newsroom    
Startuj Ulubione Kontakt
Region - Gospodarka i polityka - Kultura i rozrywka - Życie społeczne - Sport - Edukacja - Komunikaty ROL
 
 Szukaj:
Google   
  , imieniny: Benona, Jowity, Szczęsnego strona główna/newsroom  
 O artykule
Autor: Kronika Tygodnia - Robert Horbaczewski
Data: 25.01.2008, 9:00
Zmiany: 25.01.2008, 9:00
Czytane: 560x
Komentarzy: 0 [sprawdź]

  
Astromaniacy w Kawęczynku [29/1]

[przeczytane: 29x/komentarzy: 1]
Kawałek Czeczenii w Lubyczy [37/3]

[przeczytane: 37x/komentarzy: 3]
Archiwum: 509   Archiwum>>
Co się dzieje na Forum?
Zapisz się!
Elektroniczy biuletyn ROL
co tydzień w twojej poczcie email.
Kamienie Szeptyckich  

W 1946 roku władza ludowa odebrała Szeptyckim majątek Łaszczów - Małoniż i pod groźbą więzienia nakazała trzymać się z dala od powiatu tomaszowskiego i zamojskiego. Jan Kazimierz Szeptycki odwiedził Łaszczów dopiero w 1974 roku. Odchorował tę wizytę, bo zobaczył, że pałacowi i parkowi brakuje gospodarza. Teraz tym gospodarzem chce być Fundacja Rodu Szeptyckich, założona przez dzieci i wnuki Jana Kazimierza


Na czele fundacji stoi Maciej Szeptycki, wnuk Jana Kazimierza.
- Mając już siedem lat dobrze wiedziałem, czym dla naszej rodziny był Łaszczów. Po zmianach ustrojowych w 1989 roku mój dziadek podejmował próby odzyskania pałacu. Dziś, po jego śmierci, ja kontynuuję te wysiłki – mówi Maciej Szeptycki.
W lubelskim Urzędzie Wojewódzkim trwa właśnie procedura z wniosku Szeptyckich o unieważnienie decyzji nacjonalizującej „Dobra ziemskie Łaszczów - Małoniż”. W momencie nacjonalizacji miały one powierzchnię 677 hektarów i składały się pałacu, kompleksu parkowego i stawów rybnych. Szeptyccy dowodzą, że komuniści odebrali im majątek bezprawnie, bo nie był on związany z działalnością rolniczą. A już na pewno nie pałac i park.

Przekonują jednocześnie mieszkańców Łaszczowa do swojej wizji zagospodarowania pałacu. Latem ubiegłego roku, podczas festynu historycznego prezentowali jak pałac ma wyglądać po odbudowie. Ufundowali 11 nagród dla laureatów konkursu „Łaszczów wczoraj i dziś”. Ufundowali również nagrody dla zwycięzców konkursu „Łaszczów jutro. Łaszczów moich marzeń”.
- Sądzę, że dotychczasowymi działaniami udowodniliśmy, że mamy bardzo realny pomysł i co ważniejsze, potrafimy go skutecznie realizować. Przez ostatni rok nasza fundacja i współpracujący z nią ludzie zrobili więcej na rzecz ratowania tego zabytkowego obiektu, niż ktokolwiek inny przez ostatnie 60 lat – dowodzi Maciej Szeptycki.

Lata świetności
Kiedy wybuchła pierwsza wojna światowa Łaszczów był we władaniu Aleksandra Szeptyckiego, pradziadka Macieja. Była to rezydencja raczej skromna, ale zadbana. Raptem trzy lata wcześniej Aleksander skończył gruntowną przebudowę pałacu. Od strony wschodniej dobudował nowe, piętrowe skrzydło. Od frontu, czyli od strony północnej dwa małe, jednoizbowe skrzydła. Lewe z okrągłą wieżą nakrytą stożkowym dachem, łączyło się bezpośrednio z dużym skrzydłem wschodnim, mieściło boczną klatkę schodową. Wiodła ona na pierwsze piętro i do suteren. Prawe zaś skrzydło, na dole miało małą sień, służącą jako poczekalnia dla interesantów, a na górze pokój służbowy. Obie te dobudówki połączone były w dolnej części tarasem, a w górnej - długim balkonem wspartym na pięciu filarach.
Przybudówki dodano także od strony południowej i zachodniej. W tej ostatniej zbudowano izbę przeznaczoną na silnik i pompę wodną. Równocześnie cały dom, zarówno część starą i nową zelektryfikowano i skanalizowano. Dach pokryto eternitem.

Jak pałac prezentował się w środku, wiemy dzięki Romanowi Aftanazemu i jego monumentalnej publikacji „Materiały do dziejów rezydencji”. We wszystkich pokojach posadzki wyłożone były parkietem klepkowym bez deseni. W starej części budowli znajdowały się prostokątne piece pokryte starymi kaflami w kolorach: ciemnozielonym, szarozielonym, brązowym i ciemnoniebieskim. Nową część ogrzewano za pomocą gorącego powietrza rozprowadzanego rurami z kotłowni. Oprócz pieców było też w pałacu kilka kominków. Przez cały środek dolnej kondygnacji starego skrzydła biegł długi hall, ozdobiony trofeami myśliwskimi. Po obu jego stronach było sześć pokoi. Dwa wielkie pokoje o charakterze reprezentacyjnym (jadalnia i Salon Wielki z kominkiem) znajdowały się w nowej części pałacu. Podobny rozkład pomieszczeń był na piętrze, tyle, że z większą liczbą pokoi.

Z lektury książki Aftanazego można dowiedzieć się, że choć Szeptyccy w Łaszczowie mieszkali krótko to zdołali zgromadzić trochę starych mebli, sporo dzieł sztuki i pamiątek rodzinnych, głównie obrazów rodowych. Wiemy na przykład, że Salon Wielki dekorowały 23 akwarele ze scenami rodzajowymi z Rzymu, cztery z widokami Campanili włoskiej oraz obraz Juliusza Kossaka „Krakowiak na koniu”. Salę jadalną zdobiły zaś „Akwarele widoków morskich z Biarritz” pędzla Jeana Paqunaud oraz 52 sztychy „Vedutta di Roma” Piranesiego, oprawione w ramy.

Szeptyccy nie za długo cieszyli się wygodami. 29 czerwca 1915 roku dowodzący rosyjskim oddziałem kawalerii rotmistrz Muszyński, z pochodzenia Polak, zmusił rodzinę do opuszczenia pałacu. Następnie na jego rozkaz żołnierze oblali cały budynek naftą i podpalili. Szeptyccy zdołali uratować nieliczne rodzinne pamiątki. Resztę strawił ogień.
- Pradziadkowie wyjechali na wieloletnią tułaczkę po Rosji, zakończoną ostatecznie w 1921 roku. Po pierwszej wojnie światowej rodzina mojego dziadka Aleksandra przeniosła się do Łabuń i tam mieszkała do 1943 roku, kiedy to dziadek, tym razem wypędzony przez hitlerowców, musiał ostatecznie opuścić swój dom – opowiada Maciej Szeptycki.

W okresie międzywojennym pałac w Łaszczowie pozostawał „zabezpieczoną” ruiną, a majątkiem zarządzał w porozumieniu z Aleksandrem Szeptyckim jego szwagier, błogosławiony Stanisław Kostka Starowieyski. Mieszkał z rodziną w oficynie, która stała na terenie parku. W 1941 roku został aresztowany przez gestapo. Po pobycie na zamojskiej Rotundzie trafił do obozu koncentracyjnego w Dachau, gdzie zmarł w Wielkanoc, 13 kwietnia 1941 r.

W 1946 roku władza ludowa na podstawie dekretu PKWN odebrała Szeptyckim majątek Łaszczów - Małoniż. Ostatniemu prawowitemu właścicielowi Janowi Kazimierzowi Szeptyckiemu nakazała pod groźbą sankcji karnych trzymać się z dala od powiatu tomaszowskiego i zamojskiego.
- Po raz pierwszy dziadek odwiedził Łaszczów dopiero w 1974, albo 1975 roku. Pamiętam jego przygnębienie spowodowane widokiem dewastacji pałacu i parku. Przypisywał to brakowi gospodarza. Widziałem ten smutek wielokrotnie, kiedy to począwszy od 1978 roku wspólnie odwiedzaliśmy Łaszczów – opowiada jego wnuk.

Hotel z ruiny
Teraz dobra te chce odzyskać Fundacja Szeptyckich, założona przez dzieci i wnuki Jana Kazimierza i Anny Szeptyckich. Stawia sobie za cel m.in. odbudowę i ochronę obiektów zabytkowych, będących historycznymi siedzibami rodu Szeptyckich zarówno w Polsce, w szczególności w Łaszczowie i Łabuniach, ale także za granicą. Odzyskanie, a następnie odbudowa pałacu w Łaszczowie ma być początkiem i bazą do prowadzenia dalszej działalności statutowej na szerszą skalę. Szeptyccy mają sprecyzowaną wizję. Chcą, aby powstał tu ośrodek szkoleniowo-wypoczynkowy.
- Tego typu obiekty stają się często swoistą wizytówką miejscowości. Są magnesem dla różnego rodzaju nowych inwestycji, działań społeczno - kulturalnych, służą promocji miejscowości w kraju i za granicą oraz tworzą nowe i co ważne, pozarolnicze miejsca pracy. Myślimy również o wpisaniu tego ośrodka w różnorakie działania służące zacieśnianiu współpracy z Ukrainą. Uważamy, że odbudowa pałacu w Łaszczowie przez naszą fundację jest niepowtarzalną szansą dla tego zabytku i dla całej gminy – przekonuje Maciej Szeptycki.

Tyle tylko, że dziś pałac i oficyna są w opłakanym stanie. Bez dachu, z pękającymi ścianami, lecącym na głowę gruzem. Jednym słowem ruina, która zagraża życiu i zdrowiu ludzi. Z tych względów konserwator zabytków dwa lata temu nakazał gminie zabezpieczyć wejścia i postawić tablice ostrzegawcze. Po to, aby nie stała się tam tragedia. Obiekt upodobali sobie bowiem miłośnicy mocnych trunków oraz młodzież. Służył też jako szalet podczas imprez pod chmurką, organizowanych w miejscowym parku.

Z ekspertyzy przeprowadzonej trzy lata temu na zlecenie samorządu Łaszczowa wynika, że na przywrócenie budynku do użytku trzeba wydać 10 -15 mln zł. Szeptyccy chcą jednak nie tylko ocalić to, co jest, ale także dobudować zniszczone w 1915 roku skrzydło, odremontować przyległą oficynę, czyli przywrócić obiekt do stanu jego największej świetności sprzed pierwszej wojny światowej. Szacują, że proces odbudowy może potrwać 5-7 lat. Ile będzie kosztować? Maciej Szeptycki wyjaśnia, że okaże się to dopiero na etapie przygotowania studium wykonalności projektu.
- Przy realizacji projektu chcemy skorzystać ze środków własnych, kredytów oraz jako fundacja będziemy ubiegać się o dofinansowanie odbudowy pałacu i parku z funduszy operacyjnych Unii Europejskiej, a w szczególności z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Lubelskiego na lata 2007-2013 – mówi Szeptycki. Dlatego zależy mu na jak najszybszym odzyskaniu nieruchomości. Zapewnia, że wie jak zarabiać i zdobywać pieniądze. Od 15 lat zawodowo zajmuje się wdrażaniem projektów teleinformatycznych i telekomunikacyjnych w instytucjach publicznych, firmach i operatorach telekomunikacyjnych. Na co dzień, jako dyrektor techniczny „sektora publicznego i przedsiębiorstw” w Cisco Systems, zarządza kilkunastoosobowym zespołem.
- Miałem okazję poznać i prowadzić bardzo złożone projekty, w tym te, które wykorzystywały fundusze strukturalne Unii Europejskiej. Myślę, że mogę śmiało powiedzieć, iż byłem i jestem częścią procesu transformacji społeczeństwa polskiego w kierunku tego, co nazywamy społeczeństwem informacyjnym. Chcę te zdobyte doświadczenia i umiejętności wykorzystać do zrealizowania projektu odbudowy łaszczowskiego pałacu i parku – mówi Szeptycki.

Sp orne drzewa i aleje
Szeptyccy chcą odzyskać nie tylko pałac, ale także park, w granicach sprzed 1946 roku. Tyle tylko, że na części tej nieruchomości po wojnie posadowiono Urząd Gminy, liceum, aptekę i bar. Wszyscy są dziś stroną w sporze.
- Mamy akt własności. Nie boimy się – mówią Kowalscy, właściciele apteki zlokalizowanej na skraju parku.
- Chcemy być częścią społeczności, a nie intruzami. Zakładamy, że osiągniemy porozumienie z użytkownikami tych nieruchomości – mówi Szeptycki.

Kontrowersję wzbudza też sprawa parku. Władze gminy chcą, aby był on dobrem publicznym, dostępnym dla ogółu społeczeństwa. Miejscem, gdzie nadal będą odbywać się imprezy masowe. Dowodzą też, że w ciągu ostatnich lat w park zainwestowali kilkaset złotych m.in. w budowę alejek i porządkowanie drzewostanu. Z tych względów część radnych, a także wójt Cezary Giergiel widziałoby część południową parku wyodrębnioną dla mieszkańców, natomiast część północna parku byłaby zapleczem dla pałacu. Wójt podkreśla, że całym sercem jest za odbudową zabytku, jednak ma wątpliwości, co do proponowanego przez Szeptyckich sposobu zagospodarowania parku.
- Park powinien być odtwarzany w taki sposób, aby możliwie wiernie przywrócić mu jego historyczny charakter - twierdzi Szeptycki. Nie widzi możliwości podziału parku. Nie ukrywa, że po odzyskaniu nieruchomości cały kompleks ogrodzi i wytyczy nowe aleje.
- Funkcja spacerowo-parkowa zostanie zachowana, jednak teren będzie na pewno ogrodzony, a przepływ ludzi kontrolowany. Taki tryb zresztą normalnie funkcjonuje w parkach – dodaje Szeptycki.
Grażyna Żurawicka, kierownik zamojskiej delegatury Wojewódzkiego Ośrodka Służby Ochrony Zabytków podkreśla, że nikt jej jeszcze nie sygnalizował tego problemu. Uważa jednak, że jej urząd na żadne podziały parku nie wyrazi raczej zgody, ponieważ naruszy to wartość historyczną kompleksu zabytkowego.
- Naszą rolą jest zachowanie maksymalnie układu zabytkowego – mówi Żurawicka.

Szeptyccy zapowiadają, że będą o odzyskanie swoich dóbr walczyć do końca. Są też otwarci na inne propozycje. Na przykład odkupienie od gminy nieruchomości za rozsądną cenę.
Jerzy Romańczuk, przewodniczący Rady Gminy w Łaszczowie ma świadomość, że prędzej czy później coś z tym pałacem trzeba będzie zrobić. Nie wyklucza, że gmina mogłaby go sprzedać Szeptyckim. Podkreśla jednak, że nie chce składać żadnych deklaracji.
- Trzeba przeanalizować wszystkie za i przeciw. Zapytać mieszkańców w drodze referendum – mówi Romańczuk.
Grażyna Żurawicka dopinguje Szeptyckich w staraniach o odzyskanie pałacu, tym bardziej, że zaprezentowany przez nich projekt architektoniczny jest zgodny z założeniami służb konserwatorskich. Łączy funkcję współczesną z zabytkową materią tego miejsca. Żurawicka uważa, że zwrot pałacu dawnym właścicielom jest najlepszym wyjściem, bo zabytek popada w coraz większą ruinę. A istnieje szansa, że dzięki środkom unijnym, Szeptyccy rzeczywiście zrealizują swoje zamierzenia.
- To także element sprawiedliwości dziejowej. Przecież to kiedyś należało do tej rodziny i zostało im odebrane – mówi Żurawicka.


.........................................................


Tajemnica pałacu


Na początku XX w., w czasie przebudowy kolegium na pałac i porządkowania jego otoczenia, na tynku wewnętrznej ściany dawnego kościoła odkryty został napis: Nie woyna sroga, nie ręka mściwa zdziałały te zawaliska, lecz…”. W tym miejscu, na skutek odpadnięcia tynku napis urwał się, pozostawiając zagadkę nierozwiązaną. Oprócz tego napisu, na ścianie znaleziono także cegłę, na której wyryta była data 1747 r.


Przez ponad sto lat w Łaszczowie
Szeptyccy zostali właścicielami Łaszczowa w połowie XIX w. Około 1833 r. jako posag Róży Kosseckiej (1808-1882) z Nowosielskich, trafił do jej męża Piotra Szeptyckiego (1808-1843). Wraz z Łaszczowem po Kosseckich dostały się jeszcze Szeptyckim folwarki: Zimno, Podhajce, Nadolce i Domaniż. Piotr Szeptycki, dziedzic Przyłbic i innych dóbr w ówczesnej Galicji wschodniej, przekazał Łaszczów swemu synowi Janowi Kantemu (1836-1912), małżonkowi Zofii Fredrówny, córki Aleksandra, słynnego komediopisarza.
To właśnie Jan Szeptycki w pewnym stopniu zrekonstruował dawne dziedzictwo Łaszczów, odkupując w siedemdziesiątych latach XIX w. po kolei dalsze folwarki, które wchodziły kiedyś w skład dominium, a także inne. Do dóbr łaszczowieckich weszły więc wsie: Grodysławice, Hopkie, Pieniany, Wola Grodecka, Pukarzów, Muratyn, a ok. 1890 r. folwark i młyny Ruda Żelazna i Sołokije. W początkach XX w. powierzchnia dóbr Łaszczów, złożonych z 13 folwarków wynosiła 6 000 ha. W skład majątku wchodziły także duże stawy rybne.

Po pierwszej wojnie światowej dobra uległy zniszczeniu i dewastacji. Ówczesny właściciel Aleksander Szeptycki (1866-1940), syn Jana, musiał znaczną część powierzchni rozparcelować. Dobra ograniczone zostały do 5 folwarków i podzielone między dzieci Jana Szeptyckiego. Łaszczów, Grodysławice, Nadolce i część lasów oraz połowę gospodarstwa rybnego otrzymał syn Jan Kazimierz, folwark Zimno - Maria Stanisławowa Starowieyska, Pukarzów - Jadwiga Henrykowa Dembińska, a Podhajce - Katarzyna Antoniowa Dembińska. Jan Kazimierz Szeptycki, ur. w 1907 r., żonaty z Anną Dzieduszycką, był do końca drugiej wojny światowej ostatnim dziedzicem Łaszczowa.

 




Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia

Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
Informacje opublikowane przez INTERNAUTÓW nie podlegają cenzurze. Właściciele i redakcja Roztocze Online (www.roztocze.net) nie odpowiadają za treść zamieszczonych materiałów, tekstów i komentarzy! Jeżeli zawartość nie jest sygnowana "Roztocze.net" lub "Roztocze Online" to głowna treść tej strony jest kopią znalezioną w sieci internet.
Kopie stron internetowych zamieszczane w serwisie roztocze.net są dokonywane za zgodą autorów lub właścicieli, serwis roztocze.net nie jest w żaden sposób związany z autorami takich strony i nie odpowiada za ich treść.
Komentarze [do góry]
dodaj komentarz
[Kontakt] [Reklama] [© Roztocze Online - P.Rogalski & R.Moteka]