|
Nalewka „Sosnówka Roztoczańska” i maskotka „Szumek z Roztocza” to
wizytówki Zamojszczyzny. Zostały wyróżnione w konkursie „Turystyczna pamiątka z
regionu”, organizowanym przez Polską Organizację Turystyczną. Co ciekawe,
nalewka i maskotka to pomysły, które zaprezentowali mieszkańcy powiatu
tomaszowskiego
Nalewkę przygotował Andrzej Kudlicki, tomaszowianin, właściciel biura turystycznego „Quand”, do niedawna szef Zamojskiego Bractwa Rycerskiego. „Szumka” wykonała Grażyna Jarosz z Suśca, pracownica biblioteki w Majdanie Sopockim.
„Sosnówka Roztoczańska” została
wyróżniona w kategorii „Wytwory sztuki kulinarnej i regionalne przysmaki o
unikalnej recepturze”. Z kolei „Szumek” startował w kat. „Artystyczne dzieła z
lokalnym motywem”.
Uroczysta gala, podczas której wręczono nagrody i wyróżnienia odbyła się 21 lutego w hotelu „Marriott” w Warszawie.
- Cieszę się, bo to jest nagroda dla całego
regionu - mówi Andrzej Kudlicki. On, podobnie jak Grażyna Jarosz, mają nadzieję,
że ich nagrody przyczynią się do promocji Roztocza i całej Zamojszczyzny.
Andrzej Kudlicki wyjaśnia, że przygotowując nalewkę sosnową korzystał ze wskazówek, jakie przetrwały w tradycji. Bowiem „Sosnówka Roztoczańska” jest jak najbardziej produktem regionalnym, znanym u nas od dawna. Tajemnica tkwi jednak w odpowiednim doborze składników, sposobie przygotowania trunku.
Tak więc, należy wiosną zerwać młode pędy sosen (koniecznie, bladym świtem, „o rosie”). Drzewa, z których zrywane są pędy muszą rosnąć na terenach absolutnie nieskażonych, znajdujących się daleko od ciągów komunikacyjnych, zakładów produkcyjnych, słowem - od cywilizacji.
- Następnie pędy zasypujemy cukrem, pozostawiamy na ok. 2
miesiące. Pojemnik, w którym są pędy i cukier musi cały czas być wystawiony na
działanie promieni słonecznych, co jakiś czas trzeba nim wstrząsać. W ten sposób
powstaje syrop, który następnie zalewamy alkoholem. Po kolejnych 2-3 miesiącach
i wstrząsaniu nalewka jest gotowa - tłumaczy Andrzej Kudlicki.
Trzeba pamiętać, że nalewka nie może być zbyt długo przechowywana - najwyżej od jednego cyklu produkcji do kolejnego. Później wytrąca się terpentyna.
Napój ma właściwości lecznicze
(leczy kaszel, katar i ogólnie jest przydatny w przypadku przeziębień). Ale
dobrze jest też stosować ją profilaktycznie, czyli pić (byle z umiarem) dla
„zdrowotności”. I tu także trzeba uważać, aby nie przesadzić z ilością ani z
częstotliwością.
Bo choć nalewka moc ma niewielką -
ok. 20 proc. alkoholu - to łatwo się od niej uzależnić. Nic dziwnego. Sosny w
roztoczańskich lasach są zdrowe jak rydze, w dodatku czerpią wodę z
oligoceńskich źródeł. Andrzej Kudlicki ostrzega, że gdy ktoś zbytnio się w
„Sosnówce” rozkocha, zapomina o bożym świecie, popada w stan, którego objawami
są: brak ochoty do powrotu do domu (to w przypadku turystów), brak
zainteresowania obowiązkami związanymi z pracą, tudzież innymi codziennymi
zajęciami.
Z kolei „Szumek Roztoczański” (nazwa od wodospadów „Szumy” i szumu roztoczańskich lasów) to urocza maskotka, do której wykonania wystarczą: sznurek, orzech laskowy, szyszka (sosnowa) i dwa ziarenka pieprzu (z nich „Szumek” ma oczy). To tylko teoretycznie. Bo niezbędne są talent i wyobraźnia.
Pani Grażyna Jarosz od lat wykonuje „Szumki”. Zachęca do tego zajęcia również dzieci z Majdanu Sopockiego.
- Szumek sprzedaje się znakomicie, jako pamiątka z „Roztocza” - zapewnia Grażyna Jarosz. - Maskotkę kupują turyści z Polski, ale i z zagranicy. Moja znajoma, która mieszka w Emiratach Arabskich zawsze wyjeżdża z „Szumkiem”.
„Szumek” jest w Suścu znany, ale zyskał też
sławę na Lubelszczyźnie. To za sprawą Magdaleny Jarosz, córki p. Grażyny został
nagrodzony w konkursie organizowanym przez Urząd Marszałkowski.
Grażyna Jarosz nie może się nachwalić „Szumka”. Czyni to również mową wierszowaną, własnego autorstwa zresztą.
„Gdy przyjedziesz na Roztocze/ Słuchać szumu leśnych rzek/
Szumka w lesie możesz spotkać/On przyjaznym duchem jest” - tak brzmi jedna ze
zwrotek wiersza o „Szumku”.
Grażyna Jarosz uważa, że w „Szumka” warto zainwestować. Myśli o produkcji maskotki na większą skalę. Również Andrzej Kudlicki przymierza się do tego, aby nie tylko w tak ograniczonym jak dotychczas zakresie robić nalewkę „Sosnówkę”.
Andrzej Kudlicki: - Muszę jednak skonsultować się z
leśnikami. Chodzi o to, aby nie zrywać pędów sosen w nadmiarze. Bo lasy
skarłowacieją.
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|