R E K L A M A
newsroom    
Startuj Ulubione Kontakt
Region - Gospodarka i polityka - Kultura i rozrywka - Życie społeczne - Sport - Edukacja - Komunikaty ROL
R E K L A M A
 Szukaj:
Google   
  , imieniny: Reginy, Marka, Melchiora strona główna/newsroom  
 O artykule
Autor: Kronika Tygodnia - Monika Popławska
Data: 27.07.2010, 4:01
Zmiany: 27.07.2010, 4:01
Czytane: 125x
Komentarzy: 1 [sprawdź]

   Kultura i rozrywka
Rekordowa Troja Schliemanna [163/0]

[przeczytane: 163x/komentarzy: 0]
Chopin w Dyniskach [96/0]

[przeczytane: 96x/komentarzy: 0]
Bij bolszewika, bij! [116/0]

[przeczytane: 116x/komentarzy: 0]
Najlepsza wokalistka jazzowa z Zamościa [215/0]

[przeczytane: 215x/komentarzy: 0]
IV Festiwal im. Marka Grechuty - program [790/2]

[przeczytane: 790x/komentarzy: 2]
Kulturalny Zamość 2010 [7257/2]

[przeczytane: 7257x/komentarzy: 2]
Archiwum: 801   Archiwum>>
Co się dzieje na Forum?
Zapisz się!
Elektroniczy biuletyn ROL
co tydzień w twojej poczcie email.
Oberki z Afryki, mazurki z Paragwaju  

Kenijczycy zagrali prezydentowi Marcinowi Zamoyskiemu na mbubumbu (afrykańskim bębnie) i dali maskę zebry. Teraz prezydent będzie nastawiony bardziej pokojowo. Kolejną edycję „Eurofolku” można więc uznać za bardzo udaną

Powinniśmy zmienić nazwę festiwalu na Worldfolk Festiwal Music i tak od dzisiaj go nazywajmy – mówił uradowany Marcin Zamoyski, gdy witał zagranicznych gości w Ratuszu.
Przyjechały zespoły z Izraela, Kenii, Paragwaju, Macedonii, Rumunii, Serbii, Włoch i Ukrainy. Nie mogło zabraknąć polskiego akcentu.
Jolanta Kalinowska-Obst jest kierownikiem Artystycznym i Choreografem Zespołu Pieśni i Tańca „Zamojszczyzna”. To na niej głównie spoczywa organizacja Międzynarodowego Festiwalu Zespołów Folklorystycznych „Eurofolk”. Jolanta Kalinowska-Obst nie przypuszczała, że impreza tak się rozwinie.
– Mamy w Zamościu kawałek świata – podkreśla Anna Polska, prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Ludowego Zespołu Pieśni i Tańca „Zamojszczyzna”: – Taniec, muzyka i śpiew towarzyszą nam przez całe życie. Podczas takich imprez nawiązujemy znajomości. Córka, która tańczyła jeszcze 2 lata temu, do dzisiaj utrzymuje korespondencję z przyjaciółmi z Serbii.

Zamość wita... żydowską muzyką
„Eurofolk” rozpoczął się w środę (21.07) przemarszem artystów od Zamojskiego Domu Kultury do Rynku Wielkiego. Przez kilka dni, do 25 lipca publika podziwiała i oklaskiwała muzyków, śpiewaków, tancerzy. Ci ostatni pokazali całą serię ich narodowych, ludowych tańców. Zespół Pieśni i Tańca „Zamojszczyzna” zrewanżował się polskim zestawem mazurków, oberków, polek, chodzonych itd.
Kolorowy korowód na Starówce powitał zespół „Max Klezmer Band” z Krakowa. Klarnecista „Max Klezmer Band” Piotr Skupniewicz opowiada, że konkurencję trudno było „przekrzyczeć”. A poza tym, mógł się przekonać, że owa konkurencja jest naprawdę bardzo utalentowana. Gdy zaproszeni na „Eurofolk” artyści wchodzili na Rynek Wielki, podchwycili melodię graną przez muzyków z Krakowa. Akurat były to rytmy żydowskie. Kiedy „Max Klezmer Band” kończył swój utwór, zaczęli go grać na swoich bębnach Kenijczycy. Robili to z taką łatwością i taką samą radością, jakby przy tej melodii się wychowali.
W „Max Klezmer Band” grają także: Bogdan Ziemba (akordeon, keyboard), Jędrzej Łatek (akustyczna gitara basowa), Jacek Hołubowski (akordeon) i Adam Leśniak (perkusja). Wokalistami są wszyscy. Łączą w swoich muzycznych aranżacjach jazz z muzyką żydowską, ale też i bałkańską. Dla nich wspólna zabawa muzyką z ludźmi z innych kontynentów, to nic nowego. Jeżdżą po świecie, koncertują.
– Byliśmy dwa razy na Jamajce, czy w Beninie (Afryka Środkowa). Gramy na typowych afrykańskich instrumentach, np. djembe. To rodzaj bębna, najpopularniejszego na zachodzie kontynentu. Mamy też mnóstwo tzw. „przeszkadzajek”, czegoś na zasadzie grzechotek – wyjaśnia Piotr Skupniewicz.

Hakuna Matata!
W dziedzinie bębnienia wybitnymi specjalistami okazali się mieszkańcy Afryki. Zespół „Pith of Africa” („Rdzeń Afryki”) przyjechał do Zamościa w 16-osobowym składzie. Muzycy pochodzą głównie z ludu Bantu, który stanowi ok. 65 proc. ludności Kenii. Bantu to jedno, a plemiona drugie...
– Banjamin Wasonga jest z plemienia Luhya, Levis Nyaga z Meru, Vincent Osir z Luo, Simon Gattara z Kikuju, ja jestem z Kamba – wylicza Joseph Manzi, choreograf.

Nie tylko artyści pochodzą z różnych plemion, ale także instrumenty na których grają są charakterystyczne dla odrębnych grup plemiennych. I tak np. bęben „mbubumbu” to instrument plemienia Mijikenda, bęben ngutta – Meru.
Kenijczycy pokazali, że są także zdolnymi tancerzami. I wyjaśniali, że każdy taniec ma symboliczne znaczenie. Kisekire oznacza zwycięstwo, Todi – to taniec weselny, Lunamasole – wolności, a Ngoma – uzdrowienia. Członkowie zespołu podkreślają, że najważniejszy jednak powinien być pokój, a nie walka o wolność. I to głównie starają się przekazać. Na znak pokoju zespół podarował prezydentowi Zamościa Marcinowi Zamoyskiemu maskę zebry. Dlaczego akurat zebry? Joseph Manzi tłumaczy, że zebra jest uważana w Afryce za najbardziej spokojne zwierzę. Jej kolory też mają swoje znaczenie.
– Biały to pokój, czarny – ludzie – zapewnia Joseph Manzi.
„Pith of Africa” zaśpiewał w Zamościu: „Hakuna Matata”, czyli najprościej tłumacząc – „Nie ma problemu”.

Po co kobiecie głowa?
Publiczność długo nie zapomni także występu zespołu „Elenco Folklorico” z Paragwaju. 13 urodziwych dziewcząt i 10 młodych kawalerów przyjechało z San Lorenzo. Razem z choreograf Adrianną Martinez. Dziewczyny tańczyły, mając na głowie dzbanki lub butelki.
Jak mówi 16-letnia Ana Acosta, sztuka ta wymaga wielu ćwiczeń i znakomitego zmysłu równowagi. Poza tym w Paragwaju jest tak, że każda szanująca się dziewczyna powinna umieć nosić na głowie choćby jeden dzbanek. W przypadku butelek limit wynosi 3 (jedna butelka na drugiej). Jedna z Paragwajek, Lidia podczas występu na zamojskiej scenie miała aż 5 butelek.
W Paragwaju dziewczyny zaczynają się uczyć tej sztuki od 8 roku życia. Najzdolniejsze potrafią ustawić na głowie nawet 20 butelek.

Polaków może to nieco dziwić, ale w Paragwaju noszenie naczyń na głowie jest równie normalne, jak wysokie temperatury. Rosa Ledesma, przyzwyczajona do upałów (w jej ojczyźnie latem temperatura osiąga 45 stopni), cieszyła się, że w Polsce jest teraz cieplej, niż w jej kraju.
– U nas jest teraz zima. W tym roku wyjątkowo sroga, najwyżej 2 stopnie ciepła. Zazwyczaj o tej porze roku jest 10 stopni. Powyżej zera – wyjaśnia Rosa.
Paragwajczyków zdziwiło to, że latem mamy w Polsce taki długi dzień. W San Lorenzo trwa on od godz. 6. do 18.
Paragwajski zespół zaprezentował się w tańcach „Filigrana de Amor”, oddającym hołd rzemieślnikom, „Pa’jaro Campanie” – jednym z najbardziej znanych, który opowiada o ptaku zagrożonym wyginięciem (jego głos imituje harfa – na tej gra Esteban Florentin). Były też „Danza De la Gratidua”, jako podziękowanie Bogu, życiu, publiczności i organizatorom oraz „Danza de La Galopera”, podczas którego tancerki zachęcały, aby do dzbanków wrzucano pieniądze.
Najmłodszy w zespole Marco Antonio Valdez zaśpiewał utwór „Bravo Paragwaj”. Goście z Paragwaju uszczęśliwiali zamościan wznoszonymi co jakiś czas okrzykami „Bravo Polonia”.

Kiedy tańczy Macedończyk?
O swojej historii tańcem i śpiewem opowiadał też zespół „Kud Koco – Racin” z Macedonii. Grupę tworzą tancerze w wieku 5 – 35 lat. Towarzyszą im dwie kapele i zespół wokalny. Do Zamościa przyjechało w tym roku 25 osób. Jovan Miterski, kierownik kapeli, który na Zamojszczyźnie jest już po raz drugi mówi, że z roku na rok „Eurofolk” jest coraz lepszy. Jovan Miterski z zachwytem popatrywał na Paragwajki, noszące na głowach naczynia. Ale w końcu stwierdził, że on ma na głowie znacznie więcej. W sensie metaforycznym. Co takiego? Całą orkiestrę.
– Mamy 3 akordeony, bęben, klarnet, dudy, tamburyn i 2 gitary – mówi.
Vasco Diakovski, tłumacz macedońskiego zespołu również chętnie przyjeżdża do Polski. Jest Macedończykiem z krwi i kości, ale urodził się w Wałbrzychu na Dolnym Śląsku. Poza Polską żyje już 40 lat.
– Rodzice musieli uciekać z Macedonii w 1948 roku. Grecy w czasie wojny domowej zaczęli nas wysiedlać. Tak się stało, że rodzice wsiedli w Albanii na pokład polskiego statku „Stefan Batory” i tak dotarli do Polski. Mieszkali tutaj 20 lat. Dłużej nie mogli. Okazało się, że mój ojciec jest chory i w polskim klimacie ma szanse przeżyć tylko 2 miesiące. Wróciliśmy na Bałkany. Żył jeszcze 13 lat! – opowiada Vasco Diakovski.

Vasco tłumaczy, że w macedońskich tańcach zawarte jest wszystko. Cała historia. Tańcem można opowiedzieć o biedzie, kłopotach, a nawet o pięciu wiekach okupacji tureckiej. Na przykład „Kopaczija” – taniec i melodia opowiadają o tym, jak Macedończycy uciekali w góry. Byli prześladowani przez Turków.
Ale są i weselsze melodie. „Svadba” – to taniec weselny, „Lazarenki” – tańczą go tylko dziewczyny wiosną. Z kolei „Petorka” zarezerwowana jest tylko dla mężczyzn, tańczą „Petorkę”, gdy idą do pracy przy żniwach.
Stroje tancerzy też mają swoją symbolikę. Czerń, to kolor żałoby, czerwień – przelanej krwi, ale również (wszystko zależy od kontekstu, tak jak u nas) radości. Biel natomiast zawsze kojarzy się z czystością, weselem. Też jak w Polsce.

Izrael: kobieta w czerwieni? To już niemłoda!
„Dabka Shfa’mer” – to zespół z Izraela. Nidel Kassem, kierownik wyjaśnia, że i u nich kolory mają pewne znaczenie, związane np. ze sferą obyczajową: - Kostiumy kobiet oznaczają np. wiek, stan cywilny. Kiedy w stroju kobiety pojawia się element czerwony, to oznacza, że ta pani ma na pewno więcej niż 25 lat. Panowie najczęściej noszą stroje białe.
Nidel tłumaczy, że w czerń mężczyźni i kobiety ubierają się po to, aby byli widoczni podczas podróży przez pustynię. Czerń to także kolor żałoby.
Dotyczy to osób świeckich. Bo wiadomo, że Żydzi ortodoksyjni, czarne stroje noszą niemal zawsze.

Członkowie zespołu pochodzą z północnej części Izraela, z miasta Haifa. „Dabka Shfa’mer” to grupa, której patronuje organizacja Logos Center. Ta skupia się na działalności na rzecz pokoju między ludnością arabską i żydowską.
Nidel Kassem tłumaczy, że niestety przedstawiciele tych obu narodowości są często myleni. Niesłusznie. A przy okazji, Nidel zapewnia, że złudny jest pogląd, zgodnie z którym gdy Żyd zobaczy kiełbasę, to jej nie tknie. - To, że nie jemy wieprzowiny, nie oznacza, że nie możemy jeść kiełbasek. Przygotowano nam drobiowe – cieszył się podczas ogniska integracyjnego.
Żydom przypadło do gustu polskie jadło. Szczególnie zasmakowali w kapuśniaku, chętnie jedli sznycle (z cięlęciny).

Panie z serbskiego zepołu „Sveti Sava” były onieśmielone, niewiele mówiły. Piorunujące wrażenie zrobili na nich artyści z Kenii.
– Mają czarną skórę, ale na pewno też czarną osobowość, to bardzo intersujące - mówiły Serbki.

Włochy: kuchnia zabija kobiety, miłość mężczyzn
Polska kuchnia przypadła do gustu także Włochom. Ale, jak wyznali, wycierpieliby i głód. Zresztą nie bardzo by pamiętali o potrzebach żołądka, gdy wokół tyle ładnych kobiet. Oczywiście Polek!
Ich widokiem nie mógł się nacieszyć Fabio Materazzi (nie, nie jest krewnym tego piłkarza Materazziego, który sprowokował Zinedine’a Zidana i otrzymał od Francuza cios głową). Materazzi przyjechał z zespołem „Agilla E Trasimento”. Kierownikiem grupy jest Giancarlo Carini. Materazzi wyraźnie dostrzega różnicę między jego ojczyzną a Polską.
– Kobiety w Polsce są piękne, we Włoszech – nie. Kiedy Polka przyjeżdża do nas, niestety zbyt często kończy źle, bo zamienia się we Włoszkę! No, ale my we Włoszech świetnie gotujemy... – śmieje się Fabio.

Włosi, jak to Włosi, śpiewają o miłości (kobiety i mężczyzny – podkreśla Materazzi), o tym uczuciu opowiada też ich taniec (np. Saltarello). Nie ma znaczenia, czy Włoch jest studentem ekonomii jak Nicola Battilani, czy informatyki (Diego Meloni). Włoch może być naukowcem, np. antropologiem, jak Daniele Parbuono, który pracuje na Uniwersytecie w Perugii. Włoch zawsze będzie miał ochotę tańczyć i śpiewać. A jak zobaczy ładną kobietę, to będzie niedojadał, usychał na słońcu, cierpiał, krzyczał z rozpaczy „Mama Mia”, ale nie odpuści. Mimo bardzo niesprzyjających okoliczności (te kobiety!), Włosi jakoś jednak zamojski „Eurofolk” przeżyli. I zapowiedzieli, że jeszcze przyjadą. Inni artyści mówili to samo.

 






Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia

Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
Informacje opublikowane przez INTERNAUTÓW nie podlegają cenzurze. Właściciele i redakcja Roztocze Online (www.roztocze.net) nie odpowiadają za treść zamieszczonych materiałów, tekstów i komentarzy! Jeżeli zawartość nie jest sygnowana "Roztocze.net" lub "Roztocze Online" to głowna treść tej strony jest kopią znalezioną w sieci internet.
Kopie stron internetowych zamieszczane w serwisie roztocze.net są dokonywane za zgodą autorów lub właścicieli, serwis roztocze.net nie jest w żaden sposób związany z autorami takich strony i nie odpowiada za ich treść.
Komentarze [do góry]

Autor: lidia
Tytuł: więcej takich imprez

Skąd:
Kiedy: 2010-07-28 20:52:34
Świetna sprawa ten Eurofolk, za rok podobno chcą zaprosić Japonię! Byłam pod wielkim wrażeniem tej ulicznej parady.
dodaj komentarz
[Kontakt] [Reklama] [© Roztocze Online - P.Rogalski & R.Moteka]