|
W Trawnikach na niestrzeżonym przejeździe kolejowym seat wpadł pod rozpędzony pociąg. Maszyna zmiażdżyła auto. Śmierć poniósł 39-letni kierowca, jego młodsza 11-letnia córka i jej koleżanka. Wypadek przeżyła tylko 14-latka
11-letnia Zuzia T., jej o trzy lata starsza siostra Grażyna oraz 11-letnia Martyna S. jechały do Łęcznej na Mistrzostwa Lubelszczyzny Młodzików i Seniorów. Finałowe rozgrywki, w których miały uczestniczyć, zaplanowano w niedzielę (16 listopada). Tuż po godz. 9 w Trawnikach, na niestrzeżonym przejeździe kolejowym czerwony seat, którym kierował Tomasz T. (39 l.), ojciec Zuzi i Grażyny, wpadł pod rozpędzony pociąg relacji Lublin-Chełm.
- Jadąca z prędkością ok. 100 km
na godzinę lokomotywa zmiażdżyła seata, a następnie ciągnęła go po torach przez
blisko 200 metrów – mówi kom. Tomasz Dejer z Komendy Powiatowej Policji w
Świdniku.
W zgniecionym aucie śmierć poniósł kierowca, jego młodsza córka oraz jej koleżanka. Wypadek przeżyła jedynie 14-latka. Z miejsca tragedii nieprzytomną, ciężko ranną dziewczynkę przetransportowano helikopterem do Dziecięcego Szpitala Klinicznego przy ul. Chodźki w Lublinie.
Przejazd, gdzie doszło do tragedii był niestrzeżony, ale oznakowany.
- Przed przejazdem
znajdował się znak stop. Sprawne były urządzenia ostrzegawcze. Działała
sygnalizacja świetlna oraz dźwiękowa – zapewnia Barbara Rejmak, rzecznik prasowy
Zakładu Linii Kolejowych w Lublinie.
Nie wiadomo
dlaczego, kierowca nie zatrzymał się przed przejazdem. Wyjaśni to policyjne
postępowanie. Jedno jest pewne. W miejscu, gdzie doszło do tragedii, widoczność
torowiska ograniczają wysokie nasypy. Może kierowca nie zauważył pędzącego
pociągu, a może zignorował ostrzegawcze napisy. Przed laty, w miejscu tym był
dróżnik, były szlabany. Kolej je zlikwidowała.
Na wieść o tragicznym wypadku z udziałem tenisistek z Zamościa, organizatorzy mistrzowskich rozgrywek w Łęcznej zdecydowali o przerwaniu imprezy. Dziewczynki jechały tam po wygraną. To nie był ich pierwszy start w ogólnopolskich rozgrywkach. Miały na swoim koncie wiele sukcesów. Przywoziły nagrody i wyróżnienia.
- Jesteśmy zdruzgotani. To były takie
mądre, piękne, fantastyczne dziewczyny. Nasze najlepsze zawodniczki. Szok,
tragedia nie do opisania – mówi Janusz Kawałko, szef zamojskiego Klubu
Tenisowego „Return”.
Żałoba zapanowała też w zamojskim „społeczniaku”. To szkoła, do której uczęszczały dziewczynki. Wczoraj rano (poniedziałek, 17 listopada), na budynku Zespołu Szkół Społecznych w Koszarach zawieszono czarne flagi.
- Bardzo to
przeżywamy. To ogromna tragedia. Proszę mnie zrozumieć. Nie chciałabym o tym
rozmawiać – usłyszeliśmy od Agnieszki Kawali, zastępcy dyrektora ZSzS w
Zamościu.
Wczorajsze poranne zajęcia w klasach, do których chodziły dziewczynki rozpoczęły się inaczej niż zwykle. Zamiast zaplanowanych lekcji zorganizowano spotkania z wychowawcami i psychologami.
W szoku są też pracownicy szpitala „papieskiego” w Zamościu, gdzie pracował Tomasz T.
- Świetny lekarz, bardzo dobry
kolega. Wiecznie zapracowany. Robił kolejne specjalizacje. Nigdy jednak nie
zapominał o rodzinie. Podobnie jak jego córki kochał tenis. Trudno uwierzyć w
to, co się stało – powiedział nam jeden z lekarzy.
Grażynka wciąż znajduje się pod opieką lekarzy z lubelskiej kliniki. W niedzielę wieczorem odzyskała przytomność.
Tylko w tym roku na przejazdach kolejowych administrowanych
przez Zakład Linii Kolejowych w Lublinie (teren województwa lubelskiego, część
mazowieckiego i podkarpackiego) doszło do 13 wypadków. Przedostatni wydarzył się
3 listopada k. Sandomierza. Opel omega uderzył w bok pociągu. Dwie osoby zostały
ranne. W 2007 roku kolejarze odnotowali 14 wypadków na przejazdach. Najbardziej
tragiczny był 2002 rok. W trzech wypadkach zginęło aż 5 osób.
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|