|
Ponad 20 lat w Tomaszowie mówi się o budowie krytej pływalni. Plany
są coraz bardziej ambitne, ale na razie nie ma nawet gdzie popływać pod chmurką.
Pozostają stawy w Łaszczówce
Już wiadomo, że Urząd Marszałkowski nie wesprze w takim zakresie, jak się spodziewano, budowy krytej pływalni przy ul. Ordynackiej. Tam miał być basen o wymiarach 25x12,5 metra i mniejszy (12,5x9 m). Z planów na razie nic nie wynika. Wszystko rozbija się o koszty. A te są niebagatelne - wartość inwestycji to ok. 24 mln zł.
- To znaczy
więcej, trzeba już teraz doliczyć jakieś 3 mln zł - mówi Ryszard Sobczuk,
burmistrz Tomaszowa Lubelskiego. - Kosztorys trzeba przecież zaktualizować.
Miasta nie stać na to, aby samodzielnie sfinansowało budowę krytej pływalni.
- Zwróciliśmy się
o pomoc do Urzędu Marszałkowskiego. Liczyliśmy na 1,5 mln zł. To pozwoliłoby na
rozpoczęcie budowy, bo projekt techniczny już jest. Ale dostaliśmy tylko 200
tys. zł i w przyszłym roku też nie możemy spodziewać się, że pieniędzy będzie
więcej - wyjaśnia burmistrz Sobczuk i zastrzega, że na tym starania miasta się
nie skończą. Burmistrz na razie nie chce zdradzić, gdzie zamierza szukać
pieniędzy.
Skoro raczej marne są szanse, aby w ciągu najbliższych 2-3 lat zbudowano w Tomaszowie zwykłą krytą pływalnię, to chyba nie można też robić sobie nadziei, aby wkrótce stanął bardziej okazały obiekt (też przy ul. Ordynackiej). Choć trzeba przyznać, że chęci na takowy są. Ma to być tzw. „Aeroswim”.
Burmistrz Ryszard Sobczuk
chętnie o nim opowiada. A więc tak, oprócz basenów miałoby się w nim znaleźć coś
na kształt oceanarium. Przez przeszklone szyby można byłoby podziwiać np. rafy
koralowe. I pomyśleć - w Tomaszowie!
Burmistrz Sobczuk przekonuje, że pomysł jest bardzo dobry. Gdyby taki obiekt w Tomaszowie powstał, niewątpliwie sprawiłby, że miasto stałoby się dla turystów bardzo atrakcyjne, ale wzmocniłby także ofertę turystyczną całego regionu, również Zamościa. Dodatkowo do Tomaszowa, ale i na Roztocze, ściągaliby turyści z Podkarpacia oraz np. Lwowa. Zresztą nie dla samego basenu czy oceanarium. Dodatkową atrakcją byłoby pomieszczenie, w którym panowałyby warunki, podobne do tych, jakie są w ośrodkach treningowych dla pilotów.
-
Tam można byłoby fruwać - opowiada burmistrz Sobczuk. - „Fruwać” czyli swobodnie
unosić się w powietrzu.
Na przeszkodzie w realizacji tych ambitnych zamierzeń stoją pieniądze, a raczej ich brak. „Aeroswim” miałby kosztować ponad 60 mln zł.
Miasto
starało się o środki w Polskiej Organizacji Turystycznej. Ta jednak odmówiła
dofinansowania. Burmistrz zapowiada, że nie rezygnuje i dalej będzie szukał
środków. Unijnych.
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|