|
Mieszkańcy ulic Cegielnianej i Partyzantów w Biłgoraju chcieli mieć
utwardzone drogi dojazdowe do swoich posesji. Miasto wykonało projekt tych dróg,
ale ludziom się on nie podoba. Ich zdaniem, zaplanowany pas jezdni jest zbyt
szeroki i wytyczony niesprawiedliwie
Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego Biłgoraj - Piaski (tamtędy przebiegają ulice: Cegielniana i Partyzantów) I Etap został uchwalony 8 listopada 2000 r. Wcześniej mieszkańcy mogli zgłaszać zastrzeżenia. Niektórzy to zrobili, inni nie. Chcieli, aby wybudowano im drogi i zdecydowali się oddać na ten cel część swoich działek.
- Droga
miała mieć osiem metrów szerokości, pod jej budowę każdy z mieszkańców ulicy
miał oddać cztery metry z długości swojej działki - tłumaczy Irena Blicharz,
mieszkanka ul. Partyzantów.
Kilka lat później okazało się, że miasto zamierza budować też inną drogę, której pas miał przebiegać przez działkę pani Ireny.
- Wtedy przy
okazji zapytałam, ile mi tej działki zabiorą na ulicę Partyzantów. Odpowiedzieli
mi, że wezmą po sześć metrów z działek po obu stronach ulicy. W 2007 r.
przyszedł geodeta i opalikował teren, który mielibyśmy oddać pod drogę.
Zorientowaliśmy się, że oś planowanej jezdni została przesunięta, a na drogę
trzeba będzie oddać większe działki, ale nie wszystkich to dotyczy. Posesje
niektórych pozostaną nienaruszone, a jeśli zechcą to będą mogli je sobie
powiększyć o metr. Oszczędzono również tereny Skarbu Państwa - tłumaczy pani
Irena.
Stanisław Kwik będzie musiał cofnąć płot aż pod same okna swego domu, a tuż za tym płotem, według projektu, będzie ulica.
- To niesprawiedliwe. Pod drugiej stronie sąsiad ma ugór, mówi, że chętnie by go oddał pod tę drogę, ale władze miasta nie chcą – żali się mężczyzna.
Państwu Woźnym mieszkającym na końcu ulicy Partyzantów miasto zamierza zabrać na dwie drogi ponad 400 metrów kwadratowych. Na ich posesji zaprojektowano również zatokę zawrotową.
- Zaraz za naszą działką jest teren Skarbu Państwa. Tam z powodzeniem można byłoby zrobić taką zatokę – denerwuje się Barbara Woźny.
Chcą drogi bez
konfliktów
Bez zgody rady miasta, burmistrz
może zaoferować mieszkańcom odszkodowanie w wysokości do 25 złotych za metr
kwadratowy działki (metr kwadratowy działki budowlanej w Biłgoraju kosztuje od
100 do 350 zł), ale zawsze istnieje możliwość wypłaty odszkodowania wg wyceny
sporządzonej przez rzeczoznawcę majątkowego. Mieszkańcom ulic Partyzantów i
Cegielnianej jednak nie chodzi o pieniądze, ale o sprawiedliwość. Poprosili o
zmianę planu zagospodarowania przestrzennego. Bezskutecznie.
„Nie wyrażamy zgody na taki podział działek w celu budowy drogi „konfliktowej”, tym bardziej, iż nie jest chyba czystym przypadkiem, że po lewej stronie znajdują się działki miasta oraz rodzinna posesja jednej z osób, liczącej się w urzędzie” - napisali w zażaleniu na decyzję Komisji Budżetu Rady Miasta, która nie zgodziła się na zmianę planu.
Nic się nie zmieniło
- Plan, o którym mowa, został sporządzony zgodnie ze wszystkimi wymogami procedury, a dokumentacja planistyczna była sprawdzona przez służby Wojewody Lubelskiego przed publikacją planu. Skoro ustalenia planu uzyskały moc obowiązującą, to projekty budowy ulic nie mogą być sprzeczne z tymi ustaleniami. To na ich podstawie przystąpiono do podziałów geodezyjnych terenu i trasowania linii rozgraniczających ulic. Te, o których mowa, są drogami powiatowymi i od początku w projekcie miały po 12 metrów. Tak było w planie w 2000 roku i od tego czasu nic się nie zmieniło – tłumaczy burmistrz Janusz Rosłan. - To nieprawda, że w wytyczeniu pasa jezdni zostały pominięte tereny Skarbu Państwa. W czasach, kiedy były nanoszone parametry tych dróg, te działki znajdowały się w prywatnych rękach i ich ówcześni właściciele też zgłaszali zastrzeżenia. Państwo pozyskało je znacznie później – wyjaśnia. – Prywatna działka znajdująca się na końcu ulicy Partyzantów jest tak duża, że jej właściciel może w dalszym ciągu na tej nieruchomości wydzielić trzy działki budowlane dla zabudowy mieszkaniowej jednorodzinnej. Dlatego lepiej jest tam wybudować zatokę nawrotową, niż na malutkiej działce tuż za nią, która nie należy do Skarbu Państwa, a do Nadleśnictwa Biłgoraj.
I tak nie ma
inwestora
O budowę tych dróg mieszkańcy
osiedla starali się od dawna. Pisali do Zarządu Dróg Powiatowych i do władz
miasta Biłgoraja. Powiat nie miał pieniędzy. Burmistrz Rosłan zaproponował pomoc
w realizacji inwestycji. 23 marca 2006 roku na wspólnej naradzie władz miasta i
powiatu Janusz Rosłan zadeklarował, że w planie zadań do realizacji miasta na
rok 2006 r. ujęty zostanie projekt techniczny ulic: Poniatowskiego, Partyzantów,
Cegielnianej, Cichej, Gen. Maczka i Gen. Okulickiego. Ustalono, że inwestycję
będą realizowały obydwa samorządy. Miasto miało wykonać dokumentację techniczną
dróg (jej opracowanie kosztowało ponad 70 tys. zł) i sfinansować koszty podziału
nieruchomości w pasach drogowych ulic Cegielnianej i Partyzantów (kosztowało to
56 341 zł). Zobowiązało się również do pokrycia kosztów odszkodowań za grunty
pozyskane pod budowę dróg (zabezpieczono na ten cel 240 125 zł).
Inwestycję uwzględniono w budżecie miasta na 2008 rok. Okazało się jednak, że zrealizować się jej nie da.
- Miasto nie może ubiegać się o pieniądze ze środków Regionalnego Programu Operacyjnego, mogą to zrobić tylko zarządcy dróg. W tym przypadku Zarząd Dróg Powiatowych w Biłgoraju – tłumaczy burmistrz Rosłan. – Zagwarantowaliśmy powiatowi udzielenie pomocy. Pomożemy w pokryciu połowy wkładu własnego, tj. 7,5 proc. wartości zadania. Realizacja tego zadania kosztowałaby nas ok. 670 000 zł, natomiast powiat jedynie ok. 300 000 zł. Niestety, powiat mając możliwość pozyskania kilku milionów złotych, nie wyraził dotychczas chęci złożenia wniosku.
Dogadać się z
ludźmi
- Według wytycznych RPO, moglibyś- my dostać wsparcie, ale tylko na zadania związane z robotami budowlanymi i modernizacją dróg powiatowych zabezpieczających kluczowe dla danego obszaru powiązania, na przykład pomiędzy gminami czy ośrodkami turystycznymi, ale nie na drogi w mieście. Takie ulice jak Cegielniana czy Partyzantów nie spełniają nawet warunków określonych w definicji o drogach powiatowych - tłumaczy Ryszard Kostrubiec, dyrektor ZDP w Biłgoraju.
ZDP kilkakrotnie proponował burmistrzowi, aby zmienił kategorię tych dróg na gminne i przejął je pod swoją opiekę.
- Według warunków technicznych dla dróg publicznych, ulice te mogłyby mieć nie 12 a 10 metrów. Wtedy przy dobrej woli miasta można byłoby zrobić rewizję planu zagospodarowania przestrzennego i jakoś się dogadać z ludźmi – proponuje Kostrubiec.
-
Kiedyś powiat otrzymywał subwencje na drogi. Nie wiem, co z tymi pieniędzmi
robił, bo wciąż są nieutwardzone i zwykle były bardzo zaniedbane. Na remonty,
modernizacje i utrzymanie dróg gminnych miasto nigdy nie miało środków z
subwencji drogowej. Musimy zabezpieczyć na to środki z dochodów własnych -
tłumaczy burmistrz. - Wykonajmy te drogi wspólnie, doprowadźmy je do właściwego
stanu, a wówczas miasto te drogi przejmie i będzie ponosiło koszty bieżącego
utrzymania.
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|