|
Wiadomo już, że dwunastu żołnierzy zginęło od strzału w klatkę piersiową, jeden został postrzelony w czoło, a jeden w skroń. W zbiorowej mogile polskich żołnierzy zamordowanych przez Sowietów w 1939 roku nie znaleziono niestety tzw. nieśmiertelników
Prace ekshumacyjne na cmentarzu prawosławnym w Miętkiem trwały dwa dni, 29-30 kwietnia. Zgromadziły świadków tragicznych zdarzeń, mieszkańców Miętkiego, dziennikarzy, gapiów. Był też proboszcz Mircza, ks. Marian Oszust, który modlił się za dusze zamordowanych żołnierzy.
Z niewielkiej wioski pod Poznaniem przyjechał 70-letni
Zenon Labrzycki, syn kaprala Jana Labrzyckiego, jednego z zamordowanych. Kiedy
jego ojciec wyruszył na wojnę miał półtora roku.
O
okolicznościach śmierci Jana Labrzyckiego rodzina Labrzyckich dowiedziała się od
kaprala Szczepana Lewandowskiego, któremu cudem udało się uniknąć egzekucji w
folwarku Miętkie i po wielu perypetiach wrócić do rodzinnego Puszczykowa.
Kiedy rozkopano mogiłę i ukazały się szczątki żołnierzy, Zenon Labrzycki i towarzysząca mu córka Ewa rozpłakali się. Emocje udzieliły się też pozostałym uczestnikom ekshumacji.
- To historia najnowsza, wciąż wywołuje emocje – mówi Ewa Prusicka-Kołcon, która sprawowała nadzór archeologiczny nad ekshumacją. Choć jest doświadczonym archeologiem i uczestniczyła w dziesiątkach eksploracji cmentarzy oraz pochówków, przyznaje, że także poczuła dziwny ucisk w gardle.
Zbrodnia nad ranem Z relacji świadków, m.in. 84-letniego Józefa
Szpyrki wynika, że Sowieci dotarli do folwarku w Miętkiem 24 września 1939 roku
nad ranem. Przebywała w nim wówczas grupa kilkudziesięciu polskich żołnierzy z
rozbitych oddziałów. Wracali do swoich domów.
Niewykluczone, że Sowieci zaskoczyli ich podczas porannej
toalety. Po trwającej kilkanaście minut walce wzięli do niewoli ok. 20
żołnierzy. Część, jak wspominał potem po latach Szczepan Lewandowski wypuścili,
pozostałych zaprowadzono na znajdującą się nieopodal podmokłą łąkę i
rozstrzelano. Egzekucję cudem przeżyli wspomniany Szczepan Lewandowski oraz
ppor. Tadeusz Sołtys z Rawy Ruskiej, którzy wyczołgali się spod ciał swoich
kolegów.
Zwłoki 14 polskich żołnierzy mieszkańcy wioski wieczorem przewieźli wozem na miejscowy cmentarz prawosławny i tam pochowali w zbiorowym grobie (sanitariuszkę w osobnej mogile). Po wojnie na tej mogile ziemnej ustawiono stary kamienny nagrobek, przyniesiony z innej części cmentarza i wyryto na nim napis „14 żoł. pol” (14 żołnierzy polskich). W początkach lat 80., z inicjatywy Urzędu Gminy Mircze grób ogrodzono, a wewnątrz ogrodzenia postawiono dwa nagrobki: jeden na mogile żołnierzy, drugi na mogile sanitariuszki.
- Znane są nazwiska dwóch ofiar egzekucji, Jana Labrzyckiego i młodej sanitariuszki-harcerki Ireny Grzywacz. Mamy nadzieję, że może uda się nam natrafić na nieśmiertelniki pozostałych żołnierzy i tym samym ustalić ich personalia – miał nadzieję przed ekshumacją Lech Szopiński, wójt gminy Mircze.
Zmurszały modlitewnik
Niestety nie znaleziono przy szczątkach identyfikatorów
wojskowych, tzw. nieśmiertelników, które pozwoliłyby ustalić, z jakiej jednostki
wojskowej byli i jak się nazywali żołnierze. Dlaczego? Podobno po egzekucji
zebrał je jeden z mieszkańców Miętkiego. Sam później zginął w obozie
koncentracyjnym. Co się stało z przechowywanymi przez niego „blaszkami”, nie
wiadomo. Zresztą w tamtych burzliwych czasach, gdzie śmierć obecna była każdego
dnia, nikt sobie głowy tym problemem nie zawracał.
Ekshumacja przyniosła jednak odpowiedź na wiele innych pytań. Stwierdzono, że zwłoki pomordowanych żołnierzy zostały złożone w mogile zbiorowej o wymiarach 2,60 m na 1,90 m i maksymalnej głębokości 1,20 m. Pierwsze szczątki znajdowały się już na głębokości 60-70 cm poniżej poziomu gruntu.
- Zwłoki złożono w dwu warstwach. W dolnej znajdowało się 8
żołnierzy ułożonych obok siebie, z głowami skierowanymi na zachód, natomiast w
górnej warstwie było 5 żołnierzy z głowami skierowanymi na wschód. Jeden
żołnierz pochowany jako ostatni, ułożony został na nogach tych 5 żołnierzy z
głową w kierunku południowym – relacjonuje archeolog Ewa Prusicka-Kołcon.
Ze wstępnej analizy szczątków kostnych wynika, że
zamordowani mieli od 20 do 40 lat. Tylko jeden szkielet wskazywał starszy wiek
(40-50 lat). Ekshumacja pozwoliła też stwierdzić, w jaki sposób zginęli
żołnierze. Dwunastu zginęło od strzału w klatkę piersiową (brak śladów strzałów
na czaszkach), jeden został postrzelony w czoło (może dobity) i jeden w skroń
(pocisk znaleziony przy kości skroniowej czaszki). Zanim złożono zwłoki
żołnierzy do grobu, dno mogiły wyścielono 2-3 płaszczami wojskowymi. Po złożeniu
ciał do grobu przykryto je również płaszczami wojskowymi.
Świadczą o tym ślady tkaniny oraz obecność guzików wojskowych z polskim orzełkiem w górnej i dolnej warstwie pochówku. Tylko dwóch żołnierzy zostało pochowanych w butach.
- Wynika to
raczej z faktu okoliczności śmierci żołnierzy, którzy zostali zaskoczeni przez
Sowietów w czasie porannej toalety, niż faktu profanacji i grabieży ich zwłok po
ich śmierci – uważa Ewa Prusicka-Kołcon.
Przy
zwłokach znaleziono też drobne przedmioty codziennego użytku: dwie monety
jednozłotowe, monetę 20-groszową, dwa lusterka, medalik, krzyżyk, modlitewnik.
To, zdaniem archeolog, kolejny argument za tym, że nikt niczego nie szukał w
kieszeniach pomordowanych. W grobie znaleziono też elementy stroju żołnierskiego
m.in.: fragment pagonu z płaszcza wojskowego, sprzączkę od pasa, luźne guziki.
Ewa Prusicka-Kołcon wskazuje też na pełne uzębienie
pomordowanych. W jednym przypadku dwie luki uzupełnione były srebrnymi zębami, a
w trzech przypadkach zębami złotymi. Może to świadczyć o tym, że zamordowani
żołnierze pochodzili z majętnych rodzin. Chłopów, a nawet drobnomieszczaństwa
nie było raczej stać na takie drogie protezy.
Wszystkie znalezione przedmioty zostały zmagazynowane. Będą teraz opisywane i analizowane przez naukowców.
Spoczną wśród swoich
Prochy ekshumowanych żołnierzy spoczną zaś w specjalnie
wydzielonej kwaterze, która powstaje na cmentarzu w Mirczu. Projekt obelisku
przygotują eksperci Krajowego Komitetu Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w
Warszawie. Ta instytucja sfinansuje też wykonanie kwatery. Uroczysty pochówek z
ceremoniałem wojskowym zaplanowano na wrzesień. Przy okazji, do kwatery na
cmentarzu w Mirczu przeniesione zostaną prochy żołnierzy poległych w 1920 roku w
wojnie polsko-bolszewickiej pod Rulikówką i Anusinem. Dziś mogiły te, znajdujące
się na skraju mireckiego cmentarza, są zaniedbane i niewyeksponowane. Zdaniem
władz gminy, nie spełniają też swojej funkcji edukacyjnej.
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|