|
To były pierwsze wspólne Juwenalia, przygotowane przez cztery wyższe
uczelnie w Zamościu. Poza tym zmieniło się niewiele. Tradycyjnie: nie dopisała
ani pogoda, ani studenci
W poprzednich latach każda z zamojskich uczelni organizowała Juwenalia na własną rękę. Tym razem zawarły porozumienie. Podpisali je przedstawiciele Wyższej Szkoły Zarządzania i Administracji (WSZiA), Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej (PWSZ), Wyższej Szkoły Humanistyczno – Ekonomicznej (WSHE) oraz Uniwersytetu Przyrodniczo - Ekonomicznego w Lublinie - Wydziału Nauk Rolniczych w Zamościu (UPE-WNR).
- Doszliśmy do wniosku, że wspólna impreza studentów zamojskich uczelni będzie bardziej uzasadniona ekonomicznie. Poza tym, większe Juwenalia są lepsze niż kilka mniejszych imprez - mówi Małgorzata Smarzewska, rzecznik prasowy tegorocznych Juwenaliów w Zamościu.
Ciuciubabka ze słońcem
Słonecznie było tylko 21 maja, w pierwszy dzień studenckiego święta. Ale tego dnia wszystkie imprezy odbywały się w gmachach uczelni. W Collegium Novum WSHE z wykładem „O przyszłości Unii Europejskiej” wystąpiła kandydatka PO w zbliżających się wyborach do europarlamentu, prof. Lena Kolarska-Bobińska. W WSZiA odbyła się międzyuczelniana sesja studenckich kół naukowych. Wieczorem studenci bawili się na dyskotece w Klubie „Broadway”.
22 maja, drugi dzień Juwenaliów rozpoczął się imprezami
sportowymi. W międzyuczelnianym turnieju piłki siatkowej pań zwyciężyły
siatkarki z PWSZ, przed drużyną z WSZiA i UPE-WNR. Wśród panów zwyciężył zespoł
UPE-WNR, przed siatkarzami z WSZiA i PWSZ. W turnieju piłki nożnej najlepiej
wypadli piłkarze z PWSZ, drugie miejsce zdobyli zawodnicy z WSZiA, trzecie z UP,
a czwarte z WSHE.
Drugiego dnia Juwenaliów słonce od rana rzadko przedzierało się przez chmury. Pierwsza mżawka zaczęła padać, gdy kilkudziesięcioosobowy korowód studentów maszerował w kierunku zamojskiego Ratusza. Studenci szli do prezydenta po klucze do bram miasta.
- Początkowo mieliśmy je otrzymać na Rynku Wielkim, ale zdecydowaliśmy, że zaprosimy władze Zamościa do studenckiego miasteczka przy Parku Miejskim - opowiada Justyna Kuropatwa, szefowa studenckiego samorządu w WSZiA w Zamościu.
Majowy kapuśniaczek przestał padać, gdy pochód z wiceprezydentem Zamościa Tomaszem Kossowskim ruszył sprzed Ratusza w kierunku Plantów.
Władza w ręce studentów - To raczej tylko nieśmiała próba juwenalijnego
korowodu – mówi jedna z uczestniczek orszaku. - Jeżeli w przyszłości nadal
będziemy wspólnie organizowali studenckie święto, zechcemy przygotować kolorowy
pochód przebierańców. Chcielibyśmy zrobić wielki show dla mieszkańców Zamościa.
Żeby mogli zobaczyć, jak potrafią się bawić studenci.
Na scenie obok miejskiego parku symboliczny klucz do bram Zamościa wiceprezydent Kossowski przekazał pod opiekę przebranej w mundur policjantki studentce WSHE. Po objęciu władzy w mieście, studenci rozpoczęli muzyczno-rekreacyjny piknik. Każda z uczelni przygotowała prawie godzinną prezentację. Wystąpiły zespoły muzyczne: country „Winchester 2005”, nawiązujące do muzyki reggae „Comeyah” i „Reggaeneracja”, taneczny „Meffis” oraz hiphopowe duety: „Plan miasta” i „Rap Opsesja”. Były także pokazy walk karate i taekwondo oraz występy grup tanecznych. Scenicznym popisom przyglądało się kilkudziesięciu widzów. Kilka razy więcej osób biesiadowało pod parasolkami w piwnym ogródku sponsora tegorocznych Juwenaliów. Na pierwszy rzut oka było widać, że studenci nie dopisali.
Żaków
jak na lekarstwo
- Faktycznie, w tegorocznych Juwenaliach uczestniczyło niewielu studentów. Może nieco więcej niż stu. Byli głównie na początku imprezy. Potem niektórzy musieli wrócić na uczelnię, po zaliczenia, albo do innych obowiązków. Poza tym nasi studenci, to głównie osoby dojeżdżające spoza Zamościa. Zwykle zaraz po zajęciach na uczelni wracają do domu – tłumaczy przedstawicielka studenckiego samorządu z jednej z uczelni.
- Zamość nie jest miastem z wieloletnimi tradycjami akademickimi. Pewnie dlatego Juwenalia wychodzą tu słabo. Zamojscy studenci nie potrafią się bawić. Robią to raczej z przyzwyczajenia lub przymusu, a nie z własnej potrzeby. Nie ma co porównywać studenckich imprez w Zamościu do juwenaliów w Lublinie czy Krakowie. To zupełnie inna kategoria. I wcale nie chodzi o to, że przyczyną niskiej frekwencji jest kiepska pogoda – uważa 34-letni Tomasz, mieszkaniec podzamojskiej wsi, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.
Gorąca była tylko muzyka
Aura wybitnie nie sprzyjała studenckiemu świętu. Deszcz i zachmurzone niebo najpewniej skutecznie odstraszyły zamościan, którzy wybierali się na koncerty. Podczas występu Eweliny Zając deszcz lunął jak z cebra. Przed sceną pozostało zaledwie kilka osób. Inne uciekły pod parasole do piwnego ogródka. Tłoczyło się tam kilkaset osób. Tuż przed występem lubelskich „Teksasów” niebo się przejaśniło. Nie na długo. W okamgnieniu z północnego-zachodu nadciągnęła wielka, granatowa chmura. Publiczność z niepokojem patrzyła w niebo. Za chwilę znowu lunęło. W tym samym czasie ze sceny popłynęły dźwięki ostrego, energetycznego teksańskiego bluesa. Lubelskie „Teksasy” zagrały dla tych najbardziej wytrzymałych. Kilku widzów kołysało się w rytm muzyki, w strugach rzęsistego deszczu. Reszta ponownie uciekła pod parasolki. Wrócili przed scenę, gdy przestało padać. Po „Teksasach” wystąpiła grupa „Circo del Fuego”. Orientalne tańce połączone z ekwilibrystyką płonącymi pochodniami zgromadziły przed sceną kilkaset osób. Na wielu widzach pokaz zrobił spore wrażenie. Niektórzy z nich przyznali, że na Juwenalia przyszli po to, aby na żywo zobaczyć koncert “Voo Voo”.
- Wojciech Waglewski i jego koledzy byli - jak zwykle - w mistrzowskiej formie. Przed dwoma laty widziałem ich koncert podczas przygranicznej imprezy w Dołhobyczowie. Wtedy też zagrali znakomicie. Tyle, że tam oklaskiwało ich wiele tysięcy widzów, a tutaj garstka – ocenia 23-letni Łukasz z Zamościa.
Spokojnie, bez ekscesów
- Gdyby pogoda dopisała, na koncert na pewno przyszłoby więcej zamościan. Przez ten deszcz zostali w domu, a ci mniej wytrwali uczestnicy Juwenaliów przenieśli się do lokali na Starówce – mówi 22-letnia Aneta.
Po pokazie sztucznych ogni zamojskie błonia opustoszały zupełnie. Część uczestników Juwenaliów poszła do Klubu „10”, gdzie rozpoczęła się studencka dyskoteka.
Tego wieczora na ulice Zamościa wyjechało więcej policyjnych patroli. - Przy każdej masowej imprezie zwiększamy liczbę
policjantów patrolujących miasto. Taki jest wymóg. Podczas Juwenaliów nie
odnotowaliśmy poważniejszych przypadków zakłócenia porządku niż zwykle. Było
kilka interwencji dotyczących zbyt głośnej muzyki. Można więc powiedzieć, że
zamojscy studenci świętowali bardzo spokojnie – stwierdziła Joanna Kopeć,
rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Zamościu.
R E K L A M A
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|