|
Na kocią łapę, czy z urzędowym (ewentualnie kościelnym) certyfikatem?
Jak będzie współżyła lewica? Bo do zbliżenia SLD i SDPL w końcu dojdzie. Troska
o przyszłość ruchu lewicowego była tematem rozmów podczas obchodów 1
Maja
W Zamościu główne obchody Międzynarodowego Dnia Solidarności Ludzi Pracy odbyły się w kasynie wojskowym i na placu przed nim. Spotkali się działacze Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Socjaldemokracji Polskiej. Kiedyś byli w jednej partii, później nastąpił podział, z czasem doszło niby do pojednania, a ostatnio, na szczeblu centralnym liderzy partii znowu wzięli rozwód. Na dole współpraca jednak kwitnie.
Ergonomia i
wypoczynek
Andrzej Nowakowski (radny miejski,
członek Sojuszu Lewicy Demokratycznej) przypomniał o tradycjach
pierwszomajowych. Wspomniał, że święto wywodzi się z USA. Tam w 1886 roku
rozpoczęły się strajki (chodziło o wprowadzenie 8-godzinnego dnia pracy).
W imieniu Socjaldemokracji Polskiej przemówił Jan
Byra, były poseł trzech kadencji. Nawiązał do tego, co powiedział „kolega
Nowakowski”. Podkreślał, że niełatwo było w tamtych, ale też w późniejszych
czasach być człowiekiem lewicy. O epoce, w której przynależność do partii choćby
z nazwy sugerującej lewicową proweniencję (np. Polskiej Zjednoczonej Partii
Robotniczej) bywała bezwzględnie wykorzystywana - z niskich pobudek i dla
realizacji jednostkowych celów - nie wspomniał. I słusznie. Czyrak
partykularyzmu został przecież precyzyjnie wycięty (to po tzw. aferze Rywina),
okres błędów i wypaczeń bezpowrotnie minął. Trzeba spojrzeć w przyszłość!
Ta, pozostaje wielką niewiadomą. Choć światełko w tunelu majaczy. Jan Byra z troską popatrywał na zgromadzonych w sali kasyna wojskowego. Tak się składa, że w Zamościu świętowały głównie osoby starsze, znaczącą część stanowili emeryci.
- Wielu ma włosy
przyprószone siwizną, ale wartości (lewicowe) się nie starzeją – zaznaczył.
Czyli w zasadzie są nieśmiertelne. Choć, wiadomo, i w Polsce, nie tak dawno wrogie siły chciały brutalnie położyć kres obchodom 1 Maja.
I o tym przypomniał Jan Byra. Szczęśliwie, plany te nie zostały zrealizowane. W ten oto sposób, w tym roku mieliśmy (a przynajmniej niektórzy) 4 dni wolne od pracy (bo 2 maja można było wziąć urlop, i 3 Maja dalej świętować, już w majestacie RP).
- Ludzie się cieszą – przekonywał Jan Byra.
Powody do zadowolenia ma też lewica, która kontynuując tradycje 1-majowe, choć w części przyczyniła się do tej ogólnonarodowej radości narodu, zażywającego zasłużonego wypoczynku.
Grunt to
uczucie
Po weselu, jakie niedawno odbywało się
w kasynie, został napis: Szczęść Boże Młodej Parze. Tak się złożyło, że Jan
Byra, tudzież Witold Tkaczyk, szef zamojskich struktur Sojuszu Lewicy
Demokratycznej, przemawiając stali właśnie pod tym napisem.
Jan Byra zgrabnie nawiązał do tak sympatycznych okoliczności: - Na lewicy ostatnio same rozwody, może jakiś ślub by się przydał?
Sala zareagowała radością. Oblicze Witolda Tkaczyka
rozjaśnił uśmiech. Bo przecież był przed laty najbliższym współpracownikiem Jana
Byry, wszak prowadził jego biuro poselskie. Później obu panów łączyła przyjaźń.
Szorstka, to prawda, ale jednak. W każdym razie po tak nagłej, niespodziewanej
(co nie znaczy, że nie wyczekiwanej) deklaracji ze strony kolegi Jana Byry,
koledze Witoldowi Tkaczykowi zrobiło się bardzo przyjemnie. To akurat nie dziwi.
Kolega Jan Byra, nie dość że przystojny (śniadolicy, czarnowłosy, czarnooki,
czarnobrewy), to jeszcze pierońsko inteligenty.
Gdy pierwsze chwile euforii minęły, kolega Witold Tkaczyk, zastrzegł jednak, że zanim dojdzie do zaślubin, trzeba ustalić, kto w tym duecie będzie panem młodym, a kto panną młodą. Z pewnością nie chodziło o przyziemne detale. Skądinąd wiadomo jednak, że partyjna dyscyplina nakazuje wprowadzenie pewnego porządku. Uwaga o podziale ról może sugerować, że kolega Tkaczyk mniej spontaniczny od kolegi Byry planuje małżeństwo raczej z rozsądku (co nie znaczy, że bez przyjemności). Jak widać, wielu aspektów przyszłego związku nie uzgodniono, ale jeśli się tak stanie, bezzwłocznie o tym Czytelników poinformujemy.
Po oficjalnej części uroczystości, delegaci (Jan Byra,
Witold Tkaczyk, Andrzej Nowakowski) pojechali na Starówkę, aby złożyć kwiaty pod
tablicami upamiętniającymi marszałka Józefa Piłsudskiego i Różę Luksemburg.
Następnie świętowano przy kiełbaskach i piwie.
Działacze i sympatycy lewicy dumali nad losem swoich formacji. Zwłaszcza po propozycjach zaślubin, złożonych przez kolegę Byrę.
- Ślub, czy rozwód – tak czy inaczej, będzie okazja do imprezy – powiadali. – A tak poważnie, nie liczy się to, czy związek będzie zalegalizowany, czy nie.
Jak przekonywali, akurat w tej
kwestii „najważniejsze jest uczucie”. A to niewątpliwie jest.
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|