|
Przed 30 laty pierwszy i jak do tej pory jedyny Polak poleciał w
kosmos. W czwartek, 21 sierpnia, gen. Mirosław Hermaszewski dzielił się swoimi
wspomnieniami z uczestnikami XII Ogólnopolskiego Zjazdu Miłośników Astronomii,
który odbywał się w Kawęczynku k. Szczebrzeszyna
Aby oglądać niebo nad
Kawęczynkiem, przyjechało prawie 120 osób z różnych stron Polski – okolic
Warszawy, Krakowa, Wrocławia. Niestety pierwszej nocy niebo było zachmurzone.
Tylko niektórym udało się zobaczyć plamy na Księżycu.
Od dawna marzy o tym Bartek Ziomko, dziewięciolatek ze Szczebrzeszyna (również uczestnik OZMA).
- Takie plamy póki co, widziałem tylko w książkach - mówi Bartek.
Do Kawęczynka, miejsca spotkań astronautów, dojeżdża codziennie z mamą. Chce się jak najwięcej dowiedzieć o astronomii. Chce też popatrzeć przez prawdziwy teleskop. Taki, za który trzeba zapłacić ok. 40 tys. zł.
- Chciałbym zobaczyć kosmos i Marsa. Przekonać się na własne oczy, że ta planeta jest czerwona - dodaje.
Nie ma rzeczy niemożliwych
Mirosław Hermaszewski jako dziecko marzył o lataniu szybowcem. W wieku 14 lat zbudował pierwszą lunetę. Kiedy po raz pierwszy stanął przed komisją lekarską w Szkole Orląt w Dęblinie, usłyszał, że do lotnictwa się nie nadaje.
- Trzy razy podchodziłem do tej komisji. Egzaminy w Dęblinie zdałem bardzo dobrze. Tylko ta drobna postura mnie dyskwalifikowała - tłumaczy Hermaszewski. Nie poddał się. Zdał za trzecim razem.
– Były egzaminy sprawnościowe, biegi. Przyjechałem do
Dęblina w jednych butach. Nie chciałem ich zniszczyć, więc pobiegłem boso. Na
mecie byłem jakieś 150 metrów przed innymi kandydatami do szkoły. Kiedy stanąłem
przed komisją lekarską, miałem za sobą czerwone ślady od zakrwawionych stóp.
Przyjęto mnie – wspomina.
Chciał latać na szybowcach, ale bardzo szybko opanował pilotaż odrzutowców, a później samolotów naddźwiękowych. Co więcej, awansował. Po ukończeniu z wyróżnieniem Akademii Sztabu Generalnego w Warszawie został dowódcą eskadry w Słupsku, zastępcą dowódcy pułku w Gdyni oraz dowódcą 11 pułku myśliwców we Wrocławiu.
Tajemnicze szkolenia
W lipcu 1972 r. Hermaszewski otrzymał polecenie, aby wybrać kilkunastu najlepszych pilotów do udziału w badaniach Instytutu Medycyny Lotniczej. On też został do nich zakwalifikowany. - Nie wiedzieliśmy, czemu mają służyć te badania. Składały
się z kilku etapów. Na początku było nas ponad 300. Po pierwszym etapie
pozostało 72. Po kolejnym 16. Na koniec tylko 9 - opowiada. - O tym, że jeden z
nas ma zostać członkiem załogi statku kosmicznego, dowiedzieliśmy się dopiero na
zgrupowaniu w Zakopanem. Nie myślałem wtedy jeszcze, że to ja będę tym
kosmonautą, ale postanowiłem dać z siebie wszystko.
Udało się. W grudniu 1976 roku Hermaszewski pojechał na szkolenia do ZSRR. Do udziału w misji kosmicznej wybrano właśnie jego. 27 czerwca 1978 r. po południu z kosmodromu Bajkonur wystartowała rakieta kosmiczna Sojuz-30 z Polakiem - Mirosławem Hermaszewskim i Białorusinem - Piotrem Klimukiem na pokładzie. Po dwóch dniach załoga statku połączyła się ze stacją orbitalną Salut - 6. Cały lot kosmiczny trwał osiem dni. Stacja okrążyła Ziemię 126 razy.
- Wykonywaliśmy przeróżne badania, m.in.
medyczne. Mieliśmy sprawdzić m.in. jak pracuje serce, czy pożywienie traci smak,
jak działają nasze zmysły. Obserwowaliśmy różne obszary powierzchni Ziemi.
Robiliśmy zdjęcia – wylicza kosmonauta.
Mirosława Hermaszewskiego martwi fakt, że nie ma polskiego następcy. Czeka na niego od 30 lat.
- Miejmy nadzieję, że znajdzie się ktoś, komu tak jak mnie, uda się znaleźć w kosmosie – dorzuca. Może będzie to ośmioletni Krzysiek, jedenastoletni
Krystian, a może dziewięcioletni Bartek Ziomko ze Szczebrzeszyna, którzy
przyjechali do Kawęczynka oglądać niebo.
Bo, choć mamy komórki, aparaty cyfrowe i wiele innych „kosmicznych” urządzeń, niebo zawsze będzie pełne nowości do odkrycia.
- Kiedy patrzymy w rozgwieżdżone niebo, często zadajemy sobie pytanie: Co to takiego jest? Kosmonauci byli tylko w jego przedsionku, na Księżycu - zwraca uwagę Mirosław Hermaszewski. - A dalej... kosmos fascynujący, tajemniczy, migający miliardami gwiazd żywych i tych dawno już umarłych...
O
poznawaniu takiego kosmosu marzą uczestnicy OZMA.
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|