|
Chorąży Dariusz Zwolak i st. szeregowy Mateusz Reder, żołnierze z 2 Pułku Rozpoznawczego w Hrubieszowie zostali ranni. Walczyli w Afganistanie. Wpadli w pułapkę zastawioną przez talibów. Wśród żołnierzy polskich w patrolu było jeszcze trzech wojaków z Hrubieszowa. Jeden z nich to st. szeregowy Piotr Wiśniewski. W walkach z talibami zginął kapitan Daniel Ambroziński, swego czasu żołnierz zamojskiego 3 Batalionu Obrony Terytorialnej
Do starcia z talibami doszło 10 sierpnia (poniedziałek). W patrolu było kilkunastu polskich żołnierzy, 5 z nich służyło wcześniej w jednostce w Hrubieszowie. Ok. godz. 5 czasu polskiego wpadli w pułapkę, dostali się pod ostry ostrzał talibów. Kapitana Daniela Ambrozińskiego ugodziła kula, padł. Ranny został również chorąży Dariusz Zwolak. Ale nie zrezygnował z walki. Przejął dowodzenie.
- Zdecydował o ewakuacji kapitana Ambrozińskiego do
miejsca, które umożliwiało reanimację. Wezwał także ratownika medycznego. Po
podjętej próbie reanimacji stwierdził, że oficer nie żyje - tak o zdarzeniu
mówił Dowódca Operacyjny Sił Zbrojnych gen. Bronisław Kwiatkowski.
Nadleciały śmigłowce medyczne, ewakuowano pozostałych
rannych. Chorąży Dariusz Zwolak dał rozkaz przeniesienia ciała kpt.
Ambrozińskiego. Ukryto je. Chorąży Zwolak wrócił do swoich żołnierzy. W końcu
nadeszła pomoc (Siły Szybkiego Reagowania). Można było się bezpiecznie wycofać.
Zwolak postanowił wtedy wrócić po Ambrozińskiego. Poszło z nim czterech
żołnierzy. Na miejscu okazało się, że podmieniono zwłoki. Wokół były zawleczki
granatów, talibowie mieli nadzieję, że wracający po polskiego żołnierza wpadną w
pułapkę.
Żołnierze wrócili do śmigłowca. Martwego Ambrozińskiego znaleziono dopiero następnego dnia.
W ubiegłym tygodniu, w sobotę, w dniu Święta Wojska Polskiego wizytę naszym żołnierzom w Afganistanie złożył premier Donald Tusk. Gratulował odwagi.
- Ojczyzna jest z Was dumna - powiedział.
Przy okazji dowiedział się, czego brakuje naszym wojakom. Są to przede wszystkim: śmigłowce, wozy opancerzone, granatniki i karabiny. O tym powiedział premierowi major Artur Sarzyński, dowódca grupy rozpoznawczej w Afganistanie.
Tylko do armii!
Starszy szeregowy Piotr Wiśniewski (24 l.) z Zamłynia w gminie Tyszowce.
- Syn zawsze chciał zostać zawodowym wojskowym. Mówił, że takie jest jego powołanie - opowiada Marianna Wiśniewska, mama Piotra. Tłumaczyła, przekonywała, że
nie ma powodu, aby tam wyjeżdżać. Piotr jest kawalerem, więc na pewno do udziału
w misji nie zmuszała go sytuacja finansowa. Nie chciał nawet słuchać.
Dlatego nikt w rodzinie, ani żaden ze znajomych nie byli
zdziwieni, gdy po ukończeniu Liceum Ogólnokształcącego w Tyszowcach Piotr z
radością rozpoczął służbę wojskową. A gdy już pojawiła się szansa wyjazdu do
Afganistanu, było oczywiste, że będzie chciał tam pojechać.
Jeszcze w dniu, w którym polscy żołnierze wpadli w
zasadzkę, pani Marianna rozmawiała z synem. Jak to Piotr, zapewniał, że u niego
wszystko w porządku. Tymczasem rodzice byli przerażeni. Bo właśnie usłyszeli o
tym, co stało się w Afganistanie.
Gdy Piotr
zapewnił, że u niego nic nadzwyczajnego się nie stało, rodzice się uspokoili.
Tyle tylko, że Piotr jakby od niechcenia dorzucił, że też był w tym patrolu.
Marianna Wiśniewska: - Co zrobić, taki już jest. Zawsze powtarza, że z każdej, nawet najgorszej sytuacji znajdzie się jakieś wyjście. Nigdy się nie załamuje. Ale to dobrze.
Również z gminy Tyszowce, z Przewala pochodzi Mateusz Reder (22 l.). Ma trzy rany postrzałowe (środkowy palec lewej ręki, prawe ramię, biodro). Przebywa w szpitalu, w bazie Ramstein w Niemczech. W ub. tygodniu wojskowi zawieźli tam brata pana Mateusza - Tomasza oraz ich mamę, Henrykę.
- Syn wraca do zdrowia - cieszy się pani Henryka.
To nie jest pewne, ale raczej nie wyjedzie już do Afganistanu. Obrażenia są poważne.
Mateusz Reder, podobnie jak Piotr Wiśniewski, skończył LO w Tyszowcach. Później służył w jednostkach wojskowych w Koszalinie, Gołdapi.
Takie mamy wojsko!
Zwolakowie mieszkają w miejscowości Górka, w gminie Mircze. W poniedziałek, 10 sierpnia, Ryszard Zwolak od sąsiadów dowiedział się, że będzie miał wizytę wojskowych. Już wiedział o starciu polskich żołnierzy z talibami. Niepokoił się o syna. Jednak zanim wojskowi z Hrubieszowa przyjechali do jego domu, aby opowiedzieć o zajściu, już wiedział, co się stało. Wiedział, że syn jest ranny, ale jego
życiu (kula trafiła Zwolaka w tułów, między sercem a barkiem, szczęśliwie
przeszła na wylot; postrzał nie wyrządził poważniejszych uszkodzeń ciała) nie
zagraża niebezpieczeństwo. Następnego dnia do Ryszarda Zwolaka zadzwonił
minister obrony narodowej Bogdan Klich. Gratulował. Było czego. Gdy w końcu MON
już ujawnił choć część informacji na temat starcia z talibami, cała Polska
mówiła o odwadze i poświęceniu chorążego Dariusza Zwolaka.
Pan Ryszard jest dumny z syna. Ale zaznacza też, że Darek
to przecież żołnierz. Przypomina, że każdy może zginąć, każdy może odnieść
jakieś obrażenia. Nie tylko w Afganistanie, Iraku czy w Kosowie. Nieszczęście
może człowieka spotkać wszędzie. Nie wiadomo, co komu pisane.
Ryszard Zwolak: - Syn został ranny w czasie walki. I co w tym dziwnego? Nic. Żołnierz to żołnierz, ryzykuje życiem. Głupio by to wyglądało, gdyby został ranny, dajmy na to przy obieraniu kartofli.
Gdyby to od niego zależało, syn już teraz byłby w Polsce i na pewno nie wyjeżdżałby na żadne misje.
- Ale co zrobić, to dorosły człowiek. Jeszcze w szkole średniej postanowił, że będzie żołnierzem. I zrobił jak chciał - wspomina Ryszard Zwolak.
Dariusz Zwolak (31 l.) ukończył technikum mechaniczne w Hrubieszowie. Później był w jednostce desantowo-szturmowej w Krakowie, następnie w szkole podchorążych w Poznaniu. W końcu trafił do Hrubieszowa. Dariusz Zwolak to chłopak niepozorny, skromny. Kto go nie zna, nie miałby pojęcia, że to najprawdziwszy komandos. I, co udowodnił w Afganistanie, piekielnie opanowany, nie traci zimnej krwi, odważny.
Major Jerzy Baj, oficer prasowy hrubieszowskiej jednostki: - Teraz już każdy wie, jakich mamy żołnierzy. Świetnie wyszkolonych, odważnych, nasi ludzie nie boją się walki.
Jeden za wszystkich,
wszyscy za jednego
Chorąży Zwolak chce zostać w Afganistanie, ani myśli wracać do Polski. I pewnie znowu dopnie swego. Już wie, jak media relacjonują to, co się wydarzyło. Wolałby, aby nie pisano o nim jak o bohaterze. Twierdzi, że po prostu zrobił to, co do niego należało.
Po zdarzeniu w Afganistanie wszyscy chcieli dowiedzieć się więcej o żołnierzu z jednostki w Hrubieszowie. Szukali w portalu nasza-klasa.pl. I znaleźli. Rodzina, znajomi życzą jak najszybszego powrotu do zdrowia. Do Dariusza Zwolaka pisze cała Polska.
To tylko niektóre wpisy.
„- Dzięki Tobie jesteśmy dumni że jesteśmy Polakami.
- Dla nas jest Pan BOHATEREM.
- Zawsze wiedziałem, że z ciebie twardy gość! Jestem pełen podziwu i szacunku!
- Wracaj do zdrowia! Wielki Szacunek i podziw Panie Darku :)!! Mało kto by się odważył ratować kolegę narażając swoje życie... Zachował się Pan wzorowo!
- Panie Darku usłyszałem o Panu w telewizji i postanowiłem od razu odszukać Pana na „naszej” ponieważ chcę Panu powiedzieć, że nie na co dzień spotyka się takich ludzi jak PAN. Ja sam miałem szwagra w Afganistanie, może Go Pan odnaleźć wśród moich znajomych. Co prawda latał na śmigłowcach w tzw. „Gazowni” ale też były sytuacje ciężkie na szczęście wrócił do nas. Tego samego życzę Panu i Pańskiej rodzinie. Pozdrawiam Pana serdecznie i życzę szybkiego powrotu do zdrowia. Szacun!!!!!
- Wzór żołnierza Wojska Polskiego - Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.
- Gratuluję Odwagi! Wiedziałeś że mogłeś zginąć lecz uratowałeś przyjaciela, w przyszłości zamierzam iść do Wojska i mam nadzieję, że nie zawaham się ani na chwilę narazić życia dla kolegi, tak jak Pan!
- Szybkiego leczenia ran. Pozdrowienia z Kosowa. Trzymaj się!
- Panie Darku,
życzę szybkiego powrotu do zdrowia. Bardzo mi przykro z powodu śmierci kolegi.
Pomścijcie Go. Je...ć talibów! Gratuluję niepospolitej odwagi”.
Odezwała się też Polonia: „- Darek, urodziłem się w Hrubieszowie w 1945 roku, teraz mieszkam w Kanadzie, skąd ślę Tobie serdeczne pozdrowienia i życzenia powrotu do zdrowia, ale przede wszystkim chcę wyrazić Ci podziw, szacunek dla Twojej postawy. To, co uczyniłeś w Afganistanie świadczy o tym, że szanujesz swoje życiowe powołanie. Jestem dumny, że pochodzę z tego samego miasta co Ty. Pozdrawiam, Zbigniew Turkiewicz”.
Ale są też wpisy, które najlepiej wyjaśniają to, dlaczego
chorąży Dariusz Zwolak zachował się właśnie tak, a nie inaczej.
Jedna z osób, które odwiedziły profil Dariusza Zwolaka na
„naszej - klasie” przypomniała tekst, którego nikt, kto był w armii nie powinien
zapomnieć: „Ja, żołnierz Wojska Polskiego, przysięgam służyć wiernie
Rzeczypospolitej Polskiej, bronić jej niepodległości i granic. Stać na straży
Konstytucji, strzec honoru żołnierza polskiego, sztandaru wojskowego bronić. Za
sprawę mojej Ojczyzny w potrzebie, krwi własnej ani życia nie szczędzić. Tak mi
dopomóż Bóg”.
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|