|
Dziurawe drogi. Brak chodników. Od lat proszą miejscową władzę o
„kawałek” asfaltu i płytki. Bez skutku. Wójt twierdzi, że na inwestycje brakuje
pieniędzy, a na otarcie łez daje... żużel
Do domu ciężko dojechać, bo dziura na dziurze. Po deszczu
robi się błoto. Katastrofa – narzeka Andrzej Magryta z Udrycz Woli (gm. Stary
Zamość). – Non stop chodzimy do wójta i prosimy o lepszą drogę. On tylko
rozkłada ręce.
Dwadzieścia kilka lat temu na drogę wiodącą przez wieś wylano beton. Rozjeżdżony przez samochody, ciągniki i ciężarówki, ciągnące za sobą tony drewna z lasu niszczał. Swoje zrobiła też woda spływająca z pól. W nawierzchni powstały dziury i koleiny.
- Zamiast zabezpieczyć beton, gmina dowoziła tylko żużel.
Ten wbijał się w podłoże i znów było to samo. To przykre, że nikt się nami nie
interesuje – dodaje Małgorzata Sałamacha. – Zimą, kiedy sypnie śnieg, nie można
się doprosić, by drogę odśnieżyli. Problem jest także latem. Prania na dworze
nie sposób wywiesić, bo kiedy przejedzie samochód, wznoszą się tumany kurzu.
Pani Irena mieszka tu od wielu lat. Po jednej i drugiej stronie blisko kilometrowej drogi stoi kilkanaście domów. Co roku przybywają kolejne.
- Ludzie kupują tu działki i budują się. Ciekawy teren, pagórki, las. Cisza, spokój. Blisko do Zamościa – dodaje kobieta.
- Skoro wójt mówi, że nie ma pieniędzy na
remont drogi, to może powinien się z nadleśnictwem dogadać – kwituje sąsiad
Magryta. – Przecież ich samochody na okrągło tędy jeżdżą.
Wszystko wskazuje na to, że remont drogi w Udryczach Woli to nie taka bliska perspektywa.
- Nie planujemy na razie
takiej inwestycji. W tegorocznym budżecie radni nie uwzględnili wydatków na ten
cel. Będą realizowane inne zadania, budowa dróg w Chomęciskach, Dużych i Małych,
Majdanie Sitanieckim, Starym Zamościu, Wierzbiu – wylicza Waldemar Raczyński,
wójt Starego Zamościa.
Wójt zapewnia, że o budowie drogi w Udryczach Woli wielokrotnie rozmawiał z dyrekcją Nadleśnictwa w Krasnymstawie. Negocjacje w sprawie współfinansowania tej inwestycji zakończyły się fiaskiem.
- Tłumaczenia drugiej strony były
zazwyczaj te same. Brak pieniędzy – przekonuje Raczyński.
W grudniu ubiegłego roku służby podległe gospodarzowi gminy przywiozły do wsi żużel. Kilka ton. Materiał miał posłużyć do załatania dziur. W miejscu, gdzie został zrzucony, leży do dziś.
- U nas jest zwyczaj, iż sami mieszkańcy wykonują te prace – przekonuje wójt.
- W naszej wsi żyje sporo starszych osób. Młodzi pracują. Nie ma ich w domu. Kto niby ma żużel rozrzucić? – tłumaczą się miejscowi.
Im marzy się droga.
O chodnik zabiega z kolei Wiesław Goździuk z Chomęcisk Małych. Wydeptuje ścieżki do urzędu gminy od lat i...
- Proszę i doprosić się nie mogę.
Zrobili chodnik we wsi, a o mnie i sąsiedzie, który kończy budowę domu i
niebawem w nim zamieszka, zapomnieli. To tylko niewiele ponad 100 metrów –
podkreśla Goździuk.
Goździuk postawił dom w latach
siedemdziesiątych. Przy krajowej, ruchliwej „siedemnastce”. A że spacer poboczem
tej drogi jest dość niebezpieczny, by dostać się do wsi lepiej iść polami.
Wójt chciałby wybudować w tym miejscu chodnik, a nawet poprowadzić go dalej, do skrzyżowania „17” z drogą wiodącą do Borowiny.
- Niebawem wybieram się do Lublina, do dyrekcji dróg
krajowych i autostrad. Będziemy o tej inwestycji rozmawiać – zapewnia wójt.
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|