|
Niepozorny, niedoceniany, czasem uciążliwy (bo paskudzi). Tak, taki
właśnie jest najbardziej znany produkt „made in Zamojskie”. To nie żarty. Ten
towar ma już ponad 400 lat!
Skarb Zamojszczyzny, ma zgrabne nóżki, niezwykle kształtną
pierś, urocze oczęta, inteligentne (aczkolwiek nieco nostalgiczne spojrzenie.
Zważywszy na to, co przez wieki przeszedł i tak nieźle się trzyma. Ma też wiele
jeszcze innych niezaprzeczalnych zalet. Żeby nie powiedzieć cnót. Choć, o czym
będzie mowa później, bywają zupełnie niecnotliwe wyjątki (to jednak dodaje całej
sprawie pikanterii).
Do rzeczy: każdy, bez względu na to, jakiej jest podejrzanej konduity czy też podłego autoramentu (pomijając leksykalne subtelności, najczęściej to na jedno wychodzi) przyznaje, że obiekt naszego zainteresowania porusza się we właściwej sobie przestrzeni z niezwykłą wprost gracją, mało –ELEGANCJĄ! Najwyższy czas ujawnić, o czym traktują powyższe słowa. Niech jednak uczyni to znawca tematu.
- Gdyby wyhodowano je na Wyspach Brytyjskich, czy świat dzisiaj słyszał by o tipplerach angielskich? – pyta na jednym z portali internetowych niejaki pan Józef, który dzieciństwo i młodość spędził na ziemi biłgorajskiej.
Tenże obywatel pod niebiosa wychwala „gołębie zamojskie”. Trzeba przyznać, że usłyszeć komplement pod adresem tego co zamojskie od „dziecka biłgorajszczyzny”, to raczej niespotykane.
Zamojskie z Persji rodem
I dalej pan Józef napisał tak: - Myśl ta (o „gołębiach
zamojskich” – przyp. red.), nasuwa mi się po słowach mieszkańca Śląska, który po
30 latach hodowli tipplerów angielskich, gdy trafił na dobrą linię „gołębi
zamojskich” stwierdził: „co za cudny lot”.
Choć hodowcy od lat zgłębiają tajemnicę pochodzenia „gołębi zamojskich”, niewiele w tej materii wskórali. W Lublinie na przykład owe ptaki są często zwane „gołębiami perskimi” (to kolejny, jawny dowód dyskryminacji Zamojszczyzny!). Ci, jednak, którzy mają jakąkolwiek orientację w temacie, wytłumaczą przyczynę użycia słowa „perskie” w odniesieniu do gołąbków. Otóż wyjaśnienie jest następujące: w XVI – XVII wieku perskie gołąbki miał przywieźć z zagranicznych wojaży Zamoyski. Niestety, nie ustalono dokładnie o którego przedstawiciela owego znakomitego rodu chodzi – prawdopodobnie o Jana. Tak czy inaczej – Zamoyskiemu chwała. Ptaki na polskiej ziemi przeszły metamorfozę.
- Gołębie są monogamiczne – zaklina się Edward Wasil, jeden z zamojskich hodowców gołębi i drobiu ozdobnego.
- Tak jest – potwierdza inny zamojski hodowca Krzysztof Niedzielski.
Wstydliwe historie
zamojskich samiczek
Obaj jednak, przyparci do
muru, wyjaśniają, że zdarzają się przypadki odstępstwa od tej reguły. Zważywszy
na trudną sytuację w jakiej „perskie” znalazły się w Zamościu. Hodowca, być może
sam Zamoyski, rozdzielił pary i siłą skojarzył perskie z gołębiami, jakie miał
pod ręką. Nie może dziwić, że perski samiec w końcu zarzucił żałobę, podobnie
też postąpiła zapewne niejedna z samic. Nie może być tutaj mowy o jakiejkolwiek
ptasiej rozwiązłości. Po prostu, nawet istota wyposażona przez naturę w jak
najbardziej ptasi móżdżek, dochodzi z czasem do wniosku, że dla dobra wspólnego
trzeba pójść na kompromis i ułożyć sobie życie z drugim stworzeniem. Tym
bardziej z takim, które przebywa w tej samej klatce (w gołębniku, wolierze
itd.), a alternatywy, czyli innego osobnika płci przeciwnej (czy choćby tej
samej) nie ma.
Niewiele jest znanych szczegółów
kilkusetletniej historii gruchania, znoszenia, wysiadywania jajek, wychowywania
piskląt. Pewne natomiast pozostaje to, że młode w coraz mniejszym stopniu
przypominały perski prototyp.
Niekwestionowanym fachowcem w temacie „gołębi zamojskich” jest Mieczysław Sroka. Tenże mieszka w Nowej Sarzynie (powiat leżajski, województwo podkarpackie). Jak każdy szanujący się hodowca, również Mieczysław Sroka, jest gotów bronić czci ptaków. Ale i on mięknie, zgadza się, że monogamia gołębi (wszelkich) owszem jest, ale nie ma charakteru bezwzględnego. Kłopot w tym, że gołębiarz Sroka raz zetknął się z przypadkiem, dotychczas w jego praktyce niespotykanym. Sprawa jest związana z obyczajnością, czy też jej brakiem „gołębicy zamojskiej” właśnie.
- Samiec, czasami zdarza się, pobłądzi, na dłużej zajrzy do gołębnika, w którym jest akurat samotna samica – mówi Mieczysław Sroka. – Ale samicom prawie nie zdarza się nie dochować wierności.
Samiczka „zamojska” bez wyraźnej przyczyny, zaczęła się zachowywać tak, jakby prawa natury jej nie dotyczyły - nie pozwalała się pokryć żadnemu z samców. Na szczęście nie zdradzała też skłonności do samic (jeszcze by tego brakowało!). W końcu jakoś się przełamała, ale i tu sprawiła niespodziankę. Owszem, tolerowała zaloty, wdawała się w bliższe związki, ale co jakiś czas zmieniała samca. I jeszcze jedno – wbrew gołębim zwyczajom – żadnemu z ojców swojego potomstwa nie pozwalała wysiadywać na jajkach.
- A przecież mówi się, że gołąb z gołębicą wiąże się na całe życie – wzdycha Mieczysław Sroka.
Nie wiadomo jak była przyczyna. Być może w genach samiczki odezwały się zakodowane już kilkaset lat temu urazy. Z czasów, gdy z pogwałceniem gołębiej natury, zaczęto rozdzielać parki „persów”. Teraz mógł dać o sobie znać atawizm perskiej prapraprababki (lub dziadka). Ta hipoteza czeka jeszcze na naukowe potwierdzenie.
Malujcie ptaki!
Gołębiarze, zapatrzeni w „zamojskie” takimi wybrykami się nie przejmują. Przeciwnie, świadczyć one mogą o tym, że „gołębie zamojskie” są ze wszech miar interesujące.
Mieczysław Sroka powiada: „zamojskie” mnie po prostu zauroczyły.
- Piękne są – cieszy się hodowca. O ptakach mógłby opowiadać godzinami: - Wspaniała postawa, na pierwszy rzut oka widać, że „zamojski” to świetny lotnik. Mają lot spokojny, ładne, regularne pociągnięcia skrzydłami. Weźmy na przykład takie gołębie jak „budapeszty”. W czasie lotu niespodziewanie zmieniają pułap, kierunek.
Wszyscy hodowcy „gołębi zamojskich” podkreślają, że ptaki te latają dosyć szybko (normalnie – 100 km na godzinę, gdy pikują – ok. 200 km na godzinę). Według znawców przedmiotu – mają dosyć dobrą orientację.
Mieczysław Sroka może przytoczyć kolejny przykład:
- Sprzedałem samiczkę, u nowego właściciela już nawet zniosła jajka. Ale w końcu je zostawiła i wróciła do mnie. Musiała pokonać prawie 40 kilometrów. A jednak jej się udało.
Największym wrogiem każdego gołębia jest jastrząb. Tyle, że
zdaniem hodowców „zamojskich” te akurat ptaki, atakowane z reguły zachowują
zimną krew.
Waldemar Bęcal z Chomęcisk Dużych, hoduje gołębie tak samo, jak to robili jego ojciec i dziadek. Szczególne miejsce w jego gołębniku zajmują „zamojskie”.
- Jeśli gołębie
są doświadczone, stado leci spokojnie, rzadko idzie w rozsypkę. Jastrząb w
czasie ataku leci na dół, a gołębie idą na większą wysokość. To dla nich szansa.
Mieczysław Sroka potwierdza: - Jastrząb mierzy siły
na zamiary. „Zamojskie” mogą latać na wysokości ok. 2 tysięcy metrów, to mogę
potwierdzić, choć niektórzy utrzymują, że te ptaki z łatwością osiągają pułap 4
tysięcy metrów. I co ważniejsze, „zamojskie” są dosyć wytrzymałe. Z moich
obserwacji wynika, że w locie utrzymują się przez ponad 9 godzin.
Dla ochrony przez atakami jastrzębi i innych drapieżników, hodowcy czasami malują gołębiom skrzydła. Do tego celu używają specjalnej farby. Nie niszczy piór. Hodowcy radzą, aby malować na skrzydłach koła. Ten wzór podobno najbardziej zniechęca jastrzębie do ataku.
Uroda „zamojskiego murzyna”
Wzorzec rasy „gołębia zamojskiego” został opracowany w 1994 roku. Ze względu na zróżnicowaną barwę pomiędzy hodowcami trwają spory. Część nieporozumień wynika z określeń specyficznych dla poszczególnych regionów Polski. Ale takie kłopoty mają nie tylko ci, którzy hodują gołębie zamojskie. Dotyczy to hodowców chyba wszystkich ras ptaków.
Można jednak przyjąć taką klasyfikację: blankopy – to gołębie biało – czerwone, szkaplerzaki - biało-siwe, farszkopy - biało-czarne, bociany -biało-siwe lub biało-czarne.
Są też „murzyny zamojskie”. Te nie dostają nagród na wystawach, ale dla wielu, to właśnie one mają w sobie najwięcej uroku. I zachowały najważniejsze cechy rasy, czyli zgrabną sylwetkę, która czyni z nich ptaki, które świetnie spisują się podczas lotu. Mieczysław Sroka przyznaje, że on akurat
szczególnie upodobał sobie „zamojskie murzyny”. Na swoim blogu
(http://ptakiozdobne.blog.onet.pl/Moje Zamojskie,2,ID86282991,DA2006-04-15,n)
Mieczysław Sroka o „murzynach” napisał: - Nie są tak urodziwe jak reszta
„zamojskich”, gdyż odbiegają od wzorca (…). Murzyny różnią się między innymi
kolorem dzioba, gdyż jest czarny, mają ciemne obwódki oczu, pazurki i cecha
charakterystyczna - biały pasek piór szerszy lub węższy na plecach nawet u
gołębi jednolicie ubarwionych np. czarnych”.
Jerzy Kardasz to hodowca gołębi z Zamościa. Na wystawach najczęściej nagrody zbierają jego „swifty egipskie”, „gdańskie wysokolotne”, „orliki polskie”. Ale w gołębniku ma też „zamojskie”.
Jerzy Kardasz: - Nie jest
ważne, kto jakie gołębie hoduje, nagrody też nie są najważniejsze liczy się
pasja.
Pasja piękna, ale trzeba powiedzieć, że to nie jest tanie hobby.
Ceny gołębi często przekraczają 1000 zł za sztukę. Ale i tak nie ma chyba gołębiarza, który by do tego interesu nie dokładał. Ale każdy uważa, że warto.
Andrzej Niemczuk, prezes Zamojskiego Stowarzyszenia Hodowców Gołębi Rasowych i Drobiu ozdobnego: - Nie mam pojęcia ile osób na Zamojszczyźnioe hoduje gołębie. Myślę, że są takich osób są tysiące. Niestety, kiedyś „zamojskie” były na wsi chyba w każdym gospodarstwie. Teraz jest ich znacznie mniej. Ale za to rasa jest znana już w całej Polsce. I nie tylko. „Zamojskie” hodują na Węgrzech, we Francji, Jugosławii. W całej Europie. I wszędzie są znane jako „zamojskie”. Żadne „perskie”, tylko „zamojskie”.
.....................................
Najlepsi hodowcy
Choć
Zamojszczyzna „gołębiami zamojskimi” słynie, to lokalni hodowcy nie ograniczają
się tylko do tej rasy ptactwa. Udowodnili to podczas II Zamojskiej Wystawy
Gołębi Rasowych, która odbyła się 10 stycznia w Ośrodku Sportu i Rekreacji w
Zamościu. Oto lista nagrodzonych (w nawiasach nazwy ras gołębi, których urodę
najwyżej ocenili sędziowie): Jerzy Kardasz („orlik polski”, „swift egipski”, ),
Krzysztof Niedzielski („zakonniczka niemiecka”, „loczek”, „ryś polski”), Edward
Wasil („rostowski jednokolorowy”), Mnich Zbigniew („kurak modeński”, „szczygieł
duński”, „gil”), Andrzej Dziwura („garłacz pomorski”, „turkot bucharski”), Piotr
Ząbek („garłacz siodłaty łapciaty – czeski”), Andrzej Niemczuk („voorburski
garłacz tarczowy”), Andrzej Nizioł („kapucyn staroholenderski”), Andrzej Boć
(„perukarz”), Bogusław Kniaź („pawik”).
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|