newsroom    
Startuj Ulubione Kontakt
Region - Gospodarka i polityka - Kultura i rozrywka - Życie społeczne - Sport - Edukacja - Komunikaty ROL
 
 Szukaj:
Google   
  , imieniny: Grzegorza, Justyny, Józefiny strona główna/newsroom  
 O artykule
Autor: Kronika Tygodnia - Adam Jaworski
Data: 2.06.2009, 10:01
Zmiany: 2.06.2009, 10:01
Czytane: 300x
Komentarzy: 0 [sprawdź]

  
Archiwum: 632   Archiwum>>
Co się dzieje na Forum?
Zapisz się!
Elektroniczy biuletyn ROL
co tydzień w twojej poczcie email.
Solidarność wybraliśmy  
- Niechaj to młode dziecię narodzone w noc sylwestrową po 365 dniach swego żywota nie okaże się wampirkiem, który całą krew z nas wyssie - pisał jeden z zamojskich publicystów. Tekst był noworoczny, a troska, jak się później okazało, bardzo uzasadniona. W czerwcu 1989 roku odbyły się wybory do sejmu i senatu.

Minister pełnomocny, konsul generalny ZSRR Piotr Sardaczuk na łamach lokalnej prasy zapowiadał: „Zmierzamy do normalności”. Cokolwiek by to miało znaczyć (nikt na dobrą sprawę nie wiedział, czym skończy się „Pieriestrojka”), nie wróżyło niczego dobrego. I rzeczywiście, wyszło gorzej, niż niejeden mógł sobie wyobrazić.
Istotnie, w 1989 roku i Polska przeżyła wstrząs, ten z gatunku cięższych. A wszystko dlatego, że w Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej nie działo się dobrze. To z kolei dlatego, że i w kraju było niespokojnie. Strajki, żądania płacowe, solidarnościowa hydra rosła w siłę.
- Coraz trudniej pisać o partii - ubolewał publicysta. I wspominał czasy, kiedy można było, nawet bez uczestnictwa w partyjnych naradach, napisać o nich tekst. Komitet Wojewódzki PZPR przesyłał wcześniej ustalony scenariusz. Tymczasem w roku 1989 PZPR zaczynała majaczyć o pluralizmie, a więc o zmianach. Nie chodziło o pluralizm robotniczo-chłopski. Po obradach Okrągłego Stołu było jasne, że trzeba też dać głos opozycji. Choćby tylko po to, aby później można było obciążyć ją odpowiedzialnością.
Bo okazało się np., że „zerwano z obowiązującą praktycznie dotąd tezą, że państwo zapewnić ma każdemu mieszkanie”.
- Była to teza błędna - ujawnił Marian Mikołaj Wysocki, I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Zamościu.

Tak upadł kolejny mit. Zanosiło się na kolejne niespodzianki. Tym razem dla partii przykre. Choć towarzysze zakładali, że finał będzie dla nich pomyślny.
W kwietniu 1989 roku już było wiadomo, że 4 czerwca naród pójdzie do urn. I wybierze, trochę inaczej niż dotychczas.

Paraliż członków
- Zwolennicy opozycji w walce wyborczej często opierają się na taktyce krytykowania, a niekiedy wręcz negowania powojennego dorobku, wbrew oczywistym faktom - odnotowano w lokalnej prasie.
Co gorsza, opozycyjni kandydaci do Sejmu i Senatu „wykorzystywali w kościołach ambony do uprawiania propagandy wyborczej”.
Tymczasem, co zauważała gazeta, ci na których należałoby w tych ciężkich czasach liczyć, nie wykazywali większego zaangażowania, jakby nie byli zainteresowani utrzymaniem dotychczasowego porządku.
- Obserwuje się pewnego rodzaju paraliż członków partii w obliczu niespotykanej dotychczas walki politycznej, jaka toczy się obecnie w trakcie kampanii wyborczej - nie krył zdumienia żurnalista.
Powód do niepokoju był. Już 1 Maja „główny akcent położony został na imprezy kulturalno-rozrywkowe i rekreacyjne”. Święto Ludzi Pracy było więc bez politycznego sznytu, co powinno dać do myślenia. A do działania, zdecydowanego, powinno pobudzić to, że rozzuchwaliła się opozycja. Nic dziwnego, że naród miał już mętlik w głowie i postępował zupełnie niepolitycznie.

Otóż zdarzyło się w Hrubieszowie, że pewien taksówkarz twierdził, iż wypatrzył funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej, którzy zrywali plakaty wyborcze „Solidarności”. Mówił o tym bez strachu, bez skrępowania. Mało tego, doniósł komu nie trzeba, a mianowicie opozycji. Bo komu by innemu? Inaczej niż poprzez ludzi programowo niechętnych ustrojowi, ta informacja nie miałaby szans przedostać się do mediów. Niepatriotycznych, ma się rozumieć. O tym, że milicjanci zrywali plakaty, poinformowało Radio Wolna Europa.
Dziennikarz postanowił dać odpór tym plugawym doniesieniom. Stanął na wysokości zadania. Pisał tak: - Jeśli o czymś komunikuje „Wolna Europa”, to z zamkniętymi oczami można to przyjąć jako balon mocno nadmuchany.

I dodał: - Ale opozycyjny propagandzista nie miał wątpliwości (choć zdarzenie samo w sobie powinno budzić wątpliwości, kto to bowiem widział, żeby milicjant zachowywał się jak chuligan - przyp. red.) i uznał za stosowne o incydencie powiadomić tę część ziemskiego globu, która nasłuchuje głosu „Wolnej Europy”.
Tymczasem zdarzenie wyglądało zupełnie inaczej. Po pierwsze, milicjant zauważył, że plakat nie trzyma się słupa, jak powinien, i chciał go dokładnie przykleić. Po drugie - taksówkarz miał powody, aby z niechęcią wyrażać się o milicjantach (członkowie jego rodziny wchodzili w konflikt z prawem). Po trzecie - przypadkowy mieszkaniec Hrubieszowa, który wtedy przechodził ulicą, nie potwierdził wersji przedstawionej przez taksówkarza. Po czwarte - powyższe ustalenia pochodzą z milicyjnego dochodzenia, to znaczy ze źródła pewnego, jak śmierć i podatki. Po piąte: z milicyjnego dochodzenia w gazecie zdał relację upoważniony do tego funkcjonariusz.
Nie przeszkadzało to, co również odnotowała prasa, kandydatowi opozycji Januszowi Woźnicy (w 1989 roku został senatorem) mówić o karygodnym zachowaniu milicjantów na wiecach, a publikacje wyjaśniające okoliczności - wyśmiewać.

Rym do hetmana
Wobec tego, że opozycja toczyła wyborczy bój „nie zawsze z taktem i umiarem” media (powolne partii) pokazywały, że w PZPR jest element zróżnicowany. Kandydat Marek Tęcza wprost mówił, że „liczy na niepokornych”, oczywiście nie chodziło o ekstremistów. Prawdziwie wywrotowe treści przekazywał wspomniany wcześniej Marian Mikołaj Wysocki, I sekretarz KW PZPR. To choćby podczas rozmowy z Mieczysławem F. Rakowskim, premierem, który niespodziewanie odwiedził Zamojszczyznę. Rozmowę z premierem miał przeprowadzić dziennikarz, ale zasadniczo premiera wypytywał Marian Wysocki. A czasami też wytykał błędy, głównie dotyczyły one złej polityki rolnej, na którą rolnicy z Zamojszczyzny zareagowali strajkiem.
Partia atakowała hasłami w rodzaju: „My słowa dotrzymamy”, „Z nami pewniej”. Brzmiały jak kpina.

Ale były też lokalne. Równie dobre. Nie do końca wiadomo, które z nich rzeczywiście funkcjonowały, a które były tworzone na potrzeby przedwyborczych publikacji w prasie. „Rym do hetmana” - tak zatytułowano wywiad z Marianem Mikołajem Wysockim. Na zakończenie pasjonującej rozmowy dziennikarz wyznał: - Widziałem w Zamościu ulotkę z hasłem „Sen spokojny dla hetmana, kiedy w Sejmie ma Mariana”.
Wysocki z godnością odpowiadał: - Tak, kandyduję i rym - jeśli to prawda - mi imponuje, bo pana Jana Zamoyskiego, potomka tak zacnego rodu wielce sobie cenię. Moją kandydaturę zgłosili wyborcy, a najmocniej nakłaniali harcerze i strażacy.

Dziennikarz, który przeprowadzał rozmowę, już dzisiaj nie pamięta dokładnie, czy rzeczywiście były ulotki z takim hasłem. I zasadniczo nie bardzo ma ochotę wspominać. Odsyła do archiwum.
Jerzy Zacharow, szef komisji informacyjno-programowej Obywatelskiego Komitetu w woj. zamojskim: - A kto by takie hasło wymyślił? Nie wiem, dlaczego Hetman i ostatni ordynat Jan Zamoyski mieliby się cieszyć, gdyby I sekretarz PZPR został posłem. To jakieś chore.
Nie wszystkich partia hołubiła i nie zawsze stawiała na kandydatów, którzy jak pokazała przyszłość, mieli szanse na zdobycie potrzebnego poparcia. Ryszard Bartosz z Tyszowiec, choć nie miał partyjnej rekomendacji, postawił na swoim. Zebrał 3 tys. podpisów, zgłosił swoją kandydaturę. Partia go w końcu zaakceptowała. Po drugiej turze wyborów, 18 czerwca, Bartosz został posłem.

PS. Korzystałem z publikacji zamieszczonych w „Tygodniku Zamojskim” i „Sztandarze Ludu”.




Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia

Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
Informacje opublikowane przez INTERNAUTÓW nie podlegają cenzurze. Właściciele i redakcja Roztocze Online (www.roztocze.net) nie odpowiadają za treść zamieszczonych materiałów, tekstów i komentarzy! Jeżeli zawartość nie jest sygnowana "Roztocze.net" lub "Roztocze Online" to głowna treść tej strony jest kopią znalezioną w sieci internet.
Kopie stron internetowych zamieszczane w serwisie roztocze.net są dokonywane za zgodą autorów lub właścicieli, serwis roztocze.net nie jest w żaden sposób związany z autorami takich strony i nie odpowiada za ich treść.
Komentarze [do góry]
dodaj komentarz
[Kontakt] [Reklama] [© Roztocze Online - P.Rogalski & R.Moteka]