|
Unia Hrubieszów ma poważne kłopoty z przystąpieniem do rozgrywek. Z
zespołu odeszli najlepsi piłkarze, klub nie przedłużył umowy z trenerem
Mirosławem Nowakiem, do dymisji podał się prezes Tadeusz Romaszko. Do startu
ligi zostały dwa tygodnie, a drużyna nie wznowiła jeszcze zajęć
Wiosną Unia Hrubieszów biła w lidze wszystkich. Wielu zaczęło przewidywać ją na głównego kandydata do awansu w zbliżającym się sezonie. Tymczasem ''Rycerze Wiosny'' mogą w ogóle nie przystąpić do rozgrywek. Po wiosennej kadrze Unii pozostały już tylko wspomnienia. Łukasz Kamiński i Adam Onkiewicz odeszli do Avii Świdnik, a Sebastian Suduł do Przyszłości Warszawa. Marcin Stadnicki dostał powołanie do wojska, zaś Rafał Oleszczuk wyjechał do Włoch. Natomiast Daniel Maciejewski (na zdjęciu, z prawej), Jacek Błaszczyński oraz Marcin Lebiedowicz zrezygnowali z dalszych występów w Unii.
- Odeszło ośmiu kluczowych
zawodników. Klub w pewnym czasie zaniedbał szkolenie młodzieży z roczników 1991
- 1993 i dlatego nie ma juniorów, którzy mogliby uzupełnić ubytki. Trudno w tej
sytuacji będzie Unii cokolwiek osiągnąć w lidze - twierdzi trener Mirosław
Nowak.
To właśnie trener Nowak wiosną wyprowadził Unię na prostą. Przekonał do siebie zawodników, którzy z różnych powodów wcześniej grać w hrubieszowskim klubie nie chcieli. W piętnastu spotkaniach ekipa Nowaka nie zaznała goryczy porażki. Zaliczyła 13 zwycięstw i 2 remisy, awansując w tabeli z dziesiątego na trzecie miejsce. Ale dziś trenera Nowaka nie ma już w klubie.
- Klub nie przedłużył ze mną umowy, która wygasła 30 czerwca. Liczyłem na to, że zostanie przedłużona. Ofertę dalszej pracy otrzymałem. Ale się nie dogadaliśmy - wyjaśnia Nowak.
Nie chcą IV ligi?
Szkoleniowiec zarzeka się, że nie chodziło mu o podwyżkę, tylko o sprawy czysto piłkarskie.
- Z chłopakami wykonaliśmy kawał dobrej roboty. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że warto w następnym sezonie dokooptować do kadry dwóch - trzech zdolnych piłkarzy i powalczyć o awans do IV ligi. Tymczasem działacze nie zrobili nic, żeby utrzymać dotychczasowy skład. Zostało sześciu zawodników. To co ja mogę z nimi zrobić w lidze? - mówi Nowak.
Do końca ubiegłego tygodnia drużyna nie wznowiła zajęć. W okresie, gdy kluby ostro przygotowują się do nowego sezonu, na boisku Unii nie działo się nic. Czasami przychodziło trzech - czterech piłkarzy, żeby się poruszać, pograć w dziadka. Brakowało jednak tych najważniejszych zawodników, m.in. Maciejewskiego, Błaszczyńskiego i Lebiedowicza.
- Dlaczego Maciejewski nie trenuje? Bo nie wie, na czym stoi. I co będzie dalej z drużyną - tłumaczy kapitan Unii, Maciejewski. I dodaje, że nie zamierza zrezygnować z gry w piłkę i ma ciekawe oferty, m.in. z Płomienia Spartana Nieledew i Andorii Mircze.
- Ja nadal chciałbym grać w Unii. Ale nie mogę patrzeć na to, co się w tym klubie dzieje. Po udanej wiośnie mieliśmy spotkanie z zarządem. Pytaliśmy członków zarządu o przyszłość. Chcieliśmy walczyć o awans do IV ligi. Z naszej strony padła propozycja, żeby wzmocnić skład dwoma lub trzema zawodnikami, a przede wszystkim bramkarzem. W rundzie wiosennej mieliśmy tylko jednego bramkarza, obciach niesamowity. Domagaliśmy się poprawy organizacji w klubie, bo w tej chwili organizacja jest do bani. Zależało nam też na zmianie systemu premiowania. Do tej pory dostawaliśmy po 120 zł na głowę za wygrany mecz wyjazdowy i po 90 zł za zwycięstwo u siebie. Rezerwowi dostawali mniej, w zależności od czasu gry. Chcieliśmy otrzymywać stałe stypendia, których wysokość uzależniona by była od ilości zaliczonych jednostek treningowych, czasu gry i wkładu w wynik końcowy. Ten system premiowania miał zachęcać do regularnego uczęszczania na treningi. Zarząd nie przyjął naszej propozycji, więc zrezygnowaliśmy z gry - mówi Maciejewski.
Trzymają z trenerem
Maciejewski i koledzy zapewniają, że chętnie wrócą do drużyny, ale pod warunkiem, że trenerem nadal będzie Nowak. Na to jednak się nie zanosi.
- Trener powiedział, że nie podejmie się pracy z drużyną w takim stanie rzeczy. Chce mieć ten sam skład, jak w rundzie wiosennej. A to jest niemożliwe, bo nie stać nas na płacenie piłkarzom tyle, ile oni chcą. A rozmów z piłkarzami na temat pieniędzy nie podejmę, bo nie jestem już prezesem. Pół roku temu zapowiedziałem, że zrezygnuję z funkcji z końcem lipca. Nie mogę więc zaciągać zobowiązań w imieniu klubu - mówi eks-prezes Tadeusz Romaszko.
Ustępujący szef klubu wierzy jednak w końcowy sukces Unii. - Zgłosiliśmy drużynę do
rozgrywek. I będziemy walczyć o zwycięstwo w każdym meczu - przekonuje Romaszko.
Tyle tylko, że działacze mogą mieć problemy ze skleceniem na mecz przyzwoitej jedenastki. A nawet jeśli jakoś zbiorą piłkarzy, to trudno od nich będzie oczekiwać umiejętności na miarę klasy okręgowej.
- Tyle lat pracuję w hrubieszowskim sporcie. I jeszcze nie
przeżyłem takiej sytuacji, żeby zespół seniorów Unii nie przystąpił do
rozgrywek. Tym razem jest to bardzo realne. Moim zdaniem jest nikła szansa na
to, że uda nam się wszystko uporządkować. Po prostu brakuje czasu. Zamiast
zachłystywać się osiągnięciami w rundzie wiosennej, trzeba było już pod koniec
sezonu załatwiać różne sprawy związane z przyszłością drużyny. Piłkarze nie są
przygotowani do sezonu, kadra jest w rozsypce. Nie ma trenera. I jest za późno,
żeby z kimkolwiek podjąć rozmowy. Odmówił nam Andrzej Rycak. Piłkarze prosili
mnie, żebym namówił zarząd do ponownego zatrudnienia trenera Nowaka.
Powiedzieli, że nie wrócą do klubu, jeśli będzie jakiś inny trener. Ten Nowak,
to chyba jakiś czarodziej - mówi menedżer sportu w HOSiR Bogusław Lachowicz,
który skrócił sobie urlop, żeby niemalże w pojedynkę ratować Unię przed
upadkiem.
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|