|
W Europie za oddanie do muzeum znalezionych rzeczy poszukiwacze
dostają nagrody. W Polsce można dostać dyplom albo zarzuty. O takim przypadku,
dotyczącym rolnika - archeologa amatora Piotra Kani z Gródka k. Hrubieszowa
pisze Przemysław Semczuk w tygodniku Newsweek.
(...)
To było w listopadzie 2007 roku. Przyszło dwóch policjantów i pracownik uniwersytetu. Zapytali, czy mam w domu zabytkowe przedmioty. Od razu zaprowadziłem ich do mojego pokoiku w piwnicy. Jak zwykle wyjąłem kilka pudełek i z dumą zaprezentowałem zbiory - mówi Piotr Kania, rolnik z Gródka nad Bugiem. Nie było tego wiele, bo większość znalezisk od razu trafiała do muzeów w Hrubieszowie, Zamościu i Lublinie. Zbiór kilkuset monet rzymskich, znalezionych przez Kanię, można oglądać w Muzeum Zamku Królewskiego w Warszawie.
Kania od dziecka zbierał to, co leżało na jego polu. - To miejsce, w którym ścierało się wiele kultur - opowiada 44-letni rolnik. - Osiedlały się tu plemiona Gotów i Wandali. Można więc znaleźć pozostałości osad plemiennych i kurhany. W czasie orki pługi wydobywały sporo drobiazgów.
Jak na rolnika z wykształceniem zawodowym dużo wie o bardzo odległej historii i swobodnie o niej opowiada. Przez lata rosła jego kolekcja monet rzymskich, grotów, kościanych narzędzi i ozdób. Rozpoczęła się także współpraca z archeologami. Byli blisko, bo całymi latami prowadzili wykopaliska w okolicach Gródka. - Ja im oddawałem to, co znalazłem, a oni dawali mi książki. Rozmawiali ze mną i tłumaczyli - wspomina pan Piotr. - Zaczęło mnie to wciągać. Zwłaszcza gdy okazywało się, że moje znaleziska są cenne. Niestety, nie było czasu na naukę w szkołach. Traktowałem to tylko jako hobby. (...)
Przemysław Semczuk Skrót artykułu
z Newsweek, wydanie 17/08 ze strony 35
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|