newsroom    
Startuj Ulubione Kontakt
Region - Gospodarka i polityka - Kultura i rozrywka - Życie społeczne - Sport - Edukacja - Komunikaty ROL
R E K L A M A
 Szukaj:
Google   
  , imieniny: Tymoteusz, Wiktor, Kryspin strona główna/newsroom  
 O artykule
Autor: Kronika Tygodnia -
Data: 21.02.2012, 9:00
Zmiany: 21.02.2012, 9:00
Czytane: 323x
Komentarzy: 0 [sprawdź]

  
Łuny nad jeziorami [57/0]

[przeczytane: 57x/komentarzy: 0]
Archiwum: 804   Archiwum>>
Co się dzieje na Forum?
Zapisz się!
Elektroniczy biuletyn ROL
co tydzień w twojej poczcie email.
Czary nie skutkują, hormony buzują!  

Ukochany miał wrócić, a nie wrócił. Nie pomogły wróżby, uroki, figurki. Zakochana kobieta uznała, że skoro tak, to zawiodły umiejętności wróżki (bo innej możliwości nie ma). Domaga się od „szeptunki” z Lubyczy Królewskiej zwrotu 20 tys. zł. Wróżka zaklina się, że pieniądze oddała

Mariola (imię zmienione) niechętnie wraca do tej historii. Ale w końcu zgadza się mówić. Według niej było tak: chciała odzyskać mężczyznę, poza którym świata nie widzi. Jako, że naturalne metody, jakich zazwyczaj używa płeć piękna nie skutkowały, postanowiła szukać pomocy u wróżki. Nie byle jakiej. Ale też trzeba dodać, że sprawa była skomplikowana. Bo ukochany beznadziejnie wpadł w sidła innej. Zachodzi podejrzenie, że tamta zła kobieta rzuciła na ukochanego urok lub zleciła to specjaliście. Tak więc pomysł, aby skorzystać z usług z niezupełnie tego świata, był jak najbardziej słuszny.

Ma to po babci, uczyłam się od szamanów
Mariola cierpliwie studiowała oferty wszelkiego rodzaju wróżek. Przyłożyła się do tej pracy i w końcu zdecydowała, że jej szczęściu może dopomóc wróżka z Lubyczy Królewskiej, w branży znana jako Lilith Black Moon. Istotnie, trudno o lepszy wybór.
Na stronie internetowej www.okulta.com.pl Lilith pisze o sobie tak: „Przychodzę, pomagam spełnić Wasze życzenia i znikam tak samo niespodziewanie jak się pojawiłam. Tak jak bajkowa znachorka, czarownica. Po kontakcie ze mną będziecie mieli świadomość, że jeszcze dziś istnieją prawdziwe szeptunki i opowiecie ze zdumieniem o mnie innym. Możecie mówić na mnie wiedźma”.
I dodaje, że czerpie z doświadczeń babki, która była „szeptunką”.
Na wspomnianej stronie został zmieszczony wywiad z Lilith, opatrzony tytułem „Ta która rozmawia z duchami”. Tekst pochodzi z portalu: uroda-wdziek.pl.
Autor tak przedstawia Lilith: „Jest jedną z najpopularniejszych wróżek w Polsce i nie tylko. Prowadzi również doradztwo w krajach Unii Europejskiej oraz USA. Najmłodsza z wróżek, która w szybkim czasie zyskała popularność dzięki wysokiej sprawdzalności jej przepowiedni. Kontrowersyjną rzeczą jest fakt, że także wysoką sprawdzalność mają jej rytuały, zaś swoją wiedzę przywiozła z Ameryki Południowej, gdzie przez pół roku przebywała u jednego z plemion szamanów kanaima”.
Lilith wróży z kart tarota, odczynia uroki, potrafi zaradzić w sprawach miłosnych, przepowiada przyszłość. Oferuje m.in.: rytuał finansowy (wiadomo, żeby się wiodło), uroki miłosne. Jej usługi nie są tanie, ale to nie dziwi. Za wróżbę „z dokładnością co do dnia” (na dni 10) trzeba zapłacić 100 zł, wróżba na rok, na podstawie kart tarota kosztuje 200 zł, wróżba poprzez komunikator Skype – 250 zł.
Droższe są rytuały. Klątwa kosztuje 600 zł, rozdzielenie dusz (również w przypadku zmarłej osoby) – 600 zł. Rytuał przyciągający miłość (na konkretną osobę) kosztuje 600 zł. Z kolei za seans spirytystyczny trzeba zapłacić 5 tys. zł (maksymalna liczba osób przebywających w pomieszczeniu: 10).
Lilith sprzedaje amulety. Na przykład talizman przyciągający miłość wyceniła na 500 zł, a torbę mojo – tylko dla kobiet – zapewniającą kontrolę nad mężczyzną 800 zł.
Nie ma natomiast ustalonego cennika, jeśli Lilith zleci się szukanie zaginionych osób i rzeczy. W tym przypadku klient płaci „co łaska”.

Przed sądem
Mariola wspomina, że gdy zwróciła się o pomoc do Lilith (a działo się to jeszcze w 2008 roku), była na skraju załamania nerwowego.
– Tonący brzytwy się chwyta – mówi Mariola.
Twierdzi, że wróżka z Lubyczy ją wykorzystała. Ukochany miał do niej wrócić po upływie 1,5 miesiąca, a do dzisiaj nie zapukał do drzwi.
Nie pomogły odczyniane przez Lilith uroki. Mariola twierdzi, że na konto Lilith wpłaciła ok. 20 tys. zł. Wyznaje, że gdy zorientowała się, iż – jak podkreśla – została oszukana, postanowiła upomnieć się o zwrot pieniędzy. Mało tego, w Internecie na forach wyczytała, że takich osób jak ona jest więcej. Dzieliły się opiniami o Lilith (sprawdziliśmy, są też pochlebne – przyp. red.). Chciała je nakłonić do wystąpienia przeciwko Lilith z pozwem zbiorowym, ale nie znalazła chętnych.

Szeptunką z Lubyczy zainteresowała się redakcja tygodnika „Fakty i Mity”. Powstał tekst pt. „Siostra Lucyfera”. Przytoczono m.in. niepochlebne opinie na temat Lilith. Reportaż telewizyjny o wróżce postanowił zrealizować Leszek Ciechoński. Wybrał się do Lubyczy z asystentką, która podawała się za kobietę potrzebującą pomocy w odzyskaniu ukochanego. Pojechała też z nimi Mariola. Ciechoński mówi, że sfilmował rytuały odprawiane przez Lilith (wróżka utrzymuje, że rytuału nie było, posługiwała się tylko kartami, co zostało nagrane), później przyznał się, że jest dziennikarzem, usiłował z wróżką porozmawiać, ale się nie udało. To za sprawą ostrej reakcji Marioli, której nerwy puściły, weszła do mieszkania Lilith i żądała oddania pieniędzy. Wróżka wezwała policję. Zawiadomiła prokuraturę, wniosła pozew do sądu. Oskarżała m.in. o naruszenie miru domowego, ale pomyślnego dla Lilith rezultatu tych sądowych potyczek brak. Lilith pozwała też „Fakty i Mity”. I w tym przypadku nie odniosła sukcesu. Oficjalnie, autorką tekstu o Lilith była niejaka Anna Tarczyńska. Tylko, że w czasie procesu Lilith dowiedziała się, iż to tylko pseudonim. Natomiast z publikacji w „Rzeczpospolitej” wynika, że tym pseudonimem posługuje się Grzegorz Piotrowski, „zabójca księdza Popiełuszki”. W „Faktach i Mitach” związkom gazety z Piotrowskim zaprzeczają.
– Taki człowiek u nas nie pracuje. Wydaliśmy oświadczenie w tej sprawie – mówi Adam Cioch, zastępca redaktora naczelnego „Faktów i Mitów”.
Lilith usłyszała w sądzie, że powinna pozwać Annę Tarczyńską. Czyli kogo, skoro ktoś taki nie istnieje?
Spodziewanych skutków (odszkodowanie lub choćby przeprosiny) nie przyniósł również proces, jaki wróżka wytoczyła jednemu z tygodników regionalnych. Sąd uznał, że publikacja nie przyniosła wróżce ujmy.

Klientka jakaś podejrzana
Lilith przyznaje, że wobec zarzutów, jakie stawia jej była klientka jest bezsilna i sama już nie wie, co w tej sytuacji począć. Końca męki nie widzi, nie ma pojęcia co przyniesie przyszłość. Tym bardziej, że pod koniec ub. roku warszawski sąd przyznał Marioli odszkodowanie (20 tys. zł).
Lilith: - Odwołałam się od tego wyroku. Pieniądze oddałam wcześniej (13 tys. zł). Ale ona nie powiedziała o tym w sądzie.
Dlaczego Lilith dobrowolnie miała zwrócić pieniądze? Jak tłumaczy, powód tego jest bardzo prosty. Gdy zorientowała się, że Mariola jak szalona zamawia świadczone przez wróżkę usługi (uroki itp.), przelewa pieniądze, zapaliło jej się w głowie ostrzegawcze światełko. Bo wiele już widziała, ale żeby w takim tempie płacić aż tyle? Lilith pojęła, że ma do czynienia z osobą nie w pełni myślącą racjonalnie.
Lilith opowiada, jak to z czystej ludzkiej życzliwości próbowała Marioli pomóc. Lilith i były partner Marioli, mieli opłacić jej wycieczkę do Włoch. Według Lilith, Mariola, owszem we Włoszech wypoczęła, ale po powrocie zaatakowała (ofiarami byli były partner Marioli oraz Lilith; Mariola miała kierować pod ich adresem nawet groźby, ukochanego nachodziła). Ze zdwojoną siłą.
Lilith jest pewna, że prędzej czy później sąd przyzna jej rację. Mariola cieszy się sądowym wyrokiem i czeka na skutek, jaki powinny przynieść działania komornika.
A twierdzeniom, jakoby na koszt Lilith i swojego byłego ukochanego pojechała regenerować siły w słonecznej Italii, zaprzecza. Tak samo jak i innym informacjom, jakie rozpowszechnia Lilith. Z tych wynika, że Mariola zajęła się wróżeniem, bo najwidoczniej uznała, że to dobry sposób na życie.

Z wróżką trzeba delikatnie
Wydawać by się mogło, że jak na specjalistkę od wróżb, odczyniania i rzucania uroków przystało, Lilith powinna sięgnąć do arsenału swoich umiejętności i pozbyć się kłopotów, np. miotając klątwy. Dlaczego tego nie czyni?
– Niech pan będzie poważny – wzdycha Lilith.
W ogromnym błędzie byłby jednak ten, kto chciałby wróżkę lekceważyć.
Leszek Ciechoński opowiada, jak wracał z Lubyczy Królewskiej. Jechał samochodem. Został zatrzymany przez policję. Zapłacił mandat (kilkaset złotych). Podszedł do sprawy spokojnie, pomyślał, że to tylko pech.
Owszem, zrealizował reportaż, tylko że ten nie został nigdy wyemitowany w TVP.
Kto chce wierzyć, niech wierzy, a kto nie wierzy, niech weźmie ten reportażowy przypadek pod rozwagę. Dla wielu będzie to znak (i całkiem słusznie), że wróżka z Lubyczy Królewskiej jednak całkiem mocy nie straciła. Nawet jak klątw nie rzuca, osobom jej niezbyt przyjaznym, przytrafiają się rzeczy raczej mało przyjemne.

Żadna z niej diablica
Lilith – w tradycji hebrajskiej to imię nałożnicy samego Lucyfera. Ale są też interpretacje, według których miała to być prawdziwa pierwsza żona Adama. Nie za bardzo im się układało, ale i tak zdołali spłodzić przynajmniej kilka (niektórzy liczą w setkach, a nawet tysiącach) stworzeń, raczej nieszczególnie ciekawych. Lilith zdecydowanie kojarzona jest jako postać demoniczna. W twórczości I.B. Singera sama występuje jako bezecnica, a jeśli nie – to z pewnością takie są jej dzieci (dokładnie nie wiadomo, które z nich to pokłosie permanentnej chuci, jakiej oddawała się z Lucyferem, ale nie tylko).
Z tego powodu Lilith z Lubyczy kojarzona jest z mocami piekielnymi, a w wymiarze doczesnym z Zakonem Lucyfera. Wróżka z Lubyczy zaprzecza, jakoby te związki miały być w jakiś sposób sformalizowane. Choć o środowisku Zakonu Lucyfera wie. Imię przybrała, ze względu na pewne ciało astralne (podobno tylko wirtualne), ale za to owiane całkiem przyzwoitą, ze względów ezoterycznych, legendą.

* Ze strachu przed klątwą autor artykułu uznał, że lepiej swojego nazwiska nie ujawniać.

 



R E K L A M A






Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia

Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
Informacje opublikowane przez INTERNAUTÓW nie podlegają cenzurze. Właściciele i redakcja Roztocze Online (www.roztocze.net) nie odpowiadają za treść zamieszczonych materiałów, tekstów i komentarzy! Jeżeli zawartość nie jest sygnowana "Roztocze.net" lub "Roztocze Online" to głowna treść tej strony jest kopią znalezioną w sieci internet.
Kopie stron internetowych zamieszczane w serwisie roztocze.net są dokonywane za zgodą autorów lub właścicieli, serwis roztocze.net nie jest w żaden sposób związany z autorami takich strony i nie odpowiada za ich treść.
Komentarze [do góry]
dodaj komentarz
[Kontakt] [Reklama] [© Roztocze Online - roztocze.net - P.Rogalski & R.Moteka]