek.

Jej zdaniem Adam Kulik jak nikt inny zrobił ogromnie dużo dla promocji swej rodzinnej miejscowości i regionu. W swoich materiałach zawsze promuje rodzinne strony i nigdy się od nich nie odżegnuje.
– W tej książce są elementy fikcji literackiej i jest tak napisana. Niemal w każdej miejscowości znajdzie się ktoś, kto rozpozna jakąś znajomą historię. Prawdziwy jest jedynie opis baszty wożuczyńskiej – mówi Barbara Typek.
Kulik uważa, że do swoich racji ludzi nie przekona. Twierdzi, że choć niezamierzone, są jednak pozytywne strony całego zamieszania. Adam Kulik się cieszy, że mieszkańcy Wożuczyna obcują z literaturą.

 










R E K L A M A






Wi�cej informacji na stronie Kroniki Tygodnia

Skomentuj ten artykuďż˝
Drukuj ten artykuďż˝
Informacje opublikowane przez INTERNAUT�W nie podlegaj� cenzurze. W�a�ciciele i redakcja Roztocze Online (www.roztocze.net) nie odpowiadaj� za tre�� zamieszczonych materia��w, tekst�w i komentarzy! Je�eli zawarto�� nie jest sygnowana "Roztocze.net" lub "Roztocze Online" to g�owna tre�� tej strony jest kopi� znalezion� w sieci internet.
Kopie stron internetowych zamieszczane w serwisie roztocze.net s� dokonywane za zgod� autor�w lub w�a�cicieli, serwis roztocze.net nie jest w �aden spos�b zwi�zany z autorami takich strony i nie odpowiada za ich tre��.
Komentarze [do g�ry]

Autor:
Tytuďż˝: a może Akordeonista zrobiłby cokolwiek dla gminy?


Wys�ane: 2013-05-23 14:46:59
jak dotychczas,to jego odwieczne panowanie opiera się wyłącznie na odpowiednim nastawieniu wyborców przez Dorotkowego Chłopa (któremu nie przeszkadza życie z księżną,ale wszystko inne jak najbardziej;)

Autor: maurycy
Tytuďż˝: kłamstwo!!!


Wys�ane: 2013-05-24 09:25:57
...tam mieszkają tylko dobrzy,mądrzy,pracowici,szlachetni,prawdomówni,tolerancyjni,czyli najlepsi z najlepszych,to co o nich piszą to pomówienia i kłamstwa!!!

Autor: edekzkrainykredek
Tytuďż˝:


Wys�ane: 2013-05-24 10:51:10
Niech zażądają po 100 tyś dla każdego mieszkańca, jak pan radny MK za reklamę pewnej sieci handlowej :)
dodaj komentarz
[Kontakt] [Reklama] [© Roztocze Online - roztocze.net - P.Rogalski & R.Moteka]