|
- Lustracji nie chcą zwykle ci, którzy mają coś na sumieniu – podejrzewa ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Duchowny jest zasmucony, że tak bardzo przeciwko lustracji opowiadają się ojciec Tadeusz Rydzyk i arcybiskup lubelski Józef Życiński
Ks, Tadeusz Isakowicz-Zaleski zyskał rozgłos za sprawą napisanej przez siebie książki pt. „Księża wobec bezpieki”. Teraz promuje swoją nową publikację „Moje życie nielegalne”. W Zamościu gościł w ub. piątek (25 kwietnia). Przyjechał z Krakowa na zaproszenie Marii Fornal. Ta wspominała, że poznała duchownego kilka lat temu. W 2003 roku ks. Isakowicz-Zaleski został zaproszony do Zamościa na organizowane przez Polskie Towarzystwo Ludoznawcze Spotkania Kultur. I wtedy w kościele oo. Redemptorystów odprawił nabożeństwo w obrządku ormiańsko-katolickim.
- Akurat wtedy minęło 200 lat od
czasu, gdy w Zamościu, w kościele ormiańskim została odprawiona ostatnia msza.
Spotkanie z ks. Isakowiczem-Zaleskim odbyło się w restauracji „Corner Pub”. Była dyskusja, czasami ostra. Atmosferę złagodził Walery Semeniuk, który na zakończenie zagrał na akordeonie guzikowym. Natomiast w finale wystąpił chór „Cantilena Camerata”.
Ucziwego nie złamali
Ks. Isakowicz-Zaleski ma ormiańskich przodków i to właśnie od
opowieści o Ormianach zaczął spotkanie. Jak później przyznał, robi tak zawsze,
ponieważ to jedyny moment, gdy ma okazję poruszać tę problematykę. Później
zazwyczaj padają pytania o księży, którzy w czasach PRL byli tajnymi
współpracownikami Służby Bezpieczeństwa, o to dlaczego do poruszania tego tematu
nie był przez hierarchów zachęcany, a wręcz przeciwnie. Pojawiają się też
zarzuty, jakoby był człowiekiem, który pisząc o słabościach duchownych, stawał w
szeregu osób krzywdzących Kościół. Nie inaczej było i w Zamościu. Też takie
zarzuty się pojawiły.
Tymczasem ks. Isakowicz-Zaleski
zapewniał, że jak wynika z jego doświadczeń oraz lektury akt bezpieki
(dostępnych w Instytucie Pamięci Narodowej) kapłani, którzy nie byli na bakier z
celibatem, nie zaglądali do kielicha częściej niż potrzeba, nie byli pazerni -
kłopotów z SB nie mieli.
Takich duchownych po prostu
nie dało się złamać, nie można ich było szantażem zmusić do współpracy. Byli też
odporni na obietnice zarobku. A i w przypadku, gdy chcieli uzyskać paszport nie
ulegali naciskom. W PRL zdobycie paszportu nie było sprawą prostą. Tego zresztą
ks. Isakowicz-Zaleski doświadczył na własnej skórze. Czekał na dokument kilka
lat. Raz spotkał się z odmową z przyczyn absurdalnych. Argumentem na nie, było
ponoć to, iż ksiądz nie płaci alimentów. Istotnie nie płaci, bo nie ma dzieci.
Z dociekań ks. Isakowicza-Zaleskiego wynika, że zaledwie 10 proc. kleru z różnych powodów poszło na współpracę.
- To niezły wynik. Bo przecież 90 proc. duchownych, to byli
ludzie uczciwi, którym niczego nie można zarzucić – podkreśla ks.
Isakowicz-Zaleski.
Duchowny uważa, że absolutnie,
wbrew temu, co nakazuje tzw. poprawność polityczna, nie można przemilczać
wstydliwych momentów w historii Kościoła katolickiego w PRL.
Autorzy Ewangelii też mogli nie wspominać o Judaszu, a jednak to uczynili. W imię prawdy. Ale też, zdaniem ks. Isakowicza-Zaleskiego na sprawę trzeba spojrzeć i od innej strony. Oczywiście był jeden, który zdradził, ale jakby nie liczyć, Judasz to tylko jeden z apostołów. Judasz to zaledwie 8,3 proc. uczniów Jezusa. Podobnie jak nie ukryli postępowania Judasza, ewangeliści nie mieli wątpliwości, czy opisywać zachowanie Piotra, który wyparł się Jezusa. Ale później żałował. Przyznał się. I takiej postawy, zdaniem ks. Isakowicza-Zaleskiego należałoby oczekiwać od tych, którzy wpółpracowali z SB, czy też byli funkcjonariuszami PRL-owskiego systemu.
- Nie lubię słowa lustracja, wolę autolustracja - wyjaśniał duchowny.
Autolustracji spodziewał się po własnym środowisku, ale okazało się, że nie wszystkim taki pomysł się podoba. Nie wszystkie diecezjalne komisje są zainteresowane takim rozwiązaniem.
Arcybiskup zgrzeszył
Ksiądz Isakowicz-Zaleski krytykował postępowanie arcybiskuba
Stanisława Wielgusa, który najpierw nie przyznawał się do tego, że podpisał
lojalkę, dopiero później wyraził skruchę. Z kolei abp Józef Życiński, który
wiedział o dowodach współpracy abpa Wielgusa z SB - milczał. Zdaniem
Isakowicza-Zaleskiego popełnił grzech zaniechania.
Tymczasem, jak dowodził ks. Isakowicz-Zaleski, to właśnie
Kościół jest przede wszystkim instytucją zaufania publicznego. I właśnie w
Kościele, wśród duchownych, proces autolustracji nie powinien napotykać na żadne
przeszkody. Tymczasem takie są.
Argumenty arcybiskupa
Józefa Życińskiego, który jest przeciwko lustracji, ks. Isakowicz-Zaleski
określa jako „bajki”. Jednak na pytanie, czy jego zdaniem abp Życiński był
uwikłany we współpracę z SB, duchowny z Krakowa nie odpowiadał wprost. Po raz
kolejny przypominał o swoich podejrzeniach, z których wynika, iż ten kto jest
przeciwko lustracji, zazwyczaj ma po temu osobiste powody.
Ks. Isakowicz-Zaleski mówił też o tym, jak rozczarowała go postawa o. Tadeusza Rydzyka. Ten był początkowo zwolennikiem lustracji.
- Wymieniał nazwiska księży, nawet biskupów - opowiada ks. Isakowicz-Zaleski.
Później, nie wiadomo dokładnie
dlaczego o. Tadeusz Rydzyk miał zmienić front. Rozmowy o konieczności
przeprowadzenia lustracji się skończyły. Dlaczego? Ks. Isakowicz-Zaleski ma na
ten temat swoje zdanie, ale go nie ujawni. Radzi zapoznać się z lekturą
dokumentów zgromadzonych w Instytucie Pamięci Narodowej.
A tym, choć nie do końca, ale jednak wierzy.
Jeszcze innego rodzaju zawód przeżył ostatnio ks. Zaleski.
Już po spotkaniu wyraził rozczarowanie postępowaniem reżysera Krzysztofa Zanussiego, który zaangażował do swojego filmu popularną piosenkarkę Dodę. Wprawdzie Doda ma wystąpić tylko w epizodzie, ale jednak.
- Szkoda, dobre filmy robił, ale poszedł na
komercję - ubolewał ks. Isakowicz-Zaleski. - Ta kobieta jest wulgarna, widziałem
ją w programie „Taniec na lodzie”.
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|