|
| O artykule |
Autor:
Kronika Tygodnia - Mariusz Parol
Data:
13.10.2009, 10:01
Zmiany:
13.10.2009, 10:01
Czytane:
720x
Komentarzy:
1 [sprawdź] |
|
|
|
Bliźniaki walczą w Afganistanie |
|
Piotr i Paweł Drewniakowie – bracia
bliźniacy z Leopoldowa (gm. Trzeszczany) od czterech lat służą w 16 Batalionie
Powietrzno-Desantowym w Krakowie. Od ponad 5 miesięcy przebywają na misji
wojskowej w Afganistanie. W tym tygodniu wrócą do Polski
Drewniakowie są jedną z dwu par bliźniaków w jednostce czerwonych beretów w Krakowie. Służą w tej samej kompanii. Obywaj mają stopień starszego szeregowego. Są strzelcami. Ich początki w wojsku był trudne. Przełożonym i kolegom trudno było ich odróżnić. Na szczęście służą w dwóch różnych plutonach, dlatego obecnie dowódcy nie mają problemów z rozpoznaniem, który z Drewniaków to Piotr, a który Paweł. Drewniakowie ukończyli tę samą podstawówkę w Podhorcach i technikum mechaniczne w Hrubieszowie. Obydwaj chcieli zostać żołnierzami. Na pomysł z zaciągnięciem się do czerwonych beretów wpadł Paweł. Piotra nie trzeba było przekonywać. Obydwaj zaliczyli trudne egzaminy sprawnościowe. Aby dostać „trójkę”, trzeba było trzykilometrową trasę pokonać w czasie nie dłuższym niż 14 min. Do tego minimum 12 podciągnięć na drążku i 65 pompek w 2 minuty. Piotr i Paweł Drewniakowie osiągnęli lepsze wyniki niż to niezbędne minimum. Od czterech lat są komandosami. Na misję do Afganistanu pojechali po raz pierwszy.
Obydwaj są żonaci i mieszkają w Krakowie. Piotr ożenił się
kilka dni przed wylotem do Afganistanu.
Dla rodziców Piotra i Pawła było to chyba najdłuższe i najbardziej nerwowe pół roku w życiu. Ogromnie przeżywali każde doniesienie o rannych lub zabitych polskich żołnierzach w Afganistanie.
- Trudno sobie wyobrazić ten i strach i nerwy, jakie targają wtedy człowiekiem – mówi Jan Drewniak, ojciec bliźniaków - komandosów. - Dobrze, że synowie już wracają do kraju. Od dwóch tygodni nie jeżdżą już na patrole. Jesteśmy trochę spokojniejsi. Wybieramy się z żoną do Krakowa, gdy będą już na miejscu - mówi ojciec Piotra i Pawła.
.....................................................
Najważniejsze, to wrócić do domu
Dlaczego obydwaj wstąpiliście do wojska?
- Prawie wszystko robiliśmy zawsze razem. Dobrze się razem czujemy.
Czy zawsze jesteście jednomyślni?
- No, nie. Czasami mamy rożne zdania. Ale przy tzw. życiowych decyzjach zawsze konsultujemy się ze sobą.
A kłócicie się?
- Raczej nie. Gdy byliśmy trochę młodsi, tłukliśmy się (śmiech). Ale to akurat wyszło nam na dobre. Szybko zdaliśmy sobie sprawę, że nie opłaca się walczyć przeciwko sobie. Lepiej walczyć w jednej drużynie.
Który z was jest starszy?
- Piotrek. O 10 minut. Pozwalam mu czasami pobyć starszym bratem (śmiech).
Piotr, miałeś ciekawą historię z włas-nym ślubem...
- Termin wyjazdu na misję trochę nas zaskoczył. 19 kwietnia miałem swoje wesele, a 24 wyleciałem do Afganistanu.
Jak przeżyła to Twoja żona?
- Ciężko jej było. Dla nas obydwojga było to wielkie przeżycie. Zamiast się cieszyć we dwoje, musieliśmy się rozstać. No, ale to tylko pół roku. I całe szczęście, że czas szybko mija.
Pawle, w kraju czekają dwie najważniejsze dla Ciebie kobiety. Trudno było je zostawić?
- O tak. Bardzo tęsknię. Żona mi mówiła, że „Mała” czasem budzi się w nocy i woła: „Tata”. Aż łza się kręci w oku...
Jak wasi rodzice zareagowali, gdy się dowiedzieli, że obydwaj jedziecie na wojnę?
- Martwili się. To normalne. Oczywiś-cie były pytania: po co tam jedziemy? I rady, że lepiej będzie, gdy zostaniemy w kraju, itp. Ale my już wcześniej podjęliśmy decyzję, że jedziemy.
Czy na patrole wyjeżdżacie razem?
- Na początku jeździliśmy w jednym wozie, bo jesteśmy w jednej drużynie. No, ale to przemyśleliśmy. Wyszło, że to mało roztropne... I już jeździmy w oddzielnych pojazdach.
Czy każdy z was ma przeczucia dotyczące brata?
- Rzadko się rozdzielamy. W sumie nie mieliśmy okazji sprawdzić... No, może raz. Pamiętam, byliśmy chyba w szkole średniej i Piotrek poszedł na dyskotekę. Wtedy całą noc nie mogłem spać, bo miałem przeczucie, że coś złego działo się z Piotrkiem. Nie myliłem się. Była tam wtedy jakaś bójka i Piotrek oberwał.
Piotrze, pamiętasz sytuację, gdy wylecieliście w powietrze na „ajdiku” (IED – improwizowane urządzenie wybuchowe). Czy byłeś zaskoczony swoją reakcją?
- Ważne, aby przyjmować wszystko bez paniki, spokojnie. Wiadomo, że ma się chłopaków obok siebie, i że zawsze ktoś pomoże. W wojsku nigdy nie jest się samemu i nigdy nie działa się w pojedynkę. Oczywiście stres przy tym jest obecny. Ale trzeba trzeźwo myśleć. Tutaj, w Afganistanie trudno cokolwiek przewidzieć. Talibowie działają nieregularnie. To partyzantka. W żaden sposób nie możesz się przygotować na wybuch, to jest zaskoczenie. I chyba fakt, że nie znasz dnia i godziny jest najgorszy. Dobrze, że w sumie nic nikomu się nie stało. Może tylko trochę piszczało w uszach.
Czy tego spodziewaliście się jadąc tutaj?
- Nie. Miałem nadzieję, że będzie wszystko w porządku i że wszyscy wrócimy – odpowiada Paweł.
Jakie macie marzenia?
- Mieszkanie, służba w wojsku. Aha,... I skakać na sterowanym spadochronie. Ale najważniejsze to wrócić stąd razem do domu.
Rozmawiała kpt. Katarzyna Szal, oficer prasowy PSZ PKW w Afganistanie
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|
Informacje opublikowane przez INTERNAUTÓW nie podlegają cenzurze. Właściciele i redakcja Roztocze Online (www.roztocze.net) nie odpowiadają za treść zamieszczonych materiałów, tekstów i komentarzy! Jeżeli zawartość nie jest sygnowana "Roztocze.net" lub "Roztocze Online" to głowna treść tej strony jest kopią znalezioną w sieci internet.
Kopie stron internetowych zamieszczane w serwisie roztocze.net są dokonywane za zgodą autorów lub właścicieli, serwis roztocze.net nie jest w żaden sposób związany z autorami takich strony i nie odpowiada za ich treść. |
| Komentarze |
[do góry] |
Autor:
uf
Tytuł:
|
Skąd:
Kiedy: 2009-10-17 13:15:51 |
|
już myślałem, że chodzi o braci Mrok tzn Mroczków :) |
dodaj komentarz |
|