|
Łada Biłgoraj zremisowała 0:0 w derbach Lubelszczyzny z Avią Świdnik. Na trybunach było przyjaźnie, bo od lat kibice obu klubów mają się ku sobie. Nie było przyjaźni na murawie. Dominowała zacięta walka, bo żadnej ze stron nie zadowalał remis
Łada Biłgoraj - Avia Świdnik 0:0
Łada: Fokin - Rutkowski, Sawczuk, Bartecki, Fulara - Skrzypek (79 Muszyński), Farotimi, Poleszak (68 Popajewski), Chomicz, Sebastianiuk (89 Suski) - Zarczuk. Trener: M. Sadowski.
Żółta kartka: Popajewski (Łada). Sędziował: Strzępek (Rzeszów).
Do meczu derbowego z Avią Świdnik Łada Biłgoraj przystąpiła bez pauzujących za nadmiar kartek Patryka Grzegorczyka i Adriana Sadowskiego. Trener Marek Sadowski dokonał przesunięć w składzie. Miejsce Grzegorczyka na środku obrony zajął Sławomir Bartecki (na zdjęciu, z prawej), dotychczas grający na lewej flance. Natomiast na ''szpicy'' pojawił się Ireneusz Zar- czuk, wcześniej występujący jako wchodzący, środkowy pomocnik. ''Kartkowicze'' zwolnili miejsce w składzie dla Ermesta Chomicza.
Gospodarze grali uważnie w obronie, nie mieli zaś pomysłu na rozmontowanie defensywy Avii.
- Nie było do kogo
zagrywać w ofensywie. A nikt nie kwapił się do wzięcia na siebie
odpowiedzialności za rozegranie piłki. Byliśmy jakby wystraszeni - stwierdził
trener Sadowski.
Kogo się bali biłgorajanie? Zdaniem szkoleniowca Łady - szybkich napastników, między innymi dobrze znanego w Biłgoraju Wojciecha Białka. Były napastnik Łady kilka razy w swoim stylu ''zakręcił'' byłymi klubowymi kolegami. Ale sposobu na pokonanie Nikołaja Fokina nie znalazł. Kilka razy groźnie uderzał.
- Mam sporo pretensji do Wojtka, gdyż w kolejnym meczu zagrał poniżej swoich możliwości. W meczu przeciwko swej dawnej drużynie nie był maksymalnie zaangażowany - stwierdził trener Avii Grzegorz Komor.
Bliższy powodzenia był Maciej Kleszcz. Znany z występów w Hetmanie Zamość obrońca z rzutu wolnego trafił w słupek bramki Łady.
Najdogodniejszą okazję bramkową dla Łady zaprzepaścił Zarczuk. Napastnik, stojąc kilka metrów od bramki, nie zdołał umieścić piłki w siatce.
- Może gdybym próbował uderzyć nogą, a nie
głową, to piłka wpadłaby do bramki. To była idealna sytuacja - powiedział
zawiedziony Zarczuk.
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|