newsroom    
Startuj Ulubione Kontakt
Region - Gospodarka i polityka - Kultura i rozrywka - Życie społeczne - Sport - Edukacja - Komunikaty ROL
 
 Szukaj:
Google   
  , imieniny: Franciszka, Kazimiery, Ruty strona główna/newsroom  
 O artykule
Autor: Kronika Tygodnia - Małgorzata Mazur
Data: 11.03.2008, 12:00
Zmiany: 11.03.2008, 12:00
Czytane: 714x
Komentarzy: 0 [sprawdź]

  
Miesiąc z wiosłem w ręku [20/1]

[przeczytane: 20x/komentarzy: 1]
Archiwum: 508   Archiwum>>
Co się dzieje na Forum?
Zapisz się!
Elektroniczy biuletyn ROL
co tydzień w twojej poczcie email.
Wojna na jednorazówki  

Nazywają je zrywkami. Są wszechobecne - znajdziemy je w bagażniku własnego auta, lodówce, damskiej torebce, na drzewach przy ulicy Wyszyńskiego, pod ławką na Plantach w Zamościu i na żywopłocie w Tomaszowie Lub. Białe, różowe, żółte, zielone. Delikatne, przejrzyste, zwiewne. Jednorazowe torebki foliowe - od kilku miesięcy źródło wielkich emocji i przyczyna małych oraz większych wojen

10 lat temu Sejm RP wprowadził specjalną ustawę, zmuszającą sklepikarzy do wydawania darmowych torebek foliowych. Po epoce, kiedy foliowa reklamówka była synonimem nowoczesności, kosztowała niemało u handlarza na bazarze i szanowało się ją jak najdroższy skarb, zachłysnęliśmy się nowymi możliwościami. Już nie tak chętnie kupujemy kultowe reklamówki, natomiast po jednorazowe foliówki sięgamy bezmyślnie - w markecie, warzywniaku za rogiem, w obuwniczym. Codziennie przynosimy ich do domu kilka, kilkanaście. Rocznie Polacy zużywają ich 7 mld, statystyczna rodzina europejska – 1 000 do 1 500. Na świecie produkuje się ich około biliona rocznie. Oznacza to 18 milionów ton odpadów. Tylko w Polsce przy ich produkcji i podczas rozkładu do atmosfery przedostaje się 10 mln ton dwutlenku węgla. Czas produkcji jednej to sekunda, czas jej „życia”- 12- 25 minut - tyle, ile zajmuje dojazd ze sklepu do domu i wypakowanie zakupów. Potem torebka ląduje w śmieciach, bo do niczego innego się nie nadaje. Niektórzy używają ich najwyżej jako worków na śmieci, chociaż na ogół są na to zbyt małe i cienkie. Wyrzucone, przewracają się po świecie od 100 do 400 lat (tyle się rozkładają), zaśmiecają krajobraz (wystarczy przejść się po okolicy, żeby to zobaczyć) i stają się przyczyną śmierci zwierząt, które połykają reklamówki, myląc je z pokarmem.

Ekowojna
Ekolodzy od lat prowadzą z nimi wojnę podkreślając, że nie dość, iż do ich produkcji zużywa się ogromną ilość energii, to stanowią także poważne bezpośrednie zagrożenie dla środowiska.

W wielu krajach i miastach pojawiły się regulacje prawne zakazujące dystrybucji toreb foliowych. Tak jest np. w San Francisco, Hongkongu i Melbourne. W Danii, Francji, Szwajcarii, Niemczech dolicza się za nie specjalny podatek. W Chinach, gdzie jednorazowych foliówek zużywa się 3 mld sztuk dziennie, do rachunku doliczana będzie niebawem opłata za każdą. Ten sposób działa ponoć genialnie - niewielu chce płacić za siateczki (choć dotychczas i tak za nie płacili – w cenie towaru), więc używają toreb wielokrotnego użytku. W Irlandii, dzięki opłacie za jednorazówki, ich zużycie spadło o 90 proc.

Od jakiegoś czasu także Polska, zmuszona tendencją światową i europejską, zaczęła przykładać coraz większą wagę do dbania o środowisko naturalne. Wprowadzane stopniowo prawo ogranicza możliwość rozdawania reklamówek przez sklepy, narzucając na nie obowiązek poddawania ich recyklingowi, zachęcając do oferowania klientom opakowań ekologicznych. Specjaliści szacują, że torby z opakowań sztucznych znikną z naszych sklepów w 2014 r.
Zakaz używania jednorazowych toreb foliowych w handlu detalicznym i usługach w zeszłym roku uchwaliły Rady Miejskie w Łodzi, Zabrzu i Tychach. Odpowiednie im urzędy wojewódzkie uznały jednak te uchwały za sprzeczne z prawem. Jednym z argumentów było to, że torby foliowe nie stanowią żadnego zagrożenia dla życia i zdrowia ludzi, innym, że zakaz rozdawania bezpłatnych torebek foliowych w sklepach godzi w swobodę prowadzenia działalności gospodarczej. Inaczej do sprawy podszedł urząd gminy w Ustce, wprowadzając mniej drastyczne rozwiązanie - ma zamiar sprzedawać proekologiczne torby z bawełny po złotówce za jedną, a więc bardzo tanio. Problem jednorazówek podnoszono w Krakowie, Warszawie i innych miastach Polski.

Roman Kozak – dyrektor Wydziału Gospodarki Mieszkaniowej i Infrastruktury Komunalnej UM Zamość mówi, że obecnie zakaz w Zamościu wprowadzony być nie może, bo w tej chwili byłby niezgodny z prawem. Problem widzi raczej w nieodpowiedzialności sprzedających, rozdających ponad miarę jednorazowe foliówki i kupujących, którzy rozrzucają opakowania po ulicach, niż regulacjach prawnych.

Ruch w interesie się jednak zaczął i nie tak łatwo będzie go zatrzymać. W styczniu w Łodzi rozpoczęto akcję zbierania 100 tysięcy podpisów pod obywatelską inicjatywą ustawodawczą o wprowadzeniu zakazu używania foliowych torebek w całej Polsce. Ma ona położyć kres darmowym reklamówkom. Jeśli uda się ją przeforsować, właściciele sklepów będą mogli jednorazówki jedynie sprzedawać. Złapani na rozdawaniu, zapłacą kary nawet do 5 tys. zł.

Pani na zakupach
Sprawa najgorzej wygląda w małych, osiedlowych sklepikach. Tam na ogół propozycje są dwie - albo dostajemy popularne, darmowe jednorazówki, albo możemy kupić mocniejszą reklamówkę z kolorowym nadrukiem.
– Klienci najczęściej biorą jednorazowe, darmowe. O płatne proszą wtedy, kiedy zakupy są za ciężkie i drą jednorazówki - mówi sprzedawczyni ze sklepu przy Peowiaków. Dziennie „schodzą” 1-2 setki jednorazówek.

Klienci, choć jednorazówki biorą, to ich nie lubią. Starszy pan narzeka, że są za cienkie, małe, łatwo się przedzierają. Jednak używa, bo darmowe.
- Żona do śmieci od razu wyrzuca, czasami tylko mięso do zamrażarki w nich pakuje - mówi.
Czy kupowałby papierowe opakowania, gdyby były dostępne?
– Pani, a kto to słyszał, takie pomysły, ja mam małą emeryturę - odpowiada oburzony.

W małym sklepiku przy Partyzantów sprzedawczyni jest bardzo zdziwiona, kiedy pytam o papierowe torebki i ekotorby.
– Nikt z klientów o to nie pyta. Mogę pani sprzedać grubszą reklamówkę za 70 groszy - proponuje.

Na „zielonym rynku” też jednorazówki. U handlarek, które sprzedają wiejskie jaja i śmietanę w słoiczku widać, że jednorazówki nie są nowe.
– Tyle tego do domu synowa przywozi, grzech marnować - mówi jedna. – A tak, klientowi się w rękę jajeczek nie daje, jest elegancko - uśmiecha się.

Do handlarki zbliża się zażywna pani z wielkim wiklinowym koszykiem. Zaczepiona, dziwi się, skąd problem. Kosz nosi, bo wygodnie - jajka się nie potłuką, mleko nie wyleje. A jednorazówki bierze, bo dlaczego nie? Nic nie kosztują, nadają się na worki na śmieci, szczególnie do kosza w łazience, bo mniejszy niż kuchenny.

Robię rundę po marketach. Z „Alberta” wychodzi młoda dziewczyna, w ręku ma pięć jednorazówek.
- Normalnie noszę torbę z płótna, bo oczywiście, zależy mi na środowisku, ale dzisiaj nie planowałam zakupów, zapomniałam i jakoś tak wyszło - tłumaczy się zawstydzona.

Poza jednorazówkami, w sklepie można dostać mocniejsze reklamówki, płatne 55 groszy za sztukę. Podobnie w „Stokrotce” - darmowe jednorazówki i płatne plastikowe reklamówki.
W „Biedronce” - takie same propozycje - żółte, charakterystyczne jednorazówki i te mocniejsze, płatne. I chociaż sieć przymierza się do wprowadzenia działań proekologicznych, sprzedawczynie nic o tym nie słyszały.
– Ludzie i tak biorą darmowe, bo biedni - dodaje klientka.

„Carrefour” planuje w czerwcu zrezygnować z jednorazówek. Póki co, można w nim kupić ekotorby z tworzywa sztucznego, wielorazowego użytku. Niebrzydkie.
- Ludzie, szczególnie młodzi - kupują, zapewnia sprzedawczyni.

Stoję 20 minut przed wyjściem: jedna osoba z koszykiem, dwie z ekotorbą. Reszta klientów ma w wózkach darmowe jednorazówki - po dwie, trzy, pięć.
W „Kauflandzie” kasjerki podają jednorazówki, ale można kupić także ekotorby - ładne, w trzech wersjach kolorystycznych. Biorę zieloną, za niecałe 5 zł. Chleb pakuje się tu w torebki z papieru, ale z foliowym „okienkiem”.

W „Plusie” - zaskoczenie, jednorazówek przy kasie nie ma. Jeśli klient się upomni, dostanie najwyżej bardzo cieniutką jednorazówkę, w którą nie można zapakować więcej niż jednej rzeczy.
- Przyzwyczailiśmy się. Kiedy tu przyjeżdżamy, mamy zawsze przy sobie własne torby, takie materiałowe. Wozimy dwie w bagażniku auta, tak na wszelki wypadek. Trochę to uciążliwe, bo jak się nie pamięta, to kłopot, ale przynajmniej nie zanieczyszczamy środowiska - wyjaśnia dziewczyna, która robi zakupy z mężem.

A jeśli ktoś nie ma swojej torby? Może kupić - 3,99 zł torba bawełniana, grubsza foliowa reklamówka - 35 gr.
Od niedawna torby bawełniane można kupić także w „Lidlu”. Bez nadruków, w „ekokolorze”, tanie, kosztują 1,99 zł.
- Biorą je chętnie zwłaszcza młode kobiety - mówi kasjerka.
Jednorazówki są wyłożone, ale nie wszyscy klienci o nie proszą. Można kupić grubszą foliową „reklamówkę” za 20 groszy lub mocną torbę papierową, za 79 gr.
- W Józefowie ekologiczne torby można kupić w jednym sklepie - mówi znajoma. Ale ze sklepu najczęściej wychodzi się z foliowymi jednorazówkami. Starsze panie lubią wiklinowe koszyki. Niektóre noszą charakterystyczne torby w paski, wielorazowego użytku, kupione na poniedziałkowym targu. Jednorazowe foliówki królują w Tomaszowie, Krynicach, Bełżcu. Alternatywą dla nich są płatne „reklamówki”, z kolorowymi nadrukami. Im mniejsza miejscowość - tym mniejszy wybór, a właściwie jego brak.

O co tak naprawdę chodzi?
Pewnie o pieniądze, jak zawsze. W tej foliowej rozgrywce ścierają się ekolodzy, samorządowcy i przedsiębiorcy. Media podają, że przygotowywany jest przepis, który wprowadzi obowiązkową odpłatność za jednorazówki – prawdopodobnie ok. 10 gr za sztukę. Pieniądze pozyskane z takiej opłaty miałyby być przeznaczone na proekologiczne działania edukacyjne i lepsze gospodarowanie odpadami. A poza tym – zachęciłyby przeciętnego Kowalskiego do używania toreb wielorazowych.

Jedną ze stron tej rozgrywki są sieci handlowe. Jeden market zużywa w ciągu miesiąca do miliona plastikowych worków. W hurcie kosztują ok. 2 gr za sztukę - nietrudno obliczyć, jakie sumy wchodzą w grę. Nie dziwi więc chęć działań „proekologicznych”, deklarowanych przez sieci handlowe - rezygnacja z darmowych jednorazówek będzie dla nich wielką oszczędnością. A na torbach płatnych można przecież dodatkowo zarobić.

Mniejszą korzyść z zakazu używania jednorazówek mieliby właściciele małych sklepików - zakupów w nich na ogół nie planujemy, nie zabieramy na nie więc toreb - od razu pojawiłby się problem z pakowaniem zakupów. Trudno za każdym razem płacić za torbę wielokrotnego użytku. Atutem niezaprzeczalnym „zrywek” jest to, że są lekkie, na ogół dość wytrzymałe i co najważniejsze - tanie dla sklepikarzy. Ale dla klientów - wbrew pozorom - wcale nie darmowe. Płacimy za nie w cenie towaru - tyle, że mniej niż za torby mocniejsze.

Koalicja na rzecz Opakowań Ekologicznych, skupiająca producentów, importerów i dystrybutorów jednorazowych toreb foliowych twierdzi, że foliowe jednorazówki wcale nie są niekorzystne dla środowiska. Powołuje się na raport sporządzony przez brytyjskich naukowców, według którego najwięcej śmieci na ulicach to opakowania po jedzeniu, butelki, puszki i niedopałki papierosów; jednorazowe foliówki zaś to tylko 1 proc. tych śmieci. Koalicja wskazuje także, że 80 proc. klientów wykorzystuje foliówki ponownie, chociażby jako worki na śmieci. Podkreśla, że na wysypiskach zajmują niecałe 0,5 proc. powierzchni - wielokrotnie mniej niż odpady podlegające szybszej biodegradacji. Dlatego zakaz stosowania jednorazówek i zastąpienie ich papierem i torbami wielorazowymi spowoduje gwałtowny wzrost ilości śmieci, a to doprowadzi do katastrofy ekologicznej. Koalicja twierdzi także, że torby z polietylenu można wykorzystać jako paliwo lub przerobić na granulat do produkcji worków na śmieci. Wskazuje, że kiedy torebkę foliową wrzucimy do ognia, uwalniają się te same gazy, co przy paleniu węglem.

Ale gdyby nawet przyjąć te argumenty - to pozostaje kwestia farb i lakierów używanych do nadruków - same w sobie stanowią wielkie zagrożenie dla środowiska.

Poza tym, jednorazówek nie można pozbyć się całkowicie. Jak inaczej zapakować kiszoną kapustę, obok której trzeba położyć bułki i wędzoną rybę?

Alternatywa?
Na rynku (naszym, zamojskim - w bardzo ograniczonej ofercie) dostępne są torby papierowe - z nadrukiem lub bez, które dzięki specjalnej technologii produkcji są bardzo wytrzymałe. Producenci zapewniają, że czasami bardziej niż te foliowe. Są jednak tylko pozornie proekologiczne - naukowcy zwracają uwagę, że ich produkcja nie sprzyja środowisku, chociażby ze względu na wielką ilość ścieków, która powstaje podczas produkcji, a ich wytrzymałość powoduje, że rozkładają się bardzo długo. Poza tym ich produkcja jest droga, nie ma więc szans, by mogły być rozdawane przez sklepy za darmo.

Niezłym rozwiązaniem jest pakowanie zakupów w trwałe torby lniane. Niestety, są zbyt drogie w produkcji, żeby mogły być darmowe. Na ogół ładnie wyglądają. Jest jednak z nimi problem - trzeba pamiętać, żeby je mieć przy sobie. Trudno je zmieścić w damskiej torebce, więc kiedy robimy nieplanowane zakupy, na ogół ich nie mamy. Można je, oczywiście, wozić w bagażniku auta, tam jednak, jak podkreślają pytani zamościanie, często się brudzą. Problemem jest także to, że część marketów nie wpuszcza klientów z własnymi torbami na teren sklepu, trzeba je zostawiać w skrytkach lub u kasjerów, a to dodatkowy kłopot.

Od jakiegoś czasu można kupić ekotorby - trwałe, wielokrotnego użytku, nierzadko bardzo ładne. Sporo ich w zamojskich marketach, w regionie - gorzej z dostępnością. Niedawno pojawiła się Greenbag - zielona torba z charakterystycznym logo WWF - można jej używać 2 lata.
- Producent część pieniędzy z każdej torby przekazuje na ochronę przyrody – zapewnia zamojska licealistka, która torbę kupiła w Krakowie.

Inny pomysł mają zjednoczone siły agencji reklamowej San Markos – Republika Dobrej Marki i pracowni Ho::Lo. Trafiają do nich resztki plandek i starych lub błędnie wydrukowanych banerów. Przerabiają je na torby, portfele, paski, propagując modę na recyklingowane przedmioty. Specjalnie na potrzeby akcji promocyjnej koalicja stworzyła postać Siatmana, który za pomocą kostiumu uszytego ze starych i zakurzonych banerów reklamowych, przeistoczył się w superbohatera walczącego z jednorazówkami.
– Fajny pomysł - chwali gimnazjalista, który przygody Siatmana ogląda w sieci. Ekotorby kosztują 3,50-5 zł.

Inną propozycję ma Tesco - zastępuje tradycyjne foliówki jednorazówkami ekologicznymi, też bezpłatnymi, które rozkładają się po dwóch latach. Sieć chce także sprzedawać torbę wielokrotnego użytku, tzw. bag for life. Zapłacimy za nią tylko raz. Kiedy się zniszczy, będziemy mogli ją wymienić na nową za darmo. Niestety, póki co nie w Zamościu, bo Tesco tu nie ma.
W Stanach Zjednoczonych coraz modniejsze stają się opakowania i torby produkowane z mąki kukurydzianej lub ziemniaczanej. Po dwóch miesiącach zamieniają się w nawóz. Jednak produktem ubocznym kompostowni są gazy cieplarniane.

Interes na wojnie o foliówki planują zrobić rodzimi producenci. Jeden z nich będzie wytwarzał folię na torby, która rozłoży się jak papier. Ze względu na wyższe koszty surowca i produkcji, taka folia będzie droższa niż polietylenowa, ale i tak tańsza niż sprowadzana z zagranicy.

Jak to wszystko ogarnąć? Może kierując się zdrowym rozsądkiem? Póki nikt tej foliowej wojny jeszcze nie wygrał, może warto używać toreb wielorazowych, a foliowe darmowe jednorazówki brać ze sklepów oszczędnie, skutecznie je segregować i utylizować?

 




Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia

Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
Informacje opublikowane przez INTERNAUTÓW nie podlegają cenzurze. Właściciele i redakcja Roztocze Online (www.roztocze.net) nie odpowiadają za treść zamieszczonych materiałów, tekstów i komentarzy! Jeżeli zawartość nie jest sygnowana "Roztocze.net" lub "Roztocze Online" to głowna treść tej strony jest kopią znalezioną w sieci internet.
Kopie stron internetowych zamieszczane w serwisie roztocze.net są dokonywane za zgodą autorów lub właścicieli, serwis roztocze.net nie jest w żaden sposób związany z autorami takich strony i nie odpowiada za ich treść.
Komentarze [do góry]
dodaj komentarz
[Kontakt] [Reklama] [© Roztocze Online - P.Rogalski & R.Moteka]