|
Rolnik spod Hrubieszowa w latach 90. odbierał gratulacje od wojewody zamojskiego Stanisława Rapy. To za obywatelską postawę - znalezione na polu przedmioty sprzed setek lat (prawdziwe skarby!), przekazywał muzeom. Teraz ma kłopoty. W jego domu policjanci znaleźli m.in. rzymskie monety z II-IV w. n.e. Podejrzewają, że handlował nimi, podobnie jak innymi zabytkowymi przedmiotami
Zaczęło się od
mieszkańca Lublina, 47-letniego archeologa - amatora. Z wykrywaczem metali
odwiedzał stanowiska archeologiczne i tam znajdował przedmioty, które kilkaset
lat przeleżały w ziemi. Lublinianin zgromadził potężną, liczącą kilka tysięcy
eksponatów kolekcję. Były w niej m.in. monety, żelazne groty, zapinki. Wszystkie
przedmioty układał w gablotach lub przechowywał w kopertach, wszystkie były
starannie skatalogowane.
19 listopada kolekcjonera
odwiedzili lubelscy policjanci. Zgromadzone przez niego przedmioty
zarekwirowali. Archeologiem-amatorem zajęła się Prokuratura Rejonowa w Lublinie.
Funkcjonariusze z Komendy Miejskiej Policji w
Lublinie poprosili o pomoc specjalistów - archeologów. Ci orzekli, że
przedmioty, które zgromadził mieszkaniec Lublina, pochodzą z I-IV wieku po
Chrystusie. A zostały zabrane ze stanowisk archeologicznych lub z terenów, które
nieopodal nich się znajdują. Fachowcy orzekli, że przynajmniej niektóre
eksponaty zostały przywiezione z powiatu hrubieszowskiego, m.in. z Gródka nad
Bugiem i Hrebennego, gdzie naukowcy m.in. z Uniwersytetu Marii
Curie-Skłodowskiej prowadzili wykopaliska, szukając śladów osad germańskich
plemion Gotów.
Witold Laskowski, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Lublinie wyjaśnia, że zeznania kolekcjonera z Lublina naprowadziły na ślad kolejnych osób, które miały handlować zabytkowymi przedmiotami.
W ten sposób dwa dni później policjanci
dotarli do 42-letniego mieszkańca Gródka w gm. Hrubieszów oraz 49-letniego
mieszkańca Hrebennego (gm. Horodło).
Obaj są rolnikami, a stanowiska archeologiczne znajdują się na terenie ich gospodarstw, po sąsiedzku lub są oddalone kilka kilometrów dalej.
W Gródku policjanci znaleźli m.in. 15 rzymskich monet, kamienie do gry, paciorki (szklane i bursztynowe), ostrogi, zapinki, fragmenty naczyń.
Z kolei w Hrebennem były np. sztućce, monety (21 sztuk), zdobione obrączki. U rolnika z Hrebennego znaleziono też dwa wykrywacze metali.
Rolnicy z pow. hrubieszowskiego również byli przesłuchiwani przez prokuraturę. Nie zostali aresztowani. Kolekcjoner z Lublina też przebywa na wolności.
Łapać złodziei!
Profesor Andrzej Kokowski, dyrektor Instytutu Archeologii na UMCS, wybitny znawca historii germańskich plemion Gotów, nie kryje oburzenia. Przypomina, że wielokrotnie mówił o tym, co się dzieje na stanowiskach archeologicznych, o tym, że są one najzwyczajniej w świecie rozkradane.
- Chwalimy się naszymi odkryciami, ale świat nam wypomina,
że nie potrafimy dbać o zabezpieczenie terenów wykopalisk. Wstyd. W końcu ktoś
się za to wziął. Dzięki Bogu! - wykrzykuje prof. Andrzej Kokowski.
W Gródku prace archeologiczne rozpoczęły się jeszcze w roku
1934. Na ślady osad i cmentarzysk Gotów natrafiono też m.in. w Masłomęczu pod
Hrubieszowem. Tam z kolei wykopaliska są prowadzone od ponad ćwierć wieku. Prof.
Kokowski przekonuje, że praca archeologa jest żmudna i wymaga czasu, wstępnych
badań, ustaleń. Nie sposób, aby naukowcy nawet w ciągu tak długiego czasu mogli
przekopać cały teren i wydobyć z ziemi wszystkie przedmioty, które pozostały po
starożytnych osadach. Poza tym te eksponaty, na które udaje się natrafić, muszą
być odpowiednio opisane, skatalogowane. To lata pracy.
Nie brakuje natomiast osób, które zapuszczają się na stanowiska archeologiczne z wykrywaczami metali. I bez skrupułów wykopują z ziemi liczące setki lat przedmioty, bezcenne zabytki.
-
Wiemy, że kilka lat temu w okolicach Łaszczowa znaleziono rzymskie monety i
wywieziono je do Wiednia. Złote i srebrne przedmioty znaleziono też w Ulowie pod
Tomaszowem Lubelskim, gdzie natrafiono na ślady osad Herulów (też germańskie
plemię - przyp. red.) i też zostały one wywiezione do Wiednia. Ale nic nie
możemy zrobić - ubolewa prof. Kokowski.
Według prof. Kokowskiego trudno określić wartość liczących 700 i więcej lat przedmiotów. Na aukcjach internetowych osiągają ceny kilku tysięcy złotych. Tak naprawdę jednak mają wartość muzealną, nie do przecenienia.
Bo za dobry
był...
Prof. Andrzej Kokowski przypomina jednak, że są i uczciwi ludzie, którzy znajdowane przez siebie przedmioty oddają muzeom lub archeologom. I zauważa, że czasami, gdy policja zatrzymuje ludzi, podejrzewanych o handel wykopanymi z ziemi zabytkami, wśród niesłusznie oskarżanych są również i ci, którzy pomagają naukowcom.
- Mężczyźni z Gródka i Hrebennego czasami przekazywali
swoje znaleziska muzealnikom, ale chyba nie zawsze - dopowiada Witold Laskowski
z KMP w Lublinie.
Z pewnością wszystkiego co znalazł, nie oddał 42-letni rolnik z Gródka. To osoba doskonale znana pracownikom muzeów oraz archeologom. W latach 90. mieszkaniec Gródka został nawet uhonorowany nagrodą przez wojewodę zamojskiego Stanisława Rapę. Znalazł bowiem wiele przedmiotów sprzed setek lat i powierzył je muzealnikom. Tym bardziej teraz niektórym trudno uwierzyć, że został zatrzymany przez policję i jest podejrzewany o nielegalny handel antykami.
- Mąż nie handlował, jest uczciwy - zapewnia żona mieszkańca Gródka. Jest pewna, że teraz, gdy popadł w kłopoty, profesor Kokowski nie odmówi pomocy i zaświadczy o jego niewinności.
- Miał monety, różne przedmioty,
które znalazł na polu. Ale został niesłusznie posądzony. Nie wiem, dlaczego tak
się stało. Wiele osób do nas przyjeżdżało, nawet naukowców, mąż pokazywał te
przedmioty, które znalazł, albo wyorał w polu. Nawet niektóre pożyczał
studentom, bo były im potrzebne do pisania prac - wyjaśnia. - Może ktoś, kto był
u nas, powiedział coś policji?
Zdaniem małżonki rolnika, jego problemy wzięły się stąd, że po prostu był za dobry i zanadto ufał nieznajomym.
- Jakby nikt nie wiedział co ma, to mielibyśmy spokój - powiada. - I tak byłoby najlepiej. I tak trzeba robić. Bo, jak inaczej? Wyjdzie człowiek z motyczką w pole, grzebnie w ziemi i zaraz coś wykopie. To co zrobić? Lepiej zabrać do domu, niż zostawić. Bo szkoda.
........................................................
10 lat za skarb
Przynajmniej niektóre przedmioty znalezione u mieszkańca Lublina, jak też rolników z pow. hrubieszowskiego pochodzą ze stanowisk archeologicznych, które są pod nadzorem konserwatora zabytków. A to oznacza, że wydobycie ich z ziemi nie mogło odbyć się bez zgody służb konserwatorskich. W myśl obowiązujących przepisów przedmioty te należą do Skarbu Państwa. Powinny być oddane archeologom lub muzeum.
Mieszkaniec Lublina, od którego wszystko się zaczęło, odpowie za nielegalny handel przedmiotami o szczególnym znaczeniu dla kultury (wszystko wskazuje na to, że sprzedawał i kupował na aukcjach interenetowych). Jako, że wszedł w ich posiadanie niezgodnie z prawem, zostanie potraktowany jako paser. Za to grozi do 10 lat pozbawienia wolności.
Podobna kara grozi też rolnikom z pow.
hrubieszowskiego. O ile okaże się, że też handlowali zabytkowymi
przedmiotami.
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|