|
Prezes zarzuca kierowcom kradzież paliwa, związkowcy prezesowi brak
kompetencji. Każdy przygląda się każdemu. Doszło do tego, że nawet ci, którym do
tej pory działalność związkowa nie była w głowie, założyli własny związek
zawodowy. Czwarty z kolei w firmie
Andrzej Skiba w przedsiębiorstwie pojawił się dwa lata temu, jako zarządca komisaryczny z ramienia wojewody. Miał zastopować zwiększające się zadłużenie firmy, sprzedać zbędny majątek i w miarę możliwości zredukować zatrudnienie. Jego zadaniem było przygotowanie przedsiębiorstwa do procesu konsolidacji z innymi lubelskimi PKS-ami. Z konsolidacji nic nie wyszło. Nie zgodziła się na to załoga. Zamojski PKS wybrał własną ścieżkę rozwoju. Z przedsiębiorstwa państwowego przekształcił się w podmiot prawa handlowego. Właścicielem spółki pozostał Skarb Państwa, a Skiba jej szefem.
Co leją kierowcy?
Prezes Skiba stał się osobą niepożądaną w firmie, kiedy zadarł z kierowcami. To najliczniejsza grupa zawodowa w firmie. Stanowi blisko połowę ze 170 osób zatrudnionych w spółce. Kierowcy są też szefami trzech związków zawodowych: Związku Zawodowego Kierowców, „Solidarności” i OPZZ. Skiba zaczął przyglądać się zużyciu paliwa, które stanowi
jeden z najważniejszych kosztów w firmie. Zakupił specjalne oprogramowanie do
analizy tachografów. To urządzenie, które rejestruje drogę pojazdu, prędkość,
okresy pracy i odpoczynku kierowcy. Badając zapisy tarcz tachografu zauważył, że
ilość przejechanych kilometrów nie zgadza się z trasą, którą kierowcy powinni
przejechać według rozkładu. Nabrał podejrzeń, że kierowcy omijali niektóre
przystanki, jadąc skrótami. Jednocześnie, choć autobusy przejechały mniejszą
ilość kilometrów, spalały paliwo tak, jakby jechały według planu. Co więcej,
niektórzy przekraczali nawet normę zużycia paliwa na dany autobus. Prezes uznał,
że kierowcy prawdopodobnie podkradali paliwo. Proceder miał dotyczyć przede
wszystkim tych, którzy jechali w kursy do tzw. miejsc zakwaterowania, czyli nie
wracali autobusem do bazy. Dwa zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia
przestępstwa wysłał już do zamojskiej prokuratury (jedno dotyczy wiceszefa
związku zawodowego). Do kierowania kolejnych zawiadomień właś- nie się
przymierza.
Kierowcy, z którymi rozmawialiś- my (na
razie nikt im nic nie zarzucił) zaprzeczają ustaleniom prezesa. Zużycie paliwa
tłumaczą złym stanem technicznym pojazdów. Twierdzą też, że prezes przyjął złe
parametry do obliczania normy paliwa. A jeśli nawet gdzieś na trasie były
„przepały” to nie aż takie, aby robić z tego awanturę z udziałem policji.
Marek Walewander, pracownik zamojskiego PKS, członek Rady Nadzorczej tej spółki, a zarazem przewodniczący sekcji regionalnej pracowników PKS w NSZZ „Solidarność” jest ostrożny w ferowaniu winy kierowców.
- Poczekajmy na ustalenia prokuratury. Jaki jest stan technicznych naszych pojazdów, każdy widzi – mówi Walewander.
Likwidowane
kilometry
Punktem zapalnym w firmie są też decyzje prezesa Skiby o rezygnacji z obsługi niektórych tras.
- Jesteśmy firmą komercyjną i musimy dbać o rachunek
ekonomiczny. Nie mogę wysyłać autobusu tam, gdzie nikt nie jeździ. Muszę walczyć
z kosztami – mówi prezes Skiba.
W ubiegłym roku, w związku z tym kierowcy nie przejechali 800 kilometrów. W tym roku przed wakacjami spółka zawiesiła kolejnych ponad 50 kursów. Do niektórych pewnie już nie powróci. A im mniej jeżdżą autobusy, tym mniej zarabiają kierowcy. To rodzi frustrację, tym bardziej, że w firmie zarobki nie należą do najwyższych. Dlatego przedstawiciele związków domagają się zwolnienia Skiby z funkcji. Zarzucają mu, że szuka najprostszych rozwiązań.
- Próbowałem sprzedać
zbędny majątek, choćby garaże blaszaki pod samochody osobowe. Organizacje
związkowe nie wyraziły na to zgody – ripostuje Skiba.
Niewykluczone, że wniosek o odwołanie prezesa zostanie zgłoszony na najbliższym posiedzeniu Rady Nadzorczej PKS Zamość.
Firma związkowa
W firmie atmosfera nie jest zdrowa. Ludzie patrzą na siebie „wilkiem”. Ostatnio ci, którzy nie należeli do żadnych związków zawodowych, a także ci skupieni w trzech pozostałych, postanowili utworzyć własną organizację związkową - Związek Zawodowy Pracowników PKS Zamość. Zapisało się do niego ok. 10 osób. Rzekomo z obawy, „aby nie zostać wyrolowanym przy ewentualnych zwolnieniach”, bo wcześniej czy później redukcja załogi będzie musiała nastąpić. Twierdzą też, że będąc w innych związkach czuli się dyskryminowani. - Komu ten związek zawodowy ma służyć?
Dotychczas działające związki są wystarczająco reprezentatywne. Nie widzę sensu
mnożenia kolejnych bytów – mówi Marek Walewander.
Po pierwszym półroczu tego roku zamojski PKS jest nadal pod
kreską – ok. 360 tys. zł. Zdaniem prezesa Skiby to wina głównie wysokich cen
paliwa. Z planów Ministerstwa Skarbu Państwa wynika, że spółka ma być sprzedana
inwestorowi branżowemu.
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|