|
Kiedy miał 77 lat sprzedał cenne obrazy, opróżnił konta bankowe i
założył fundację rozdającą tytuły „Człowieka roku gminy Komarów” oraz...
pieniądze. - Chciałbym, aby dyplom z napisem „Człowiek roku” był wyrazem uznania
dla ludzi, którzy dokonali zmian w życiu mieszkańców wsi i osady wykraczając w
swojej działalności poza ramy pracy zawodowej – podkreślał profesor Roman
Trześniowski
Niezwykle skromny, bardzo ciepły, bezpośredni – wspomina zmarłego przed blisko czterema laty profesora Romana Trześniowskiego, wójt Komarowa Wiesława Sieńkowska. - Często dzwonił do mnie. Powiedz jak wygląda Komarów - słyszałam jego głos w słuchawce. Wypytywał o dzieci ze szkoły, o ich osiągnięcia sportowe. Był ciekaw, co słychać u naszych chórzystek. Gdzie mają koncerty, co nowego śpiewają. Mimo, iż od wielu lat mieszkał w Warszawie, żył problemami naszej gminy. Wciąż zastanawiał się jak ją ożywić, co zmienić, by ludziom żyło się lepiej. Chciał reaktywować cegielnię. Budować basen. W końcu wymyślił fundację.
Słowo profesora
W 1986 roku pochodzący z Komarowa profesor warszawskiej Akademii Wychowania Fizycznego założył fundację nadającą wyróżniającym się mieszkańcom gminy tytuły „Człowieka roku”. Jedyną taką w kraju. W 1988 roku, w wywiadzie, jakiego udzielił dziennikarzowi jednej z lokalnych gazet powiedział: „Chciałbym, aby dyplom z napisem „Człowiek roku” był wyrazem uznania dla ludzi, którzy dokonali zmian w życiu mieszkańców wsi i osady, wykraczając w swojej działalności poza ramy pracy zawodowej. Wyobrażam sobie, że w jednym roku będzie to na przykład wzorowy gospodarz, służący wszystkim pomocą, będący wzorem. Do którego idzie się, aby zobaczyć jak on gospodarzy. Innym razem będzie to kobieta cicha, o której mało kto wie, ale poświęca swój czas potrzebującym sąsiadom i bliskim. Może to również być lekarz, nie liczący swojego czasu w pełnionej służbie. Czy nauczyciel, który oprócz nauczania działa na rzecz rozwoju środowiska. Chciałbym bardzo, aby wybrani do nagrody ludzie byli aprobowani przez społeczeństwo”.
Dla tych „utytułowanych” Roman Trześniowski ufundował też doroczne nagrody pieniężne. W ciągu 21 lat działalności fundacji z jej konta wypłacono kilkadziesiąt tysięcy złotych. Obdarowano nimi 56 osób, organizacji, klubów i zespołów. Pieniądze podarował profesor. Przeznaczył na ten cel oszczędności swojego życia. Najpierw na konto fundacji wpłacił pół miliona złotych. Później dwukrotnie powiększał jej majątek, o kolejne 20 tys. zł. Czynił to spontanicznie.
- Raz podał pieniądze, niemałe, przez
znajomego. Za drugim razem chciał mi osobiście wręczyć plik banknotów. To było
podczas mojej wizyty w jego domu w Warszawie. Dopiero wspólnie z jego synową
Jadwigą udało się nam przekonać, że tak się nie robi, że są od tego banki –
opowiada Wiesława Sieńkowska.
Nagroda dla „Człowieka roku”, to zgodnie z wolą fundatora, procent od odłożonej na bankowej lokacie kwoty.
- W tym roku mieliśmy do podziału 1,8
tys. zł – mówi Anna Pawliszak z Urzędu Gminy w Komarowie, sprawująca pieczę nad
dokumentacją związaną z działalnością fundacji. – Gdyby została zlikwidowana,
darczyńca życzył sobie, by połowę kapitału przekazać rodzinie, pozostałą -
szkole podstawowej w Komarowie.
Kandydatów do nagrody Romana Trześniowskiego może wytypować każdy mieszkaniec komarowskiej gminy. Może zgłosić instytucja, organizacja, sołectwo. O tym, kto w danym roku otrzyma to zaszczytne wyróżnienie, decyduje siedmioosobowa kapituła. W jej skład wchodzi m.in.: ksiądz proboszcz, wójt gminy, dyrektor szkoły.
- Ponieważ kandydatów z reguły bywa kilku, a nawet kilkunastu, nigdy nie ma jednomyślności. Bywa i tak, że obrady są burzliwie, kilkugodzinne – uśmiecha się pani wójt.
Jestem ze wsi
Mieszkańcy Komarowa są dumni, że mają taką fundację, że mieli tak szlachetnego profesora. W sali gminnego ośrodka kultury urządzili stałą wystawę. Są tam podarowane przez rodzinę Romana Trześniowskiego należące do niego pamiątki, fotografie, odznaczenia i tytuły. Gablotę, w której są umieszczone, zaprojektowała jego synowa Aneta Trześniowska, scenograf Telewizji Polskiej SA.
- Swoją miłością do tych stron zaraził swoje dzieci, wnuki - podkreśla Maria Kłoda, kuzynka Romana Trześniowskiego. W jej domu rodzinnym w Komarowie profesor stawiał pierwsze swoje kroki.
- Niezwykły człowiek, wyjątkowa osobowość. Mimo iż posiadał najwyższe stopnie naukowe miał w sobie coś, co nazwałabym szlachetną prostotą – opowiada kobieta.
- Zawsze pamiętał o rodzinie. Wielokrotnie spotykaliśmy się albo u niego w Warszawie, albo w moim domu w Komarowie. Siedzieliśmy godzinami i rozmawialiśmy. Na różne tematy. Kochał swoją uczelnię, więc sporo czasu jej poświęcał. Kochał też ludzi. Przy każdej okazji powtarzał, że człowiek jest tylko człowiekiem i powinien żyć dla drugiego człowieka. Miał wiele planów, co do Komarowa. Wiele udało mu się zrealizować, jak chociażby fundację. Chciał basen przy szkole budować. Zabrakło czasu – kończy.
Tadeusz Wawręty, skarbnik fundacji nadającej tytuły „Człowieka roku” poznał profesora wiele lata temu, na studiach.
- Nie wiedziałem jeszcze, że pochodzi z Zamojszczyzny – wspomina. - Pamiętam pierwszy z nim wykład. Na sali jak makiem zasiał. Nikt z nikim nie rozmawiał. Wszyscy z ogromnym zainteresowaniem wsłuchiwali się w jego słowa. I tak było przez kolejne spotkania. Żaden z wykładowców nie zrobił na mnie takiego wrażenia. To był świetny nauczyciel, bardzo dobry człowiek. Był doradcą dla swoich studentów. Każdy mógł przyjść do niego i się wygadać.
Po ukończeniu AWF-u wielokrotnie spotykał się z profesorem.
- Pracowałem jako nauczyciel wf. Byłem też dyrektorem
szkoły w Komarowie. Wtedy ruszyliśmy z budową sali gimnastycznej. To była bardzo
kosztowna inwestycja. Potrzebowaliśmy pieniędzy. Z pomocą przyszedł nam
profesor. Torował drogi w ministerstwie. Pomógł załatwić dofinansowanie z
Totalizatora Sportowego. Kiedy przyjeżdżał w rodzinne strony był moim gościem.
Jeździliśmy do Dzierążni, gdzie była jego szkoła, do Tyszowiec, gdzie jest grób
jego ojca...
Jadwiga Trześniowska, synowa profesora o swoim teściu mówi „zanikający gatunek”, „ostatni Mohikanin”.
- Każdemu czas poświęcił. Każdemu pomocną dłoń podał. Był patriotą, pielęgnował tradycje, także te bożonarodzeniowe – wyznaje. - Miał trzy miłości: rodzinę, akademię Wychowania Fizycznego oraz Zamojszczyznę. Kiedy tylko miał wolny czas jeździł do Komarowa. To była jego Mała Ojczyzna. Wracał odmieniony, naładowany energią.
Ostatni utytułowani
W tym roku Kapituła Fundacji nagrodziła i przyznała tytuły „Człowieka roku” Waldemarowi Krosmanowi, sołtysowi wsi Janówka Zachodnia oraz Zespołowi Śpiewaczemu „Śniatyczanki” w składzie: Danuta Chwedeczko, Teodozja Emerle, Jadwiga Posłajko, Janina Posłajko, Maria Kościuk, Maria Posłajko, Zofia Karpińska, Halina Ważna, Barbara Szpinda, Kazimiera Piątkowska, Edward Emerle, Jan Karpiński oraz Piotr Marcola.
W kapitule zasiedli: Jerzy Pałczyński, przewodniczący RG, Wiesława Sieńkowska, wójt gminy, Anna Kupiec-Niedźwiedź – dyrektor szkoły, ks. proboszcz Mieczysław Filip, Ryszard Palikot, przedstawiciel rad sołeckich oraz Tadeusz Wawręty, skarbnik fundacji.
................................................
Nauczyciel z
tytułami
Roman
Trześniowski urodził się 1 sierpnia 1909 roku w Komarowie. Po ukończeniu
Seminarium Nauczycielskiego w Chełmie pracował jako nauczyciel w szkołach
Podlasia i Lubelszczyzny. W latach 1936 – 1939 studiował w Centralnym Instytucie
Wychowania Fizycznego (późniejsza AWF). W czasie II wojny światowej był dowódcą
kompanii III Dywizji Piechoty Legionów. Działał w ruchu oporu. Po wojnie
pracował jako wizytator wychowania fizycznego w Kuratorium Okręgu Pomorskiego w
Toruniu. Z warszawską AWF związał się w 1949 roku, przechodząc kolejno wszystkie
stopnie naukowe, od asystenta do profesora. W 1992 roku uczelnia, w której
pracował do 2000 roku, nadała mu tytuł doktora honoris causa. Roman Trześniowski
ukończył także studia pedagogiczne na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie
habilitował się w 1964 roku. Jest autorem około 150 publikacji naukowych, m.in.
„Rozwój fizyczny i sprawność młodzieży polskiej”, „Zabawy i gry ruchowe” oraz
promotorem 29 prac doktorskich. Przez 23 lata prezesował Polskiemu Towarzystwu
Naukowemu Kultury Fizycznej. Był też fundatorem trzech fundacji, poza komarowską
- Wybitnego Nauczyciela Wychowania Fizycznego oraz Młodych Pracowników Nauki w
Dziedzinie Kultury Fizycznej (dwie ostatnie zlikwidowano). Romana
Trześniowskiego uhonorowano wieloma odznaczeniami, m.in. Krzyżem Kawalerskim
Orderu Odrodzenia Polski, Złotym Krzyżem Zasługi. Jego małżonką była Helena
Mańkowska z Turkowic, nauczycielka. Miał trzech synów: Zbigniewa, Wiesława,
Ryszarda, pięcioro wnucząt i pięcioro prawnucząt. Zmarł 22 lutego 2004 roku w
Warszawie, w wieku 94 lat.
.............................................................
Komarów z dawnych lat
„Moi rodzice zamieszkali w drewnianym domku, małym dwupokojowym z kuchnią, który był własnością babci z domu Karpińskiej(...). Do dyspozycji młodego małżeństwa babcia przeznaczyła jeden z pokoików wraz z używalnością kuchni. Urządzeń sanitarnych w tym domu nie było. Dom stał bardzo blisko centrum miasteczka oraz bardzo dużego nowogotyckiego kościoła, drewnianej dużej szkoły, apteki, plebanii, a także niewielkiego centrum handlowo-rzemieślniczego, zamieszkałego głównie przez handlujących Żydów. Tu na niewielkim rynku w każdy poniedziałek odbywał się targ(...). Przybysze zaopatrywali się w sklepach w niezbędne artykuły żywnościowe, takie jak cukier, sól, słonina, smalec, wędliny, zapałki, nafta do lamp, mydło, a także ubrania (...) U rzemieślników żydowskich zamawiano uprząż dla konia – lejce i postronki z włókna konopnego, półszorki, naszelniki, szle, uzdy, kantary. (...) W rynku w Komarowie znajdowały się dwie restauracje. Jedna była prowadzona przez dwie siostry – Płanetową i Czarnecką, a druga przez rodzinę żydowską, której nazwiska nie pamiętam. Zwykle podczas targowych dni uczestnicy odwiedzali je po to, aby wypić „litkup” po zawartej poważniejszej transakcji. Byli zresztą i tacy, którzy spędzali tam czas niemal codziennie(...). Do nich należał także mój tata.(...)
Fragment książki prof. Romana Trześniowskiego „Opowieść o pasjonującym życiu wiejskiego chłopca”.
..........................................................
Komarowska fundacja ich nagrodziła...
1987 rok
Antoni Piskorz - rolnik, naczelnik OSP w Śniatyczach.
Stanisław Obuchowicz – rolnik, naczelnik OSP w Janówce.
Adam Jarmoła – rolnik.
1988 rok
Jan Wojciechowski – rolnik.
Ryszard Bondyra – rolnik, działacz społeczny.
Mieczysław Szajewski.
1989 rok
Wiesław Lipko - lekarz.
Zbigniew Balanowski – rolnik.
Jadwiga Lewczuk – nauczycielka.
Jan Bakun – rolnik.
1990 rok
brak dokumentów o przyznanych nagrodach.
1991 rok
Edmund Jakubiak – rolnik.
Janina Biszczan – nauczycielka.
1992 rok
nie przyznano nagród.
1993 rok
Bogdan Olewski za zaangażowanie w budowę szkoły podstawowej w Zubowicach.
Modesta Cyc za propagowanie kultury wiejskiej.
Zbigniew Morski za zaangażowanie w pracach remontowych kaplicy w Śniatyczach i budowie gazociągu.
1994 rok
Antoni Cisło - radny Rady Gminy Komarów.
Stanisław Gałek - działacz AK, radny RG Komarów.
1995 rok
Mieczysław Wszoła - rolnik, społecznik.
Angelika Łasocha i Monika Marczyk - najlepsze uczennice komarowskiej podstawówki.
1996 rok
Chór Mieszany w Komarowie za uświetnianie uroczystości kościelnych i patriotycznych.
1997 rok
Maria Elżbieta Wawręty – pielęgniarka.
Ochotnicza Straż Pożarna w Zubowicach.
1998 rok
Kazimierz Leszczyński i Marta Firek - zasłużeni honorowi dawcy krwi.
Przyznano też tytuł „Człowieka roku” pośmiertnie posłowi na Sejm RP Ryszardowi Bondyrze.
1999 rok
Emilia Barteczko - twórczyni ludowa, społecznik.
Marian Całka – społecznik.
Roman Śleboda – społecznik.
2000 rok
Ryszard Michnowicz - sołtys wsi Tomaszówka.
Jarosław Jakubiak - prezes OSP w Zubowicach.
2001 rok
Jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej w Komarowie i Zubowicach.
2002 rok
Helena Jaworska - emerytowana nauczycielka, twórczyni ludowa.
Leokadia Biszczan - poetka, zaangażowana w życie kulturalne gminy.
Jan Bakun - społecznik, działacz OSP w Krzywymstoku.
Tadeusz Dziura - wieloletni nauczyciel.
2003 rok
Wiesław Lipko – lekarz.
Tadeusz Kuczmaszewski - prezes Klubu Sportowego „Legion” w Komarowie.
Zbigniew Pysiewicz - naczelnik OSP i sołtys wsi Ruszczyzna.
Jan Płaneta - emerytowany nauczyciel.
Jerzy Wróblewski - emerytowany nauczyciel.
Emilian Mulawa - rolnik, społecznik.
2004 rok
OSP Kadłubiska.
Koło Gospodyń „Borowianki”.
2005 rok
Koło Gospodyń Wiejskich w Ruszczyźnie.
Józef Jakubiak - sołtys wsi Zubowice.
Zbigniew Szczerbik - sołtys wsi Zubowice Kolonia
oraz pośmiertnie Wiesław Lipko – lekarz.
2006 rok
Klub Seniora „Legenda”.
OSP w Śniatyczach.
OSP w Księżostanach.
Klub Sportowy „Legion” Komarów
oraz tytuł honorowy dla Stanisława Barteczki, radnego RG Komarów zarazem przewodniczącego Zarządu Wieczystej Fundacji im. prof. Romana Trześniowskiego
AD
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|