R E K L A M A



Region - Gospodarka i polityka - Kultura i rozrywka - Życie społeczne - Sport - Edukacja - Komunikaty ROL
R E K L A M A
 Szukaj:
Google   
  , imieniny: Konrad, Leonard, Sylwester strona główna/newsroom  
 O artykule
Autor: Kronika Tygodnia - Marzena Maciąg, par
Data: 11.05.2010, 8:01
Zmiany: 11.05.2010, 8:01
Czytane: 9574x
Komentarzy: 27 [sprawdź]
test
  
Archiwum: 861   Archiwum>>
Co się dzieje na Forum?
Zapisz się!
Elektroniczy biuletyn ROL
co tydzień w twojej poczcie email.
Za chlebem…  

Choć za granicą płace są coraz niższe, chętnych do wyjazdu na saksy nie brakuje. Miało być tak: Polacy wracają do ojczyzny z Irlandii, Anglii itd. A nie jest. Gdy tylko pojawi się ogłoszenie z ofertą pracy za granicą, na listę wpisują się setki osób. Nie wszystkim się udaje. Podstawowy problem to nieznajomość obcego języka

Czy w polu, czy w hali produkcyjnej – to nie ma znaczenia. Nie szkodzi też, że trzeba tyrać jak wół. Nieważne, że tysiące kilometrów od domu. Liczą się pieniądze, które może i szczęścia nie dają, ale dzięki nim można zbudować dom, kupić samochód i przeżyć...

Od lat mieszkańcy nszego regionu najczęściej pracowali w rolnictwie czy ogrodnictwie. Zanim przyszła moda na wyjazdy do Anglii czy Irlandii, szukali szczęścia w Niemczech, Holandii. Ale, jak w całej Europie Zachodniej, i w tych krajach pracy jest coraz mniej, płace są coraz niższe.
- Holenderskie i niemieckie firmy jeszcze w ubiegłym roku płaciły ok. 6,5 euro za godzinę. W tym roku już tylko 5 euro. W niektórych firmach holenderskich drastyczny spadek płac nastąpił jeszcze w ub. roku. Początkowo za zbiór 50 pęczków rzodkiewek płacono 2,5 euro, a kilka tygodni później już tylko 1,3 euro. Nic dziwnego, w holenderskich sklepach pęczek rzodkiewek kosztuje 15 centów. Poza tym w Niemczech, czy Holandii o jakąkolwiek pracę jest coraz trudniej. Polaków wypierają Rumuni. Godzą się pracować za o wiele mniejsze pieniądze, a pracodawcy chętnie z tego korzystają. A w Polsce bezrobocie jest coraz większe. Nie ma dnia, żeby ludzie nie dzwonili i nie wypytywali o możliwość wyjazdu. Na liście oczekujących na pracę mam ok. 1 000 osób. W tym roku udało mi się znaleźć pracę dla naprawdę niewielu – mówi Jan Piłat, właściciel jednej z biłgorajskich firm szkoleniowych, pomagający Polakom w poszukiwaniu pracy w Niemczech i Holandii.

O tym, jakie jest zainteresowanie wyjazdami za granicę najlepiej świadczą kolejki, ustawiające się przed firmami pośredniczącymi w zatrudnianiu.
Zamość, 4 maja, przed Biurem Turystycznym „Zbyszko” cierpliwie czeka ok. 200 osób. A jest dopiero godz. 9. Z czasem wyczekujących będzie więcej. Przyszli ci, którzy nie mają dobrych znajomych za granicą, zgłosili się ci, którzy dotąd żadnej posady za granicą nie zdążyli sobie zaklepać. Zaledwie części uda się wpisać na listę. Znakomita większość po kilkugodzinnym oczekiwaniu wróci do domu. Bo pracy wystarczy tylko dla 120. Termin wyjazdu – dopiero jesienią. Praca nie wymagająca szczególnych kwalifikacji (rolnictwo, przetwórstwo), ale i zarobki raczej skromne – 4,3 – 4,5 euro za godzinę. Żadne kokosy.
Pierwsi przyszli o świcie, jeszcze przed godz. 5. Ci, którzy stanęli w kolejce ok. godz. 8 raczej szans nie mają. Ale nikt nie rezygnuje. Bo kto wie, może jakimś cudem się uda? Ale cudów nie ma. Szczęśliwcy wyjeżdżają na 2-miesięczne kontrakty.
– Są w stanie zrobić od 2,5 do 3,5 tys. euro. Dodatkowo pracodawca zapewnia zakwaterowanie w 3-,4-osobowych kontenerach i ubezpieczenie zdrowotne. Ludzie muszą sami zadbać o wyżywienie. Nawet jeśli wydadzą na to, w przeliczeniu na złotówki, ok. 1 000 zł i kolejne 1 000 zł na podróż, to i tak sporo im zostanie. Tutaj, w Polsce tego nie zarobią – mówi Zbigniew Brzuś, właściciel Przedsiębiorstwa Wielobranżowego „Zbyszko”, które pośredniczy w zatrudnianiu w Niemczech i organizuje przewozy.

Oby pod dachem
Krystyna z gm. Szczebrzeszyn i Barbara z gm. Krasnobród przyjechały ok. 9. i były na szarym końcu kolejki.
– Gdybym miała emeryturę, to siedziałabym w domu, bo szkoda zdrowia – mówi Krystyna.

Niestety, tak dobrze nie ma. Krystyna jest kobietą domową, czyli dba o to, aby rodzina miała codziennie posiłki, aby było uprane, posprzątane. A z tego, jak wiadomo, wyżyć się nie da, bo nikt nie płaci. Na zarobek do Niemiec wyjeżdża od sześciu lat. Zawsze w to samo miejsce, do Dannstadt. Można powiedzieć, że ma szczęście. Pracuje przy produkcji sałatek. Teraz też chce jechać.
– Tam są dobre warunki, przynajmniej nie pada na głowę. Na polu jest gorzej i w ostatnich czasach ludzi bardzo dużo... Przyjeżdżają Rumuni i Bułgarzy, a stawka za godzinę nie jest coraz wyższa. Jak dużo ludzi przyjedzie, to zarobić się nie da, bo pracy jest mniej – wyjaśnia.

Współczuje tym, którzy mają pracę w polu. Najgorzej jest jesienią.
– Pada deszcz, zimno, ludzie wracają na obiad zmarznięci, przebierają się, idą dalej robić. Nie ma wymówki, że ktoś nie może. Niektórzy nie wytrzymują i wracają do Polski z niczym, a nawet z długiem. Bo wcześniej musieli zainwestować, zapłacić za przejazd, kupić jedzenie, obuwie, ubranie.... – dodaje Barbara.
Zbigniew Brzuś przekonuje, że jeśli ktoś chce naprawdę pracować, to sobie poradzi.
– 60 godzin pracy tygodniowo dla każdego, ale z doświadczenia wiem, że jeśli ktoś chce więcej zarobić, bierze dodatkowe godziny – mówi Zbigniew Brzuś.

Życie wymaga wyrzeczeń
Irena z okolic Zamościa kiedyś pracowała we Włoszech, ale teraz chce spróbować w Niemczech, bo znajomi mówili, że tam można więcej zarobić.
– Od dawna tak się tułam, wciąż z dala od domu. W ubiegłych latach wyjeżdżałam do Włoch, zwykle na dziewięć miesięcy. Pracowałam w polu, przy warzywach i owocach. Zarabiałam ok. 600 euro miesięcznie, mieliśmy dobre warunki, zapewnione mieszkanie, bez dodatkowych opłat, tylko na opłaty za gaz składaliśmy się po 6 euro tygodniowo. Na jedzenie starałam się wydawać jak najmniej. Warzywa i owoce mieliśmy od gospodarza. Za darmo. Kupowałam mąkę i drożdże na chleb, który sama piekłam. Poza tym wzięłam z Polski zapas zupek chińskich, to mi wystarczyło. Po 9 miesiącach pracy odbierałam jeszcze zwrot podatku, ok. 1800 euro – opowiada Irena.

Pewnie mogłaby tak dalej, gdyby nie choroba męża. To z tego powodu kilka ostatnich miesięcy spędziła w Polsce. Jednak teraz, kiedy mąż poczuł się trochę lepiej, musi wyjechać na zarobek.
– W Polsce bieda, wszystko drogie. Za sto złotych niewiele można ze sklepu przynieść. Mam 50 lat, w tym wieku w Polsce pracy nie znajdę. Nie mam innego wyjścia. Dom wybudowany, trzeba wykończyć. Jak mi się nie uda dostać tej pracy, to nie wiem co zrobię. Tylko siąść i płakać – mówi Irena.
Do pracy w Niemczech chcą jechać Katarzyna z Lublina i Hubert z Pionek k. Warszawy. Oboje studiują dziennikarstwo na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. O firmie pośredniczącej w zatrudnianiu dowiedzieli się od koleżanki z Zamościa, we wtorek przyjechali i też stanęli w długiej kolejce. Mogą pracować na polu, mogą też w hali produkcyjnej. Nie mają doświadczenia, więc miejsce jest im obojętne. Najważniejsze, aby się udało.
- Rodzice płacą za moje studia, ale potrzebuję pieniędzy na własne wydatki – mówi Kasia.

Żadne z nich nie pracowało jeszcze za granicą. Mają wiele obaw. Trochę boją się tego wyjazdu.
– Ale kto nie ryzykuje, ten nic nie ma – powiada Hubert.
Na końcu kolejki są Elżbieta z gm. Sułów i Dorota z gm. Radecznica. Obie żyją z pracy w gospodarstwie.
– Nawozy drogie, zboże tanie i trudno sprzedać. Z gospodarki nie można się utrzymać, a potrzeby są coraz większe. Jak dzieci
rosną, to wydatki też – przekonuje Elżbieta.

Do Niemiec jeździła już wiele razy. Przez ostatnie trzy lata miała przerwę, ale teraz znów chce wyjechać. Żeby tylko dali pracę.
– Najczęściej pracowałam w hali, przy produkcji, ale w weekendy, aby dorobić, szłam jeszcze w pole – wspomina Elżbieta. - W Niemczech bywałam w różnych miesiącach – w maju, czerwcu, lipcu, wrześniu... Teraz chciałabym wyjechać jesienią, w październiku i listopadzie. Dlaczego? Bo wtedy roboty w domu, u mnie w gospodarstwie mniej – wyjaśnia.

Dobry Polak, byle nie za młody
Podobne plany ma Dorota z gm. Radecznica. Chętnie wyjedzie jesienią lub wiosną. Na pewno nie chciałaby wyjeżdżać w czasie wakacji, bo wtedy przyjeżdża dużo młodych.
– Pracujących nadzorują zwykle młodzi Turcy i Turczynki. Z nimi młodzi Polacy bardzo szybko potrafią się zintegrować. To daje im przewagę i większą swobodę. Zachowują się okropnie, wygłupiają, przeklinają, wszystkich lekceważą, są chamscy, obijają się, ale mimo to są traktowani lepiej niż my, starsi. I nie szkodzi, że to my tak naprawdę przykładamy się do roboty – mówi z żalem Dorota.
Niektórzy niemieccy pracodawcy niechętnie zatrudniają młodych ludzi z Polski.
– Niestety, do pracy za granicą wyjeżdżają też tacy, którzy chcą się bawić. Demolują mieszkania, o wszystko mają pretensje. Po takich doświadczeniach niemieccy pracodawcy zdecydowanie wolą tych ustabilizowanych Polaków, którzy mają rodziny i wiedzą, po co przyjechali – uważa właściciel Zbigniew Brzuś.
Wiosną Brzuś pośredniczył w znalezieniu pracy 250 osobom. We wrześniu za granicę pojedzie kolejnych 120. Na tym nie koniec. Będą jeszcze zapisy na wyjazdy w październiku.
Elwira Furmańczuk, właścicielka zamojskiej agencji pośredniczącej w znajdowaniu zatrudnienia w Niemczech podpisała umowę z Agencją Pracy w niemieckim mieście Dortmund. W styczniu, w lokalnych gazetach ukazało się jej ogłoszenie. Poszukiwała osób zainteresowanych opieką nad starszymi ludźmi w Niemczech.
– W ciągu miesiąca zgłosiło się ok. 40 osób, które znają język niemiecki co najmniej w stopniu podstawowym. Podwyższyliśmy wymagania dotyczące znajomości języka do stopnia komunikatywnego, to nie odstraszyło ludzi. Ankiety ze swoimi danymi wypełniło jeszcze 60 osób. Teraz czekamy, aż Agencja Pracy w Niemczech znajdzie odpowiednie miejsca. Polki mają w Niemczech bardzo dobrą opinię, są uważane za pracowite i uczciwe. Niemcy chętnie je zatrudniają, ale wolą, aby pracowały „na czarno”, bo to się bardziej jednej i drugiej stronie opłaca. My chcielibyśmy wynegocjować dla naszych klientów legalną pracę, z zabezpieczeniem socjalnym (wyżywienie, własny pokój, swobodny dostęp do łazienki), ubezpieczeniem i zarobkami na poziomie przynajmniej 900 euro netto – mówi Elwira Furmańczuk.
Liczy, że Agencja Pracy w Niemczech odezwie się już wkrótce, kiedy rozpocznie się sezon urlopowy.

A może do Szwecji?
Ci, którzy nie chcą czekać, szybciej i łatwiej mogą znaleźć pracę w Internecie. Niektórzy próbują korzystać z takiej formy, choć jest ryzykowna i łatwo można dać się oszukać. Po przyjeździe na miejsce okazuje się, że pracy nie ma, a jeśli jest – to na zupełnie innych warunkach niż początkowo zapowiadano.
Najlepiej szukać pracy za granicą, korzystając z pomocy osób już tam mieszkających. Tak zrobił Andrzej z gm. Sułów. W czerwcu wybiera się do Szwecji. Szwedzi chętnie zatrudniają Polaków w rolnictwie, przy zbiorach truskawek. Ale on jest w lepszej sytuacji. Zna dobrze język i zna w Szwecji już wiele osób.
– Już podpisałem umowę z firmą, zajmującą się budową kortów tenisowych. Dostanę 116 koron za godzinę. W pięć tygodni zarobię tyle, co w Polsce przez cały rok. Nie znaczy to, że wszyscy w Szwecji tyle zarabiają... – mówi Andrzej.
Po raz pierwszy do Szwecji wyjechał w 1992 roku. Pracował na farmie tchórzofretek za 30 koron na godzinę. Tak było przez kilka lat. Ale gdy nauczył się języka, zaczął szukać czegoś lepszego i zatrudnił się w nadleśnictwie przy sadzeniu drzewek.
– Dostawałem 1,20 korony za jedną posadzoną sztukę. W przeliczeniu na złotówki zarabiałem ok. 420 zł dziennie. To były niezłe pieniądze, ale dalej szukałem. Poznałem Szwedów, z niektórymi nawet się zaprzyjaźniłem i udało się. Zostałem zatrudniony w firmie budującej korty tenisowe.
Trzy razy w roku wyjeżdżam do Szwecji w okolice Goeteborga. Za każdym razem na pięć tygodni. Budujemy korty w Szwecji, Danii, Norwegii – opowiada.
Teraz swoim dawnym pracodawcom poleca do pracy innych Polaków.
– Szwagier dostał pracę na fermie tchórzofretek. Zarabia ok. 60 koron na godzinę. Znajomy pracuje na innej farmie za 48 koron na godzinę. Dodatkowo otrzymują bezpłatnie pełne wyżywienie, zakwaterowanie, nie płacą za wodę, gaz – wylicza.
W krajach skandynawskich, Szwecji czy Norwegii na razie Polacy zarabiają najlepiej, ale tylko ci znający język. Wszędzie praca znajdzie się dla tych, którzy mają kwalifikacje.

Bez języka ani rusz
Ofert można też szukać w Powiatowych Urzędach Pracy. Takimi dysponował (w ramach międzynarodowej sieci współpracy publicznych służb zatrudnienia i ich partnerów „Eures”) w tym roku Powiatowy Urząd Pracy w Zamościu.
– Mieliśmy pracę dla 428 osób – mówi Katarzyna Jakubczak, pracownica zamojskiego PUP.

Szwedzi poszukiwali m.in. inżyniera budownictwa, pokojówki, kucharza, szefa kuchni. Proponowane wynagrodzenie dla pokojówki i kucharza wynosiło ok. 2,3 tys. euro, szef kuchni miał zarabiać ok. 2,5 tys euro. Pracodawcy z Wielkiej Brytanii oferowali zatrudnienie pielęgniarkom i szwaczkom. Niemcy szukali chętnych do obsługi technicznej oraz gastronomicznej na statkach turystycznych. Anglicy i Niemcy nie złożyli konkretnych propozycji finansowych, płace uzależniali od doświadczenia i kwalifikacji pracowników. Było też sporo ofert pracy dla Polaków w Disneylandzie we Francji, gdzie zarobki miałyby wynosić ok. 1 343 euro miesięcznie. Do tego proponowano refundację kosztów podróży do Francji oraz zwrot kosztów dojazdu do pracy transportem publicznym i zniżki w hotelach i restauracjach na terenie parku. Na znacznie atrakcyjniejsze gaże mogli liczyć tylko polscy lekarze specjaliści. Duńczycy proponowali angaż za ok. 9 400 euro (brutto).

Najczęściej ludzie pytali o pracę dla osób bez kwalifikacji i bez znajomości języka obcego. Niestety takich ofert było najmniej, a jeśli już się pojawiały, to dotyczyły pracowników sezonowych, potrzebnych do zbioru szparagów, truskawek, winogron w Niemczech, do zbioru truskawek w Szwecji. Niemcy chcieli zatrudniać takie osoby w fermach trzody chlewnej.

Powiatowy Urząd Pracy w Hrubieszowie dysponuje ponad 30 ofertami Eures. Jedna z firm w Barcelonie (Hiszpania) poszukuje menedżera sprzedaży. W ciągu roku może on zarobić min. ponad 20,5 tys. euro. Kandydat musi jednak biegle znać język angielski i niemiecki oraz sprawnie posługiwać się kilkoma programami komputerowymi niezbędnymi do pracy biurowej. Za podróż, mieszkanie i wyżywienie pracownik płaci z własnej kieszeni. Malta poszukuje informatyków. Norwegia – geodety (za ok. 4 tys. euro miesięcznie). Do pracy w parku Disneyland na przedmieściach Paryża potrzeba biletera, sprzątaczki, recepcjonisty, parkingowego, barmana, bagażowego, a także kelnera i kucharza.
– Niestety, jednym z podstawowych wymogów wszystkich tych ofert jest, co najmniej podstawowa znajomość przynajmniej jednego języka obcego. To zasadniczy powód słabego zainteresowania tymi propozycjami – tłumaczy Agata Lipska, pośrednik pracy w Powiatowym Urzędzie Pracy w Hrubieszowie. – W tym czasie z podobnych ofert pracy skorzystały może 2 – 3 osoby.
Więcej osób interesuje się pracą sezonową przy zbiorze różnych warzyw i owców.
– Do takiej pracy zgłasza się zwykle kilkudziesięciu zainteresowanych. Po zapoznaniu z wymogami zagranicznego pracodawcy zostaje kilka osób. Pomyślnie rekrutację przechodzą tylko jednostki – podkreśla Agata Lipska.
W hrubieszowskim pośredniaku są oferty pracy przy zbiorze truskawek w Niemczech oraz malin i truskawek w Wielkiej Brytanii. Brytyjski pracodawca deklaruje zarobki w wysokości od 150 do 250 funtów tygodniowo.
– Ta praca nie wymaga specjalnych kwalifikacji ani predyspozycji, ale trzeba znać język angielski na podstawowym poziomie. Z tego powodu chętnych będzie niewielu – ocenia Sławomir Marciniuk, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Hrubieszowie.

W tomaszowskim PUP mają oferty m.in. dla pracowników podparyskiego Disneylandu, kucharzy, kelnerów, stolarzy (to już w Norwegii), operatorów wózków widłowych na Cyprze (płaca – 1 545 euro). Edyta Niewczas z PUP w Tomaszowie wyjaśnia, że wiele osób, które chcą pracować nie zostaje zatrudnionych. Bo nie znają języka obcego.

 










R E K L A M A






Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia

Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
Informacje opublikowane przez INTERNAUTÓW nie podlegają cenzurze. Właściciele i redakcja Roztocze Online (www.roztocze.net) nie odpowiadają za treść zamieszczonych materiałów, tekstów i komentarzy! Jeżeli zawartość nie jest sygnowana "Roztocze.net" lub "Roztocze Online" to głowna treść tej strony jest kopią znalezioną w sieci internet.
Kopie stron internetowych zamieszczane w serwisie roztocze.net są dokonywane za zgodą autorów lub właścicieli, serwis roztocze.net nie jest w żaden sposób związany z autorami takich strony i nie odpowiada za ich treść.
Komentarze [do góry]

Autor: ewa
Tytuł:


Wysłane: 2010-07-22 14:30:54
ta Hawita to oboz pracy !!!!!!!!!!!!!!!!!

Autor: Zamościanin
Tytuł: Hawita to obóz koncentracyjny


Wysłane: 2010-07-28 16:24:52
W tym roku kolejny polak zmarł na Hawicie, 42-latek, osierocił 2 dzieci.

Autor: Monika
Tytuł:


Wysłane: 2011-09-13 14:03:26
Ja niedawno wróciłam z Hawity i wcale nie jest tam tak źle jak ludzie piszą

Autor:
Tytuł: 4,3 – 4,5 euro za godzinę.


Wysłane: 2011-09-22 13:30:19
"ło matko" - praca za takie pieniądze? nie dziękuję. w Polsce można zarobić bez problemu więcej i spać normalnych warunkach a nie na polu.

Autor: 642 MÓJ NUMER OBOZOWY
Tytuł:


Wysłane: 2011-12-01 22:24:23
Byłem widziałem przezyłem 2 miesiące zarobiłem 3 tys euro warunki hmm jak by to opisać kontener 4 osoby prysznic i jaka kolwiek woda w oddzielnym dudyku na placy na polu dziejąsie cuda zbierasz zapierdalasz jak możęsz a niemasz zapisanego tego co zebrałeś a ma ktoś inny zazwyczaj dziewczyny (domyśl sie co to znaczy) na hali nie wiem nie byłem ale z tego co widziałem to wszystko pizdusie znajomi pierdolonego Brzusia albo ci co zapłacili brzusiowi zeby zarezerwować sobie czystą robote
JAK JESTEŚ SILNY I MASZ SILN? WOLE I JESZCZE SILNIEJSZE POSTANOWIENIE ZE DASZ RADE TO DASZ RADE !!!

Autor:
Tytuł:


Wysłane: 2012-04-04 17:41:18
ja byłam na cosie to cos podobnego pracowałem na myjce potem na zupkach było zajebistycznie ciezko na poczatku potem ok zarobiłem za 2 msc 3400 euro na czysto jak bym mogł to pojechałbym jeszcze raz ale napewno nie na pole to oboz morderczej jak dla mnie pracy wiem bo widziałem tych ludzi chłopak ze mna w pokoju całymi nocami jeczał z bolu i smarował sie jakimis masciami z których zreszta na poczatku i ja musiałem kozystac ogolnie masakra ale mozna co nieco zarobic i to jest mobilizujace aby nie na pole do zirki czy edyty ;( dla mnie na bank byłoby za ciężko

Autor: Henryk
Tytuł: Havita upokarzająco traktuje pracowników sezonowych.


Wysłane: 2012-06-17 10:33:52
Nie podają jasnych kryteriów i niektórych to dziwi i zastanawia dlaczego młodzi i sprytni ludzie pracują na hali lub myjce, a do pracy na polu w akordzie kierowani często są tacy, którzy do tej roboty się nie nadają. Mało tego. Polowy nadzorujący (Albert Portugalczyk, lub teraz Fernando) wysypuje pod koła ciągnika cały urobiony komplet rzodkiewki czy cebulki, pod pretekstem, że jeden z pęczków jest źle zrobiony. Są też tacy, którzy przyjeżdżają od lat na dwa miesiące turnusu i za każdym razem trafiają na to samo miejsce na halę czy myjkę. Tajemnicą poliszynela jest, że trzeba dać w łapę by pracować na hali czy myjce. Na polu pracować chce tylko ten wyspecjalizowany w akordzie, ale i ten musi dać dolę bo inaczej zarobek będzie miał marny. To pracownicy na kontraktach wyczuli interes i w ten sposób sobie dorabiają, kosztem pracowników na dwumiesięcznych turnusach. Właściciel Havity, pan Haertel się tym nie interesuje. To że zakwaterowanie w kontenerach uwłacza godności ludzkiej, to odrębna sprawa. Cóż w Polsce tego się nie zarobi i dlatego godzimy się na upokorzenia. Niektórych oburzają numerki przydzielane pracownikom. Uważam, że to nie jest złe. Podaj Turkowi, czy Portugalowi przy spisywaniu się po zakończeniu roboty swoje nazwisko. Jeżeli nazywasz się "Brzęczyszczykiewicz", to nie ma szans by zapisał on to prawidłowo. Z numerkiem jest łatwiej. Wystarczy nauczyć się po niemiecku cyferek od 0 do 9 i poradzisz sobie.

Autor: kondzior
Tytuł:


Wysłane: 2012-07-03 18:35:22
mam pytanie wlasnie dzis zalozylem tam pamiery na wyjazd we wrzesniu mozna sie komus tam postawic?? i jakie beda tego skutki? pieniadze sa dawane do reki ?

Autor: znany
Tytuł: robią???


Wysłane: 2012-07-08 11:08:27
wiele by pisac co sie tam wyrabia ale szkoda bo każy wie syfffff,zarobisz jak jesteś cicho i cie poniewierają a pan pośrednik na tym dobrze zarabia z Bodaczowa i baba jego traktuje ludzi jak śmieci a dzięki takim śmieciom się dorobili i zapomniał jak jedno z drugim ziemie gryzło tak jak inni......hamstow

Autor: mmmmmmmmmmm
Tytuł:


Wysłane: 2012-07-22 13:11:05
wszyscy gadacie na firme i brzusi a pozniej lecicie piszecie sie i jedziecie za granice.nikt nikogo nie zmusza zeby tam jechal wiec po co te durne kometarze.siedzcie w domu i nie oczerniajcie innych.

Autor: mmmmmmmmmmmmm
Tytuł:


Wysłane: 2012-07-22 17:18:29
W lape daja tylko ci co chca nikt nikogo nie zmusza do tego. kto chce to zarobi bez dawania lapowki.tylko tym co niechce sie pracowac daja w lape.

Autor: Henryk
Tytuł: Nikt nikogo nie zmusza.


Wysłane: 2012-08-04 06:51:56
To prawda. Ale jak nie dasz doli to nie trafisz na halę, tylko na pole na akord. I jeżeli do tej roboty się nie nadajesz, to zarobisz przez dwa miesiące 1600 Euro. Na hali natomiast w tym czasie zarobił byś około 3000 Euro na czysto. Fakt, że za ciężką tyrkę, ale jednak. Na polu nie wystarczą chęci do pracy. Jeżeli nadzorujący będzie miał taki kaprys, to będzie ci wysypywał pod koła urobek. I nic mu nie zrobisz. Powie, że było z chwastami, albo popękane, robaczywe, za mało lub za dużo było w pęczkach, czy też za słabo związane. W ten sposób wymusza dolę, lub wykończy nerwowo.

Autor: cofi
Tytuł:


Wysłane: 2012-08-05 22:44:03
właśnie 4 dni temu wróciłam z havity i śmiać mi się chce na coniektóre komentarze.moim zdaniem ludzie,którzy mówią o havicie,że to obóz pracy,to ludzie tacy co myśleli,że jak już pojadą za granicę to nie muszą nic robić a euro samo im się zarobi.ja na pewno pojadę tam znowu bo jak ktoś chce pracować to może na havicie ładną sumkę euro zarobić.

Autor: Henryk
Tytuł: Trochę przypomina obóz pracy.


Wysłane: 2012-08-27 11:31:11
Jeżeli za pracę w godzinach masz płacone tyle samo co w nadgodzinach. Jeżeli za pracę w niedziele i święta masz płacone tyle samo jak za pracę w dni robocze. Jeżeli nie masz prawa zdecydować czy będziesz pracował w dni wolne od pracy i w nadgodzinach. Jeżeli pracując w akordzie, nie możesz zdecydować, że z jakiegoś względu bierzesz sobie dziś wolne (bo leje, bo się źle czujesz, bo pole zachwaszczone i zbiór na dotychczasowych warunkach w danym miejscu i czasie jest nieopłacalny). Jeżeli aby godziwie zarobić, musisz pracować średnio po 12, 17 godzin dziennie, to, to podobne jest trochę do obozu pracy. Wprawdzie nie mordują, ale wyrzucą, jeśli postawisz na swoim. Wydasz wtedy na darmo pieniądze na podróż w obie strony. I same straty.

Autor: gosc
Tytuł: to jest oboz pracy


Wysłane: 2012-09-02 21:32:05
Mieszkam w Niemczech i mialam okazje poznac "Havite". Takich warunkow nigdzie jeszcze nie widzialam. Dla mnie to jest oboz pracy. Bo jak mozna nazwac prace po 18, 20 godzin dziennie przez 6 dni w tygodniu (mozna sobie jeszcze w niedziele dorobic). Warunki mieszkaniowe sa katastrofalne. Kontenery bez biezacej wody, jak masz szczescie to jest kuchenka, lodowka, szafa i 2 pietrowe lozka (czesto połamane) i 30cm na przejscie. Czesto sa kwaterowane kobiety i mezczyzni razem. Lazienka jest na drugim koncu podworza. W lazience stoi woda po kostki, prysznice bez kotar, zapchane zlewy, wybrudzone toalety itp itd. Nigdy tam nie nocowalam i nie moge wyobrazic sobie np. toalety porannej czy wieczornej w zimie, mycia naczyn, gotowania obiadu, nie mowiac juz o zwyklym wyjsciu do toalety np. w nocy brrr. Jak mozna nazwac takie zycie gdzie nie ma telewizji, internetu, telefonu? Ludzie chodza po podworzu przestraszeni, boja sie odezwac, by nie zostac wyrzuconym. Mieszkam juz kilka lat w Niemczech, bylam tez w innych krajach i u roznych "Bauerow", ale "Havita" zszokowala mnie. Ja nie wytrzymalabym tam nawet tygodnia. Zycie tam przypomina mi troche, zycie w obozach opisywane w lekturach szkolnych z drugiej wojny swiatowej. Tylko ze ci wszyscy ludzie sa tam dobrowolnie, a moze nie? Pod presja pieniadza? Ale czy warto sie tak upokarzac?

Autor: Henryk
Tytuł:


Wysłane: 2012-09-17 13:19:05
Dla niektórych możliwość zarobienia 6000 zł na miesiąc wart jest takich upokorzeń. Ten kto w Polsce zarobi choćby trzecią część tego, to tam nie jedzie. W pewnym sensie wszyscy są tam z przymusu. Pieniądze są konieczne do życia, a jak nie ma innych możliwości, lub lepszych możliwości, to się zęby zaciska i przemęczy się te dwa miesiące poniewierki.

Autor: duniek
Tytuł: prawa...


Wysłane: 2012-11-07 17:15:28
a prawda jest taka ze to zwykly obóz z ktorego pan wielki B ma korzysci najwieksze mam nadzieje ze wkrotce zajma sie tym odpowiednie sluzby Polskie jak i Niemieckie jak w taki sposób mozna traktowac ludzi??pracowac po 16 nawet 18 godzin??czy tam nie obowiazuja przepisy??a te kilka w ostatnim czasie zgonów??min rozjechania przez traktor przez pana z Bodaczowa??niestety czlowiek nie zyje i te nasze dziewczyny cichodajki,wlazace w odbyt tureckim panom bez mydla...żenada i wstyd

Autor: Beno.
Tytuł:


Wysłane: 2012-11-27 15:45:57
Bylem na Havicie jakis czas temu i to co widzialem tam to jedna wielka tragedia. Wrocilem stamtad po dwoch tygodniach. Najbardziej to rozwalily mnie warunki mieszkaniowe w ktorych musialem zyc. Chociaz trudno to nazwac warunkami. Juz pies w budzie ma lepsze warunki do mieszkania. Malutkie, brudne i ciasne kontenery bez biezacej wody. jeden na 3 albo 4 osoby. Wszedzie brud, smrod i syf, bloto na podlodze, tam nikt nie sprzatal. I dookola biegajace szczury. A w budynku w ktorym znajdowala sie ta niby lazienka bylo tak samo. Woda po kostki na podlodze, bloto, raptem kilka prysznicow na kilkadziesiat osob i dlugie czekanie na swoja kolej. Masakra!!! No ale Polak to potrafi sie przyzwyczaic mieszkac w kazdych warunkach, moze nawet spac pod golym niebem zeby tylko dobrze placili. Po prostu tania sila robocza i nic wiecej. Owszem mozna dobrze zarobic w krotkim czasie ale pracowac po 16 czy 18 godzin dziennie i to bez dnia wolnego to juz jednak przesada.A na pole to czasem nawet nikt wody nie przywiozl do picia. Polak tam jest smieciem, robolem i parobkiem. Ja dziwie sie tym ludziom ktorzy jezdza na Havite latami i chwala sobie to ,,cos,,. Pewnie jezdza tam tylko ci co nie maja innych perspektyw na zycie i na zdobycie pieniedzy. A pozniej daja sie ponizac i mieszac z blotem. Havita to legalny oboz pracy. A ten caly Brzus, Mustafa i reszta tych oszustow i wyzyskiwaczy to powinna robic za darmo przez miesiac po 20 godzin dziennie o suchym pysku i bez jedzenia. Mam nadzieje ze ktos zajmie sie tym obozem i zlikwiduje go raz na zawsze. Havicie mowie stanowczo NIE!!! Nigdy wiecej.

Autor: ja
Tytuł: jaaaaaaaaaaa


Wysłane: 2012-11-27 17:39:25
precz z obozem konentracyjnym havita

Autor: Henryk
Tytuł: Obóz pracy.


Wysłane: 2013-01-08 22:22:42
To prawda że to obóz pracy i że trzeba tyrać po 20 godzin na dobę. Jeżdżę jednak tam od wielu lat. Dlaczego? Bo płacą! Nie chcę polskiego biznesmena bo miałem już z nim do czynienia na budowie Stadionu Narodowego w Warszawie za którą to robotę do dnia dzisiejszego pieniędzy nie otrzymałem. I nie mam szansy od tego oszusta pieniędzy uzyskać. Niemiec poniewiera, ale po dwóch miesiącach pracy u niego, żyję w Polsce cały rok jak lord. Przywożę 12 tys. zł minimum, po przepracowaniu dwóch miesięcy. I to są pieniądze na czysto. Jaki Polak mi da tyle zarobić? Pytam!

Autor: gal
Tytuł: fafa


Wysłane: 2013-01-09 14:51:40
ja jezcze nie bylem ale slyszalem co tam sie dzieje i ze mozna zarobic... tylko wkurza mnie to ze juz od 3 lat sie zapisuje i mnie nie biora a pizda w biurze bierze tylko ciagle tych samych co jezdza co roku

Autor: gal
Tytuł: fafa


Wysłane: 2013-01-09 14:54:00
a moim zdaniem powinni dac okazje kazdemu zarobic jesli potrzebuje tych pieniedzy

Autor: polak
Tytuł:


Wysłane: 2013-01-17 16:26:57
byłem tam 2 lata temu na myjce zarobiłem 3000 euro płacili 4.30 euro na godzinę czyli daje to ok 700 godzin pracy troche przesada tyle zapierdalac. zaraz ktos napisze ze po to sie jedzie zeby zapierdalac ale po 350 godzin miesiecznie to przesada nie jestesmy robotami tylko l;udzmi. druga rzecz to warunki dla bydła a nie dla ludzi ze wspolna lazienka i prysznicem dla tylu ludzi straszny jest alkoholizm na myjce wszyscy pili razem z luizem tadkiem władkiem i reszta ekipy pan brzus to cwaniaczek chcacy zarobic kase na młodych a jego zona w biurze brak kultury i szacunku i naiwnych na poczatku bierze pieniadze za zalatwienie roboty i na koncu w autokarze. ja wrocilem busem tylko zeby ten oszust nie zarobił. polak tam jest nikim smieciem i robolem. smutne czasy zamosc to bieda wszyscy jada bo nie maja wyboru przykro patrzeć na młodych jak sie poniewieraja placza po katach tylko dlatego ze chca zarobic bo w polsce nawet po studiach ciezko z praca

Autor:
Tytuł:


Wysłane: 2013-01-24 18:23:18
nahawice

Autor:
Tytuł:


Wysłane: 2013-01-30 13:24:13
brzus

Autor:
Tytuł:


Wysłane: 2013-02-05 19:57:54
TO WAM SIĘ URWIE,S? NAGRANIA ITP..KONIEC

Autor: Autor
Tytuł:


Wysłane: 2013-11-18 15:01:55
Ja byłam niedawno byłam tam i wczesniej więc moge powiedzieć, że warunki się polepszyły, jest wyższa płaca, lepsze warunki mieszkalne, nie jest wcale drogo bo jesli dajesz 850 za obie strony plus posrednictwo to nic w porównaniu z tym jak jechałam kiedyś pog Hamburg i w jedna stronę dałam 300 stuwy, gdzie jest duuuzo bliżej, a syf robią głównie Polacy przez, których być może juz nie będą brac Polaków wcale, dziękuje pijakom i huliganom, że przez to, że nie umieja się ogarnąć normalni ludzi moga stracić szanse na dorobienie kasy takiej której w Polsce nie zarobisz chyba, że jestes prezesem niższego szczebla. Co do tego, że na hale trafiają sami znajomi Brzusia to gratuluję wyobraźni, byłam 3 razy i za każdym razem trafiałam na halę poprzez casting, gdzie cię wybieraja kontraktowi pracownicy, samego Brzusia widziałam w zyciu kilka razy i nawet do dzisiaj nie wiem jak ma na imię jego żona, ludzie nie wymyslajcie bajek, w większości wypadków to kwestia szczęścia, są osoby, które latami jeżdżą i na 5 razy trafia raz na pole, gdzie podobno faktycznie jest ciężko, ale sa ludzie, którzy ida tylko na akord jesli maja smykałkę, a lekko nie ma nigdzie, biurowa praca tez by wam nie pasowała bo dupa by bilała nie?
dodaj komentarz
[Kontakt] [Reklama] [© Roztocze Online - roztocze.net - P.Rogalski & R.Moteka]