|
Nic nie wskórali przedstawiciele związków zawodowych na ostatnim
spotkaniu z Dyrektorem Generalnym Poczty Polskiej. Zapowiadają, że będą dalej
walczyć. Na razie nic nie wskazuje na to, że władze poczty się tego
obawiają
Najpierw pocztowcy postulowali o 800 złotych brutto, później już tylko o 400 zł. Dyrektor zaproponował 350 złotych brutto, w czterech ratach. W piątek, 29 lutego procedura negocjacji została wyczerpana. Teraz dyrektorowi przysługuje prawo określenia zarządzeniem wskaźnika przyrostu wynagrodzeń, z którego będą wynikały kwoty podwyżek.
- W środę, 5 marca, mamy się z nim spotkać, aby ustalić sposób podziału tych pieniędzy - mówi Beata Bałka. - Nadal będziemy walczyć o wyższe podwyżki płac i na pewno nie zgodzimy się na to, aby środki te trafiły tylko do wybranych regionów.
Pocztowcy na razie nie planują referendum w sprawie sporu zbiorowego, ale niewykluczone, że jednak do niego dojdzie. Sytuacja stała się bardziej drażliwa po tym, jak Dyrektor Generalny Poczty Polskiej pokazał przedstawicielom związków projekt porozumienia. Do projektu dołączony był plan zatrudnienia z którego wynikało, że w pionie eksploatacji ma być mniej o 400 etatów w skali całej Polski.
- Sądzę, że redukcja
etatów nie odbywałaby się przez zwolnienia z pracy, a raczej poprzez
nieprzedłużanie umów lub wysyłanie ludzi na emerytury. Taka sytuacja nas
denerwuje, zwłaszcza, że według tego samego planu w samej Dyrekcji Generalnej
zatrudnienie miałoby wzrosnąć o 26 etatów - tłumaczy Bałka.
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|