R E K L A M A
newsroom    
Startuj Ulubione Kontakt
Region - Gospodarka i polityka - Kultura i rozrywka - Życie społeczne - Sport - Edukacja - Komunikaty ROL
R E K L A M A
 Szukaj:
Google   
  , imieniny: Reginy, Marka, Melchiora strona główna/newsroom  
 O artykule
Autor: Roztocze Online - Sebastian Greszta
Data: 5.01.2009, 3:00
Zmiany: 5.01.2009, 3:00
Czytane: 1011x
Komentarzy: 0 [sprawdź]
  
Archiwum: 17   Archiwum>>
Co się dzieje na Forum?
Zapisz się!
Elektroniczy biuletyn ROL
co tydzień w twojej poczcie email.
Kolumbia-Ekwador  


To były wyjątkowe święta! Takie których się nigdy nie zapomni! W Boże Narodzenie po mszy u O. Pallotynów wróciłem do hostelu. Sprawdziłem pocztę i okazało się, że dostałem e-maila od dwóch motocyklistów z Meksyku, są też w Bogocie i chcą się spotkać. Miałem adres ich Hotelu, więc postanowiłem ich odwiedzić.

Jeszcze dobrze nie odszedłem od mojego hostelu, a jakiś obdartus mnie zaczepia, chcę go ominąć ale on łapie mnie za rękaw i domaga się pieniędzy, strasząc mnie kawałkiem szkła. No jeszcze tego mi było potrzeba, a tak się pilnowałem, łańcuszek wiszący z boku mej kieszeni zdradził, że mam przy sobie portfel. Pierwsza myśl to taka, że ogromnie się go brzydziłem, był po prostu odrażający, śmierdzący i brudny. Uspakajającym tonem, mówię ze "si si no problema" i udaje, że szukam pieniędzy po kieszeniach, a potem mu podcinam nogi i leży koleś jak kłoda na ulicy. Miałem mu jeszcze pociągnąć z buta, tak aby sobie zapamiętał, ale sierota leżała na ulicy i z błagalnym wzrokiem patrzyła na mnie, aj szkoda łajzy, i zdecydowanym krokiem odszedłem. Co by nie mówić , Bogota to nie ciekawe miasto, a poszukiwania hotelu znajomych z Meksyku nie powiodły się, okazało się że zły adres mi podali.


Na drugi dzień, pojechałem odebrać motocykl z magazynu cargo. Po 3 godzinach, papierkowej roboty, a głównie to czekania, że łaskawie ktoś mnie obsłuży, odebrałem motocykl.

Kierunek Ekwador, ale najpierw muszę zatankować. Na oparach paliwa szukam stacji paliw, jak na złość nic po drodze nie ma. I oczywiście zabrakło mi paliwa. Na poboczu zatłoczonej trasy stoję i obmyślam plan działania. Zatrzymałem przejeżdżająca taksówkę, poprosiłem kierowcę o przywiezienie mi paliwa ze stacji, zaznaczyłem, że z bliskiej, dałem pesos i bańkę plastikową którą na szczęście woziłem z sobą. Obawiałem się trochę, że taksówkarz zwieje z kasą, ale po paru minutach był z powrotem z paliwem. Okazało się, że do stacji zabrakło mi ok 500m, ach pech!...

Z Bogoty kierowałem się na zachód Kolumbii w kierunku miasta Cali. Po kilkunastu kilometrach z zatłoczonych miejskich ulic wjechałem w góry. Droga wiła się serpentynami. W ogromnym tłoku ciężarówek i samochodów, jechałem żółwim tempem. Trasa przepiękna, droga w bardzo dobrym stanie, ale tłok niemiłosierny. Jadąc mijam strome zbocza porośnięte plantacjami kawy. Droga kręta i niebezpieczna, a głownie za sprawą kierowców. Przechodzi ludzkie pojęcie jak oni tu jeżdżą. Kierowcy tirów, wyprzedzają przed i na zakrętach serpentyn. Nawet nie zwalniają, na trzeciego, byle by pierwszy. Czasami manewr się nie udawał i na styk ogromne tiry wchodziły w zakręt.

Jadę średnio na wysokości 1500m npm , czasami jednak i wyżej. Im wyżej tym częściej w chmurach. To najgorsze odcinki, w bliskości chmur kropi deszcz, jest mgła i jest potwornie ślisko.

Nie wiem o co chodzi, ale na zakrętach (serpentynach), stoją ludzie i jakby kierują ruchem. Ostrzegają (machając szmatami) czy coś się z naprzeciwka zbliża, czy też można ściąć zakręt. Czy oni robią to bezinteresownie? Czy coś na tym zarabiają? Okazuje się, że na tych górskich trasach rewelacyjnym transportem jest rower. Oczywiście jazda pod górę nie wchodzi w grę, ale bez problemu można się chwycić wolno jadącego tira i spokojnie wjechać.

Zatrzymałem się na stacji by zatankować. Kobieta leje mi paliwo do zbiornika, coś mi tu nie gra, to paliwo śmierdzi ropą, patrze na cenę na dystrybutorze i na wielki cennik przy drodze, diesel ma ta samą cenę. Stop! To Diesel? Pytam, no tak - odpowiada. No kurcze , napisali na dystrybutorach jakiś skrót oznaczający ropę..... Na szczęście nie całe dwa galony ropy zdążyła mi zatankować. Zamieszanie na stacji, zaraz parę gapiów się zebrało, jeden nawet ze strzelbą, podobno ochrona. Paliwo zlałem do plastikowych butelek i dałem jakiemuś chłopakowi, bardzo się ucieszył. Ponownie zatankowałem, tym razem już dobrą benzynką.

Droga monotonna, po obu stronach ciągnęły się uprawy trzciny cukrowej, Ogromnie gorąco i parno, zapowiada się niezła ulewa. Może ucieknę przed nią.....? Nie udało się, zdążyła mnie dobrze zmoczyć. Musze przeczekać, staję pod przydrożną wiatą, gdzie robią ciekawy napój. Z trzciny cukrowej, świeżo wyciskany sok. Choć nie do końca w czystych warunkach, ale bardzo smaczny.


Kolejny dzień w Kolumbii, ale mam nadzieję że ostatni, choć kraj jest bardzo piękny, to na drogach nie ma ciekawego klimatu, a szczególnie dzisiaj. Okazuje się że jest święto wody, taki nasz Śmigus Dyngus. Wszyscy leją się wodą, niektórzy rzucają woreczkami - mam nadzieję, że to woda. Dostałem parę razy, jednym w kask, dobrze że miałem gogle, a innym w ramię. Raz potraktowano mnie z wodą z wiadra, aż mnie zarzuciło. Nie tylko ja byłem mokry, policjant który mnie kontrolował, też był przemoczony, a w jednym miasteczku na skrzyżowaniu dróg, doszło do regularnej bijatyki, musiała interweniować policja.


Jestem na granicy z Ekwadorem. Czekam w kolejce do odprawy już 3 godziny, a zapowiada się, że drugie tyle poczekam. Wygląda na to, że wszyscy wracają ze po świętach do domu.


No i po 8 godzinach czekania, zostałem odprawiony. W nocy, prawie na kapciu (zeszło mi powietrze z opony jak czekałem w kolejce) dojechałem do pobliskiego miasteczka. Na szczęście udało mi się szybko znaleźć tani nocleg. Hotel jak większość innych, w pokoju hałas jak byś na ulicy spał. Rano naprawiłem koło i pojechałem w stronę miasta Otavalo, gdzie jest słynny na cały Ekwador bazar.

Miasteczko naprawdę śliczne, bardzo zadbane, podszykowane jak pod turystów, choć tych turystów to wcale nie widać. Bazar uroczy, głównie to chińszczyzna, ale najciekawsze dla mnie to stragany z owocami i warzywami. Co egzotyczne to spróbowałem. Zrobiłem zakupy- krewetki, warzywa, owoce, pieczywo. Dzisiaj śpię pod namiotem i robie sobie ucztę.


Trasa mijała mi bardzo szybko, planowałem nocleg jeszcze przed Quito , gdzieś na równiku, ale dosłownie wszystko było ogrodzone drutem kolczastym. Dojechałem do Quito, nie miałem zamiaru wjeżdżać do tej ogromnej metropolii, więc ominąłem ją obwodnicą i trasą panamerykańską pojechałem dalej na południe. Quito leży na wysokości 3200 m npm, a zaraz za nim ciągną się góry. Już po ciemku, szukałem czegokolwiek na nocleg . Na wysokości 3500m jest już chłodno, marzył mi się ciepły śpiworek no i gorące jedzonko. I na szczęście coś się znalazło, może nie do końca idealne, ale na nocleg w zupełności wystarczy.


Wyświetl większą mapę


***

Sebastian ma problemy z laptopem który służy mu do zgrywania zdjęć, jak tylko się z nimi upora powrzucamy zdjęcia do tej relacji. red.

***


***

Dziennik z podróży
A czemu nie!?
Nowy York
do Meksyku
do Guadalajary (Meksyk)
Guadalachara-Armeria
Armeria-Acapulco-Oaxaca
Acapulco-Oaxaca-Gwatemala
Gwatemala-Costa Rica
Panama-Bogota
Peru do Machu Picchu
Zaległe filmy i zdjęcia
Machu Picchu
Chile
Szczęśliwy powrót
Fotorelacja z Dakaru



Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
Informacje opublikowane przez INTERNAUTÓW nie podlegają cenzurze. Właściciele i redakcja Roztocze Online (www.roztocze.net) nie odpowiadają za treść zamieszczonych materiałów, tekstów i komentarzy! Jeżeli zawartość nie jest sygnowana "Roztocze.net" lub "Roztocze Online" to głowna treść tej strony jest kopią znalezioną w sieci internet.
Kopie stron internetowych zamieszczane w serwisie roztocze.net są dokonywane za zgodą autorów lub właścicieli, serwis roztocze.net nie jest w żaden sposób związany z autorami takich strony i nie odpowiada za ich treść.
Komentarze [do góry]
dodaj komentarz
[Kontakt] [Reklama] [© Roztocze Online - P.Rogalski & R.Moteka]