newsroom    
Startuj Ulubione Kontakt
Region - Gospodarka i polityka - Kultura i rozrywka - Życie społeczne - Sport - Edukacja - Komunikaty ROL
 
 Szukaj:
Google   
  , imieniny: Dominika, Imeldy, Pankracego strona główna/newsroom  
 O artykule
Autor: Kronika Tygodnia - jaw
Data: 6.05.2008, 10:01
Zmiany: 6.05.2008, 10:01
Czytane: 162x
Komentarzy: 1 [sprawdź]

   Gospodarka i polityka
Partnerstwo w tworzeniu strategii - konferencja [69/0]

[przeczytane: 69x/komentarzy: 0]
Pierwsze świadectwo energetyczne budynku [191/0]

[przeczytane: 191x/komentarzy: 0]
Ambasador Norwegii w Zamościu [176/0]

[przeczytane: 176x/komentarzy: 0]
Rozmowy pierwszomajowe [111/0]

[przeczytane: 111x/komentarzy: 0]
Energooszczędne i zdrowe budynki - konferencja [163/0]

[przeczytane: 163x/komentarzy: 0]
Marny widok z pałacu [162/1]

[przeczytane: 162x/komentarzy: 1]
Sitno już zaprasza [110/0]

[przeczytane: 110x/komentarzy: 0]
Na tej sesji tylko nie radni [92/0]

[przeczytane: 92x/komentarzy: 0]
Kartką w prezydenta [122/1]

[przeczytane: 122x/komentarzy: 1]
Powiat rozdał kasę [53/0]

[przeczytane: 53x/komentarzy: 0]
Tak świętował Tomaszów [53/0]

[przeczytane: 53x/komentarzy: 0]
Flaga na maszt! [42/0]

[przeczytane: 42x/komentarzy: 0]
Pomysł wójta Franciszka Kawy [163/2]

[przeczytane: 163x/komentarzy: 2]
Archiwum: 1749   Archiwum>>
Co się dzieje na Forum?
Zapisz się!
Elektroniczy biuletyn ROL
co tydzień w twojej poczcie email.
Marny widok z pałacu  

W Dołhobyczowie ludzie od zawsze (to znaczy od końca wojny) chodzili do kościoła przez park obok pałacu. I swoich przyzwyczajeń nie zmienią. Nie ma siły. A nowy właściciel pałacu będzie chyba musiał się z tym pogodzić

Jan Rudnicki (49 l.), pochodzi z Ożarowa Mazowieckiego. Tam ma 22-hektarowe gospodarstwo. Od 4 lat jest też właścicielem 240 ha w Nowosiółkach (ziemię kupił po byłym PGR). W 2007 roku kupił park (ok. 12 ha) i pałac (1 400 m kw.) w Dołhobyczowie od spadkobierców ostatnich właścicieli, Świeżawskich.
Rudnicki nie przepuści okazji, aby zakomunikować, iż jest absolwentem warszawskiego Liceum im. św. Augustyna, gdzie zdobył odpowiednie kwalifikacje do nauczania religii. Wykorzystując swoją wiedzę, stale przypomina o zasadzie, jaką wpojono mu podczas szkolnej edukacji. A mianowicie, jak powiada, co zostało ukradzione, należy oddać. I podobnie rzecz ma się z drogami, na terenie zespołu parkowo-pałacowego. Wytyczonymi bezprawnie (i bez sensu, bo jedna przebiega pod pałacem), następnie skomunalizowanymi, czyli będącymi własnością gminy Dołhobyczów.
- Poprzednim właścicielom pałac i park po prostu ukradziono. A później władza wydzieliła w parku drogi. Czyli znowu zabrała teren, który nie był jej - mówi rozgoryczony Rudnicki.
Dróg, o których wspomina nie było, a znalazły się w planach dopiero w latach 50. To wtedy zostały wytyczone. Ich istnienie potwierdziła ustawa z roku 1990, na mocy której cała nieruchomość została w roku 1993 (decyzją wojewody zamojskiego) przekazana gminie. I stąd, ujmując rzecz w skrócie, wszystkie kłopoty.

Park żyje
Rudnicki każdego dnia przechadza się po swoich włościach w Dołhobyczowie. Nawet nie uczestnicząc w życiu wsi, jest doskonale poinformowany o kondycji mieszkańców, zna ich upodobania.
Spoglądając z parku na sąsiadujące z nim ogródki uprawiane przez miejscowych zdążył nabrać przekonania, że okolice zamieszkują ludzie, którzy dbają o swoje obejścia. Grządki zadbane, nigdzie śmieci.
- O, czyściutko mają. A dlaczego? Bo wszystko, co jest im niepotrzebne wywożą do mojego parku – tłumaczy Rudnicki. Istotnie, w parku co jakiś czas można się natknąć na sterty zbutwiałych chwastów (to te z grządek), są też góry popiołu.
Park przy pałacu pełni też niebagatelną rolę miejsca spotkań towarzyskich.
- Tatrę piją – zauważa z uznaniem Rudnicki, spoglądając na puszki po piwie. Ale miejscowi nie gardzą też trunkami zza wschodniej granicy. To samo dotyczy papierosów.

W parku podtrzymywane są przyjaźnie, rodzą się też związki bliższe. Być może tylko przelotne, choć kto wie, czy nie ma i trwalszych. Dowód? Pozostawione prezerwatywy. Z napisów na murach można się dowiedzieć, która z okolicznych dziewcząt cieszy się poważaniem, kto kogo właśnie pokochał, a która z miejscowych to najgorsza k...

Ze śmieciami i napisami od biedy można się uporać, gorzej, że jak powiada Rudnicki, sąsiedzi wpadli na racjonalizatorski pomysł usuwania nieczystości płynnych z chlewików. Gnojowicę wpuszczają wprost do znajdującego się na terenie parku stawu.

Właściciel doszedł do wniosku, że tak dalej być nie może. Bo zatrudniani przez niego ludzie niemal codziennie zajmują się sprzątaniem, ewentualnie wprawianiem szyb w oknach pałacu.
Zerwanej instalacji elektrycznej już nawet nie wymieniają, bo to bez sensu.
Rudnicki: - W kablach jest aluminium. Kradną, później sprzedają. Czasami zerwą blachę z dachu, bo miedziana. Na złomie dobrze za to płacą. Gdy kupiłem pałac, nie było rynien. Też pewnie sprzedali. Ale proszę, grzejników żeliwnych nie ruszają. Bo chyba za ciężkie. Nie opłaci im się zabierać. Bo to już wymaga zachodu, a oni swój rozum mają. Po co się męczyć?

Rudnicki chciałby teren ogrodzić, doprowadzić posesję do porządku. Ma ambitne plany związane z pałacem. Chciałby w nim urządzić hotel, restaurację, centrum konferencyjne. Zapewnia, że skorzystałaby też miejscowość. Bo przecież mieszkańcy już teraz u niego pracują, a i w przyszłości znaleźliby zatrudnienie.
- Przecież ludzi z Warszawy nie przywiozę – wyjaśnia. I dodaje, że jeden z budynków znajdujących się na terenie parku mógłby zagospodarować tak, aby mogli z niego korzystać miejscowi. Byłaby tam może świetlica, być może udałoby się utworzyć coś na kształt lokalnego muzeum, przypominającego o historii Dołhobyczowa, tudzież pałacu i jego wcześniejszych właścicielach.
Jednak dopóki nie ma ogrodzenia, z żadną poważną inwestycją nie można ruszyć.

I tak źle, i tak niedobrze
Negocjacje w tej sprawie Rudnicki prowadzi z zamojską delegaturą Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków, władzami gminy Dołhobyczów, mieszkańcami Dołhobyczowa oraz Kolonii Dołhobyczów. Na razie bez skutku.
On chciałby teren ogrodzić, ale mieszkańcy Dołhobyczowa i Kolonii Dołhobyczów są temu przeciwni. Jak pamiętają, drogi zawsze (czyli po II wojnie światowej) w parku były. Szczególnie zależy im na jednej. Chodzi o trakt, którym podążają do kościoła. Przekonują, że jeśli właściciel teren ogrodzi, idąc do świątyni będą musieli pokonywać trasę dłuższą (o 200, w skrajnych przypadkach o 500 m).
To by potwierdzało przypuszczenia Rudnickiego, który zauważył, że sąsiedzi nie w ciemię bici, i na darmo męczyć się nie chcą. Jeśli mają okazję, to działają na skróty (przykład, to owe ciężkie, żeliwne grzejniki).
Bój o drogi i ewentualne ogrodzenie toczy się już od kilku miesięcy. Ostatnie zebranie, w którym uczestniczył Rudnicki, a także wójt Jan Demendecki, przedstawiciele WUOZ, i kilkunastu mieszkańców (w tym sołtysi), odbyło się 29 kwietnia.

Rudnicki przekonywał, że gdyby nawet chciał ogrodzić teren tak, by drogi zostały (czyli odgrodzić je od reszty parku), to zrobić tego nie może. Zgody na takie rozwiązanie nie daje Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków. Ten zakomunikował Rudnickiemu, że posiadłość, jaką nabył to „cenny przykład rezydencjonalnego założenia z I połowy XIX wieku, utrzymany w charakterze klasycystyczno-romantycznym”. Z tego akurat Rudnicki się bardzo cieszy. Tyle tylko, że WUOZ dalej zaznaczył, iż „należy podjąć działania w kierunku likwidacji wtórnych podziałów przez drogi i ciągi piesze, co umożliwi przywrócenie integralności historycznego układu”. Czyli, w wolnym przekładzie oznacza to, że służby konserwatorskie nie dopuszczają (zresztą istnienia dróg nigdy nie zaakceptowały) sytuacji, w której wzdłuż traktów pieszych mogłoby stanąć ogrodzenie, a teren parku zostałby w ten sposób podzielony. Z kolei mieszkańcy nie dopuszczają możliwości, aby Rudnicki ogrodził cały park. Bo to, jak tłumaczyli, kojarzy im się z gettem, bo nie będą mogli swobodnie spacerować po parku, bo im też się coś należy.

Gdy padła propozycja, że w określonych godzinach (np. od 8 do 20) furtka wiodąca do drogi (tej najważniejszej, do kościoła) będzie otwarta, mieszkańcy stanęli okoniem. Argument był taki: A jak ktoś będzie się gościł i przyjdzie mu wracać po godz. 20, to co?

Ostatecznie mieszkańcy wiosek wyrazili gotowość rezygnacji ze swobodnych (czyli drogami i bezdrożami) spacerów po parku. Zaproponowali, aby Rudnicki kupił od gminy wszystkie drogi, poza jedną, czyli tą, którą chodzą do kościoła. Oczywiście resztę terenu może sobie ogrodzić.
- Muszę kupować drogi, choć w akcie notarialnym ich nie miałem. To po pierwsze. Po drugie, jeśli chcę uchronić park i pałac przed dewastacją, i tak muszę postawić ogrodzenie. W zasadzie dwa. Bo trzeba ogrodzić cały park, a w nim drogę. Ale na to nie zgodzi się konserwator zabytków - biada Rudnicki. Właściciel już myśli o tym, aby pozbyć się kłopotu. Pałac i park sprzeda. I to z zyskiem.
Piotr Machometa, sołtys Kolonii Dołhobyczów radzi, aby nie podejmować decyzji pochopnie. Sołtys ma nadzieję, że z czasem może ludzie się przyzwyczają i do nowego właściciela, i do ogrodzenia. A i brzydki zwyczaj śmiecenia w parku oraz wybijania szyb w pałacu może się skończy. Może.

 




Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia

Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
Informacje opublikowane przez INTERNAUTÓW nie podlegają cenzurze. Właściciele i redakcja Roztocze Online (www.roztocze.net) nie odpowiadają za treść zamieszczonych materiałów, tekstów i komentarzy! Jeżeli zawartość nie jest sygnowana "Roztocze.net" lub "Roztocze Online" to głowna treść tej strony jest kopią znalezioną w sieci internet.
Kopie stron internetowych zamieszczane w serwisie roztocze.net są dokonywane za zgodą autorów lub właścicieli, serwis roztocze.net nie jest w żaden sposób związany z autorami takich strony i nie odpowiada za ich treść.
Komentarze [do góry]

Autor: z regionu
Tytuł: heh

Skąd:
Kiedy: 2008-05-11 22:29:29
Wdepnął pan w gówno panie Janku.
dodaj komentarz
[Kontakt] [Reklama] [© Roztocze Online - P.Rogalski & R.Moteka]