Region - Gospodarka i polityka - Kultura i rozrywka - �ycie spo�eczne - Sport - Edukacja - Komunikaty ROL
 Szukaj:
Google   
  strona g��wna/newsroom  
 O artykule
Autor: Kronika Tygodnia - Adam Jaworski
Data: 1.06.2010, 10:01
Zmiany: 1.06.2010, 10:01
Czytane: 1758x
Komentarzy: 0 [sprawdďż˝]
test
   ďż˝ycie spoďż˝eczne
Archiwum: 3633   Archiwum>>
Co siďż˝ dzieje na Forum?
Zapisz siďż˝!
Elektroniczy biuletyn ROL
co tydzieďż˝ w twojej poczcie email.
Kto ratuje jedno życie...  
Ambasador Izraela Zvi Rav-Ner: – Takich ludzi nie wolno zapomnieć, ich życie jest jak obietnica lepszego świata – Zvi Rav-Ner mówił o tych, którzy nie zważając na groźbę śmierci ratowali innym życie

Ambasador był w Zamościu 22 maja. Wtedy w sali „Consulatus” zamojskiego Ratusza odbyła się ceremonia wręczenia medali „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. Na odznaczeniu jest inskrypcja: „Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat”.

Opowieść Zvi Zohara
Urodziliśmy się w Komarowie, małym miasteczku. Pierwszy język, kultura z jaką się zetknęliśmy, były polskie – opowiada Zvi Zohar. Kiedy mówi „my”, ma na myśli siebie, ale też swojego brata Icchaka i siostrę Miriam. Ich już nie ma, podobnie jak pozostałej piątki rodzeństwa Zvi Zohara. Zvi oraz Icchak przeżyli wojnę. Miriam została zabita. Podobnie jak ojciec Zvi, Icchaka i Miriam – Aron Zohar, krawiec z Komarowa. Tego „małego miasteczka”, jak miejscowość zapamiętał Zvi. Minęło tyle lat, prawie 70, ale on nigdy nie zapomniał, że poniedziałek był dniem targowym.
Zvi: – Wózki, konie, handlarze... Pamiętam. A niedaleko Komarowa był i jest Kraczew, wieś, w której mieszkali Walczyszynowie. Znaliśmy ich.
Zvi: – Franciszka Walczyszyn miała serce na właściwym miejscu.
Tak ją zapamiętał. Choć wiele by dał za to, żeby wspomnienia Komarowa, Kraczewa nie były tak bolesne.

Wojna. W Komarowie było getto. To tam zapędzono miejscowych Żydów. W 1942 roku byli wywożeni do obozu w Bełżcu. Zvi, z ojcem, bratem i siostrą ukryli się. Później udało im się uciec. Ratunku szukali u Walczyszynów w Kraczewie. Kryli się w stodołach, ziemiankach, nocowali pod gołym niebiem. Ale, jak wspomina Zvi, zawsze mogli liczyć na Franciszkę Walczyszyn, która przynosiła im jedzenie. Niepodobna, aby jej mąż – Ludwik, o niczym nie wiedział. Zdarzyło się, że brat Zvi – Icchak szedł w umówione wcześniej miejsce po żywność. Trudno powiedzieć, czy napadł go ktoś z miejscowych, na pewno uratowała go Franciszka Walczyszyn. Krzyczała, odpędziła bandytę. Mniej szczęścia mieli Aron Zohar i jego córka Miriam.
Wyszli po jedzenie, ale już nie wrócili.

Zvi wie tylko, że ktoś do nich strzelał. Kto i dlaczego mógł chcieć zabić dwoje zabiedzonych, przestraszonych Żydów? Powiedzmy, że nie wiadomo. Miriam zginęła na miejscu, Aron został ranny. Śmiertelnie. Nie było dla niego ratunku. Nie sprowadzono lekarza. Wiadomo – za pomoc Żydowi groziła śmierć.

Ciąg dalszy opowieści Zvi: - Leżeli z bratem Icchakiem w jakimś ogródku, ledwie żywi. Wtedy usłyszeli rozmowy, zobaczyli żołnierzy. Rosjan. Jeden z nich zapytał, kim są. Było już im wszystko jedno. Zrobili to, na co wcześniej pewnie by się nie odważyli. Przyznali, że są Żydami.
– Ja też jestem Żydem – powiedział jeden z żołnierzy. Był lekarzem. Kazał Icchaka i Zvi nakarmić, umyć, dać im nowe ubrania (stare były zapluskwione). Zvi i Icchak zostali odesłani do szpitala w Zamościu. Zrozumieli, że są uratowani.
Zvi: – Od tego czasu mój brat stał się jeszcze bardziej pobożny.

Zdarzyło się w Kukawce i Kołodeżnem
Eugenia Złotko z domu Artymiak, w czasie wojny mieszkała z rodzicami w Kukawce, w powiecie chełmskim. Jej ojciec, Mikołaj pasł krowy, gdy usłyszał płacz. Nieopodal w zaroślach z bólu, głodu, rozpaczy w końcu płakała Dora Libman, córka rabina z Chełma. Jak sama po latach opowiadała, nie chciało już jej się żyć. Podobno to nadzieja umiera ostatnia, ale ona nie miała już nawet nadziei. Gdy zobaczyła Mikołaja Artymiaka (ojca Eugenii), była przekonana, że to już koniec. Zostanie wydana Niemcom. Ale stało się coś, czego nie oczekiwała. Ten człowiek chciał jej pomóc. Prosił, aby zaczekała do wieczora. Wtedy przyszedł do niej z żoną Heleną. Zaprowadzili Dorę do swojego gospodarstwa. Tam dali jeść (był rosół), Dora mogła się wykąpać, dostała ubranie. Dora poczuła się tak, jakby ktoś dał jej drugie życie.
Gdy później pytano ją, czy ten, który ją znalazł chciał od niej w zamian za pomoc pieniędzy, była zdziwiona. Jak na córkę rabina przystało, odpowiedziała pytaniem: - A co ja mogłam jemu dać?

Artymiakowie urządzili Dorze Libman kryjówkę nad oborą, w sianie. Później los zdarzył, że Mikołaj Artymiak spotkał Żyda, niejakiego Raba. Strzęp człowieka. Też postanowił, że mu pomoże. Dora i Rab ukrywali się od tej pory razem. W „schronie”, wykopanym przez Mikołaja Artymiaka i Raba.
Eugenia Złotko miała 7 lat, gdy nosiła jedzenie ukrywającym się Żydom. Najbardziej w pamięć zapadło jej takie zdarzenie: przyszła tam, gdzie miała zanieść żywność, ale Dora się nie pojawiła. Nie wiedziała co robić, zaczęła płakać. W pierwszej chwili chciała zawołać tak, jak uczyli rodzice, a ci zwracali się do Dory – „ Zosiu”. Ale niedaleko byli ludzie, mieszkańcy Kukawki. Mogli się zorientować, że coś jest nie tak, bo przecież wiedzieli, że u Artymiaków żadnej Zosi nigdy nie było. Mała Gienia krzyczała więc „mamo”. Wtedy dopiero zobaczyła Dorę.

Dora Ruffe mieszkała w Kowlu na Ukrainie. Jej rodzice – Katia i Aaron zginęli podczas likwidacji getta. Ona się uratowała. Ojciec nakazał jej i swojemu przyjacielowi ukryć się w budynku pralni. Później oboje znaleźli schronienie u polskich rodzin. Ona – u Feliksy i Ludwika Rutkowskich w Kołodeżnem, on – u krewnych Rutkowskich. Gdy Dora chciała kiedyś odwiedzić przyjaciela swojego ojca, omal nie wpadła w niemiecką obławę. Przed śmiercią uratowało ją tylko to, że miała dokumenty Heleny Rutkowskiej – córki Rutkowskich, u których się ukrywała. Dora od tamtego czasu, do końca wojny żyła na „aryjskich papierach”.

Nie zapomnieć o bohaterach
Co łączy te historie? Każdy z tych przypadków świadczy o tym, że choć w Polsce w czasie wojny za ukrywanie Żydów groziła śmierć z rąk Niemców, nie brakowało ludzi, którzy takie ryzyko podejmowali. Bynajmniej nie robili tego z chęci jakiegokolwiek zysku.

Ambasador Izraela w Polsce Zvi Rav-Ner zuważa, że w większości byli to skromni ludzie, niektórzy być może nigdy nie opowiedzieli historii o uratowanych Żydach, a jeśli nawet, to najbliższej rodzinie, najbliższym znajomym. Po prostu uważali, że takie zachowanie – pomoc tym, którym grozi śmierć – jest odruchem jak najbardziej naturalnym. Dlatego pewnie do dzisiaj jest wiele takich nieodkrytych opowieści o ocalonych, i tych, dzięki którym to ocalenie stało się możliwe.

Eugenia Złotko (ta z Kukawki; teraz też tam mieszka, ale ma też mieszkanie w Hrubieszowie) została odznaczona przez Instytut Yad Vashem w Jerozolimie medalem i tytułem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. Nigdy o taki nie zabiegała. Po prostu została zaproszona do Izraela przez Dorę Libman (teraz Rozenbaum). Tam opowieścią o tym, w jaki sposób Dora zdołała przeżyć, zainteresował się jeden z jej znajomych. To on zaproponował, aby zgłosić się do Instytutu Yad Vashem.

Ambasador Zvi Rav-Ner: - Świat się zmienia. Izrael jest silnym, pięknym państwem. Zapraszam. Świat się zmienia, teraz Polska jest w Unii Europejskiej. Świat się zmienia, ale nie wolno zapomnieć o bohaterach, tych którzy ratowali innych i narażali życie swoje i swoich rodzin. Ich postępowanie jest jak obietnica lepszego świata. Nie mamy w Izraelu innych medali dla zwykłych ludzi. Mamy jeden, za to bardzo ważny, nie ma ważniejszego. To medal „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”.

Takimi właśnie medalami uhonorowano 6 200 Polaków. A przecież, o czym mówił ambasador Zvi Rav-Ner, można z całą pewnością założyć, że mogłoby być ich znacznie więcej. I chodzi właśnie o to, aby odnajdywać historie, ludzi, którzy przyczynili się do ocalenia Żydów przed Zagładą.

Zvi Zohar mieszka w Izraelu, przez 40 lat ze wspólnikiem prowadził kancelarię adwokacką. Gdy opowiadał o Komarowie, Kraczewie, Zamościu był wzruszony, płakał.
– Ten medal, „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”, to takie cywilne „Virtuti Militari”. Wy, dzieci – Zvi spojrzał na Walczyszynów – możecie być dumni ze swoich rodziców.
Stanisław Walczyszyn: – Cóż dodać, tutaj już wszystko zostało powiedziane. 

......................................................
Sprawiedliwi


Uroczystość wręczenia medali i dyplomów honorowych odbyła się 25 maja w zamojskim Ratuszu. Medale pośmiertnie nadano Feliksie i Ludwikowi Rutkowskim (Kołodeżno), Franciszce Walczyszyn (Kraczew). Rodzicom Eugenii Złotko nadano honorowe obywatelstwo Izraela. Uratowana przez Artymiaków Dora Libman przeżyła wojnę, podobnie Dora Ruffe (Gudis). Wojnę przeżył Icchak Zohar. Po wojnie, właśnie w Zamościu poznał swoją żonę (przed wojną mieszkała na Ukrainie we Włodzimierzu Wołyńskim; życie jej uratowała Polka). Do Zamościa przyjechali jego synowie, przybył też, co oczywiste, jego brat Zvi Zohar.
W imieniu tych, którzy ocalili Żydów, odznaczenia odebrali Mirosława Waleczek z Dorohuska (wnuczka Rutkowskich z Kołodeżna), synowie Walczyszynów z Kraczewa – Stanisław i Witold, Marianna Marcola.








R E K L A M A






Wi�cej informacji na stronie Kroniki Tygodnia

Skomentuj ten artykuďż˝
Drukuj ten artykuďż˝
Informacje opublikowane przez INTERNAUT�W nie podlegaj� cenzurze. W�a�ciciele i redakcja Roztocze Online (www.roztocze.net) nie odpowiadaj� za tre�� zamieszczonych materia��w, tekst�w i komentarzy! Je�eli zawarto�� nie jest sygnowana "Roztocze.net" lub "Roztocze Online" to g�owna tre�� tej strony jest kopi� znalezion� w sieci internet.
Kopie stron internetowych zamieszczane w serwisie roztocze.net s� dokonywane za zgod� autor�w lub w�a�cicieli, serwis roztocze.net nie jest w �aden spos�b zwi�zany z autorami takich strony i nie odpowiada za ich tre��.
Komentarze [do g�ry]
dodaj komentarz
[Kontakt] [Reklama] [© Roztocze Online - roztocze.net - P.Rogalski & R.Moteka]