|
Psychologom i psychiatrom przybywa pacjentów, rośnie zainteresowanie
środkami antykoncepcyjnymi, seksuolog wyraźnie odżył. Panie zaczynają odsłaniać
to i owo, za to panowie jakby jakoś słabsi, niektórzy nie dożyją lata. Jednym
słowem – idzie wiosna
Wiosna, wiosna, wiosna, ach to Ty”- chciałoby się w końcu powtórzyć za Markiem Grechutą. A przecież mamy wiosnę za kilka dni, tyle że kalendarzową. Niestety, tej w powietrzu ani nie czuć, ani nie widać. Nadzieje, że w końcu przyjdzie, znowu przykrył biały puch. Pozostaje codzienne sprawdzanie prognozy pogody, na pociechę - wycieczki do solarium, czy kupowanie wiosennych ubrań.
Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę
Ale to wszystko nie odstrasza zimy. Tej mamy coraz bardziej dosyć.
- Ludzie są zmęczeni zimą. Ta pora roku
wymaga dodatkowych, monotonnych i mozolnych czynności. Na dłuższą metę mamy ich
serdecznie dość. Nawet zwykłe przemieszczanie się po zaśnieżonym chodniku
denerwuje i staje się udręką. A przecież niedawno cieszyliśmy się, gdy spadł
pierwszy śnieg. Możemy mówić nie tylko o depresji jesiennej, ale i wiosennej.
Przyjmujemy więcej pacjentów – mówi Zbigniew Chmielewski, psycholog kliniczny z
Centrum Zdrowia Psychicznego w Zamościu. - Dzieje się tak, gdyż zmiana warunków
klimatycznych wymaga od organizmu przestawienia się, a to pochłania trochę
energii. Osoby wrażliwe mogą popaść w depresję. To tak, jak z remontem
mieszkania. Chociaż pojawia się perspektywa pięknego domu, to na czas bałaganu
mamy gorszy humor. Ciągle narzekamy, jesteśmy zmęczeni i czekamy końca. Po zimie
musimy się „przemeblować”, przestawić na wiosnę. I chociaż cieszymy się z jednej
strony, że wiosna w końcu nadejdzie, to ten remont psuje nam nastrój.
Zbigniew Chmielewski zaznacza, że zmiana pogody i pory roku nie mają większego wpływu na zdrowego psychicznie człowieka. Ale, jeśli ktoś ma problemy natury psychicznej, to sprawa może być poważna.
- Przykryte przez zimę depresje wiosną zaczynają się ujawniać, stąd więcej w tym czasie samobójstw. Ale w endokrynologii (nauka m.in. o wydzielaniu hormonów, funkcjonowaniu gruczołów) nie ma tzw. „przesilenia wiosennego”, na które często zrzucamy winę za złe samopoczucie, spadki ciśnienia. Warto więc udać się do lekarza, kiedy często mamy takie niepokojące objawy - radzi prof. dr hab. n. med. Krzysztof Marczewski, ordynator Oddziału Nefrologii, Endokrynologii, Chorób Wewnętrznych i Metabolicznych w Samodzielnym Publicznym Szpitalu Wojewódzkim im. Papieża Jana Pawła II.
Profesor Marczewski dodaje, że marzec, jak się okazuje jest
miesiącem bardzo niebezpiecznym dla mężczyzn.
Profesor Marczewski: - Zauważono mianowicie ich nadumieralność. Dlaczego? Tego nie wiemy. Co nie zmienia faktu, że tym bardziej mężczyźni powinni dbać o swoje zdrowie, a kobiety o swoich mężczyzn.
I znowu z wiosną jest jak w piosence. Tym razem Wojciecha Młynarskiego: - Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę.
Począć, nie począć…
Jak zapewnia dr hab. Andrzej Samborski, pracownik Katedry Ochrony i Kształtowania Środowiska AR, wiosna przyjdzie. Na pewno. Kiedy?
- Wyznaczanie prognoz dłuższych, niż 5-dniowe jest tak samo ryzykowne, jak rzucanie monetą. Przyszły tydzień będzie na pewno chłodny i śnieg jeszcze nie raz popada. Temperatury ujemne do końca tygodnia nie powinny nikogo zdziwić. Miejmy nadzieję, że po ok. 2 tygodniach będzie coraz cieplej. Na razie spodziewajmy się raczej lekkiej zimy, niż wiosny.
W zgodzie z meteorologią pozostaje ludowe przysłowie: w
marcu, jak w garncu. Drugie zresztą też: kwiecień- plecień… Nie ma wyjścia.
Trzeba po prostu cierpliwie czekać, a natura zrobi swoje.
Symptomów rychłego nadejścia wiosny nie widzą na razie ci, którzy zawodowo obserwują zwierzęta.
- Samica puchacza złożyła jaja i na początku kwietnia wyklują się młode. Może wtedy zdąży przyjść wiosna. Na razie jednak czerwononogich nie widać. Bociany, które mają gniazda za Łabuńką, a u nas w ZOO - stołówkę, jeszcze nie przyleciały. Skowronków również nie słychać – mówi Jadwiga Kniaź, asystentka do spraw hodowlanych w zamojskim ZOO.
Jednak coś w temacie wiosny drgnęło.
Jadwiga Kniaź: - Bażanty zaczynają „tokować”, czyli kryć samice.
Jadwiga Kniaź studzi jednak zachwyty nad mającą nadejść natychmiast wiosną. Przyznaje, że ptaki zaczynają składać jaja, ale ssaki… z tymi jest gorzej. Jakoś nie rwą się jeszcze do rozmnażania.
Trochę inaczej jest w przypadku ludzi. Wiosna jest bez wątpienia bardziej seksowna niż zima, jednak nie wszyscy są nastawieni na powiększanie rodziny wraz z pojawieniem się pierwszych przebiśniegów.
- To prawda, że kiedy zbliża się wiosna, wzrasta też częstotliwość kontaktów seksualnych. Biorytm produkcji hormonów rośnie, a tym samym też wzmaga się popęd seksualny – tłumaczy ginekolog i seksuolog Jan Bucior z Zamościa.
Z praktyki jednak wie, że takie zjawiska nie muszą przekładać się na skalę poczęć. Jeśli wiosna wywołuje jakiś dodatkowy przyrost, to na pewno… sprzedaży środków antykoncepcyjnych. Z drugiej jednak strony, wiosna może też przysłużyć się
przyrostowi naturalnemu.
Jak powiada doktor Jan Bucior, przybywa zwolenniczek leczenia niepłodności światłem słonecznym (helioterapia).
Słońce
to zdrowie
Zbliża się sezon wiosenny, czas krótkich spódniczek, roznegliżowanych ciał i częstszych okazji do spotkań. Aby się jednak należycie zaprezentować w świetle wiosennego dnia, trzeba postarać się o opaleniznę.
- Klientów korzystających z solarium
jest coraz więcej. Opalanie dzisiaj to nie tylko zmiana koloru skóry i przez to
większa atrakcyjność. Procesem stojącym na pierwszym miejscu jest synteza
witaminy D3, spełniającej w naszym życiu wiele kluczowych funkcji, związanych z
naszym zdrowiem, samopoczuciem i rozwojem. Człowiek nie jest w stanie sam
efektywnie syntetyzować tej witaminy, co w solarium jest również trudne, ale
jednak możliwe. O ile są odpowiednie lampy – wyjaśniają w Galerii Piękna
„Natura” w Zamościu.
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|