|
| O artykule |
Autor:
Kronika Tygodnia - Anna Brzozowska
Data:
19.08.2008, 1:01
Zmiany:
19.08.2008, 1:01
Czytane:
198x
Komentarzy:
0 [sprawdź] |
|
|
|
Bez czerwonego dywanu |
|
Niektórzy nazywają ich szaleńcami. To festiwalowi kinomaniacy, którzy od rana do nocy potrafią przesiedzieć w kinie. Nie przeszkadzają im twarde krzesła i duchota nie do wytrzymania
Na tegoroczną, 9. już Letnią Akademię Filmową ściągnęły do Zwierzyńca tłumy. Wierni widzowie i fani tej imprezy, ale też wiele osób, które nigdy wcześniej tu nie były.
- LAF, choć nie jest największą imprezą festiwalową w
kraju, ma swój niepowtarzalny klimat. Po części za sprawą urokliwego Zwierzyńca,
ale też samej formuły festiwalu. Tu nie ma czerwonych dywanów, zbędnego
blichtru. Gwiazdy schodzą z piedestału. Wszyscy się integrują i to jest fajne -
podkreśla Magda Gładysz z biura festiwalowego, które na czas LAF-u (8-17
sierpnia) zagościło w siedzibie Zwierzynieckiego Ośrodka Kultury i Rekreacji.
Biuro, jak mówi Magda, jest punktem startowym festiwalu. Meldują się tu jego goście – twórcy kina. Ściągają kurierzy z taśmami filmowymi. Przychodzą też zwykli kinomani. Jedni szukają informacji o filmach, koncertach, spotkaniach autorskich, kupują bilety i karnety. Drudzy pytają o noclegi, miejsca w których mogą coś zjeść. Ciągle coś tu się dzieje. Jeśli są zmiany w programie festiwalu, oni wiedzą pierwsi. Oprócz Magdy pracują tu także - Ela Kozak, Gabrysia Żuk, Małgosia Pietrzak, Magda Gejzer. Pomaga im tłumek wolontariuszy. Na ścianie pokoju wywiesili kartkę z napisem „zakaz głośnego mówienia’’. Tak dla żartu. A może dla świętego spokoju.
- Projekcje odbywają się w czterech różnych miejscach,
niemalże równocześnie. Tak jest od rana do nocy. Poza tym mamy na głowie
spotkania z twórcami, koncerty, wystawy. To ogromna machina filmowa, nad którą
należy zapanować. A przecież wszystko może się zdarzyć. Tak też się dzieje. Nie
dotrze przesyłka z filmem, sprzęt odmówi posłuszeństwa, nie dojedzie gość
festiwalu. Musimy sobie z tym radzić – mówi Basia Adrianek, kierownik biura LAF.
Basia studiuje kulturoznawstwo na UMCS. Jest na V roku. Przez trzy ostatnie lata była wolontariuszką akademii.
- Jest to niesamowity festiwal. Można tu obejrzeć klasykę kina, ale i nowości. Także filmy, których gdzie indziej nie da się zobaczyć – zaznacza. - Zaskakują mnie młodzi ludzie, którzy ściągają na LAF niekiedy z odległych zakątków kraju, by obejrzeć konkretne tytuły. Mają przy tym ogromną wiedzę na temat kina.
Krzysiek wielbi kino
Krzysiek Róg studiuje ekonometrię na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie. Za trzy lata, jak dobrze pójdzie, zdobędzie tytuł inżyniera. W Zwierzyńcu jest po raz pierwszy. Przyjechał specjalnie na festiwal, bo jak mówi, w ciągu roku akademickiego nie ma zbyt wiele wolnego czasu. Ile filmów udało mu się obejrzeć?
- Trzydzieści, a może więcej. Przestałem liczyć. 4-5 dziennie. Więcej się nie da. Ciężko wysiedzieć – uśmiecha się.
Do Zwierzyńca wybrał się, by nadrobić zaległości filmowe. A że preferuje kino z górnej półki, ma w czym wybierać. Pokazywane są tu m.in. filmy wprowadzone na ekrany przez Sieć Kin Studyjnych z cyklu „Czeska paczka”, (Zelenka, Sverak i in.) , a także obrazy francuskiego klasyka Françoisa Truffauta, ostatnio bardzo modnego Tony’ego Gatlifa („Exils”, „Vengo” i ulubieńca europejskich festiwali Julia Médema („Ruda wiewiórka”, „Ziemia”).
- Na pewno warto było zobaczyć „Braci
Karamazow” Petra Zelenki, także filmy innych twórców czeskiego kina. Wybieram
się na „Złotą Rybkę” Tomasza Wolskiego. Wszyscy piszą, że film ten niesłusznie
zdobywa nagrody. Chcę się przekonać, czy mają rację - dodaje.
Sobota (16 sierpnia). Południe. Na placu przed zwierzynieckim kinem „Skarb”, gdzie ma się odbyć projekcja „Złotej Rybki” pustawo. Kręci się tu niewielu „lafowiczów’’.
- Dokumenty nie mają aż tak wielu miłośników. Większość wybiera filmy fabularne – tłumaczy pani sprzedająca w kasie bilety.
Radek Surowiec z Warszawy, antropolog kultury, zarazem wiceprezes Stowarzyszenia ProEstonia, promującego kulturę estońską, wybrał jednak dokument. Nie bez przyczyny. Sam bowiem zamierza nakręcić film dokumentalny. Ma nawet pomysł na scenariusz.
- Chcę o nim porozmawiać z Tomaszem
Wolskim. Po seansie będzie spotkanie autorskie – tłumaczy swoją obecność w
kinie.
Po raz pierwszy przyjechał do Zwierzyńca cztery lata temu. Na wakacje. I wraca tu każdego roku.
- Lubię filmy, ale nie jestem kinomaniakiem. Zanim idę do kina czytam recenzje. Wyborów dokonuję też… intuicyjnie. Później jest albo zachwyt, albo rozczarowanie. Na pewno nie byłem rozczarowany „Ogrodami jesieni” Otara Joselianiniego, które zobaczyłem tu w Zwierzyńcu. To świetny film – opowiada.
Dużo więcej osób można było spotkać w kinie „Salto” (zwierzynieckie gimnazjum). Przyszli obejrzeć „Inter- view”, w reżyserii Steve`a Buscemiego. Przyszli, mimo dzikiego upału na dworze. Dzieło Buscemiego to psychologiczne studium dwóch postaci – dziennikarza politycznego zdegradowanego przez szefa (gra go sam reżyser) i gwiazdki filmów klasy B (Sienna Miller). To film o kłamstwach, cynizmie, o „manipulowanej” empatii, skrywanych tajemnicach i braku moralności. - Na ma równości – mówi bohaterka. - Zawsze są wygrani i przegrani”.
Rektor patrzy na Wschód
Piotrowi Kotowskiemu, pomysłodawcy, zarazem rektorowi Letniej Akademii Filmowej film ten się spodobał. (Kotowski jest kierownikiem Kina Studyjnego „Chatka Żaka” w Lublinie i szefem DKF „Bariera”). Obejrzał go dużo wcześniej. I pewnie dzięki temu ”Interview” znalazł się w programie LAF-u. Tak też dzieje się z innymi obrazami.
- Nie zależy nam na pokazywaniu wyłącznie filmów znanych twórców. Fajnie jest odkrywać nowych reżyserów. Prezentować filmy, które być może nigdy nie wejdą na duże ekrany, a które warto, by widzowie zobaczyli – wyznaje rektor akademii.
Więc jeździ po świecie i szuka. Uczestniczy w dużych i małych festiwalach filmowych. Zamawia tytuły, które dla firm dystrybucyjnych są mało atrakcyjne i raczy nimi „lafowiczów”. Bo nikt nie ma wątpliwości, że jest to jego autorska impreza. Chociaż pracuje przy niej sztab ludzi (także dyrektor Arnold Deć), nie kto inny jak Piotr Kotowski stawia festiwalową kropkę nad i.
W tym roku z myślą o uczestnikach festiwalu przygotował 350 projekcji filmowych, w tym 200 pełnometrażowych, wyświetlanych w 13 blokach tematycznych. Ponadto kilkanaście koncertów, wystaw, warsztatów i spotkań z twórcami. -
Zawsze chcemy czymś zaskoczyć widzów. Nie powielamy tych samych schematów. Mamy
nowe propozycje. W tym roku był to cykl zatytułowany „Najgorsze filmy świata”.
To taka forma prowokacji. Postanowiliśmy przybliżyć publiczności twórczość
reżyserów wyśmianych przez widzów, którym krytycy odmówili talentu. Pokazami
chcieliśmy oddać hołd autorom. Przygotowaliśmy też wiele filmów poświęconych
kulturze Romów – wymienia Kotowski.
Kotowski jest najbardziej rozchwytywaną osobą na festiwalu. Wciąż ktoś go zaczepia, ktoś do niego dzwoni. Przed drzwiami jego tymczasowego gabinetu w ZOSiR kłębi się tłum.
- Z roku na rok impreza coraz bardziej się rozkręca.
Zwierzyniec robi się dla nas za ciasny. Są problemy z miejscami noclegowymi.
Przed rokiem próbowaliśmy wyjść z akademią do Biłgoraja i Zamościa, organizując
tam pokazy. Daliśmy sobie spokój. Zamość ma swój filmowy festiwal, a Biłgoraj
okazał się miastem, powiedzmy... nijakim – dodaje rektor.
Rektorowi marzy się akademia po obu stronach granicy. Międzynarodowa. Był już nawet w ukraińskim miasteczku (nazwy nie chce zdradzić), by porozmawiać z lokalną władzą o tym projekcie.
- Zainteresowanie jest, ale co z tego? Kiedy przyjdzie czekać na granicy trzy godziny, odechciewa się wszystkiego. Jak tu zaprosić twórcę, jak przewieźć paczkę z taśmą filmową? Byłby to chory eksperyment – podkreśla.
Póki co, to dzięki Letniej Akademii Filmowej tętni życiem
Zwierzyniec. Każdego roku na LAF przyjeżdża kilka tysięcy osób (miasteczko liczy
ok. 3,5 tys. mieszkańców). Większość „lafowiczów” wraca. Dzięki tej imprezie o
Zwierzyńcu mówi cała Polska. Dwa tygodnie sierpnia to prawdziwe żniwa dla
miejscowych restauratorów, sklepikarzy, właścicieli kwater i gospodarstw
agroturystycznych.
Rangę zwierzynieckiej imprezy podkreślił Instytut Sztuki Filmowej (agenda Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego), wyróżniając LAF Nagrodą Filmową 2008 w kategorii „krajowe wydarzenie filmowe”. Za rok, jak zapewnia Piotr Kotowski, miłośnicy LAF-u też będą mieli w czym wybierać.
– Mało znane jest u nas kino islandzkie. Warto je pokazać, choćby dzieła Friedricha Thor Fridrikssona - kończy.
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|
Informacje opublikowane przez INTERNAUTÓW nie podlegają cenzurze. Właściciele i redakcja Roztocze Online (www.roztocze.net) nie odpowiadają za treść zamieszczonych materiałów, tekstów i komentarzy! Jeżeli zawartość nie jest sygnowana "Roztocze.net" lub "Roztocze Online" to głowna treść tej strony jest kopią znalezioną w sieci internet.
Kopie stron internetowych zamieszczane w serwisie roztocze.net są dokonywane za zgodą autorów lub właścicieli, serwis roztocze.net nie jest w żaden sposób związany z autorami takich strony i nie odpowiada za ich treść. |
dodaj komentarz |
|