|
Giełda w Mokrem – wiadomo handel. Ale nie tylko. To także dobre
miejsce, żeby wyrzucić śmieci, zostawić tam stary telewizor, komputer, wersalkę,
a najłatwiej – psa lub kota
Jeszcze handlowanie na dobre się nie zacznie, a już musimy zbierać śmieci – mówi Krzysztof Sierak, pracownik Aeroklubu Ziemi Zamojskiej. Coniedzielne giełdy w Mokrem są organizowane przez Aeroklub.
Jednak to nie odpady są największym problemem. Te odbiera firma „Ekoomega”.
Bo nie było kupca
Większy kłopot pracownicy Aeroklubu mają z pozostawionymi w Mokrem zwierzętami. Głównie z psami i kotami.
Jak właściciel nie sprzeda psa czy kota, to po prostu zostawia go na placu, a sam odjeżdża samochodem.
Krzysztof Sierak przypomina sobie pewnego pana, który chciał sprzedać psa. Ale, że się nie udało, zostawił go w Mokrem. Psina błąkała się koło hangarów. - Po jakimś czasie spotkałem tego pana na
bazarze przy ul. Orzeszkowej. Powiedziałem, że chyba zginął mu pies i tak się
szczęśliwie składa, że cały czas jest na lotnisku. Facet przyjechał i zabrał
psa. Nie wiem, co później z nim zrobił – wspomina Krzysztof Sierak.
Niedawno z furgonetki wyrzucono psa - wielkiego, przypominającego ogara polskiego. Było to na pobliskiej stacji paliw w Płoskiem. Pies przyszedł na giełdę. Zwierzakiem zaopiekowali się pracownicy Aeroklubu. Takie sytuacje to dla nich nic nowego. Swego czasu postawili obok hangaru porządną budę.
- Koty zawsze jakoś sobie poradzą, znajdą miejsce. Z psami jest gorzej – powiada Krzysztof Sierak. - Biegają za naszymi ludźmi, którzy sprzątają lotnisko po giełdzie. Podchodzą pod hangary, pod biuro i patrzą tak, że żal się nimi nie zająć. Dlatego opiekujemy się nimi i szukamy dla nich domu.
Jak Pilot, to do Krosna
Sierak przygarnął dwa psy, które ktoś zostawił po giełdzie. Pięć lat temu zaopiekował się dwuletnim labradorem, a w ubiegłym roku trzyletnim pudlem. -
Labrador był przyzwyczajony do jazdy samochodem, ale nigdy nie wsiadał do auta
bez pozwolenia. Widać, że był szkolony. Dałem mu na imię Misiek. Od razu
zareagował na to imię – opowiada Sierak.
W ubiegłym roku przygarnął pudelka, którego nikt nie chciał.
- Czekaliśmy przez kilka tygodni z nadzieją, że może ktoś się po niego zgłosi. Męczył się biedak na lotnisku. Gryzły go inne psy. Szkoda mi go było. Zabrałem do domu. Spodobał się rodzinie. Został u nas. Nazwaliśmy go Trymer. To od nazwy urządzenia, wspomagającego stery w samolocie – wyjaśnia.
Pies, którego wyrzucono z samochodu na stacji paliw w Płoskiem też miał szczęście. Daliśmy mu na imię Pilot. Teraz jest w psim hoteliku w Krośnie.
Jednak nie dla wszystkich psów udaje się znaleźć dom. Większość błąka się na lotnisku. Tam nie jest dla nich bezpiecznie. Podchodzą pod śmigła samolotu.
Piotr
Łachno, kierownik Schroniska dla Bezdomnych Psów mówi, że kiedy tylko ktoś
informuje go o tym, że na lotnisku są bezpańskie psy, zabiera je stamtąd.
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|