|
Łada Biłgoraj nie przestraszyła się faworyzowanego Górnika, grając
otwarty futbol na stadionie w Łęcznej. Gospodarze wygrali 4:2, ale przyjezdni
nie mają się czego wstydzić
Górnik Łęczna - Łada Biłgoraj 4:2 (1:0)
1:0 Szymanek 13, 2:0 Nikitović 57, 2:1 Chomicz 67, 3:1 Buśkiewicz 70, 3:2 Popajewski 75, 4:2 Niżnik 89.
Łada: Fokin - Bartecki (76 Suski), Grzegorczyk, Sawczuk, Fulara - Rutkowski, Farotimi (72 Popajewski), Zarczuk, Poleszak (61 Chomicz), Sebastianiuk (65 Muszyński) - A. Sadowski. Trener: M. Sadowski.
Żółte kartki: Szymanek, Kępa (Górnik), Farotimi (Łada). Sędziował: Raczkowski (Warszawa).
Ekipa trenera Marka Sadowskiego jechała do Łęcznej jak na
ścięcie. Biłgorajanie wyszli na murawę jakby wystraszeni, co wykorzystali
gospodarze, obejmując już w 13 minucie prowadzenie po golu Grzegorza Szymanka.
Nasi zorientowali się, że lider nie taki straszny. I sami zaczęli straszyć. W
pierwszej połowie łęcznianie mieli okazję do podwyższenia prowadzenia, ale i
Łada bliska była ulokowania piłki w siatce. Dwa razy przed szansą stanął Adrian
Sadowski. Najpierw zawahał się z oddaniem strzału, potem został zablokowany
przez bramkarza Jakuba Wierzchowskiego.
Od pierwszych minut drugiej części meczu Łada ambitnie atakowała. Bramkarz Górnika musiał wspiąć się na wyżyny swych umiejętności, interweniując po uderzeniach Pawła Rutkowskiego i Piotra Fulary. Ten drugi groźnie strzelał dwa razy. Z wolnego przymierzył tak, że golkiper z najwyższym trudem wybił piłkę, która trafiła jeszcze w spojenie słupka z poprzeczką. Zapędy ''Ładziaków'' ostudził Veljko Nikitović, strzelając gola na 2:0. Bramka nie podłamała gości, którzy najpierw zdobyli gola kontaktowego na 2:1,a potem na 3:2. Obie bramki, zdobyte odpowiednio przez Ernesta Chomicza i Michała Popajewskiego, były przedniej urody. Wynik spotkania w końcówce ustalił Rafał Niżnik.
- Nie mogliśmy się równać z Górnikiem, jeśli chodzi o
kulturę gry, jednak mieliśmy go rozpracowanego, dlatego mogliśmy się pokusić o
korzystniejszy rezultat. Zagraliśmy dobry mecz, jednak niepotrzebnie na początku
spotkania baliśmy się rywala. Zaczęliśmy odważniej grać wtedy, gdy byliśmy już
na straconej pozycji - podsumował występ swych podopiecznych trener Łady, Marek
Sadowski.
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|