R E K L A M A
newsroom    
Startuj Ulubione Kontakt
Region - Gospodarka i polityka - Kultura i rozrywka - Życie społeczne - Sport - Edukacja - Komunikaty ROL
R E K L A M A
 Szukaj:
Google   
  , imieniny: Marty, Konstantego, Olafa strona główna/newsroom  
 O artykule
Autor: Kronika Tygodnia -
Data: 8.09.2009, 3:01
Zmiany: 8.09.2009, 3:01
Czytane: 437x
Komentarzy: 0 [sprawdź]

  
90-rocznica bitwy pod Komarowem [19/0]

[przeczytane: 19x/komentarzy: 0]
Leśmian - pomnik w Zamościu! [550/13]

[przeczytane: 550x/komentarzy: 13]
Archiwum: 648   Archiwum>>
Co się dzieje na Forum?
Zapisz się!
Elektroniczy biuletyn ROL
co tydzień w twojej poczcie email.
Koszmarek z Żydem w tle  

„Mikołaj pół-trzecioletnie dziecię pracowitych Andrzejuków okrutnie zamordowane od niewiernego żydowstwa zostało”. Żydzi „po wytoczeniu z niego (Mikołajka - przyp. red.) krwi, ciało pozostawili w lesie na pożarcie psom”. Oskarżony o popełnienie zbrodni rabin popełnił samobójstwo. Jego ciało „uwiązano do końskiego ogona, wleczono przez miasto, spalono na stosie, a proch rozrzucono na wietrze”

Przywołana opowieść dotyczy wydarzeń, jakie miały miejsce w Wojsławicach (powiat chełmski) w 1761 roku, a dotyczy „mordu rytualnego”. Mieli go dokonać mieszkający w Wojsławicach Żydzi. Zabili chrześcijańskie dziecko, utoczyli krwi, której z kolei użyli do przygotowania ciasta na macę chleba przaśnego, który spożywano podczas święta Pesach, upamiętniającego wyzwolenie Żydów z niewoli egipskiej.

To nie jest jedyna taka historia, jaka miała wydarzyć się w ówczesnej Polsce, i jaką uwieczniono na płótnie. Obrazów przedstawiających rzekomą zbrodnię Żydów jest do dzisiaj w Polsce kilka. Tak się jednak składa, że jeden z nich, właśnie dotyczący wydarzeń w Wojsławicach, znajduje się w... Muzeum Zamojskim. Dzieło jest w Zamościu od roku 1947. Drugi obraz, upamiętniający historię z Wojsławic, znajduje się w tamtejszej plebanii.

Najbardziej znanym dziełem, przedstawiającym „mord rytualny” jest obraz z sandomierskiej katedry. Od kilku lat nie można go oglądać. Autorem tego dzieła jest Karol de Prevot, malarz włoski francuskiego pochodzenia, który w XVIII wieku mieszkał w Sandomierzu. Gościł w Polsce na zaproszenie hetmanowej Elżbiety Sieniawskiej. Karol de Prevot namalował cykl obrazów przedstawiających męczenników i to, w jakich okolicznościach przyszło im pożegnać się z tym światem. Ale w dorobku „sandomierskim” Karola de Prevot są też dzieła związane z wydarzeniami, jakie rozegrały się w Sandomierzu.

Chodzi o „mordy rytualne”, których mieli dopuścić się Żydzi na chrześcijańskich dzieciach. To Żydzi mieli dzieci porywać, zabijać, a ich krew dodawać do macy. Obrazy miały ułatwić zadanie sądom (cóż, nie było wtedy aparatów fotograficznych; obraz powstawał na podstawie zeznań).

Malarz wywiązał się z powierzonego zadania. Powstały obrazy, związane z wydarzeniami, jakie rozegrały się w Sandomierzu pod koniec XVII wieku i na początku wieku XVIII. Najbardziej znane, ponieważ budzące najwięcej kontrowersji jest to w sandomierskiej katedrze. Widać na nim m.in. włożone do nabitej gwoździami beczki dziecko. Gwoździe raniły ciało dzieciątka, a Żydzi w ten sposób pozyskiwali jego krew. Do zbrodni miało dojść w roku 1710. W wyniku procesu trzy osoby (rzecz jasna Żydów) skazano na śmierć przez ścięcie.

Przez długie lata obraz spokojnie wisiał w sandomierskim kościele pw. narodzenia Najświętszej Maryi Panny, czyli w obecnej katedrze. W końcu stało się. Do środowisk żydowskich dotarła informacja o obrazie. Głos zabrał o. Stanisław Musiał, jezuita. Zwracał uwagę na to, że Kościół to nie jest najlepsze miejsce dla takich dzieł.
Jeden z przedstawicieli Żydowskiego Instytutu Historycznego podnosi, podobnie jak swego czasu o. Stanisław Musiał, że obrazy powinny zostać opatrzone informacją wyjaśniającą, iż wydarzenia uwiecznione na nich nigdy nie miały miejsca.

Obraz z sandomierskiej katedry zakryto czerwoną kotarą, powieszono na niej portret Papieża Jana Pawła II. To jednak nie uspokoiło nastrojów, wręcz przeciwnie. Teraz obraz, jak w katedrze był, tak jest, tyle tylko że został zastawiony płytami wiórowymi, na nich wisi czerwone sukno. Zwiedzający katedrę dzieła Karola de Prevot nie zobaczą.

Żyd oskarża Żyda
Karol de Prevot nie był bynajmniej prekursorem tego typu malarstwa, a legenda i procesy związane z „rytualnymi mordami”, jakich mieli dopuszczać się Żydzi, to nie polska specjalność. Na zachodzie Europy takie dzieła powstawały i odbywały się takie procesy kilkaset lat wcześniej niż w Sandomierzu.

Obrazy odnoszące się do takich samych wydarzeń zachowały się. Niektóre są w kościołach. Są o wiele skromniejsze niż wielkie malowidła Karola de Prevot. W Wojsławicach obraz znajduje się na plebanii, w pokoju, w którym ksiądz proboszcz Zbigniew Wojciech Kasprzyk spożywa posiłki. Jak wyjaśnia ks. proboszcz, obraz był, kiedy obejmował prafię pw. św. Michała Archanioła. Malowidło zresztą figuruje w rejestrze zabytków.

Piotr Kondraciuk, zastępca dyrektora Muzeum Zamojskiego ocenia, że obraz (ten z plebanii w Wojsławicach) został namalowany w XVIII, a być może nawet w XIX wieku. Wielkiej wartości artystycznej nie ma.
W Wojsławicach, podobnie jak w Sandomierzu jest trup dziecka, oskarżenie Żydów o popełnienie mordu rytualnego, proces, śmierć.

Adam Kopciowski, historyk z UMCS, dobrze zna historię wydarzeń w Wojsławicach. I zwraca uwagę na to, że być może, istotnie kluczową rolę (już na etapie morderstwa dziecka - bo trup był, to nie podlega dyskusji) odegrali Żydzi. Chodzi o członków żydowskiej sekty frankistów, wrogiej w stosunku do ortodoksji żydowskiej. Frankiści podważali treści Talmudu (komentarze do Tory, czyli Pięcioksięgu). Założyciel sekty Jakub Frank uważał się za kolejnego Mesjasza, modyfikował judaizm na swój sposób, przyjął chrzest. Jak tłumaczy Adam Kopciowski, frankiści chcieli doprowadzić do tego, aby ortodoksyjni Żydzi zostali z Wojsławic (podobnie było zapewne również w innych miejscowościach) wypędzeni. Trup dziecka, oskarżenie ortodoksyjnych Żydów (jak podaje E. Majuk w książce „Skrawki pamięci”, winą za popełnienie zbrodni obciążono rabinów - Sendera Zyskieluka, Henryka Józefowicza, seniorów gminy - Lejbę Moszkowicza Sienickiego, Josa Szymułowicza oraz niejakiego Icka Nosynowicza z Zamościa) zrobiło swoje. Żydów ortodoksyjnych wypędzono. Frankistów zdziesiątkowały epidemie, niektórzy zasymilowali się z ludnością polską, inni wyjechali. Żydzi ortodoksyjni (tamudyści) z czasem wrócili do Wojsławic.
Zanim to się jednak stało, w Krasnymstawie przeprowadzono proces, winnych zbrodni skazano na „poćwiartowanie żywcem”. Wyrok przewidywał też okoliczność łagodzącą dotkliwość kary: Żydom, którzy zdecydują się na przyjęcie chrztu nadmierne męki zostaną oszczędzone. Będą ścięci.

E. Majuk zwraca uwagę na to, że finał mógł być inny. Rabin w więzieniu miał popełnić samobójstwo, a jego ciało „uwiązano do końskiego ogona, wleczono przez miasto, spalono na stosie, a proch rozrzucono na wietrze”. Wcześniej jednak rabin zdążył rzucić klątwę na Wojsławice. Przed nią chronią miejscowość ustawione przy drogach figurki świętych. Chronią dobrze, bo Wojsławice jak były, tak są. Pod ziemię się nie zapadły, potop wioski nie zmył, miejscowi nie zamienili się w słupy soli.

Koszmarek
Od 1947 roku w Muzeum Zamojskim jest inne malowidło, które także nawiązuje do tego, co stało się w Wojsławicach. Piotr Kondraciuk podejrzewa, że obraz przechowywany w Zamościu powstał w wieku XVII bądź XIX, ale jednak chyba wcześniej, niż ten, który jest na plebanii w Wojsławicach. W obu przypadkach autor nie jest znany. Kondraciuk przypuszcza, że obraz mógł namalować jakiś zakonnik. Ale to nic pewnego.
Skąd obraz wziął się w Zamościu?
Kondraciuk wyjaśnia, że został przywieziony tutaj z parafii w Łabuniach. Tam z kolei trafił z klasztoru oo. bernardynów w Radecznicy, po kasacie klasztoru po Powstaniu Styczniowym.

Obraz z zamojskiego muzeum nie był jednak prezentowany na żadnej wystawie. Powód?
- Został wprawdzie zakonserwowany, ale wymaga rekonstrukcji - mówi Piotr Kondraciuk.
Rekonstrukcji, o ile zachodzi taka potrzeba, poddaje się natomiast prace, które mają być wystawiane. Na razie nie znaleziono tematu ekspozycji, w ramach którego można byłoby pokazać obraz.
A poza tym, jak przekonuje Kondraciuk, dzieło o którym mowa jest „bardzo słabiutkie”, taki rzec można „koszmarek”. Może nie tak koszmarny, jak ten z plebanii w Wojsławicach, ale jednak.

 






Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia

Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
Informacje opublikowane przez INTERNAUTÓW nie podlegają cenzurze. Właściciele i redakcja Roztocze Online (www.roztocze.net) nie odpowiadają za treść zamieszczonych materiałów, tekstów i komentarzy! Jeżeli zawartość nie jest sygnowana "Roztocze.net" lub "Roztocze Online" to głowna treść tej strony jest kopią znalezioną w sieci internet.
Kopie stron internetowych zamieszczane w serwisie roztocze.net są dokonywane za zgodą autorów lub właścicieli, serwis roztocze.net nie jest w żaden sposób związany z autorami takich strony i nie odpowiada za ich treść.
Komentarze [do góry]
dodaj komentarz
[Kontakt] [Reklama] [© Roztocze Online - P.Rogalski & R.Moteka]