|
Piją, palą, jedzą hamburgery, umierają. O tym, jak żyją w Australii
Aborygeni opowiadał Mateusz Marczewski, pisarz, reporter
Publikował m.in. w „Polityce”, „Gazecie Wyborczej”, „Tygodniku Powszechnym”. W ubiegłym tygodniu postanowił osobiście podzielić się swoimi wrażeniami z zamojskimi czytelnikami. Swoistą podróż po australijskich stepach odbyła publiczność zgromadzona w siedzibie stowarzyszenia Civitas Christiana, podczas spotkania z Marczewskim. Pisarz z Poznania jest w trakcie literackiego tournée po Polsce. Promuje najnowszą książkę pt. „Niewidzialni”. Dzieło jest owocem podróży do Australii i opisuje tragiczne losy rdzennych mieszkańców tego kontynentu - Aborygenów.
Marczewski przyznał, że podjął decyzję o wyjeździe do Australii pod wpływem impulsu.
- Zaczęło się od
fascynacji aborygeńskim instrumentem muzycznym didgeridoo - wyjaśniał.
Didgeridoo to w znacznej mierze efekt pracy... korników,
które drążą tunel w pniu eukaliptusa. Aborygeni chodząc po lasach, opukując
drzewo sprawdzają, czy jest już wystarczająco wyżłobione. Jeśli tak - ścinają i
odpowiednio obrabiają drewno. W tak prosty sposób powstaje właśnie didgeridoo.
Ale nie każdy potrafi wydobyć z niego charakterystyczny, wibrujący dźwięk.
Właśnie rzecz w tym, aby umiejętnie wdmuchiwać powietrze. Marczewski dopiero po
wielu próbach zrozumiał jedno - nigdy nie będzie grał tak dobrze jak Aborygeni.
Na tej podstawie wywnioskował, iż natura musiała wyposażyć Aborygenów w jakieś wyjątkowe cechy, których biali ludzie są pozbawieni.
Marczewski pisząc „Niewidzialnych”, nie
sugerował się informacjami zawartymi w australijskich mediach. Widział zgliszcza
aborygeńskich wiosek, przestudiował historię konfliktu rasowego w Australii.
- Aborygeni w zamian za utracone ziemie, otrzymują
niewielką, cotygodniową zapomogę od rządu. Pieniądze w całości przeznaczają na
niezdrowe jedzenie z hipermarketów, alkohol, papierosy i inne używki. Przez to
przeciętny mieszkaniec aborygeńskiej osady umiera w wieku 40 lat - mówił
Marczewski.
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|