|
Poseł Janusz Palikot nazwał o. Tadeusza Rydzyka „Belzebubem”, a Radio
Maryja obiecał zniszczyć. Niektórzy biłgorajanie w lot pojęli, że poseł, w końcu
ich krajan, znalazł się w sytuacji krytycznej. - A jak człowiek jest na drodze
do piekła, to trzeba go ostrzec - powiada Marian Jagusiewicz
Ostrzeżeniem ma być list, jaki skierowano do władz miasta i powiatu. Zaapelowano w nim, aby uznać posła Palikota za „persona non grata”, czyli osobnika, którego obecność w mieście i powiecie jest co najmniej niemile widziana. Najpierw więc chodzi o wykluczenie posła ze społeczności, w której spędził lata pacholęce i wczesną młodość. Co się stanie, jeśli ten argument nie podziała i poseł, jak dotychczas, będzie upierał się przy swoim? Bóg jeden wie.
Święty Jerzy z odsieczą
Pod „Listem otwartym” podpisało się 80 osób. Na razie więcej chętnych w liczącym ponad 100 tys. mieszkańców powiecie się nie znalazło. A i ci, którzy inicjatywę poparli, to głównie wierni z parafii pw. Świętego Jerzego w Biłgoraju. Są też nazwiska mieszkańców Frampola, Krzeszowa, Biszczy, Zaporza (w gm. Radecznica), Łukowej.
Stanisława Swacha, która kieruje Biurem Radia Maryja w Biłgoraju, nie chce wypowiadać się na temat listu. Odsyła do zawartych w nim treści.
Pani Stanisława nie
powie też dokładnie, czyja to była inicjatywa, aby tak zrugać posła Palikota.
Wiadomo, że sympatykom Radia Maryja w zbieraniu podpisów pomagali członkowie Rejonowego Komitetu Obywatelskiego Ziemi Biłgorajskiej, któremu przewodniczy niezmordowany Marian Jagusiewicz, były działacz „Solidarności”, ciężko doświadczony internowaniem w czasie stanu wojennego. To Jagusiewicz swego czasu walczył o ustawienie w Biłgoraju tablic z Dekalogiem i z równym zapałem karcił (słowem) miłośników twórczości noblisty, pisarza I. B. Singera. To tylko ułamek cennych inicjatyw, podejmowanych przez Jagusiewicza i komitet. Wsparcia im nigdy nie odmawiał, a wręcz przeciwnie, kiedyś starosta, teraz wice – Stanisław Schodziński. Co ciekawe, to ze służbowego faksu starostwa rozsyłano „List” w sprawie Palikota.
- Nie wiem, jak to się stało. Pewnie ktoś wysłał, nie mam pojęcia kto – mówi wicestarosta Schodziński. – Ja list dostałem za pośrednictwem poczty.
Przeciw Ojcu i Rodzinie
Stanisław Schodziński pod listem się nie podpisał. – Bo nikt mnie o to nie prosił – tłumaczy. Zapewnia jednak, że gdyby zwrócono się do niego z taką propozycją, z pewnością by poparł apel mieszkańców Biłgoraja.
Schodziński: - Jeszcze jako student Politechniki Lubelskiej, w latach 70. dopominałem się o poszanowanie praw człowieka i obywatela (wicestarosta był działaczem Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela; za to został odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Kawalerskim - przyp. red.). Zawsze będę bronił ludzi, których władza chce wykończyć. Władze komunistyczne nie groziły ludziom tak jawnie, jak to robi poseł Janusz Palikot.
Wicestarosta jest oburzony wypowiedziami posła, który nazwał ojca Tadeusza Rydzyka „Belzebubem” (w hierarchii diabelskiej tylko Lucyfer stoi wyżej - przyp. red.) i domagał się w programach telewizyjnych wykończenia tak o. Tadeusza Rydzyka, jak i Radia Maryja. Ale ma Schodziński do parlamentarzysty żal również o to, że nie zachowuje się, jak na katolika przystało. Zresztą, poseł zdaniem Schodzińskiego, złamał pewne zasady, dotyczące życia we wspólnocie.
- Jak się w rodzinie dzieje coś złego, rodzina załatwia to we własnym gronie. Nikt nie leci z tym do gazet i telewizji – powiada Schodziński. Wicestarosta traktuje Palikota jak członka rodziny, bo
przypomina, że poseł sam opowiada, iż uczestniczy w nabożeństwach. Prosty stąd
wniosek, że jeśli nie w Rodzinie Radia Maryja, to przynajmniej we wspólnocie
wiernych Kościoła katolickiego, Palikot nadal jest.
Mniej więcej w tym samym duchu wypowiada się jeden z księży biłgorajskich. Nie poda nazwiska, bo jak tłumaczy, nie ma zezwolenia kurii. Jak dodaje, czego by w tej sprawie nie powiedział, to albo pretensje będą mieli zwierzchnicy kościelni, albo sympatycy Radia Maryja. Duchowny zaznacza, że szanuje dzieło o. Tadeusza Rydzyka („jest niekwestionowane”). Jednak na to, że niektórym się nie podoba, nic nie można poradzić. Kapłana boli to, że poseł Janusz Palikot tak niepochlebnie wyraził się o ojcu Tadeuszu Rydzyku. Ale, co zaznacza, żadnemu duchownemu nie przystoi traktować posła jako osoby niepożądanej, niemile widzianej. Mówiąc wprost - nikogo nie należy odtrącać. Bo nawet poseł Palikot, choć przez niektórych źle oceniany, to przecież człowiek, Stworzenie Boże.
- To całe zamieszanie nie jest potrzebne. Najbardziej ucierpią na tym krewni posła Palikota - smuci się kapłan.
Nie odbieraj
nadziei
Marian Jagusiewicz też wspomina o miłosierdziu, ale pojmuje je trochę inaczej. List wystosowany do władz miasta i powiatu ma dać posłowi Palikotowi do myślenia.
- Jak
człowiek jest na drodze do piekła, to trzeba go ostrzec. Niech sobie zdaje
sprawę, że Polska jest krajem katolickim i duchownych trzeba szanować -
wykrzykuje do słuchawki Jagusiewicz. Nie chce rozmawiać.
Określenia, jakich w stosunku do o. Tadeusza Rydzyka użył poseł Janusz Palikot, poważnie zniechęciły do niego niektórych mieszkańców Biłgoraja.
Urban Kaczor przyznaje, że z zainteresowaniem
śledzi poselską karierę. On, jak też wielu jego znajomych mężnie zniosło to, gdy
w czasie konferencji prasowej poseł Palikot wymachiwał sztucznym penisem
(parlamentarzysta oskarżał policjantów z Lublina, jak się okazało słusznie, o
dokonanie gwałtu na studentce). Urban ścierpiał też i to, że Janusz Palikot
paradował przed kamerami w koszulkach z napisami: „Jestem gejem”, „Jestem z SLD”
(to z kolei przy okazji kampanii na rzecz obrony słabszych i dyskryminowanych).
Ale ostatnie wybryki posła, Urbanem Kaczorem wstrząsnęły. I dobrze się stało, że
za takie zachowania poseł Palikot został przywołany do porządku zarówno przez
hierarchów Kościoła, jak też władze partii.
Maria Jastrzębska jest skarbnikiem Biura Radia Maryja w Biłgoraju.
Stanowczo nie pochwala tego, co zrobił Palikot. Największy żal do posła ma o to, iż zapowiedział zniszczenie Radia Maryja.
- Poseł obraził o. Tadeusza Rydzyka, powiedział, że wykończy Radio Maryja. Ale nie pomyślał o tych wszystkich, dla których to radio oraz Telewizja Trwam są całym światem, ich całym życiem. Poseł chce im odebrać jedyną pociechę i ostatnią nadzieję. Znam wiele osób, które są schorowane, całymi dniami nie wychodzą z domów. A dzięki temu, że słuchają radia, mogą się pomodlić, wysłuchać mszy św. To bardzo im pomaga. Oby nigdy posła nie spotkało takie nieszczęście, że zachoruje, nie będzie miał na leki. Oni na Telewizję Trwam i Radio Maryja oddają ostatni grosz.
Będzie odwet?
Łatwo postulować, aby Palikot został uznany w Biłgoraju i powiecie za osobę niepożądaną, niemile widzianą. Trudniej to jednak wykonać. Bo niby jak? Zakazać Palikotowi przekroczenia granic powiatu i miasta? Tak samo, jak w czasach PRL zakazano tego ostatniemu ordynatowi, Janowi Zamoyskiemu?
Wicestarosta Schodziński nie wie, jak technicznie rozwiązać
ten problem. Uważa jednak, że radni powiatowi powinni nad tym dyskutować. I
wyrazić opinię.
Burmistrz Biłgoraja Janusz Rosłan: - Mamy uchwały o nadaniu honorowego obywatelstwa, tytułu zasłużony dla miasta. Przepisu, na podstawie którego można byłoby kogoś uznać za „persona non grata” nie ma. Zresztą nie ma też chyba takiej możliwości, aby kogoś nie wpuścić do Biłgoraja. A teraz poważnie. Są osoby, które byłoby warto uznać za „persona non grata”, ale zdecydowanie Janusz Palikot do nich nie należy. Chciałbym aby ci, którzy wpadli na pomysł wystosowania tego listu - apelu zrobili dla Biłgoraja i powiatu chociaż połowę tego, co uczynił Janusz Palikot. Stworzył zakład pracy, czyli „Ambrę”, z własnych pieniędzy wspiera Fundację Kresy 2000 i Stowarzyszenie Singerowskie. Był szefem Rady Patronackiej Kolegium UMCS w Biłgoraju, wiele zrobił, aby ta uczelnia powstała.
- Kto mieczem walczy,
od miecza ginie – powiadają w Biłgoraju. Jest bowiem pomysł, aby w ślad za
listem w sprawie Janusza Palikota, skierować do władz miasta i powiatu kolejny.
Tym razem, głównym bohaterem byłby Marian Jagusiewicz. Pomysłodawcy zapewniają,
że gdyby zaproponować, aby za „persona non grata” uznać Jagusiewicza, udałoby
się zebrać znacznie więcej podpisów niż marne 80 pod apelem w sprawie Palikota.
Rozmyślają jednak, czy warto cokolwiek robić w tej kwestii. Bo, jak zauważają,
„panu Marianowi Jagusiewiczowi tylko o to chodzi, aby ktoś się nim w końcu
zainteresował. Wtedy będzie w swoim żywiole. Zagra życiową rolę bohatera i
męczennika systemu”.
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|