|
Judasz zdradził, Piotr się wyparł, Sanhedryn domagał się
ukrzyżowania. Jezus upadał pod ciężarem krzyża. Wyszydzany przez tłum, bity
przez pretorian szedł na Golgotę, gdzie umarł. Aby później Zmartwychwstać. Droga
Krzyżowa wiodła ulicami osiedla Karolówka. Miesterium Męki Pańskiej
zorganizowali księża z parafii pw. Świętej Bożej Opatrzności
Ksiądz wikariusz Marian Wyrwa pochodzi z parafii Niemstów, koło Cieszanowa. W zamojskiej par. pw. Świętej Bożej Opatrzności jest już prawie trzy lata. Wcześniej był w par. św. Jerzego w Biłgoraju.
- Ta na Karolówce, to młoda parafia. Nie dorobiliśmy się jeszcze nawet kościoła, mamy tylko kaplicę. Ale ksiądz Marian Wyrwa i ks. proboszcz Jarosław Feresz potrafią współpracować z młodymi. A ci, swoim entuzjazmem zarażają dorosłych - mówią wierni z os. Karolówka.
Rzecz w tym, że duchowni nie boją się podejmować trudnych wyzwań. A do takich zaliczyć można z pewnością Misterium Męki Pańskiej, jakie odbyło się w ub. niedzielę (16 marca).
Natchnienie w Ziemi Świętej
Ksiądz Marian Wyrwa w listopadzie 2007 roku był na pielgrzymce w Ziemi Świętej. I to tam, jak wspomina, przyszła myśl, aby zorganizować Misterium Męki Pańskiej właśnie w Zamościu, w nowej parafii.
- Byłem w ogrodzie Getsemani, widziałem ruiny świątyni w
Kafarnaum – wspomina.
Getsemani, czyli Ogród Oliwny to miejsce, w którym pojmano Jezusa. Z kolei w Kafarnaum była kiedyś synagoga, w której nauczał Jezus.
Od pomysłu do jego realizacji droga jednak daleka. Tym bardziej, że pierwowzór stanowił film „Pasja”, w reż. Mela Gibsona. Muzykę m.in. z tego filmu ks. Wyrwa chciał wykorzystać w zamojskim misterium.
Na razie jedyne, czym dysponował ksiądz Marian to zapał młodzieży i dorosłych, którzy tworzą działającą przy parafii Grupę Teatralną „Warto”.
- W sumie, w Grupie Teatralnej
jest ok. 50 osób. To głównie dzieci i młodzież ze Szkoły Podstawowej nr 8 i
Gimnazjum numer 5. Jest też kilka osób dorosłych – wyjaśnia duchowny.
Trudno mówić o jakimś wielkim doświadczeniu aktorskim. Owszem, grupa ma na koncie przedstawienia. Aktorzy zaprezentowali spektakle pt. „Oskar i Pani Róża” na podstawie książki Erica Emmanuela Schmitta oraz „Zraniony Pasterz” (według książki o takim tytule autorstwa Daniela Ange). To wszystko jednak za mało, aby porywać się na Misterium Męki Pańskiej.
Tak się przynajmniej księdzu Marianowi wydawało, ale swoim zwątpieniem nie za bardzo chciał się dzielić z tymi, którzy mieli wystąpić. Bo i po co? Przecież chodziło o to, aby Misterium jednak się odbyło.
Z Bożą pomocą, damy radę
Czas od pobytu w Ziemi Świętej nieubłaganie płynął, a ksiądz nieodmiennie dochodził do wniosku, że w zasadzie jeszcze niczego nie przygotował. Gdy podczas kolędowania dzielił się z parafianami swoim pomysłem, ci owszem byli do idei bardzo przychylnie nastawieni, ale podpytywali, co do tej pory udało się księdzu przygotować. - Mówiłem prawdę. Że
właściwie nie mam nic – wzdycha kapłan. – Na szczęście parafianie pomogli.
Grażyna Pomorska, właścicielka jednej z zamojskich firm zaoferowała, że uszyje stroje, m.in. dla Jezusa i Marii.
Tomasz Ruczajewski, przedsiębiorca, właściciel firmy „Rumat”, ale i najprawdziwszych rumaków zadeklarował, że zapewni odpowiednią, bardzo efektowną oprawę przedstawienia. Ustalono, że on, jego syn Dominik oraz jeszcze jedna osoba (ostatecznie był to Krzysztof Bubiłek) będą jechali konno przed niosącym krzyż Jezusem. Ubrani w stroje rzymskich pretorian.
Niektóre stroje wykonane zostały przez wiernych, ale to nie
wystarczyło. Kostiumy wypożyczono też z Teatru Narodowego w Warszawie (m.in. dla
pretorian), Teatru im. Juliusza Osterwy i Teatru Muzycznego w Lublinie.
W międzyczasie ksiądz Marian Wyrwa starannie kompletował zespół opierając się na tych, którzy działają w Grupie Teatralnej „Warto”, ale nie tylko. Niektórych aktorów wypatrzył, chodząc po kolędzie. I tak znalazł osobę, która jego zdaniem świetnie zagrałaby Jezusa. Pech chciał, że kandydat do roli wyjechał za granicę. Trzeba było szukać dalej.
- Dziewczyna z naszej parafii powiedziała, że zna
odpowiednią osobę. Mówiła o swoim koledze. Spotkaliśmy się, uznałem, że to dobry
pomysł – opowiada ks. Wyrwa.
W ten sposób Robert Głąb z Zamościa dowiedział się, że w czasie Misterium Męki Pańskiej zagra Jezusa.
- Ciekawa rzecz wyszła zupełnie przypadkiem – powiada ksiądz. – Robert ma 33 lata, jest w wieku Chrystusowym.
Również podczas kolędowania duchowny znalazł kandydata do
roli Szymona Cyrenejczyka, czyli tego, który w drodze na Golgotę będzie pomagał
nieść Jezusowi krzyż.
Andrzej Margol, bo o nim mowa, ma 50 lat. Przez siedem lat pracował na budowach we Włoszech, m.in. w Rzymie. Margol dzieli się swoimi uwagami na temat roli, jaka mu przypadła. Też podejrzewa, iż jest w tym jakieś zrządzenie losu: - Tak się zastanawiam. Rola jest ważna, bardzo ważna. Ale czy to nie jakieś przeznaczenie, że to właśnie ja mam być Szymonem, nieść z Jezusem jego krzyż? Zobaczymy.
A jak Królem, a jak katem
będziesz....
W sobotę, 15 marca, odbyła się próba generalna przed przedstawieniem.
Na placu przed kaplicą radny zamojski z Prawa i Sprawiedliwości Marek Dziura uwijał się przy krzyżu. Chodziło o to, aby odpowiednio ustawić wspornik, na którym spoczną stopy Jezusa, do ramion krzyża właściwie przywiązać ręce. I najważniejsze, solidnie ustawić krzyż z już wiszącym na nim Jezusem. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby krzyż się przewrócił.
Na szczęście wszystko przebiegało bardzo sprawnie. Radny Dziura wykazywał wielką sprawność: sam zawzięcie pracował, dyrygował pozostałymi. Widać, że w krzyżowaniu nabrał niezwykłej wprawy.
Próbom przyglądało się kilka parafianek.
- Przystojny ten nasz Jezus, nawet
przystojniejszy od tego z obrazów – zachwycały się.
Robert Głąb na co dzień pracuje w ośrodku Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom Niepełnosprawnym „Krok za Krokiem” w Zamościu. Jedną z jego pasji jest fotografia. Nie za bardzo zwracał na to uwagę, ale owszem przyznał, że już kiedyś słyszał coś podobnego. Raz, pamięta, pewien ksiądz podczas kolędy powiedział Robertowi, że ma włosy jak Jezus.
- No i byłem Misterem Zamościa. W 2005 roku – śmieje się.
A tak
już na poważnie, zaproponowaną przez ks. Wyrwę rolę przyjął chętnie. Bo skłania
do refleksji. Co np. myśli człowiek, który zna swój los. Wie, że zostanie
zdradzony, skazany na śmierć.
Były też kwestie
techniczne. Na okoliczność udziału w misterium Robert Głąb musiał zapuścić
brodę. Ale to był najmniejszy problem. Gorzej z krzyżem. Ten ważył na początku
jakieś 80 kilogramów, później może trochę mniej bo wysechł, ale i tak było co
dźwigać. A i pretorianie nie bardzo oszczędzali Jezusa. Podczas scen np.
biczowania pejcze były wykonane z tkaniny, ale tę nasączono czerwoną farbą, więc
przy mocniejszych razach dało się odczuć ich siłę.
Zgodnie z zamysłem ks. Wyrwy, zmęczenie Jezusa miało być autentyczne, może nie krańcowe, ale jednak. To dla lepszego efektu.
- Nikt nie odmawiał udziału w Misterium – zapewnia ksiądz Marian. Był pewien problem z Judaszem. Tego zagrał Mateusz Pera. Od razu wpadł księdzu w oko, w dodatku chętnie przyjął rolę, choć Judasz to postać paskudna. Ale to przecież tylko przedstawienie. Tu pojawił się tylko jeden problem. Z włosami.
- Tato chciał, żebym je ściął, ale w końcu
ustaliliśmy, że do spektaklu z tym zaczekamy – wyjaśnia Mateusz.
Co prawda niechętnie, ale w końcu role przyjęli też Bolesław
Wilk, Mieczysław Maniuk, Stanisław Michoński. Panowie zagrali przedstawicieli
Sanhedrynu, sądu żydowskiego, który wydał Jezusa.
Przyznają, że nie bardzo im się uśmiechało grać Żydów, ale co zrobić, skoro w tej opowieści właśnie Żydzi stanowią większość (z głównym bohaterem włącznie). Tyle tylko, że im przypadły role tych najgorszych Żydów. Może tylko Judasz budzi większe negatywne emocje, ale i to niekoniecznie. Bo Judasz, choć zdradził, wziął 30 srebrników, to później miał wyrzuty sumienia i się powiesił. A faryzeusze Jezusa nie pożałowali.
-
Trudno. Wzięliśmy te role, bo trzeba było jakoś pomóc – biada Mieczysław Maniuk
i popatruje w stronę Andrzeja Margola. Maniuk nie kryje, że chętnie by się z nim
zamienił. – Bo taki Szymon Cyrenejczyk, to jest dopiero piękna postać. Ten Panu
Jezusowi pomagał.
Zresztą, lepiej niż członkiem Sanhedrynu, byłoby być choćby Poncjuszem Piłatem, prefektem Judei, to on reprezentował Rzym. Piłata zagrał Karol Banaszkiewicz.
- Zastanawiałem się, jak mógł reagować Piłat, który nie chciał skazać Jezusa na śmierć, a jednak musiał to zrobić. Najważniejsze było to, aby właściwie oddać na scenie gniew Piłata – mówi Karol.
Nie lękajcie się...
Ksiądz Marian Wyrwa przed przedstawieniem Misterium Męki
Pańskiej cierpiał. Podwójnie. Z powodu trosk, bo w niedzielę wieczorem padał
deszcz, a on obawiał się, że to zepsuje spektakl, który z założenia miał
skłaniać do namysłu. Ludzie zamiast rozpamiętywać mękę Jezusa, będą kryć się
przed deszczem. I ucierpią też stroje aktorów. I drugi powód – trzy dni
wcześniej uderzył głową w podest, na którym wspierają się schody. Lekarz założył
trzy szwy na czole duchownego.
Ból i rozterki minęły, gdy przedstawienie dobiegło końca. Okazało się, że deszcz stanowił dodatkowy element scenografii, który podkreślał dramaturgię historii zaprezentowanej przez aktorów. A ci spisali się znakomicie. Kobiety płaczące (m.in.: Katarzyna Kozłowska, Mariola Roch, Emilia Sokół), zawodziły jak najbardziej naturalnie. Bardzo dobrze odegrały swoje role Katarzyna Lipczewska (Maria - matka Jezusa), Małgorzata Dziura (Maria Magdalena), Izabela Jabłońska (Weronika - ta która ociera twarz Jezusa).
W roli
narratora świetnie zaprezentował się Krzysztof Kiszka (pracuje w Specjalnym
Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Zamościu).
Ksiądz
Wyrwa nie mógł nachwalić się scenografii, jaką opracowała Krystyna Różańska.
Dziękował zresztą wszystkim, którzy zaangażowali się w realizację
przedstawienia.
Również tym, którzy byli jego widzami. Nikt nie przejmował się deszczem. Kilkaset osób szło ulicami os. Karolówka za uginającym się pod ciężarem krzyża Jezusem, przyglądało się, w jaki sposób są odtwarzane poszczególne sceny dokumentujące ostatnie chwile życia Chrystusa. Wielu niosło pochodnie. Wśród wrzasków pretorian, krzyków szydzącego z Jezusa tłumu wierni byli ponownie świadkami męki i śmierci Syna Człowieczego. Za nasze grzechy.
- Niesamowite wrażenie. Przyznam, że nie uczestniczyłem jeszcze nigdy w takim wydarzeniu. I wcale nie o to chodzi, że ja w nim uczestniczyłem. Ci młodzi ludzie bardzo dobrze zagrali swoje role. To, co zaprezentowali, było po prostu przejmujące - dzielił się wrażeniami z Misterium Tomasz Ruczajewski.
Dobór scen podczas Drogi
Krzyżowej nie był przypadkowy. Jezus upadał na tych uliczkach, w okolicach tych
domów, w których ponoć nie dzieje się najlepiej. To miało dodatkowe znaczenie.
Służyło podkreśleniu zdarzeń, jakie rozegrały się 2000 lat temu, a których sens
jest wciąż aktualny.
Inscenizację zakończyła pieśń
„Nie lękajcie się”. To słowa, jakie tuż po wyborze 16 października 1978 roku
Papież Polak Jan Paweł II skierował do wiernych. „Nie lękajcie się” to także
słowa pieśni - Hymnu Ogólnopolskiego Spotkania Młodych z Papieżem Benedyktem
XVI, odśpiewanej na krakowskich Błoniach.
Na koniec
ksiądz biskup Wacław Depo, ordynariusz Diecezji Zamojsko-Lubaczowskiej
błogosławił aktorom i wiernym, a duchownym ks. Jarosławowi Fereszowi i Marianowi
Wyrwie dziękował za przygotowanie Misterium. Przypomniał, że to nie tylko
spektakl, że historia Jezusa, który umarł na krzyżu, zmartwychwstał, aby odkupić
nasze winy, to nie tylko incydent, który kiedyś się wydarzył i odszedł w
przeszłość. To nie jest zdarzenie, o którym możemy zapomnieć. Ta historia nigdy
się nie kończy.
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|